
Marzy o debiucie w Legii, studiuje prawo
17.08.2026 20:45
(akt. 18.08.2026 16:00)
Jak to się wydarzyło, że w końcu, po wielu latach, udało się awansować do 2. Ligi? Co, Twoim zdaniem, zadecydowało o sukcesie rezerw Legii?
– Przede wszystkim dobrze funkcjonowało środowisko pracy całej Akademii i współpraca ze sztabem, z którym budowaliśmy to dwa lata. Stworzyliśmy trzon drużyny. Ewentualnie dochodziły jakieś drobne korekty, które nie wpływały tak znacząco na nasz model funkcjonowania. Wiadomo, jaka jest rola Legii II – mix doświadczenia i młodości, ogrywanie zawodników i przygotowanie ich do piłki seniorskiej na wyższym poziomie, do pierwszego zespołu.
Duże znaczenie miała koncepcja Akademii i trenera Filipa Raczkowskiego na grę i fakt, że my, jako zespół, temu zaufaliśmy. Faktycznie zaczęło to działać, choć sam się zastanawiałem, czy pod kątem piłkarskim młodzi zawodnicy będą w stanie to zrealizować. Myślę, że wzajemne zaufanie władz Akademii, sztabu do zawodników i odwrotnie było bardzo ważne.
Grupa wewnątrz była super nastawiona, bardzo dobrze się nam razem pracowało. Każdy nieraz powtarza takie rzeczy typu „drużyna”, „idziemy razem”, ale w tym przypadku nie były to zwykłe slogany. Faktycznie było czuć, że wszyscy idziemy w jednym kierunku i każdemu podoba się sposób, w jaki to robimy. Wyniki też budowały tę pewność, więc samo się to napędzało.
Dużą rolę miało też to, że nas, starszych zawodników, było kilku — ja, Mateusz Możdżeń, Adam Ryczkowski, Adam Mesjasz czy Łukasz Góra— ale przede wszystkim młodzi chłopcy, którzy przychodzili, znali założenia Akademii ze wcześniejszych roczników i współpracowali z trenerem Filipem. Bardzo ważny jest też fakt, że Akademia ma dane, wiedzę o zawodnikach z poprzednich rozgrywek, a trenerzy, którzy ich prowadzili, codziennie wymieniają się uwagami.
I to właśnie stabilność, zarówno jeśli chodzi o transfery, atmosfera wewnątrz oraz relacje na linii Akademia-sztab-zawodnicy zdecydowały o awansie.
W momencie, w którym zależało nam na wyniku sportowym, jakim był awans, trudno byłoby go zrobić z taką zmiennością, która często występuje w drugich drużynach. Wiadomo, że Legia II ma swoją rolę w ekosystemie Akademii i klubu. W tamtym momencie, kiedy awans był celem stawianym od kilku lat, był to rezultat obranej koncepcji Akademii i tego, jak to wszystko funkcjonowało, bo też nie zaniedbaliśmy rozwoju młodych.
Kiedy poczułeś, że awans jest już na wyciągnięcie ręki? Od początku poprzedniego sezonu budowaliście przewagę, więc pewnie już w marcu czy kwietniu mogliście być praktycznie pewni.
– Poczuliśmy w połowie drugiej rundy, że nie możemy wypuścić awansu z rąk. Naprawdę zrobiliśmy wiele, żeby być w tym miejscu, w którym byliśmy, i nikt z nas w ogóle nie dopuszczał myśli, że to się nie uda. Nie było jednak tak, że już wiedzieliśmy, że go mamy, bo do końca towarzyszyły nam emocje.
Na pewno pamiętam emocjonalny mecz z Ząbkami u siebie. Wtedy do awansu potrzebne nam było nasze zwycięstwo i potknięcie Warty Sieradz. Warta oczywiście się wtedy nie potknęła, więc awans wywalczyliśmy kilka dni później. Wtedy jednak emocje były naprawdę bardzo silne. Każdy chciał to zamknąć. To był moment, który na pewno będę wspominał, bo byliśmy niemal przemotywowani przed tym spotkaniem. Chcieliśmy koniecznie przypieczętować 2. ligę. Pamiętam, że oglądałem to spotkanie z ławki, ale nerwowość była bardzo duża. Na boisku było czuć, że naprawdę bardzo chcemy. Ten fakt, że tak bardzo chcieliśmy, trochę nam przeszkadzał. Nie chcę powiedzieć, że nas ograniczył, ale spowodował, że nie grało nam się tak dobrze jak zawsze.
Pamiętam przemowę trenera Filipa. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale była to jedna z takich sytuacji w szatni, w których uważam, że trener bardzo dobrze zareagował. Nie jestem zwolennikiem wielkich przemów i sloganów, których w piłce jest dookoła bardzo dużo – takich pustych słów i ubierania prostych rzeczy w ładne słowa. Jednak to był moment, w którym czuliśmy, że awans jest już praktycznie nasz, ale jednocześnie cała nerwowość i otoczka trochę nam przeszkadzały. Kilka zdań ochłody od trenera Filipa w szatni spowodowało, że na drugą połowę wyszliśmy w zupełnie innych nastrojach. Strzeliliśmy chyba trzy czy cztery gole i zamknęliśmy mecz. W tamtym momencie byliśmy już niemal pewni, bo mieliśmy bodajże cztery kolejki do końca i wystarczyło zdobyć w nich jeden punkt. To był taki moment, w którym powiedzieliśmy: „Okej, dobra, to jest na pewno”. Wcześniej czuliśmy, że jesteśmy na dobrej drodze, ale nikt głośno o tym nie mówił. Nie tyle chcieliśmy zapeszać, co po prostu koncentrowaliśmy się na najbliższych meczach. Wiadomo, jakieś żarty w szatni się pojawiały, ale byliśmy raczej skoncentrowani na tym, co przed nami. Nie chcę też mówić, że nie myśleliśmy o awansie. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak dobrze nam idzie, w jakim jesteśmy miejscu i gdzie chcielibyśmy być. To jednak nam nie przeszkadzało, nie paraliżowało nas i nie przysłaniało codziennej pracy. Po prostu myślę, że od połowy drugiej rundy temat awansu stał się realny. Był przełomowy moment z Ząbkami, kiedy każdy z nas poczuł, że to już prawie jest. Tak bardzo chcieliśmy to dopiąć, że trochę nas to sparaliżowało.
Wspominałeś, że wcześniej nie dojeżdżały zmiany letnie i było ich za dużo. Jesteś zdziwiony, że teraz, po tak dobrym sezonie i w końcu awansie, znowu do tych zmian doszło, zwłaszcza w sztabie, który jest w zasadzie w 100 procentach nowy?
– Rezerwy w Legii to nie jest tylko druga drużyna. Jesteśmy pomostem między Akademią a pierwszym zespołem. Zmiany są czymś naturalnym, wszystko ma służyć rozwojowi zawodników i stworzeniem odpowiedniego środowiska w drużynie. Cieszę się, jak chłopaki, którzy byli z nami w poprzednim sezonie, niedawno byli na zgrupowaniu z pierwszym zespołem, widać, że to dla nich wiele znaczy.
Co możesz powiedzieć o nowym sztabie, ogólnie o trenerze Matysiaku? Jest duża zmiana koncepcji względem poprzedniego sezonu?
– Druga drużyna i cała akademia ujednolica model gry z tym, w jakim funkcjonuje pierwszy zespół. Zdecydowanie jest to duża i rozwojowa zmiana. Pierwsze mecze i pierwsze miesiące zawsze są trudne. Tak samo wspominam nasze początki z trenerem Filipem. Nie jest łatwo zbudować zespół w miesiąc czy półtora, bo potrzeba zaufania, relacji i wzajemnego zrozumienia. Dlatego zupełnie nie patrzyłbym na pracę naszego zespołu i sztabu przez pryzmat tych pierwszych dwóch meczów. Ostatnio odnieśliśmy zwycięstwo ze Świtem Szczecin i myślę, że to może być nowy początek.
Drużyna została prawie taka sama, poza małymi zmianami. Jestem pozytywnie nastawiony i z niecierpliwością czekam na to, jak uda nam się zakończyć tę rundę pod względem wyników. Z optymizmem patrzę w przyszłość.
Jakie macie plany i cele na najbliższe miesiące?
– Trochę oklepane jest powiedzenie: chcemy wygrywać każdy mecz. To nie jest nic nowego. Każdy, kogo zapytasz, zawsze chce wygrać i być najlepszy. Mógłbym tutaj też śmiało powiedzieć, że najchętniej byśmy awansowali do 1. ligi. W Akademii głównym celem jest to, żeby młodzi zawodnicy się rozwijali. Grę w piłkę można opierać na tym, żeby wygrywać, więc trudno określić sobie inny cel niż wygrywanie meczów. Jeżeli cel, jakim jest rozwój młodych zawodników, możemy w jakiś sposób zmierzyć, to miejmy nadzieję, że go osiągniemy. My skupiamy się po prostu na tym, żeby wygrywać, trenować i być lepszymi. Wiem, że to są trochę utarte slogany, ale na pewno chcielibyśmy być jak najwyżej w lidze. Znam chłopaków i siebie - nikt nie będzie podchodził do tego lekceważąco. Każdy z nas gra o swoją przyszłość. Młodzi marzą jeszcze o pierwszym zespole, transferach, są ambitni. Przyświeca im cel w stylu top 5 lig w Europie. Każdy wychodzi na boisko po coś innego, ale koniec końców każdemu pomaga to, że drużyna wygrywa i on jest jej częścią. Dokąd nas to zaprowadzi na koniec sezonu, jak będziemy realizować nasze cele na boisku — to się okaże.
Uważasz, że jesteście gotowi na drugą ligę pod każdym kątem? Wiadomo, że są mocniejsze drużyny i dalsze wyjazdy po całej Polsce. Myślisz, że organizacyjnie, sportowo i logistycznie dacie sobie radę?
– Myślę, że organizacyjnie i logistycznie nie ma bardziej poukładanego klubu w Polsce niż Legia. Z trenerem Marcinem Muszyńskim na czele, który zawsze organizacyjnie wszystko dopilnuje, nie musimy się o nic martwić. Jeśli chodzi o aspekty sportowe, to zdecydowanie jesteśmy gotowi, żeby grać na poziomie drugiej ligi. Nie uważam, żeby któremukolwiek z chłopaków w Legii brakowało piłkarskich umiejętności. Mają coraz więcej ogrania w seniorskiej piłce i nie uważam, żebyśmy gdziekolwiek odstawali. Fizycznie pracowaliśmy bardzo ciężko w ciągu ostatnich dwóch lat z trenerem Jakubem Marynowiczem i trenerem Sebastianem Łokajem. Intensywność treningów oraz intensywność pracy na siłowni, która była praktycznie przed każdym treningiem i nieraz po treningu, przewyższała, moim zdaniem, większość klubów drugoligowych, pierwszoligowych, jeśli nawet nie ekstraklasowych. Ćwiczyliśmy i ćwiczymy naprawdę ciężko i myślę, że w tej kwestii na pewno nam niczego nie zabraknie. Jedyną kwestią jest doświadczenie. Każdy często podkreśla, że pierwsza i druga liga, a ogólnie poziom centralny, cechują się doświadczeniem. Zawodnicy, którzy grają na tym poziomie przez kilka lat, czasami podejmują w pewnych sytuacjach lepsze decyzje niż młodzi zawodnicy i być może później rzutuje to na rezultat spotkania. Myślę jednak, że naszym przygotowaniem motorycznym i piłkarskim jesteśmy w stanie nadrobić braki w doświadczeniu.
To również kwestia dyspozycji dnia, dyspozycji treningowej. Potencjał w każdym z chłopaków, z którymi na co dzień ćwiczę, jest ogromny. Każdy z nich pojedynczo odnalazłby się na każdym szczeblu poziomu centralnego. Ta drużyna składa się z naprawdę dobrych zawodników. Druga drużyna na pewno jest gotowa, żeby grać na poziomie centralnym. Wiadomo jednak, że to są tylko słowa - wszystko zweryfikuje boisko. Na wynik meczu składa się dużo więcej rzeczy niż tylko to, jakie kto posiada umiejętności. Nie chcę więc wybiegać za daleko w przyszłość i mówić które miejsce powinniśmy zająć. Przez wiele lat funkcjonowania w klubie przekonałem się, że jest wiele rzeczy, które wpływają na rezultat w dużym stopniu. Zobaczymy więc, jak to będzie funkcjonować, ale uważam, że jeśli chodzi o czysto piłkarsko-motoryczne aspekty, a nawet doświadczenie, to na pewno niczego nam nie brakuje.
Wspomniałeś o dużym potencjale młodych w rezerwach. Który zawodnik albo których dwóch–trzech robi na Tobie największe wrażenie?
– Tak naprawdę ciężko wymienić dwóch czy trzech, bo każdy z nich ma coś. Tego, czego nauczyła mnie piłka przez te lata — może nie na superwysokim poziomie, ale trochę tych chłopaków widziałem — jest to, że poza umiejętnościami decyduje też bardzo dużo innych rzeczy. Duże znaczenie mają szczęście, moment, w którym ktoś znajdzie się we właściwym miejscu, i obdarzenie zaufaniem. Każdego z tych młodych chłopaków można by wyjąć z tej drużyny, wsadzić do innej i obdarzyć zaufaniem na trzy, cztery czy pięć kolejek i każdy umiejętnościami by się obronił, jeżeli dopisałoby mu też szczęście.
Warto wyróżnić chłopaków, którzy teraz są w jedynce, czyli Eryka Mikanowicza, Bartosza Korzyńskiego i Filipa Przybyłko. Filip jest bardzo ciekawym zawodnikiem. Ma świetne umiejętności techniczne i użytkowe, potrafi przytrzymać piłkę, jest mądry w decyzjach na boisku, fajnie zabezpiecza też w defensywie. Myślę, że ma duży potencjał.
Jeśli chodzi o chłopaków z dwójki, którzy byli wcześniej z nami, to muszę wspomnieć o Cyprianie Pchełce czy Samuelu Sarudim. Każdy z nich ma mocne strony i jakieś słabsze, które pewnie ktoś by znalazł. Ciężko byłoby teraz każdego po kolei opisywać.
Pascal Mozie był u nas zawodnikiem, który robił na mnie ogromne wrażenie. Trzeba było nauczyć się z nim funkcjonować, bo bywał nonszalancki. W momencie, gdy nie zna się jego podejścia, może się wydawać arogancki, jakby robił coś przeciwko drużynie i trochę pokazywał swoje ego, ale to jest taki jego styl bycia. On przez to później na boisku jest bezkompromisowy, nie boi się podejmować ryzyka, bierze piłkę na siebie. Życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieję, że tam, gdzie poszedł, będzie się rozwijał, osiągnie swoje cele i będziemy go widywać na boiskach najlepszych lig europejskich.
Igor Skrobała jest również ciekawą postacią. To skrzydłowy, przeciwko któremu nie znosiłem grać, kiedy byłem na obronie. Pojedynki z nim są niezwykle trudne. Jest bardzo dynamiczny i bardzo szybki. Niestety ostatnio dopadły go kontuzje, ale myślę, że jak dojdzie do siebie, to też będzie mógł pokazać, na co go stać.
Wierzę, że wielu zawodników będzie grać wyżej, tak jak na przykład Rafał Boczoń czy Karol Kosiorek, którzy mają za sobą świetny sezon. Uczestniczyli już w treningach z pierwszym zespołem. Wiadomo, że wymaga to zaufania i trochę szczęścia. Każdy dostawał swoje minuty — w mniejszym lub większym stopniu — i każdy z chłopaków na pewno pokazał, że jest gotowy.
Jesteś w Legii II już siedem lat. Jak się czujesz w szatni, która jest coraz młodsza? Niektórzy już mówią do Ciebie „pan”?
– Nie, bez przesady. Tak źle jeszcze nie jest. Jestem taką osobą, która super odnajduje się w szatni.
Z młodymi chłopakami, którzy przychodzą, przecinaliśmy się często w akademii. Teraz dołączyło kilku nowych - nie wszystkich od razu znałem z młodszych roczników. U nas cała szatnia i dobór ludzi jest super. Każdy czuje się dobrze. Jest dużo śmiechu, dużo żartów. Każdy może się czuć zaopiekowany i swobodny. Wiek nie stanowi tutaj żadnej bariery, jeśli chodzi o relacje wewnątrz.
Jesteś wodzirejem szatni? Starasz się też mentalnie wspierać chłopaków, coś im podpowiedzieć?
– Bardziej chodzi o wsparcie, bo same słowa nie zawsze odzwierciedlają tego, czego ktoś potrzebuje. Dużo ważniejsza jest atmosfera, która tworzy się wokół. Jeśli ktoś popełni jakiś błąd czy ma trudny moment, to nie tyle jakieś słowa w stylu „nic się nie stało” albo „dawaj”, tylko raczej atmosfera, która tworzy się przez miesiące czy tygodnie w szatni, sprawia, że ktoś mentalnie trochę urośnie i nie będzie się bał podejmować ryzyka. Myślę, że bardziej niż jakieś uwagi działa po prostu dobre funkcjonowanie na co dzień. Jeśli każdy dobrze czuje się ze sobą, to nawet zbędne jest przypominanie sobie rozwiązań taktycznych albo piłkarskich. Od tego są też trenerzy, którzy z nami pracują. My wspieramy się, tworząc fajną grupę i atmosferę.
Masz jakieś cele indywidualne na ten sezon? W poprzednim nie grałeś za dużo, w tym jeszcze nie wszedłeś na boisko.
– Nie stawiam sobie jakichś niesamowitych celów. Po prostu samo trenowanie jest dla mnie ważne. To jest podobna kwestia jak z celami drużynowymi i wygrywaniem. Nie powiem nic odkrywczego, że chciałbym grać. Każdy zawodnik trenuje po to, żeby grać. Fajnie, jeśli ta drużyna będzie dobrze funkcjonować. Cieszę się z tego, że mogę na co dzień trenować. Jestem już tyle czasu w tym klubie, że wiem, jak to funkcjonuje i jaka jest czyja rola. Czerpię przyjemność z tego, że trenuję i tworzę tę szatnię razem z chłopakami. Samo uczestniczenie w tym całym procesie jest świetną rzeczą. Cała moja przygoda z piłką nauczyła mnie już wiele i jeszcze wiele mnie nauczy. Myślę, że po prostu po to się to robi, żeby być coraz lepszym. Wiadomo, każdy chce grać. Ja twardo stąpam po ziemi i żyję każdym kolejnym treningiem i meczem. Jeśli drużyna będzie dobrze funkcjonować, to każdy z nas będzie dużo milej spędzał tutaj czas. Jak będziemy wygrywać, to będzie jeszcze fajniejsza atmosfera i będzie się to napędzać, tak jak w ostatnich latach.
Kilka razy trenowałeś z jedynką. Marzysz jeszcze o debiucie w pierwszym zespole, czy może w innym klubie – w Ekstraklasie czy pierwszej lidze?
– Marzenia zawsze pozostają. Zagranie chociażby minuty w pierwszej drużynie Legii byłoby dla mnie zdecydowanie spełnieniem marzeń. Nie przestanę o tym marzyć, dopóki jeszcze gram w piłkę. Nie jest to mój długoterminowy cel. Staram się skupiać też na innych aspektach niż tylko futbol. Patrzę na to trochę bardziej długoterminowo. Może nie udało się do tej pory zagrać wysoko, różnie życie się układa. Nie mówię, że nigdy już nie chcę grać w piłkę czy że nie mam żadnych marzeń. Jeśli miałbym możliwość zagrania w Ekstraklasie, to oczywiście, że chciałbym zagrać. Patrzę na to już trochę z dystansem, bo swoje tutaj przetrenowałem. Jeśli chodzi o ruchy, które podejmowałem w przeszłości, na przykład w kwestii transferów - gdybym miał cofnąć czas, mogłyby wyglądać to inaczej. Może pewne lekcje spowodowałyby inny układ rzeczy, ale jestem zadowolony z tego, gdzie jestem. Piłka, nawet jeśli nie udałoby mi się nigdy zagrać w Ekstraklasie czy pierwszej lidze, dała mi naprawdę wiele. A przede wszystkim Legia — to jest całe moje życie. Jestem tutaj prawie 13 lat i myślę, że większość tego, co mam i jakim jestem człowiekiem, mogę zawdzięczać dwóm rzeczom: rodzicom i Legii. Zwieńczeniem takiej przygody na pewno byłby debiut w pierwszej drużynie, ale nie skupiam się na tym na co dzień. To jest bardziej coś odległego, a ja żyję tym, co jest tu i teraz. Jestem bardziej realistą niż marzycielem, zdecydowanie nie bujam głową w chmurach. Wiadomo jednak, że fajnie byłoby kiedyś zagrać w pierwszej drużynie. Jeśli się to nie uda, to i tak Legia dała mi tak naprawdę wszystko, co mam. Jestem temu klubowi bardzo wdzięczny. Zawsze będzie częścią mojego życia i nigdy nie przestanę być częścią tego klubu. Nieważne, czy w roli takiej jak teraz, czy w innej — na pewno zawsze tu będę. Marzenia piłkarskie były trochę większe dziesięć lat temu. Życie je zweryfikowało i być może podjęte po drodze decyzje też miały na to wpływ. Tak jak mówię — jestem zadowolony z tego, gdzie jestem.
Wspominałeś o różnych decyzjach i ofertach. Miałeś w przeszłości jakieś konkretne propozycje transferowe?
– Nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Jedne propozycje były bardziej konkretne, inne mniej. Różne osoby po drodze doradzały - być może ktoś chciał dobrze, być może ja zdecydowałem inaczej. Tak wygląda życie — nigdy nie wiemy, jak potoczyłaby się inna droga. Mówienie teraz, że któraś decyzja doprowadziłaby mnie gdzieś indziej, nie zawsze jest prawdziwe, bo nigdy nie wiemy, co by było, gdybyśmy otworzyli inne drzwi. Myślę, że generalnie dla młodych chłopaków, którzy w piłce młodzieżowej i naszej Akademii doszli do sufitu, pójście i spróbowanie swoich sił na sezon na wypożyczeniu w innym klubie, tak jak w Pogoni Grodzisk Mazowiecki, gdzie jest trudniej, nie ma takiego komfortu jak w LTC, warunki są bardziej surowe, może też być dobrym ruchem, jeśli chcą dalej budować swoją karierę. Legia jest świetnym miejscem, jednym z lepszych do rozwoju w Polsce. Wiadomo, że liczba miejsc w pierwszym zespole jest ograniczona, a konkurencja najlepsza w kraju. W ich wieku dobrze jest zdobyć doświadczenie seniorskie, które potem pozwoli im walczyć o pierwszy zespół. Dlatego również nasz awans do II ligi jest cenny pod kątem ich ogrania, bo to są inne warunki niż III liga.
Może takie decyzje budowałyby moją inną przyszłość, ale w ogóle tego nie żałuję, bo to zawsze jest gdybanie. Nigdy nie wiadomo, co inne decyzje by przyniosły. Jakieś opcje zawsze były — mniej lub bardziej konkretne. Suma tych decyzji, które podjąłem, zaprowadziła mnie tu, gdzie jestem teraz. Uważam, że takie myślenie nie jest potrzebne. Jeżeli miałbym podejmować te decyzje jeszcze raz, to myślę, że jestem zadowolony z miejsca, w którym jestem, więc podjąłbym je tak samo. Oczywiście, gdybym chciał bardziej zaryzykować, może mógłbym zrobić coś inaczej. Analizując oferty, może gdybym wcześniej odszedł, coś innego by się wydarzyło. Każdy może powiedzieć o swoim życiu w ten sam sposób.
Wypowiadasz się trochę tak, jakbyś powoli żegnał się z Legią. Myślisz, że to jest Twój ostatni sezon w tym klubie?
– Generalnie nigdy nie wiadomo. Ciężko powiedzieć, bo tak naprawdę nikt nie wie, co będzie za rok, mam już 25 lata. Ja tutaj od jakiegoś czasu właściwie co roku jestem na rok. Bardziej podchodzę do tego na chłodno. Nie jestem przywiązany tylko do jednej opcji i do tego, żeby za wszelką cenę zostać. Jestem po prostu otwarty na różne możliwości, a nie zamykam się na tym, że tutaj zostanę. Decyzje będą pewnie podejmowane za rok, więc ciężko na ten moment cokolwiek powiedzieć.
Mówisz, że jesteś tu na rok i tak funkcjonujesz już od dłuższego czasu. Podobnie przez jakiś czas było z Arturem Jędrzejczykiem, który niedawno odszedł z Legii. Widzisz tutaj jakieś podobieństwa?
– Trochę podobnie, ale Artur Jędrzejczyk to inny wiek, poziom i inna historia dla klubu.
A gdybyś kiedyś kończył granie, widziałbyś siebie dalej w Legii? Myślałeś może o drodze trenerskiej?
– Nie rozmawiałem na ten temat, bo na tę chwilę nie rozważam drogi trenerskiej. Gdybym kiedykolwiek chciał jeszcze coś robić w Legii, to myślę, że wszystko jest możliwe. Ludzie w klubie się zmieniają, ale gdybym kiedyś chciał, żeby ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń, to sądzę, że nie byłoby z tym problemu.
Jeśli kończyłbyś przygodę z piłką, to najchętniej zrobiłbyś to w Legii? Czy myślisz, żeby wrócić do pierwszego klubu, czyli MKS Piaseczno?
– Myślę, że jeżeli kończyłbym swoją przygodę, to byłoby to w Legii. Tak jak mówię — raczej nie chciałbym mówić, że coś będzie na pewno, bo życie jest, jakie jest, i nigdy nic nie wiadomo.
Skoro trenerka na razie nie wchodzi w grę, to jakie inne opcje bierzesz pod uwagę?
– Studiuję, uczę się i staram się rozwijać w różnych aspektach pozasportowych. Mam parę swoich przemyśleń na życie. Jak one się rozwiną, to też pokaże czas. Studiuję prawo i na tym się skupiam, wcześniej ukończyłem też studia finansowe. Jeśli chodzi o zdobywanie doświadczenia w innych obszarach, nie zamykam się na żadną opcję. Mam znajomych, którzy działają w różnych branżach. Staram się zdobywać doświadczenie, pracować dorywczo czy na zlecenie, czasami podpatrywać, jak to wszystko wygląda i na tej podstawie budować sobie wiedzę o tym, co dzieje się dookoła mnie.

Aleksandar Vuković zwolniony z Widzewa Łódź po słabym starcie sezonu

Raków Częstochowa stawia na stabilizację. Świerczewski określa priorytety...

Deco potwierdza plany przedłużenia kontraktu Raphinhi i nie kryje...

Real Madryt nie odpuszcza. Zubimendi może opuścić Arsenal już w styczniu

Vinicius Jr. zarabia w Realu Madryt tyle co Mbappé. 48 milionów euro...

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.