Legia Warszawa - Puskas Academy FC 1:1
fot. Marcin Szymczyk

Michał Żewłakow: Chorzy na brak wygrywania

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Canal+

16.02.2026 22:01

(akt. 19.02.2026 14:41)

- Z perspektywy sześciu–siedmiu miesięcy trzeba dziś powiedzieć wprost: Legia Warszawa jest drużyną chorą na brak wygrywania. Czekamy na wygraną w lidze z ogromnym utęsknieniem, a seria dwunastu meczów bez zwycięstwa pokazuje, że mimo obecności zawodników z doświadczeniem, nawet z wyższego poziomu, po prostu się męczymy. I ta męka trwa zdecydowanie za długo - ocenił dyrektor sportowy Legii Warszawa, Michał Żewłakow w programie "Ekstraklasa po godzinach".

Patrzysz na ten zespół — na co tak naprawdę go dziś stać?

- Myślę, że percepcja zespołu bardzo się zmieniła. Początek sezonu, okres tuż po zamknięciu okna transferowego i sam start rozgrywek nie były złe. To może nie było idealne wejście, ale pojawiały się zwycięstwa, kolejne awanse, oczywiście zdarzały się też wpadki. Zakończyliśmy grę w Lidze Europy na Cyprze, ale ostatecznie udało się awansować do Ligi Konferencji. Wydaje mi się, że momentem przełomowym był pierwszy mecz w fazie grupowej tych rozgrywek z Samsunsporem. Skład, który wtedy wyszedł na boisko, i decyzje trenera, wywołały sporo emocji oraz znaków zapytania. I mam wrażenie, że od tego momentu zespół przestał funkcjonować tak, jak oczekiwaliśmy. Pojawiło się więcej problemów niż jakości, na którą liczyliśmy.

- Z perspektywy sześciu–siedmiu miesięcy trzeba dziś powiedzieć wprost: Legia Warszawa jest drużyną chorą na brak wygrywania. Czekamy na wygraną w lidze z ogromnym utęsknieniem, a seria dwunastu meczów bez zwycięstwa pokazuje, że mimo obecności zawodników z doświadczeniem, nawet z wyższego poziomu, po prostu się męczymy. I ta męka trwa zdecydowanie za długo.

- Każdy kolejny tydzień to oczekiwanie i nadzieja, a kiedy zwycięstwo nie przychodzi, ta nadzieja zaczyna jeszcze bardziej ciążyć. Mam wrażenie, że przyjście trenera Marka Papszuna to moment diagnozowania problemu. On próbuje to zmieniać — system, nastawienie, podejście zawodników do niektórych rzeczy, a także nasze cele, które na początku sezonu były zupełnie inne niż te, które mamy dziś.

Dlaczego piłkarze tacy jak Szymański, Urbański, Krasniqi czy Rajović w Legii nie pokazują pełni swoich możliwości? Z czego to wynika?

- Gdybym znał lekarstwo na tę chorobę, zespół wyglądałby zupełnie inaczej już wcześniej. Problem jest bardziej złożony. Trener czy dyrektor sportowy mogą przed treningiem, w rozmowach czy poprzez swoje pomysły wskazać kierunek, w którym drużyna ma iść. Natomiast narzędziami do wykonania tej pracy są piłkarze. Wydaje mi się, że sporo dzieje się w psychice zawodnika — nawet tego doświadczonego, który przechodził w karierze trudne momenty. Czasem wystarczy wygrać jeden, drugi czy trzeci mecz, nawet bez stylu, nawet po przepychance. To powoduje, że zespół zaczyna oddychać, pojawia się wiara i nowe nadzieje.

- Dziś mam wrażenie, że każdy z piłkarzy zadaje sobie pytanie: dlaczego tak się dzieje i co jest ze mną nie tak. I to jest stan, z którego trudno się wydostać bez przełamania.

Skąd transfer Rafała Adamskiego? Czy to był pomysł dyrektora sportowego, Frediego Bobicia, czy trenera Marka Papszuna?

- Transfer Rafała Adamskiego był efektem naszych wspólnych rozmów. Pierwszym sygnałem był sparing z Pogonią Grodzisk Moazowiecki, w którym mogliśmy zobaczyć, jak funkcjonuje na boisku. Do tego dochodziły liczby z pierwszej rundy — oczywiście z niższego poziomu, ale jednak konkretne. W sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się zimą — kontuzje, brak skuteczności w ofensywie — szukaliśmy rozwiązań. Trzeba też pamiętać o naszych możliwościach finansowych. Większość dużych transferów zrobiliśmy latem, natomiast zimą duża część budżetu została przeznaczona na wzmocnienie sztabu szkoleniowego, żeby trener Marek Papszun mógł rozpocząć pracę w odpowiednich warunkach. Dlatego transfer Adamskiego był raczej uzupełnieniem składu i dołożeniem kolejnego elementu do ofensywy. Zresztą mam wrażenie, że te największe transfery wcale nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Gdyby dziś wskazać zawodników, o których można powiedzieć coś dobrego, to mam wrażenie, że są to często ci, od których wymagaliśmy najmniej.

Stałe fragmenty gry to kolejny powracający problem Legii. Drużyna traci po nich sporo bramek. Jak na to patrzysz jako były środkowy obrońca? Gdzie leży problem?

- Nie sądzę, żeby to był przypadek. Jeśli chodzi o ofensywę, problem dotyczy egzekucji — wykonania, jakości pierwszego podania czy, używając nomenklatury trenera Papszuna, dobrego transportu piłki w pole karne. W defensywie kluczowe jest przekonanie zawodników, że to, co robią, robią właściwie. Pomysł na obronę stałych fragmentów jest, natomiast zawodzi wykonanie. To jest problem całej drużyny i całej formacji defensywnej.

- Kiedy patrzymy na stosunek bramek zdobytych do straconych po stałych fragmentach, tych straconych mamy więcej. Natomiast powtarzalność tych samych błędów jest niewybaczalna. I to w dużej mierze tłumaczy naszą sytuację w tabeli. Dopóki tego nie poprawimy, będziemy mieć problem z pokonaniem jakiejkolwiek drużyny w Ekstraklasie.

 

Forma drużyny dostarczony przez Superscore

Komentarze (648)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.