
Oceny piłkarzy Legii za mecz z Cracovią – wzorowa dyscyplina taktyczna
11.03.2026 19:35
(akt. 11.03.2026 19:36)
Gra zespołu 6 (5,73) - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Przez ostatnie lata oglądaliśmy nieefektowny, ale często skuteczny system gry Rakowa kierowanego przez Marka Papszuna oparty na szczelnej defensywie, pressingu i stałych fragmentach gry. Spodziewaliśmy się szybkiego wdrożenia tego sposobu gry przy Łazienkowskiej, zwłaszcza że broniąca się przed spadkiem Legia zdecydowanie bardziej potrzebuje dziś nudnych jednobramkowych zwycięstw niż pięknej gry. I mecz z Cracovią był właśnie pierwszym takim, w którym piłkarze wypełniali w pełni założenia trenera. Legia rezygnowała z mozolnego budowania ataku pozycyjnego, a wręcz nawet oddawała piłkę rywalom tylko po to, by przesunąć linę pressingu pod bramkę przeciwnika i tam szukać odbioru piłki. Do złudzenia przypomina to grę na przekopy w rugby, ale jak się okazuje, w futbolu też daje się tak mecze wygrywać, a jak pamiętamy, Raków ten sposób zdobył nawet mistrzostwo Polski. Pressing opóźniał wyprowadzanie akcji przez Cracovie i nawet jeśli nie skończył się odbiorem piłki, to spowolnił rywala na tyle, by cały zespół mógł się w należytym porządku cofnąć pod własną bramkę i ustawić zasieki. A zasieki te okazały się dla gości nie do sforsowania. Pressing spełnił swój cel, bo Legia po nim zdobyła zwycięską bramkę i nie była to jedyna okazja wypracowana w ten sposób. Po stałych fragmentach gry Legia gola nie zdobyła, ale też i nie straciła, co często jej się jesienią zdarzało. Trener skutecznie też zarządzał meczem, już po godzinie zdecydował się zdjąć z przodu „techników” zastępując ich „wieżami” i konsekwentnie podwyższał skład, by lepiej walczyć o górne piłki i bronić przy stałych fragmentach gry. Dawno nie widzieliśmy, by mecz przy Łazienkowskiej był pod taką kontrolą jakiegokolwiek szkoleniowca Legii. Oczywiście, patrzy się na to bieganie i przesuwanie z bólem oczu, bo oglądający mecz przychodzą oglądać piłkę nożną, a nie żywe szachy z zacięciem lekkoatletycznym. Dziś jednak nie ma co wybrzydzać, Legia by uchronić się przed spadkiem potrzebuje wygrywać, a jak to będzie robić, nie ma większego znaczenia. Ważne też jest, że trenerowi do realizacji swojego pomysłu udało się przekonać piłkarzy. W niedzielę każdy z nich wypełniał założenia szkoleniowca, robił za trybik w zdyscyplinowanej maszynie i utrzymywał koncentrację, w skuteczną obronę był zaangażowany cały zespół. Żaden legionista w tym meczu nie zagrał słabo, wystawione przez nas oceny są dobre, przeciętne albo mocno przeciętne. Z jednej strony nie taką grę by się chciało oglądać, ale z drugiej taki wynik końcowy jest jak na dzisiejsze możliwości Legii w pełni zadowalający.
Otto Hindrich 7 (7,05 - ocena Czytelników). Obronił trzy strzały, ale wszystkie były łatwe do złapania, dobrze grający w defensywie zespół na niewiele pozwolił gościom. Najważniejsze było jego wyjście w pierwszych minutach meczu, gdy głową w trudnej sytuacji i na sporym ryzyku zaasekurował zbyt wysoko ustawioną linię obrony. Podobać się mogła też jego gra w powietrzu, dawno nie było bramkarza w Legii tak pewnie wychodzącego w gorę i łapiącego dośrodkowania. Nogami też grał bez zarzutu. Solidny występ rumuńskiego bramkarza, bez błędów, ale też i niezbyt często był poddawany jakimś trudnym próbom. Nie on był pierwszoplanową postacią niedzielnego meczu.
Kamil Piątkowski 6 (6,11). Dużo pojedynków wygranych, ale głównie na ziemi. Do ustawiania się pewne zastrzeżenia mamy, zwłaszcza jeśli chodzi o kontrolowanie rywala za sobą przy dośrodkowaniach, na szczęście z jednej takiej piłki, która przeszła mu za plecami i trafiła na głowę rywala w polu karnym piłkarz Cracovii nie potrafił zrobić dobrego użytku. Na własnej połowie Piątkowski piłek nie tracił, sporo do życzenia pozostawiała natomiast dokładność podań do przodu. Niezły mecz, podobnie jak większości legionistów, choć parę rzeczy jest na przyszłość do poprawy, w szczególności krycie przy wysokich wrzutkach.
Rafał Augustyniak 6 (5,95). Niepokojąco wyglądały pierwsze minuty meczu, gdy Cracovia rzucała długie piłki za linię obrony i Augustyniak miał problemy z dobrym ustawieniem się względem napastników. Wiele zmieniło się po objęciu prowadzenia przez Legię, a zwłaszcza w drugiej połowie, gdy linia obrony była cofnięta, w takim ustawieniu Augustyniak grał pewniej, choć raz też faulował rywala przed pole karnym na wprost bramki, za co dostał żółtą kartkę. Końcówkę meczu grał jako defensywny pomocnik, musiał uważać, by nie dostać drugiej kartki i to mu się udało. Na plus trzeba mu policzyć dokładność podań i małą liczbę strat, poza kilkoma podaniami długimi niemal wszystkie zagrania były celne. Augustyniak miał również swoje okazje pod polem karnym przeciwnika, raz uderzył niecelnie, a raz źle sobie piłkę w polu karnym przyjął. Ocena za niezły, ale jednak nie bezbłędny występ jest od nas taka sama, jak dla Piątkowskiego.
Radovan Pankov 7 (6,31). Król obrony w tym meczu i naszym zdaniem najlepszy zawodnik niedzielnego spotkania. W obronie był nie do przejścia, na ziemi wygrywał każde starcie, przez cały mecz znakomicie się ustawiał i przerywał akcje rywali. Do odpowiedzialnej gry w obronie, podobnie jak reszta legijnych defensorów dodał podobną koncentrację przy wyprowadzaniu piłki, niedokładne były tylko długie podania, którymi Legia zgodnie z przyjętą taktyką przenosiła grę po bramkę przeciwnika, na swojej połowie Serb piłki nie tracił. Warto zwrócić też uwagę, że Pankov, podobnie zresztą jak i Piątkowski ofensywnych piłkarzy powstrzymywał czysto nie faulując ani razu, za to Serb był najczęściej faulowanym legionistą w niedzielnym meczu, zazwyczaj po wygranym starciu z napastnikiem. Naprawdę dobry mecz trochę niedocenionego naszym zdaniem przez obserwatorów w tym meczu Pankova,
Kacper Chodyna 6 (5,91). Miał udział przy golu, to jego doskonałe podanie po przechwycie Biczachczjana otworzyło wolną drogę Ormianinowi w pole karne. Poza tym wywalczył dwa rzuty rożne i w drugiej połowie kolejnym ładnym prostopadłym podaniem wypuścił w pole karne Krasniqiego, parę akcji w bocznym sektorze też przeprowadził. Próbował raz uderzać na bramkę, ale skiksował. Solidnie pracował w obronie, jak cały zespół zresztą, wydaje się jednak, że prawa flanka z Piątkowskim i Chodyną była w defensywie nieco mniej skuteczna niż lewa z Kunem i Pankovem. Zastrzeżenia w przypadku Chodyny należy mieć do jakości wykonywanych stałych fragmentów gry, dwa dośrodkowania były bardzo nieudane. Przyzwoity mecz, udział przy golu, ale nie była to gra na takim poziomie, jak w Białymstoku.
Bartosz Kapustka 5 (4,92). Dwa zablokowane strzały, spore zaangażowanie w defensywie, rozgrywanie w środku pola bez strat i niska dokładność dłuższych podań. Dobrze czytał grę w obronie, miał najwięcej przechwytów spośród wszystkich legionistów, pomimo iż grał tylko godzinę. Nie ma się do czego przyczepić, ale też nie ma za bardzo za co pochwalić, zabrakło nam z jego strony przede wszystkim wspierania ataku. Trener Papszun najwyraźniej i do gry w obronie Kapustki nie był do końca przekonany, skoro już po godzinie do bronienia wyniku wpuścił za niego Szymańskiego, woląc zostawić na boisku Elitima niż Kapustkę. Legia gola nie straciła, więc decyzję trenera trzeba uznać za trafioną, a występ Kapustki ocenić mocno przeciętnie, Jego zmiennik zresztą zagrał naszym zdaniem na podobnym poziomie.
Juergen Elitim 6 (5,89). Pierwsze poł godziny w wykonaniu Kolumbijczyka nam się nie podobało. Po pierwsze brakło trochę biegania w defensywie, po drugie Elitim mocno zwalniał grę, co wykluczało zbudowanie szybkiego ataku z zaskoczeniem przeciwnika. Kolumbijczyk wolał jednak grać odpowiedzialnie i unikać trudnych rozwiązań, bardzo możliwe, że takie polecenia od trenera otrzymał. Końcówka pierwszej polowy i druga część meczu były zdecydowanie lepsze. Elitim imponował dokładnością podań, małą liczbą strat, a do tego zaczął też dość solidnie pracować w defensywie, pomagał również przy stałych fragmentach gry. W końcówce pierwszej połowy oddał całkiem niezły strzał, po którym bramkarz sparował piłkę na rzut rożny, po przerwie po faulu na nim dostał żółtą kartkę Klich. W końcówce zmieniony w związku z uszczelnianiem obrony i podwyższaniem składu. Przeciętny występ Elitima, choć naszym zdaniem i tak był on najlepszy z trójki środkowych pomocników Legii w tym meczu.
Patryk Kun 7 (7,03). Po raz kolejny to napiszemy – piłkarz dawno już skreślony nieoczekiwanie stał się podstawowym ogniwem Legii, a do tego trafił po niedzielnym meczu do jedenastki kolejki. Na dobrą ocenę Kuna wpłynęła przede wszystkim ofiarna praca w defensywie, gdzie wygrał najwięcej pojedynków ze wszystkich legionistów, ale też i dobre wejścia ofensywne. Kun wywalczył dwa stałe fragmenty gry, raz dobrze dograł w pole karne po udanym dryblingu, próbował też strzału, ale został zablokowany. Mimo dobrej gry w defensywie błędów się nie ustrzegł, na początku meczu faulował czterdzieści metrów od bramki, raz w pierwszej połowie uciekł mu rywal, po przerwie raz pozwolił na dośrodkowanie, ale w sumie przeciwnicy po jego stronie niewiele zdołali zrobić. Dobry mecz Kuna, który od początku rundy wiosennej nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu.
Wahan Biczachczjan 7 (6,09). Ormianin zawsze jest bardzo zaangażowany w grę, ale raz gra lepiej, raz słabiej, trudno mu osiągnąć stabilizację. Skoro w Białymstoku zagrał słabiej, to przy Łazienkowskiej mecz powinien być dobry i taki właśnie był. Biczachczjan był zdecydowanie najlepszym legionistą w ofensywie, to po jego przechwycie i akcji padł jedyny gol dla Legii i to on oddał dwa najgroźniejsze strzały, które z trudem odbijał przed siebie Madejski, do tego trzeba dodać jeszcze jedno dobre dośrodkowanie, poza tym przy golu. Bardzo ruchliwy Biczachczjan miał też jeszcze dwie dobre okazje na oddanie celnego strzału, żal zwłaszcza tej drugiej, gdy po przechwycie Urbańskiego miał piłkę ustawioną na lewej stronie do kolejnej „bomby”, po jego kolejnym groźnym wyjściu z piłką Minczew był zmuszony do faulu wycenionego na żółtą kartkę. Ponieważ w dalszej fazie meczu priorytetem trenera była obrona wyniku, a Ormianin do specjalistów w grze defensywnej na własnej połowie nie należy, po godzinie gry Biczachczjan usiadł na ławce. I naszym zdaniem była to bardzo efektywna godzina w wykonaniu zdecydowanie najlepszego z przodu legionisty w niedzielnym meczu.
Kacper Urbański 6 (4,72). Dużo pracy w pressingu i w defensywie, odpowiedzialna przez niemal cały czas gra i bardzo mało strat. Dobre wyprowadzanie piłki, to na nim żółtą kartkę złapał Wójcik, blisko też był asysty, gdy po przechwycie dokładnie podał do Biczachczjana, ale Ormianin w tej akurat dogodnej sytuacji w bramkę nie trafił. W drugiej połowie raz stracił piłkę na własnej połowie przy nieudanym wyprowadzeniu, a chwilę później usiadł na ławce, bo trener chciał mieć z przodu świeżego zawodnika do pressingu, w dodatku znacznie wyższego, by wykorzystać go przy stałych fragmentach gry. Najlepszy mecz Urbańskiego wiosną, wprawdzie przeciętny i bez specjalnego błysku, ale za to dość solidny.
Antonio Colak 5 (4,56). Krótko grał, miał ledwie trzy kontakty z piłką, nie stracił jej, raz utrzymał się przy piłce tyłem do bramki, raz spóźnił się ze startem do dobitki po strzale Biczachczjana. Trudno wystawić za te nieco ponad dwadzieścia minut ocenę napastnikowi, który praktycznie nie dostawał podań.
Mileta Rajović 6 (5,91). Tym razem wszedł z ławki i parę minut później trafił do siatki przytomnie wykorzystując nieporozumienie obrońcy z bramkarzem. Było to jak się okazało trafienie na wagę trzech punktów, więc trudno mu wystawić po meczu negatywną ocenę, skoro jego dał Legii zwycięstwo. W pierwszej połowie podobać się mogło też utrzymywanie się przy piłce, Rajoviciowi grającemu tyłem do bramki nikt nie mógł jej zabrać. Druga połowa była pod tym względem zdecydowanie gorsza, przegrał zdecydowaną większość starć z obrońcami, oddał bardzo nieudany strzał i tracił piłki w nielicznych próbach dryblingów. Duńczyk przydawał się natomiast w defensywie, zwłaszcza przy górnych piłkach Cracovii w końcowej fazie meczu, bo kilka razy wybił piłkę zmierzającą w pole karne, jego wzrost bardzo się przydawał. Pierwsza połowa dobra, druga bardzo słaba, zdobyta zwycięska bramka pozwala jednak na wystawienie noty wyjściowej mimo tej słabej gry po przerwie.
Rafał Adamski 5 (5,31). Podniesienie intensywności gry w obronie i podniesienie wzrostu przy stałych fragmentach gry, to zapewne trener Papszun zakładał przy wpuszczaniu Adamskiego, który najwyraźniej miał pracować jako „defensywny napastnik”. Rzeczywiście w obronie się przydawał, potrafił piłkę zebrać, a nawet odebrać, pożytku z przodu jednak żadnego z niego nie było. Wprawdzie Legia przez ostatnie pół godziny broniła się zgodnie z planem, ale jednak od Adamskiego należało oczekiwać, że będzie on w stanie przetrzymać piłkę z dala od bramki, czy też wyprowadzić jakąś akcję, nie mówiąc o oddawaniu strzałów. Samo wykonywanie zadań taktycznych w obronie nie wystarczy, byśmy mogli wystawić napastnikowi ocenę wyższą niż mocno przeciętną.
Damian Szymański 5 (5,50). Wszedł z zadaniem poprawienia lub przynajmniej podtrzymania dobrej gry defensywnej drugiej linii Legii. Zadanie taktyczne wypełnił, natomiast do gry naszym zdaniem wniósł poza przesuwaniem się i ustawianiem niewiele. Zapamiętaliśmy tylko jeden odbiór, dużą dokładność podań (tylko dwa były niecelne i to oba długie) i brak strat. Zapewne tego oczekiwał od niego trener Papszun, my jednak od środkowego pomocnika oczekujemy też zdecydowanie więcej gry w piłkę do przodu, stąd ocena mocno przeciętna.
Ermal Krasniqi 6 (4,76). Dużo chaosu, strat w ofensywie i nieudane próby strzałów mogły razić, ale to tylko część elementów gry Kosowianina, ta najbardziej chyba widoczna. Druga uwaga jest taka, że Krasniqi miał tyle samo kontaktów z piłką, co Urbański, który grał na tej pozycji dwa razy dłużej, braku aktywności więc reprezentantowi Kosowa zarzucić nie można. Trzecie spojrzenie natomiast dotyczy dobrej i skutecznej gry w defensywie – Krasniqi miał aż pięć odbiorów, najwięcej w całej drużynie i w obronie wygrał większość pojedynków, a grał przecież ledwie pół godziny. Ze wszystkich zmienników Krasniqi wniósł więc zdecydowanie najwięcej do gry defensywnej i był też piłkarzem najchętniej pokazującym się do gry, chciał grać w piłkę, a nie tylko się przesuwać. W związku z tym pomimo nieco chaotycznych poczynań w polu karnym Cracovii, nota wyjściowa dla Kosowianina jest naszym zdaniem jak najbardziej uzasadniona.
Artur Jędrzejczyk grał zbyt krótko, by go oceniać.
Najlepszym legionistą niedzielnego meczu Czytelnicy wybrali Otto Hindricha, a redaktorzy Radovana Pankova.
Oceny zawodników

Ivi Lopez odejdzie z Rakowa, ale nie zagra w Legii, ani Wiśle

Manchester United rusza po Federico Valverde

Robert Dobrzycki: Moje życie było spokojniejsze, ale Widzew to moja...

Wisła Płock sprowadzi młody talent ze Śląska?!

Wisła Kraków po awansie do Ekstraklasy sprzedała już blisko 4 tysiące...

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.