
Oceny piłkarzy Legii za mecz z GKS-em – wybiegany remis
17.02.2026 17:30
(akt. 17.02.2026 21:19)
Gra zespołu 4 (3,56) - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Nikt oglądając Legię nie ma już chyba wątpliwości, że „Wojskowi” rzeczywiście w tym sezonie są słabsi od większości ekstraklasowych rywali i nieprzypadkowo bronią się przed spadkiem z ligi. I na razie bronią się bezskutecznie. Pierwsza połowa była wyrównana, oba zespoły strzeliły po golu i miały kolejne okazje, ale legioniści przebiegli przy tym aż o trzy kilometry więcej od gospodarzy. Z jednej strony to cieszy, ale z drugiej strony pokazuje w którym miejscu Legia się znajduje – by toczyć równorzędną rywalizację od drużyny ze środka tabeli, musza biegać zdecydowanie więcej od rywali. A że w drugiej połowie oba zespoły biegały mniej więcej tyle samo, to gospodarze mieli przewagę i byli bliżsi wygrania tego meczu. Legionistów ratowały też decyzje sędziego Sylwestrzaka, mógł podyktować rzut karny w pierwszej połowie po starciu Tobiasza ze Szkurinem, a z całą pewnością powinien do szatni odesłać w końcówce Pankova po ostrym wślizgu, jedynie ręka Kuna w polu karnym nie budzi naszych wątpliwości (w odróżnieniu od Adama Lyczmańskiego), tu sędzia podjął prawidłową decyzję. Legia w drugiej połowie nie oddała ani jednego celnego strzału, a jedyną okazję miała po rzucie rożnym. co daje obraz, jak słabo legioniści po zmianie stron grali w ataku. Choć niejednokrotnie widzieliśmy próby zagrań z pierwszej piłki, to były one na tyle niedokładne, a niekiedy nawet niepotrzebne. A że i obrona nie była pewna, to do końca meczu drżeliśmy o ten jeden punkt, bo o wygranej nie mogło być mowy. Poza intensywniejszym bieganiem nie widać w grze Legii postępów ani w ofensywie, ani w defensywie, ani przy bronieniu przy stałych fragmentach gry. Pojedyncze punkty zdobywane są z trudem, a ostatnią ligową wygraną widzieliśmy prawie pięć miesięcy temu. Pojedyncze dobrze wykonywane stałe fragmenty gry to za mało, by myśleć o wygrywaniu spotkań. Wyraźnie widać też z wypowiedzi w mediach, że ani piłkarze, ani działacze nie rozumieją najwyraźniej, że spadek jest realny i podchodzą do tej koszmarnej i jak najbardziej realnej perspektywy w sposób raczej dość lekceważący.
Kacper Tobiasz 4 (2,78 - ocena Czytelników). Udział w straconym golu - w podobny sposób jak tydzień temu – brak skutecznego wyjścia do dośrodkowania przy krótkim słupku w polu bramkowym. Z pewnością zdecydowanie lepiej powinni się zachować w tej sytuacji piłkarze broniący, a w szczególności Damian Szymański, ale takie piłki powinien wybijać bramkarz, któremu przecież ręce dają znaczną przewagę w powietrzu. W zasadzie w ciemno można obstawiać, że po kolejnej strzelonej Legii w ten sposób bramce, każdy następny rywal będzie szukał wykończenia stałych fragmentów gry w ten sam sposób. Bramkarz Legii mimo winy przy golu zagrał jednak nieco lepiej niż w Gdyni, wykopywał piłki dalej, podawał dokładniej, a do tego trzy razy uchronił Legię przed utratą gola po błędach obrońców. W sytuacji w doliczonym czasie gry sędzia na pewno po analizie akcji na monitorze podniósłby chorągiewkę, bo spalony był ewidentny, ale gdyby nie wyjście w pierwszej połowie za własne pole karne po stracie Pankova i przeszkodzenie cztery minuty później Szkurinowi przy strzale po błędzie Kapuadiego, Legia z Katowic nie wywiozłaby nawet punktu. Inna sprawa, że w tej drugiej sytuacji sędzia mógł spokojnie podyktować rzut karny, bo Tobiasz lekko przytrzymywał białoruskiego napastnika, ale nie podyktował i były napastnik „Wojskowych” piłki do siatki nie zdołał wepchnąć, a piłka znalazła się w rękach bramkarza Legii. Dzięki tym interwencjom ocenę dostaje o punkt wyższą niż tydzień temu.
Kamil Piątkowski 5 (3,86). Najlepszy ze wszystkich obrońców, raz tylko został minięty w polu karnym, poza tym błędów nie popełniał. Bywał nieraz ostatnią instancją, jego blok w pierwszej połowie zapobiegł wpadnięciu piłki do siatki. Jako jedyny z obrońców nie tracił piłek na własnej połowie, podawał z reguły dokładnie, wywalczył też jeden rzut rożny pod bramką przeciwnika. Dobrego meczu nikt w Legii nie zagrał w piątek, występ Piątkowskiego należy ocenić mocno przeciętnie, ale na tle pozostałych legionistów, to w Katowicach była ścisła czołówka.
Radovan Pankov 3 (3,91). Na środku bloku obronnego spisał się zdecydowanie gorzej, niż tydzień temu na boku. Bardzo niepewna gra, mało udanych interwencji, strata jako ostatni obrońca, po której desperackim wyjściem zażegnał niebezpieczeństwo Tobiasz. Wreszcie faul, po którym Serb powinien z boiska wylecieć na kilkanaście minut przed końcem meczu. Miał ogromne szczęście, że sędzia dopatrzył się tam jakichś okoliczności łagodzących. O ile w beznadziejnie grającej Legii późną jesienią serbski stoper był jednym z nielicznych piłkarzy prezentującym się lepiej od kolegów, to wiosnę zaczyna słabo. W kolejnym meczu będzie pauzował za kartki, może potem jego forma będzie lepsza.
Steve Kapuadi 2 (2,63). Pojechał na PNA, tam nie podniósł się z ławki, wrócił pod koniec obozu, doznał kontuzji, w międzyczasie zrobił sobie wycieczkę do Włoch przy nieudanej próbie transferu. Innymi słowy z drużyną się praktycznie nie przygotowywał zimą i trenował mało. Włosi po zobaczeniu jego pierwszego występu po powrocie do składu mogli odetchnąć z ulgą, że transfer nie doszedł do skutku, bo tak źle grającego Kongijczyka nie widzieliśmy od dawna. Bardzo nieodpowiedzialna gra, mnóstwo strat, niektóre na własnej połowie, a nawet pod własną bramką. Do strat i niedokładnych podań doszła słaba gra w obronie, po jego ogromnym błędzie Szkurin mógł strzelić gola, ale jakimś cudem przy pomocy Tobiasza i łagodnej ocenie sytuacji przez sędziego Sylwestrzaka piłki do siatki nie wepchnął. Miał też Kapuadi bardzo dobrą okazję na strzelenie gola, ale z dogodnej pozycji, po dośrodkowaniu Szymańskiego, nie trafił w piłkę. Ze wszystkich piłkarzy podstawowego składu Kongijczyk zagrał zdecydowanie najgorzej.
Ermal Krasniqi 3 (3,32). Strat mnóstwo, statystycy wyliczyli mu aż dwadzieścia jeden, rzeczywiście reprezentant Kosowa regularnie przegrywał pojedynki przez cały mecz, niezależnie od tego, czy grał na boku czy za napastnikiem, a i pod własnym polem karnym zdarzało mu się oddać piłkę przeciwnikowi. Do słabej gry piłką doszła tym razem równie zła w obronie, przegrywał starcia z rywalami, pozwalał na dośrodkowania, faulował w pobliżu w pola karnego, po jednym z tych fauli GKS strzelił wyrównującego gola. Nieliczne próby strzałów były równie nieudane. Był za to bliski asysty, po jego dośrodkowaniu w pole karne Kun trafił w bramkarza. Niestety była to jedyna dobra akcja Krasniqiego w piątek. Bardzo słaby mecz Kosowianina. Aktywność bardzo dużo, efekty mizerne.
Damian Szymański 4 (3,91). Pomysł na grę „szóstki” u trenera Papszuna najwyraźniej jest taki, że defensywny pomocnik wyprowadza piłkę z własnej połowy na równi z obrońcami i pozostaje potem wraz z nimi z tyłu, tak przynajmniej to na boisku w Katowicach wyglądało. Trudno więc rozliczać Szymańskiego z tworzenia sytuacji podbramkowych czy budowania akcji na połowie rywala, skoro znacznie częściej od defensywnego pomocnika pod bramkę rywala idzie jeden z trójki obrońców grających na boku. Pod tym względem zapewne były reprezentant Polski realizował przedmeczowe założenia taktyczne, biegał najwięcej ze wszystkich legionistów i w odróżnieniu od Pankova czy Kapuadiego, nie tracił piłek przy ich wyprowadzaniu. Mimo to trudno mu wystawić pozytywną ocenę po meczu, bo jak na piłkarza wypełniającego głównie zadania defensywne to błędów przy bronieniu poważnych kilka popełnił, w tym ten najważniejszy przy golu, gdy z przyczyn bliżej niezrozumiałych odpuścił sobie krycie przeciwnika przy krótkim słupku. Gdyby tego nie zrobił i odciął Galana od piłki, to gola by nie było - niezależnie od złego wyjścia Tobiasza. W polu karnym rywala zagrał raz dobre prostopadłe podanie z pierwszej piłki, po jego dośrodkowaniu był jeden rzut rożny, a po jednej bardzo dobrej wrzutce z narożnika boiska doskonałą okazję miał Kapuadi. Przez ostatnie pół godziny głównie się przesuwał w obronie, mało miał kontaktów z piłką. Nie wyróżniał się na tle kolegów, ale też i od nich nie odstawał.
Bartosz Kapustka 4 (3,65). Niezła pierwsza połowa, dwa wywalczone rzuty rożne, jedna ważna interwencja w obronie, kilka zebranych piłek, jeden zablokowany strzał. Druga część meczu zdecydowanie gorsza, sporo biegania, ale mało kontaktów z piłką, jedno średniej jakości dośrodkowanie i żółta kartka po faulu taktycznym eliminująca go z kolejnego meczu. Powinien być chyba zmieniony wcześniej, bo przez znaczną część drugiej połowy nie brał na siebie ciężaru gry w środku pola i przeniesienia gry pod bramkę rywala. Legia pod tym względem opiera się głównie na wahadłowych, gry środkiem naszym zdaniem jest a mało, sposoby budowania akcji powinny być bardziej urozmaicone. Podobnie jak Szymański ani się Kapustka w piątek nie wyróżniał, ani od kolegów nie odstawał.
Patryk Kun 6 (4,77). Piłkarz, który był odstawiony od składu i wypychany z klubu nagle w piątek okazuje się zdecydowanie najlepszym legionistą na boisku. O ile Kuna można za to podziwiać, to fatalnie świadczy to o formie reszty legionistów. Niemal wszystkie co bardziej udane akcje (choć przecież i tak nieliczne) były wyprowadzane przy udziale lewej strony. Kilka niezłych dośrodkowań, jeden wywalczony rzut rożny, celny strzał głową najniższego zawodnika na boisku, a do tego znakomita asysta słabszą nogą - to naprawdę sporo, biorąc pod uwagę poziom gry reszty legionistów. Do tego Kun w odróżnieniu od Krasniqiego i Chodyny bardzo dobrze bronił, raz tylko pozwolił na dośrodkowanie, dużo biegał, skutecznie walczył w odbiorze i co chyba najbardziej zaskakujące, był najlepiej wyprowadzającym piłkę legionistą, a w drugiej połowie wręcz jedynym, który potrafił to robić bez straty. Rywale mieli problemy z zatrzymywaniem Kuna bez faulu i złapali na nim obie żółte kartki. Zdecydowanie najlepszy legionista w Katowicach, zastanawialiśmy się nawet nad wyższą oceną.
Wahan Biczachczjan 5 (4,92). Ogromne brawa za gola, bo Ormianin ma zaledwie 172 cm wzrostu, a w polu karnym potrafił się urwać wysokim obrońcom i skierować precyzyjnie piłkę do siatki głową. Gol ten oczywiście podnosi ocenę Biczachczjana po piątkowym meczu, ale też nie może nam przesłaniać mocno przeciętnej gry, o ile wręcz nie słabej gry Ormianina. W pierwszej połowie strat miał sporo, ale potrafił z rzadka nieźle dośrodkować, wyprowadzić piłkę czy pomóc w defensywie. Po zmianie stron były już tylko straty, a Biczachczjan po prostu nam z gry zniknął. O ile w Gdyni trener zdjął go naszym zdaniem zbyt wcześnie, to w Katowicach chyba zbyt późno, Jakub Żewłakow miał więcej dobrych kontaktów z piłką przez ostatni kwadrans niż Biczachczjan przez cały swój pobyt na boisku po zmianie stron.
Kacper Urbański 4 (3,85). W pierwszej połowie przeplatał dobre zagrania nieudanymi, nieudanych było chyba jednak więcej. Po jego stracie w 11. minucie rywal miał kontrę, ale to właśnie Urbański utrzymał się po trudnym do przyjęcia podaniu przy piłce przy akcji bramkowej i rozpoczął rozgrywanie jej w pole karne. W drugiej połowie rzadko był przy piłce, ale też piłek nie tracił, wywalczył jeden rzut rożny. Nie mamy przekonania, czy akurat on zasłużył na tak wczesną zmianę, ale podobnie jak większość legionistów Urbański grał po prostu słabo i trudno się dziwić, że trener szukał sposobów na ożywienie gry w ataku.
Antonio Colak 3 (3,20). Raził brak ruchu w ataku i wyjścia do piłki, nie sposób komuś podać na wolne pole, jak stoi w miejscu. W pierwszej połowie z rzadka udawało mu się utrzymać przy piłce tyłem do bramki, wziął za to udział w akcji bramkowej zgrywając do tyłu piłkę „z klepki”. Miał jedną stuprocentową sytuację pod koniec pierwszej połowy, ale uderzył wysoko nad poprzeczką. Zamieszany był w utratę gola, choć jego wina w tej sytuacji była znacznie mniejsza niż Tobiasza i Szymańskiego. Po zmianie stron lepiej utrzymywał się przy piłce, ale też i niewiele miał z nią kontaktów. Generalnie grał słabo i został zmieniony już po godzinie. Niestety jego zmiennik zagrał jeszcze gorzej.
Mileta Rajović 2 (2,37). Tym razem zaczął z ławki i dostał trzydzieści minut, w których był niemal niewidoczny. Czasem utrzymał się przy piłce w środku pola z obrońcą na plecach, czasem nie, raz faulował czterdzieści metrów od własnej bramki, w polu karnym ani razu nie doszedł do piłki, ale też pomocnicy w pole karne przez ostatnie trzydzieści minut bardzo rzadko podawali. Duńczyk kolekcjonuje niestety w kolejnych swoich występach oceny bliskie najniższej z niezwykłą wręcz konsekwencją.
Kacper Chodyna 3 (3,05). Zaczął dobrze, od rajdu zakończonego rzutem rożnym i dobrego zebrania piłki pod bramką katowiczan. Niestety potem było już tylko gorzej. Niedokładne podania, zepsute akcje i błąd w kryciu w końcówce spotkania, który mógł zakończyć się utratą gola - to główne zapamiętane przez nas sytuacje z udziałem Chodyny z ostatniego kwadransa. Nieudana zmiana.
Jakub Żewłakow,Jan Leszczyński i Wojciech Urbański grali zbyt krótko, by ich oceniać.
Najlepszym legionistą piątkowego meczu Czytelnicy wybrali Wahana Biczachczjana, a redaktorzy Patryka Kuna.
Oceny zawodników

Indian Wells. Iga Świątek udanie rewanżuje się Sakkari

Manchester City kontra Liverpool w ćwierćfinale Pucharu Anglii!

Hansi Flick o słowach Xaviego o odejściu z Barcelony

Puchar Anglii. West Ham eliminuje Brentford po karnych

Pięć porażek z rzędu Wisły Płock. Co dalej z trenerem?

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.