
Oceny piłkarzy Legii za mecz z Jagiellonią – pół meczu karygodnej drzemki
04.03.2026 17:50
(akt. 04.03.2026 17:53)
Gra zespołu 5 (5,07) - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Po ciężkich stu dwudziestu minutach Jagiellonii w czwartek we Florencji wydawało się, że głównym zadaniem Legii w niedzielnym meczu będzie zabieganie zmęczonego przeciwnika, bo poziomem gry w tym sezonie legioniści mocno białostoczczanom ustępują, co najlepiej odzwierciedla pozycja obu drużyn w tabeli. Trudno więc zrozumieć, czemu legioniści w pierwszej połowie stali zamiast biegać. Nie ma nic złego w cofnięciu się na swoją połowę i przyjmowanie tam ataków mocniejszego rywala, zwłaszcza w meczu wyjazdowym, ale nie można bronić nie ruszając się. Piłkarze Jagiellonii rozgrywali sobie piłkę z ogromna swobodą, nawet w polu karnym Legii i za każdym razem zawodnik z piłką nie był atakowany ani nie poddawany żadnej presji, a w polu karnym i przed nim kolejni piłkarze Jagiellonii wychodzili sobie do piłki na wolne pole bez żadnego krycia czy nacisku legionisty. Obrońcy i pomocnicy stali sobie po prostu i „kryli strefę”, czyli powietrze, zamiast przeciwnika. W ten sposób padł pierwszy gol dla gospodarzy, legionistów niewiele to nauczyło, bo do końca pierwszej połowy nie zmobilizowało to ich do ruchu w obronie i bliskiego krycia. „Wojskowi” przebiegli ledwie pięćdziesiąt kilometrów w tej połowie, o cztery i pół mniej niż zmęczeni w tygodniu gospodarze, takiego spacerowania nie widzieliśmy chyba nawet jesienią w Zabrzu. Efekt był taki, że do przerwy Jagiellonia mogła spokojnie prowadzić 4:0, a prowadziła ledwie 2:1 tylko dlatego, że sama sobie gola wbiła, bo żaden z legionistów nie oddał celnego strzału na bramkę.
Po tej fatalnej, chyba najgorszej w tym roku pierwszej połowie nastąpiła cudowna metamorfoza w szatni. Trudno powiedzieć, czy piłkarze sami przemyśleli, co robią ,czy też dosadnie trener powiedział, co o takiej grze myśli (obstawiamy to drugie). W drugiej połowie legioniści przebiegli o dziewięć kilometrów więcej niż w pierwszej. Zmianę w podejściu do swoich obowiązków było natychmiast widać na boisku, Legia miała po przerwie więcej dogodnych sytuacji od gospodarzy i mogła strzelić nawet kilka goli. Brak skutecznych napastników spowodował, że skończyło się na jednym samobójczym trafieniu piłkarza „Jagi”. Oprócz bardzo słabej gry napastników niewiele dobrych słów trzeba powiedzieć o środku pola, który przed przerwą spacerował w obronie, a i po zmianie stron przy budowaniu ataku ograniczał się głównie do rozrzucania piłki na boki. Ten nieskomplikowany pomysł z wypuszczaniem w bój wahadłowych, którzy kończyli akcje dośrodkowaniami na parę wysokich napastników sprawiał gospodarzom zadziwiająco dużo problemów, Niestety, jak wspomnieliśmy, napastnicy z rzadka dochodzili w polu karnym do piłki, a jak już doszli, to i tak nie trafiali w bramkę i pretensje za to trzeba mieć do wszystkich napastników, a nie tylko do Rajovicia. Z jednej strony wyjazdowy remis z najlepszą aktualnie drużyną w Polsce to całkiem dobry wynik, z drugiej bez wygrywania Legia się w lidze nie utrzyma, a do tego rzadko kiedy przeciwnicy będą sami sobie strzelać wszystkie gole. Obiektywnie patrząc remis jest wynikiem sprawiedliwym, gospodarze zdominowali „Wojskowych” przed przerwą, legioniści byli lepsi po zmianie stron.
Otto Hindrich 6 (5,83 - ocena Czytelników). Zaczął od faulu w polu karnym w sytuacji sam na sam, na szczęcie wcześniej rywal zagrał ręką i w ten sposób stworzył sobie tą dogodną sytuację. Przy pierwszym golu nie sięgnął piłki, nie miał na to zresztą wielkich szans, przy drugim odbił piłkę skutecznie, ale dość nieszczęśliwie, bo trafiła ona w Pankova, a następnie do Pululu, trudno szukać w Rumunie winnego straconej bramki. Hindrich obronił jeszcze dwa kolejne strzały, jeden przed przerwą, drugi po niej, raz też uratowała go poprzeczka. Po zmianie stron, gdy Legia grała dużo lepiej, miał zdecydowanie mniej pracy. Nogami grał bez zarzutu, raz tylko poza sytuacją przy niepodyktowanym rzucie karnym musiał wyjść na przedpole. Trudno go za stracone gole winić, przyzwoity występ rumuńskiego bramkarza Legii.
Kamil Piątkowski 6 (5,40). Najmniej błędów w obronie ze wszystkich legionistów, ale też i niewiele stoczonych pojedynków, gospodarze często wycofywali piłkę na „szesnastkę”, a linia obrony często grała głębiej, w dodatku Piątkowski nie musiał zwykle ścierać się z Pululu tak często, jak Augustyniak. Ocena za samą grę defensywną byłaby nawet wyższa, niestety mniej dobrego możemy powiedzieć o operowaniu piłką. Dużo długich podań, jedno znakomite otwierające do Chodyny, gdy Rajović kopnął piłkę we własną nogę, ale też wiele niecelnych. Mniej niż dwa na trzy podania docierały do adresata, co jak na środkowego obrońcę jest statystyką bardzo złą, na szczęście żadnej takiej straty nie miał na własnej połowie. Obrońcę rozliczamy przede wszystkim z bronienia, więc oceny nie obniżymy, ale i podnosić noty też nie ma mamy za co.
Rafał Augustyniak 5 (5,46). Można było mieć w pierwszej połowie sporo pretensji do Augustyniaka właśnie za opisywane wcześniej krycie powietrza zamiast krycia rywala, ale w nie mniejszym stopniu podobne uwagi trzeba wygłosić do środkowych pomocników. Akcja przy drugim golu zaczęła się również od błędu i „obcinki” Augustyniaka i potem zabrakło go w środku obrony. Odpracował część tych błędów w drugiej połowie, to jego długie podanie zgrał Pankov przy drugiej bramce, ale również i po przerwie nie ustrzegł się błędów, po jednej stracie przy wyprowadzaniu piłki gospodarze mieli szansę na kontratak. Dwa razy próbował uderzać na bramkę ,raz zablokował piłkę rywal, raz kolega z drużyny, czyli Adamski. Najmniej pewny spośród wszystkich obrońców, zwłaszcza przed przerwą, popełnił też najwięcej fauli, za to najdokładniej podający ze wszystkich obrońców, tylko trzy razy zagrana przez niego piłka nie dotarła do adresata. Augustyniak zablokował jeden strzał, toczył też przez cały mecz ciężkie pojedynki z Pululu, Kongijczyk dość swobodnie odgrywał piłkę mając Augustyniaka na plecach, ale przecież to samo potrafił robić przy obrońcach Fiorentiny trzy dni wcześniej. Generalnie mocno przeciętny występ centralnie ustawionego w trójce obrońcy.
Radovan Pankov 6 (5,60). Spory udział przy drugim straconym golu, bo od niego odbiła się piłka, która trafiła do Pululu, trzeba go uznać za winę serbskiego obrońcy, choć dużo w tym było przypadku. Pankov jednak zrobił naprawdę dużo w niedzielę, by się za ten błąd zrehabilitować. Po jego znakomitym zgraniu głową padł drugi gol, gdyby piłki do siatki nie wepchnął Flach, zrobiłby to i tak zapewne Adamski, więc asysta by była tak czy inaczej. Serb znakomicie grał w niedzielę w powietrzu również i na własnej połowie, wygrał niemal wszystkie powietrzne starcia z rywalami. Druga połowa też jednak nie była idealna, raz pozwolił na oddanie strzału, raz też stracił piłkę na własnej połowie. Dokładność podań pozostawiała sporo do życzenia, choć nie była aż tak zła, jak u Piątkowskiego. Gol zawalony, gol wypracowany, w sumie przyzwoity występ.
Kacper Chodyna 7 (7,03). Pierwsza połowa raczej średnia, zwłaszcza do gry defensywnej można mieć sporo zastrzeżeń. Na początku meczu uciekł mu Szmyt, ale winy Chodyny przy tym nie było, bo rywal pomógł sobie ręką. Za to przy drugim straconym golu część odpowiedzialności za stratę gola oprócz wspomnianych wcześniej Augustyniaka i Pankova spada też na Chodynę, bo to on nie zablokował strzału Szmyta, żaden piłkarz we własnym polu karnym nie powinien dać się tak łatwo „przełożyć” jednym zwodem. W końcówce pozwolił też wchodzącemu pod pole karne rywalowi dośrodkować, a że poza jednym niezłym dośrodkowaniem i jednym przechwytem Chodyna wiele w ataku nie pokazał, to wydawało się, że za pierwszą połowę dostanie ocenę niską. Wszystko zmieniło się w ostatniej minucie przed gwizdkiem, gdy wahadłowy Legii znakomicie dośrodkował w pole karne z rzutu wolnego i Vital wepchnął piłkę do własnej bramki – ten gol to w całości zasługa Chodyny. Wpłynęło to na niego niesamowicie, bo na drugą połowę wyszedł zupełnie inny piłkarz. Druga część meczu w Białymstoku była jego najlepszą w barwach Legii. Oddał celny strzał (jedyny legionistów w ogóle w tym meczu) i przeprowadził kilka świetnych rajdów bokiem pola karnego. Chodyna w niedzielę poruszał się bez piłki jak Wszołek w najlepszych swoich latach, a do tego kończył akcje dokładnymi dośrodkowaniami, dwie bardzo dobre okazje zmarnował po jego podaniach Rajović, były to najlepsze sytuacje Legii w tym meczu. Do tego Chodyna wywalczył dwa stałe fragmenty gry i w drugiej połowie niemal nie miał strat. Pierwsza połowa dość słaba, druga znakomita, w sumie ocena dobra. Zawsze ciekawe są przypadki piłkarzy bliskich odpalenia z meczowej kadry, którzy nagle na boisku stają się najlepszymi zawodnikami swojej drużyny.
Bartosz Kapustka 5 (4,72). W pierwszej połowie dwa razy dobrze interweniował w defensywie, a z przodu wywalczył dwa rzuty wolne. Poza tym sporo strat, jeden strzał bardzo nieudany, drugi zablokowany i statyczna gra w defensywie. To do Kapustki i Elitima można mieć zdecydowanie największe pretensje za brak aktywności przy pierwszy, golu, brak presji na rywalu i utrudniania mu gry - bronienie we własnym polu karnym to na pewno nie jest bierne stanie w strefie, w dodatku zbyt głęboko. Druga część meczu była lepsza, parę dobrych podań do przodu i jedno dośrodkowanie po przechwycie pozwoliły na wystawienie nieco lepszej noty niż się po pierwszej połowie zapowiadało. Swój pobyt na boisku zakończył niestety strata pod własnym polem karnym, po której gospodarze mieli okazję na objęcie prowadzenia. Być może to właśnie ta nieodpowiedzialna strata wpłynęła na posadzenie Kapustki na ławce w końcówce meczu. Występ co najwyżej mocno przeciętny.
Juergen Elitim 4 (5,11). W pierwszej połowie zebrał dwie piłki i powalczył o jedną z przodu, poza tym praktycznie nie było go widać. Odnośnie biernej postawy w defensywie przy Kolumbijczyku należałoby napisać to samo, co przy Kapustce. Jednak w odróżnieniu od Kapustki Elitim swojej gry w drugiej połowie nie poprawił specjalnie, zebrał znów parę piłek, zamiast dokładnych podań do przodu były podania niecelne, a do tego Kolumbijczyk potrafił stracić piłkę na początku drugiej polowy nawet we własnym polu karnym, czym „przebił” późniejszą stratę Kapustki. Najbardziej zostanie zapamiętany w tym meczu z kuriozalnego podania do przeciwnika z rzutu wolnego, po którym Jagiellonia wyprowadziła groźną kontrę. Słaby mecz Elitima i dość niepokojący brak reakcji ze strony trenera Papszuna, który mając w zanadrzu jeszcze jedną zmianę trzymał do końca spotkania słabo grającego przez cały mecz Kolumbijczyka na boisku.
Patryk Kun 6 (6,29). Przypomnijmy – jesienią Kun został „odpalony” do tego stopnia, że nie był zgłaszany do rozgrywek. Dziś jest nie tylko podstawowym piłkarzem Legii, ale też jednym z lepiej grających. I po raz kolejny zagrał może nie na dobrym, ale przyzwoitym poziomie. W pierwszej połowie wyglądał, może obok Pankova, na tego, któremu się najbardziej chciało. To on próbował na koniec skoczyć do strzelającego Flacha, choć było kilku piłkarzy mających bliżej do gracza "Jagi", to on też w pierwszej połowie robił najwięcej dobrego w marnie grającej ofensywie Legii – oddał niecelny strzał, dobrze dośrodkował do Biczachczjana, wywalczył też trzy stałe fragmenty gry i po jednym z nich Jagiellonia strzeliła samobójczego gola. Po zmianie stron Legia atakowała częściej prawą stroną i Kun wywalczył tylko jeden rzut rożny, za to zdecydowanie częściej interweniował w obronie, Jeden błąd w kryciu przy dośrodkowaniu na dalszy słupek też popełnił, ale przy jego wzroście ciężko jest przeszkodzić nawet niezbyt wysokiemu Pululu w dojściu do strzału głową. Niezły mecz Kuna, jedynego chyba w miarę równo grającego w niedzielę przez cały mecz legionisty i kolejny ciekawy przypadek gracza, którego jeszcze niedawna chciał się klub pozbyć, a dziś wystawia się go w pierwszym składzie.
Wahan Biczachczjan 4 (4,84). Ormianina zwykle chwalimy za bycie często pod grą, w niedziele było jednak dokładnie odwrotnie, bo Biczachczjan przez siedemdziesiąt minut podał celnie ledwie jedenaście razy. Pierwsza połowa była bardzo słaba, jeden niecelny strzał głową, brak podań do przodu i brak powrotów pod własną bramkę. Druga część meczu była nieco lepsza, oddał kolejny niecelny strzał i miał parę strat, ale też przynajmniej parę piłek po prawej strony z Chodyną i Piątkowskim rozegrał. Z jednej strony słabo grający Ormianin przebywał naszym zdaniem na boisku tym razem zdecydowanie za długo, z drugiej jego zmiennik zagrał jeszcze gorzej. Jeden z gorszych występów Biczachczjana w tym roku.
Rafał Adamski 3 (5,34). Mówi się po meczu mnóstwo o Rajoviciu, który nie wykorzystał dobrych sytuacji, ale zapomina się, że na boisku był drugi napastnik, który w ogóle do żadnych sytuacji nie dochodził. Nie wiemy, co gorsze. Na plus można mu policzyć, że naciskał Flacha przy drugim golu dla Legii i gdyby Niemiec nie trafił w piłkę, zrobiłby to pewnie Adamski. I prawdę mówiąc niewiele więcej tych plusów było. Ze trzy razy może przy piłce się tyłem do bramki utrzymał, oddał jeden ledwie zablokowany strzał, za to potrafił zablokować strzał Augustyniaka. Był też bliski zawalenia gola przy rzucie rożnym w pierwszej połowie, bo kryty wyłącznie teoretycznie przez Adamskiego Pululu obił poprzeczkę z paru metrów, a przypominamy, że Polak jest od Kongijczyka o głowę wyższy. Dokładność podań miał gorszą od Rajovicia, a błędów technicznych wcale nie było mniej, nieco więcej natomiast pomagał w defensywie. Obaj napastnicy otrzymują od nas identyczne, bardzo niskie noty.
Mileta Rajović 3 (2,46). Przez pierwsze pół godziny dobrze utrzymywał się z piłką tyłem do bramki, potem zaczął z obrońcami starcia przegrywać. To był jedyny pożytek z gry Duńczyka w pierwszej połowie, bo w obronie statystował, widać to było też przy golu zdobytym przez Flacha. Drugą połowę zaczął bardzo dobrze, urwał się obrońcy i doszedł do strzału głową obijając słupek. Potem było już tylko gorzej, dwa błędy techniczne w polu karnym, w tym jeden kuriozalny gdy zamiast wpakować piłkę do siatki z paru metrów strzelił sobie we własną nogę powoduje, że mamy kolejny mecz, o którym Rajović będzie chciał jak najszybciej zapomnieć. Dziwimy się tylko konsekwencji kolejnego już trenera, który wystawia Duńczyka regularnie w podstawowej jedenastce, pomimo bardzo słabej chwilami gry. Tym razem cierpliwość trenera Papszuna wyczerpała się po siedemdziesięciu minutach.
Kacper Urbański 3 (3,76). Od piłkarza klubu Serie A i reprezentanta kraju do coraz częściej rezerwowego szesnastej drużyny Ekstraklasy – nie tak to miało wyglądać. I co gorsza kolejnymi występami nie daje trenerowi żadnych podstaw do wystawiania go w pierwszym składzie. Zagrał zdecydowanie gorzej od Biczachczjana, raz tylko odebrał piłkę i ją wyprowadził, przez ponad dwadzieścia minut zaledwie dwa razy celnie podał piłkę i oddał dwa bardzo niecelne strzały. Gdyby miano wybierać najgorszego legionistę tego meczu, kto wie, czy „zwycięzcą” nie byłby właśnie Kacper Urbański, który miał dwa podania celne i trzy niecelne, Dla porównania Rajović podał celnie trzynaście razy, a niecelnie zaledwie dwa.
Wojciech Urbański 5 (4,52). Zwykle widzimy w grze młodego legionisty solidność i taką postawę też oglądaliśmy w niedzielę przez dwadzieścia minut – dużo podań celnych, ale raczej nie do przodu, dwie dobre interwencje w defensywie i brak stwarzanego zagrożenia pod polem karnym. Poziomu dość słabo grającego środka pola nie zaniżył, ale i nie podniósł, ocenę dostaje od nas taką samą jak Kapustka.
Antonio Colak 4 (4,57). Dostał tym razem kilkanaście minut, siedem razy podał piłkę celnie, dwa razy niecelnie, parę razy piłkę stracił, oddał niezły celny strzał głową, który wybił obrońca. Warto to porównać choćby z „osiągnięciami” grającego parę minut dłużej Kacpra Urbańskiego. Niemniej z aktywności tej poza wspomnianym strzałem wiele pod bramką nie wynikało, bo Colak, co widzieliśmy już wcześniej, nie jest najwyraźniej specjalistą od gry bez piłki w polu karnym poza stałymi fragmentami gry i nie nadążał z wyjściami na wolne pole do podań. Najlepszy z napastników, ale był to jednak i tak występ słaby.
Ermal Krasniqi grał zbyt krótko, by go oceniać, może dziwić, ze tak późno pojawił się na boisku przy tak słabej grze napastników.
Najlepszym legionistą niedzielnego meczu Czytelnicy i redaktorzy wybrali Kacpra Chodynę.
Oceny zawodników

Górnik Zabrze zwycięża Koronę Kielce i dogania lidera Ekstraklasy

Manchester United rozważa transfer Davida Alaby z Realu Madryt. Austriak...

Real Madryt ma czas do 30 maja na aktywację opcji wykupu Nico Paza

Chelsea żąda fortuny za Fernandeza. Szokująca wycena Argentyńczyka

Mateusz Łęgowski zdobywa pierwszego ligowego gola w sezonie dla Eyupsporu

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.