Oceny piłkarzy

Oceny piłkarzy Legii za mecz z Lechią – szczęśliwa wygrana

Redaktor Redakcja Legia.Net

Redakcja Legia.Net

Źródło: Legia.Net

21.05.2026 21:25

(akt. 21.05.2026 21:26)

W niedzielę Legia w kolejnym meczu Ekstraklasy wygrała z Lechią w Gdańsku 2:1. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz w grafice na dole. Piłkarze grający krócej niż kwadrans podstawowego czasu gry nie byli oceniani. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 6 (5,94) - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Tym razem trener Papszun musiał nieco zmienić wyjściowy skład, głównie ze względu na kontuzje, więc pojawiło się na boisku kilku piłkarzy, którzy ostatnio grali mało lub wcale. Pierwsza część meczu należała do legionistów, głównie dzięki dobrej grze w obronie oraz atakom prawego skrzydła, po akcji z tej strony padł zresztą gol. Lewą stroną akcji było mniej, a środkiem prawie wcale. Lechiści w ogóle pod bramkę legionistów przebić się nie mogli, w czym ogromna zasługa bardzo dobrze grającej przed przerwą trójki obrońców. Po zmianie stron nastąpiła powtórka z Niecieczy, gospodarze ruszyli do ataku, przejęli inicjatywę i zaczęli stwarzać groźne sytuacje pod bramką „Wojskowych”. Legia przez pierwszy kwadrans po przerwie głównie się broniła, trener postanowił więc coś zmienić i wpuścił trzech rezerwowych. Wybór okazał się niezbyt trafiony, cała trójka zmienników obniżyła poziom gry drużyny w obronie i trzy minuty później gospodarze cieszyli się z wyrównania, a udział przy straconym golu miało dwóch z tych rezerwowych. Gdańszczanie dwa razy mogli objąć prowadzenie, ale Legię podobnie jak w Niecieczy ratował bardzo dobrze broniący Hindrich. W końcówce jednak legionistom udało się uspokoić grę i po indywidualnej akcji Elitima Żelizko dostał drugą żółtą kartkę, co znacząco zmieniło sytuację na boisku. Teraz to gospodarze zaczęli bronić jednego punktu i obrona ta okazała się nieskuteczna, bo po zamieszaniu po wrzucie z autu piłkę do siatki wbił Colak, ta zmiana trenerowi Papszunowi się udała. Legia znów zagrała dobrą tylko jedną połowę i znów na pokonanie klubu broniącego się przed spadkiem w wyjazdowym meczu to wystarczyło. Legia punktuje wiosną znakomicie, trzeba to przyznać, widać w szczególności duży postęp w grze defensywnej, natomiast kreowanie sytuacji pozostawia wiele do życzenia, bardzo mało jest gry środkiem, często decydują o wyniku stałe fragmenty gry. Poprawiła się za to skuteczność, jesienią Legia miała często nawet więcej okazji bramkowych, ale nie potrafiła ich wykorzystać, wiosną trafia do siatki mając tych szans często bardzo niewiele. Jakość gry pozostawia wiele do życzenia, ogląda się to ciężko, ale za to punktów jest bardzo dużo. A w końcu gra się przecież po to, by wygrywać.

Otto Hindrich 8 (8,13 - ocena Czytelników). W pierwszej połowie obronił dwa strzały - niezbyt trudne, po przerwie błysnął znakomitymi interwencjami po uderzeniach Sezonienki, Carenki i Bobceka. Przy straconym golu nie miał czasu na lepszą reakcję i trudno go za niego winić. Było i parę niepewnych zachowań, jedno przy wybiciu piłki i jedno w powietrzu, do tego raz pomógł mu słupek, ale dwoma kapitalnymi obronami po raz kolejny Rumun uratował Legii punkty. 

Kamil Piątkowski 7 (6,57). Dwie bardzo ważne interwencje, po jednej piłka szczęśliwie wylądowała na słupku, przy drugiej w podobnej sytuacji przeciął dośrodkowanie kilka metrów przed bramką. Nie wygrał może zbyt wielu starć w obronie, za to robił to w kluczowych momentach. Do dobrej gry w obronie Piątkowski jak zwykle dołożył ofensywne wejścia, ma na to najwyraźniej zezwolenie od trenera Papszuna, bo robi to regularnie. W niedzielę wywalczył pod bramką Lechii dwa stałe fragmenty gry. Z minusów pamiętamy jeden faul w pobliżu pola karnego, szwankowała też znów mocno dokładność podań. Pamiętamy jednak, że Piątkowski często gra długie podania i wchodzi na połowę rywala, stąd też nie gra tylko do najbliższego, jak robią to pozostali obrońcy Legii. Niestety, jedno takie niezbyt dokładne podanie na własnej połowie, którego nie potrrafił opanować Kapustka, skończyło się stratą i groźną akcją Lechii. Solidny był to jednak w sumie mecz Piątkowskiego.

Rafał Augustyniak 7 (6,27). Początek nie był najlepszy, bo raz dał się położyć rywalowi, ale potem przez godzinę był jak skała. Bardzo dobra pierwsza część meczu, mnóstwo starć wygranych, do tego jeden czysty odbiór we własnym polu karnym i bardzo niewiele strat. Niestety po sześćdziesiątej minucie już tak dobrze nie było, jedna strata przed własnym polem karnym, do tego parę minut później nawinął go Sezonienko, Legia miała jednak w bramce pewnego jak zwykle Hindricha. Końcówkę znów Augustyniak miał lepszą, wywalczył jeden rzut rożny, ważnym faulem taktycznym przerwał kontrę gdańszczan, a do tego po jego wyrzucie z autu padł zwycięski gol. Nie ma bezbłędnych obrońców i Augustyniak też nie zagrał w niedzielę perfekcyjnie, ale podobnie jak Piątkowski dość solidnie.

Jan Leszczyński 8 (6,91). Siedemnaście wygranych pojedynków w obronie, więcej niż obaj pozostali obrońcy razem wzięci, dziewięć na dziesięć zwycięskich starć powietrznych, do tego pięć odnotowanych w statystykach odbiorów, tyle co cała reszta drużyny, cztery przechwyty – najwięcej spośród wszystkich piłkarzy obu zespołów. Uparł się grać przeciwko niemu Bobcek, licząc że młody bez doświadczenia będzie najgorszym z obrońców. Okrutnie się naciął. Tylko przez pierwsze kilka minut Leszczyński mógł przypominać młodzieżowca, potem grał jak twardy stary wyga z siłą i skutecznością niczym „Jędza” z najlepszych czasów. Biorąc pod uwagę, jak często rywale na niego grali, popełnił bardzo mało błędów, do tego mało nie strzelił gola po dośrodkowaniu Elitima, piłka zatrzymała się na słupku. Pewnie, solidnie, z braniem odpowiedzialności na siebie, bez żadnego chowania się za kolegów – takich właśnie młodych zawodników w Legii chcemy oglądać. Niestety, rzadko się taka postawa legijnym młodzieżowcom przydarza. Najlepszy piłkarz z pola Legii, a według niektórych algorytmów nawet najlepszy piłkarz tego meczu w ogóle.

Kacper Chodyna 7 (6,50). Bardzo dobra pierwsza połowa, asysta, potem druga znakomita akcja skrzydłem niewykorzystana przez Krasniqiego, odbiór po pressingu i żółta kartka po mądrym, koniecznym, aczkolwiek nieco zbyt późnym faulu taktycznym. Drugą połowę też zaczął dobrze, od kolejnego odbioru i dobrego podania na wolne pole do Krasniqiego, potem jednak było go w ataku zdecydowanie mniej, aż do ostatniej akcji meczu, gdy swoim uderzeniem odbitym przez obrońcę przyczynił się do zwycięskiego gola. Jeśli chodzi o obronę Chodyna ma całkiem dobre statystyki, ale jednak pamiętamy, że to on był najbliżej Bobceka przy straconym golu i to on z pewnością powinien Słowakowi w tym strzale przeszkodzić. Udział znaczący przy golu straconym, ale i kluczowy przy obu strzelonych, ocena całościowa więc musi być dobra.

Bartosz Kapustka 4 (4,97). Strata na kontrę w pierwszej połowie, podobna, choć nie tylko z jego winy w drugiej, takie straty Kapustce zwykle rzadko się zdarzały. W pierwszej połowie solidnie prezentował się w defensywie, do przodu grał rzadko, oddał celny strzał po rzucie rożnym, ale powinien uderzyć znacznie lepiej, była to dobra okazja do podwyższenia wyniku. Po przyzwoitej pierwszej połowie przyszła niestety słaba druga, Kapustka nie błyszczał już tak w obronie, a przy piłce prawie w ogóle go nie oglądaliśmy – dziesięć celnych podań z ledwie 56% skutecznością w meczu to statystyka dla środkowego pomocnika słaba. "Kapi" w Gdańsku grał kiepsko, zwłaszcza po zmianie stron.

Juergen Elitim 6 (5,76). W pierwszej połowie rzadko Elitima widzieliśmy przy piłce, jedno podanie nawet wywalił na aut, co mu się zazwyczaj nie zdarza, ale też gdy już pod bramką Lechii się pojawił, to od razu był blisko asysty – po jego doskonałym dośrodkowaniu Leszczyński obił słupek. Po zmianie stron Kolumbijczyk jako jeden z nielicznych zagrał lepiej niż w pierwszej połowie, tylko na niego można było liczyć przy budowaniu akcji do przodu. Indywidualna akcja po której został sfaulowany, a Żelizko po tym faulu wyleciał z boiska okazała się kluczową dla końcówki i ostatecznego wyniku meczu. Jego odejście po sezonie będzie sporą stratą dla drużyny, nie ma w Legii dziś pomocnika, który potrafiłby tak dokładnie wyprowadzać piłkę. Elitim podawał celnie piłkę w niedzielę 20 razy, dwa razy więcej niż Kapustka i do tego z 83% skutecznością i tą różnicę było też widać bez patrzenia w statystyki.

Ruben Vinagre 5 (4,85). Dość solidna gra w defensywie, Mena nie radził obie z Portugalczykiem, choć wydawało się, że to właśnie z tej strony gospodarze będą ciągle zagrażać bramce strzeżonej przez Hindricha. Tymczasem jedna akcja w końcówce pierwszej połowy to wszystko, co Lechia ze swojej strony pokazała, dopóki Vinagre był na boisku. Gdy go zabrakło, natychmiast gospodarze zaczęli swoją prawą stroną budować groźne akcje i już pierwsza skończyła się golem. O ile do gry w obronie Portugalczyka pretensji nie mamy, to gra w piłkę mu po prostu nie wychodziła. Legia atakowała groźnie prawą stroną, a po lewej przeważnie piłki traciła i to w znacznej mierze za sprawą lewego wahadłowego Legii, który poza wywalczeniem jednego rzutu rożnego nic dobrego do kreacji przez godzinę nie wniósł. Mocno przeciętny co najwyżej mecz Portugalczyka, nie dziwimy się więc zmianie po godznie, choć zaskoczył nas wybór zastępcy.

Ermal Krasniqi 4 (4,51). Będziemy po tym meczu trochę bronić reprezentanta Kosowa, bo naszym zdaniem wcale nie zagrał on jakiegoś wyjątkowo słabego meczu, kilku innych piłkarzy wcale lepiej od niego nie zagrało i najgorszym spośród legionistów w Gdańsku Krasniqi nie był. W ofensywie w pierwszej połowie często wymieniał podania z Piątkowskim i Chodyną, starając się wyprowadzić jednego z piłkarzy na pozycję do dośrodkowania, po jednym z takich rozegrań w trójkącie padł gol dla Legii. Krasniqi sporo też pracował w obronie, dwa razy piłkę rywalom odebrał, wygrał połowę starć w defensywie, co jak na zawodnika grającego za napastnikiem jest dobrym bilansem. Skutecznej gry z przodu jednak było zdecydowanie za mało, jednej dogodnej sytuacji też nie wykorzystał, a i pod własną bramką w kryciu przy stałym fragmencie gry się pomylił, do tego raz stracił piłkę pod własnym polem karnym. Występ słaby, ale kilku innych piłkarzy, w tym jego zmiennik, wcale lepiej nie wypadło.

Jakub Żewłakow 4 (5,22). Podobnie jak Krasniqi próbował grać z wahadłowym, ale po pierwsze nie miał wsparcia w postaci trzeciego zawodnika do gry, bo Leszczyński w odróżnieniu od Piątkowskiego do strefy ataku nie wchodził, po drugie Vinagre tracił piłki w niedzielę dużo łatwiej niż Chodyna. Jedno jego dobre podanie z pierwszej piłki dało szansę kolegom z przodu na rozegranie akcji i to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o atak. W obronie grał podobnie do Krasniqiego – potrafił starcie wygrać, ale też być bezradnym, jak przy najgroźniejszej akcji Lechii w pierwszej połowie. Słabszy występ Żewłakowa.

Jean Pierre Nsame 7 (6,87). No ma facet instynkt strzelecki, w końcu bywał nawet trzy razy królem strzelców w Szwajcarii. Wiele można przez lata stracić, ale umiejętność znalezienia się w polu karnym i złożenia do strzału została. Pomocnicy nie rozpieszczali go w tym meczu – Nsame dostał w pole karne jedno dobre podania i to właśnie jedyne podanie zamienił na bramkę, a warto zauważyć że w w początkowej fazie budowania tej akcji wziął również udział. W ogóle dobrze grał w pierwszej połowie, potrafił utrzymać się przy piłce, odegrać ją tyłem do bramki „z klepki”, a nawet dobrze ją wyprowadzić i do tego popracować w pressingu. Druga połowa była jednak już słabsza, mało był widoczny, ale też jeszcze mniej podań od pomocników dostawał, nawet w środkowej strefie. Napastnik zależy od partnerów, w niedzielę zrobił znakomity użytek z jedynej okazji, jaką koledzy mu stworzyli, więc musi dostać dobrą ocenę.

Wojciech Urbański 4 (5,14). Jak dotąd trener Papszun rzadko kiedy wystawiał piłkarzy nie nieznanych im pozycjach, ale w niedzielę błysnął „maszyną losującą” i wrzucił Wojciecha Urbańskiego na lewe wahadło. I niestety od początku było widać, że młody legionista nie bardzo wie, jak ma się na tej pozycji zachowywać, zwłaszcza w obronie. Mena przy golu miał mnóstwo miejsca na dośrodkowanie i to dwukrotnie, bo pierwsze zablokował Leszczyński, to drugie przy biernej postawie Urbańskiego trafił już na głowę Bobceka. Widać było zwłaszcza w pobliżu pola karnego, że Urbański po prostu bronić przy linii nie potrafi, ale główne uwagi należy skierować tu nie do samego zawodnika, a do szkoleniowca Legii, który go na tej pozycji postawił. Urbański bronił gorzej niż Vinagre, a w ofensywie też nie grał lepiej, może nieco dokładniej podawał, ale udanych dryblingów miał w całym meczu tyle samo, czyli ledwie jeden. Z tego też powodu oceniony zostaje przez niżej niżej niż Vinagre, mamy nadzieję, że trener jednak w przyszłości będzie go wstawiał w środku pola, gdzie młody legionista radzi sobie lepiej, bo tam po prostu wie, jak ma grać.

Samuel Kovacik 4 (5,17). Przez większą część pobytu na boisku był niewidoczny, miał bardzo mało kontaktów z piłką. Pomagał w obronie mniej więcej na podobnym poziomie co Żewłakow i Krasniqi, czyli w niewielkim. Nieco lepszą miał końcówkę spotkania, wywalczył jeden rzut rożny. Słaby występ słowackiego młodzieżowca, podobnie jak Żewłakow raczej nie przekonał nim na razie trenera Papszuna, o czym trener zresztą sam mówił.

Rafał Adamski 5 (5,50). Zaczął mecz fatalnie, od dwóch strat pod własną bramką, jedna skończyła się straconym golem. Po słabym wejściu w mecz w końcowej fazie meczu jednak zaczął dawać drużynie coraz więcej, potrafił się przy piłce utrzymywać i odgrywać ją na jeden kontakt. Zwłaszcza gdy przeszedł na pozycję wysuniętego napastnika, gdzie czuje się chyba lepiej niż za plecami „dziewiątki”, gdzie zwykle wystawia go trener Papszun. W ostatniej akcji meczu to on doszedł do strzału głową po wyrzucie Augustyniaka z autu, potem uderzali kolejno Chodyna i Colak, miał więc Adamski swój udział przy zwycięskim golu, co pozwoliło na zmazanie winy za niefrasobliwość przy golu straconym. Adamski zagrał nieco lepiej niż Krasniqi, Żewłakow czy Kovacik, ale i tak był to występ ledwie mocno przeciętny.

Antonio Colak 7 (6,71). Dawno nie grał, niewiele czasu dostał, a odegrał kluczową rolę w niedzielę. Jak na dwadzieścia minut gry, to kontaktów z piłką miał sporo, wychodził do piłki, szukał gry, choć dokładności w pierwszych minutach brakowało. Gdy dostał jedyną szansę pod bramką, to podobnie jak Nsame jej nie zmarnował i zapewnił Legii trzy punkty. I takiej skuteczności napastników jaka w niedzielę Kameruńczyk z Chorwatem pokazali, życzylibyśmy sobie od wszystkich snajperów Legii jak najczęściej.

Damian Szymański grał zbyt krótko, by go oceniać.

Najlepszym legionistą niedzielnego meczu Czytelnicy i redaktorzy wybrali Otto Hindricha.

Oceny zawodników

Głosowanie zostało zakończone!

8.13 Otto Hindrich

6.91 Jan Leszczyński

6.87 Jean-Pierre Nsame

6.71 Antonio Colak

6.57 Kamil Piątkowski

6.5 Kacper Chodyna

6.26 Rafał Augustyniak

5.76 Juergen Elitim

5.5 Rafał Adamski

5.22 Jakub Żewłakow

5.17 Samuel Kovacik

5.14 Wojciech Urbański

4.97 Bartosz Kapustka

4.85 Ruben Vinagre

4.51 Ermal Krasniqi

Komentarze (4)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.