Oceny piłkarzy

Oceny piłkarzy Legii za mecz z Piastem – wygrał ten, komu bardziej zależało na wygranej

Redaktor Redakcja Legia.Net

Redakcja Legia.Net

Źródło: Legia.Net

08.12.2025 18:35

(akt. 08.12.2025 18:39)

W sobotę Legia w kolejnym meczu Ekstraklasy przegrała w Gliwicach z ostatnim w tabeli Piastem i jest już w strefie spadkowej. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz w grafice na dole. Piłkarze grający krócej niż kwadrans podstawowego czasu gry nie byli oceniani. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 3 (2,55)- średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Mijają kolejne miesiące, niewiele się zmienia, a nawet z meczu na mecz jest coraz gorzej. Mecz z ostatnią drużyną ligi przypominał nie przypominał Ekstraklasy, a raczej ligę okręgową i nie ma tu co zwalać na zły stan murawy. Pierwsza połowa dawała się jeszcze oglądać, na patrzenie na to co się działo w drugiej powinno się ludziom dopłacać do biletów. Więcej niż co trzecie podanie było niecelne, a liczba podań do przeciwnika z obu stron mogła sugerować, że piłkarze nie rozróżniali kolorów swoich koszulek. Co interesujące, w tym chaosie obejrzeliśmy aż trzynaście celnych strzałów. Przez większość meczu strzały te nie przekładały się na gole, bo strzelcy uderzali, jakby mieli spętane nogi, a do tego dobrze radzili sobie obaj bramkarze – jedyni zawodnicy na boisku, którzy grali na przyzwoitym poziomie. Ostatecznie, jak to często bywa w takich przypadkach, wygrała ta drużyna, której zdecydowanie bardziej na zwycięstwie zależało. Gliwiczanie w drugiej połowie przebiegli aż o cztery kilometry więcej od legionistów, widać więc, kto chciał w sobotę zdobyć punkty, a kto był już myślami w innym miejscu. Ze strony „Wojskowych” wielkiego zaangażowania nie widzieliśmy w żadnej formacji. Piłkarze gospodarzy wyprowadzali akcje i przyjmowali sobie piłkę w środku pola bez większej presji ze strony obrońców i pomocników, legioniści mieli takie możliwości tylko przed przerwą, gdy gospodarze biegali mniej więcej tyle, co piłkarze ze stolicy. Sytuacji do strzelenia gola „Wojskowi” mieli tym razem wyjątkowo dużo, dwóch dobrych nie wykorzystał Rajović, idealną wręcz zmarnował Chodyna, do tego było jeszcze parę strzałów z dalszej odległości. Po tej porażce Legia jest już w strefie spadkowej, czyli mamy powtórkę z 2021 roku, prognozowaną przez nas od dwóch miesięcy. Można szukać winy w zarządzających klubem za wybory trenerskie lub ich brak. Można szukać winy w trenerach – zarówno byłym, jak i również tym obecnym, zapewne jeszcze nieprzygotowanym do bycia pierwszym trenerem, który próbuje naprawiać sytuację desygnując na boisko wybranych przez siebie piłkarzy, w tym wielu młodzieżowców i wpuszczając zmienników grających jeszcze gorzej niż piłkarze podstawowego składu. Do trafności tych wyborów na pewno można mieć sporo uwag. Zauważalne też jest, że hiszpański szkoleniowiec ewidentnie nie potrafi też zmobilizować zawodników do włożenia w mecze wystarczającego wysiłku. Prawda jest jednak taka, że na boisku grają piłkarze, niekiedy reprezentanci kraju, i to przede wszystkim od nich należy wymagać, żeby nie przegrywali chociaż z tymi najgorszymi drużynami w lidze i żeby podejmowali jakąkolwiek walkę o punkty. Jeśli żaden piłkarz Legii nie ma ochoty przebiec nawet dziesięć i pół kilometra w meczu, to rzeczywiście można oddać kolejne mecze walkowerem i iść na wytęsknione urlopy. Pamiętamy, że jeszcze dwa lata temu tyle biegał w większości spotkań Josue, któremu zarzucano, że za mało angażuje się w pracę w środku pola. Jeśli każdy strzelający kopie lekko w bramkarza, zamiast uderzać mocno w bramkę tam, gdzie bramkarza nie ma, to za chwilę też doczekamy się kolejnych historycznych porażek z Ormaniami i piłkarzami z Gibraltaru. Żartów nie ma panowie piłkarze, jesteście na dobrej drodze, by zapisać się w historii Legii spuszczeniem jej z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Kacper Tobiasz 5 (2,91 - ocena Czytelników). Trudno mieć jakieś szczególne pretensje do bramkarza Legii za sobotni mecz. Przy żadnym z goli nie zawinił, choć zapewne niejeden lepszy bramkarz zdołałby szybciej zareagować przy strzale Chrapka i go sparować. Obronił cztery strzały, dobrze poradził sobie z piąstkowaniem przy dwóch dośrodkowaniach, jego długie podanie do Rajovicia na początku meczu omal nie zamieniło się w asystę. Pewnie można mieć uwagi, że znaczna część jego wykopów nie trafiała do kolegów, ale o takie piłki trzeba na połowie przeciwnika powalczyć, a legioniści do walki w sobotę byli raczej nieskorzy. To nie błędom bramkarza Legii gospodarze zawdzięczają trzy punkty, w porównaniu do kolegów z pola Tobiasz w sobotę zaprezentował się przyzwoicie.

Petar Stojanović 2 (2,16). Przez pierwsze pół godziny można było się zastanawiać, czy Słoweniec szybciej sprezentuje Piastowi gola stratą pod własnym polem karnym, czy też prędzej wyleci z boiska po kolejnym faulu i drugiej żółtej kartce. Dobrze, że nastąpiła tu reakcja trenera, który zamienił miejscami Wszołka ze Stojanoviciem po pół godzinie. Do tego momentu Słoweniec raz pozwolił rywalowi na dogranie w pole karne, dwa razy piłkę pod własną bramką stracił i miał do tego żółtą kartkę na koncie. Po przejściu do przodu było odrobinę lepiej, Słoweniec wywalczył rzut rożny i oddał w doliczonym czasie gry przyzwoity strzał, ale trener Astiz nie zaryzykował wypuszczenia go na drugą część meczu. Zmiana najgorszego chyba legionisty pierwszej połowy była z pewnością słuszna.

Kamil Piątkowski 4 (2,74). Jedna bardzo ważna interwencja w pierwszej połowie, kilka dobrych, jeden blok, ale i jeden brak bloku przy strzale obronionym przez Tobiasza. W ogóle zadziwiająco łatwo dochodzili goście do strzałów z okolicy pola karnego, albo obrońcy z defensywnym pomocnikiem cofają się zbyt głęboko, albo środkowi pomocnicy wracają zbyt wolno lub po prostu nie potrafią bronić. Piast oddał z gry aż pięć celnych strzałów, przypomnijmy, że w poniedziałek Motor nie miał żadnego. Piątkowski wygrał ledwie nieco ponad połowę starć w powietrzu, co trzecie jego podanie było niecelne, co trudno zrozumieć, gdy mówimy o środkowym obrońcy operującym zwykle piłką bez specjalnej presji ze strony przeciwnika – a Piast przecież pressingiem zbytnio nie grał. Wydaje się, że to właśnie Piątkowski, a nie Żewłakow powinien pospieszyć z doskokiem do Chrapka przy golu, można więc mieć do niego pretensję za straconego gola, co oczywiście te na notę musi rzutować. Nie zmienia to faktu, że w bardzo słabo grającej Legii w sobotę środkowy obrońca i tak należał do grupy tych nieco lepiej się prezentujących.

Steve Kapuadi 3 (2,47). Piątkowski miał 63% celnych podań, Kapuadi – 57%. To wręcz niewiarygodne, by środkowi obrońcy tak marnie operowali piłką, kiepski stan murawy nie jest tu usprawiedliwieniem. Kongijczyk popełnił dwa poważne błędy w ustawieniu, jeden z nich „naprawił” faulem taktycznym, po którym obejrzał żółtą kartkę, po drugim rywal miał szansę bramkową. W doliczonym czasie gry nieudanym blokiem strzału omal nie zaskoczył własnego bramkarza. Kapuadi zadziwiająco dużo starć z rywalami przegrywał, do tego mocno szwankowała też asekuracja lewej flanki. Bardzo słaby mecz Kapuadiego i bardzo niska nota, choć nie zawalił on tym razem żadnego z goli.

Arkadiusz Reca 3 (2,47). Gra w obronie przez większość meczu całkiem przyzwoita, to jego strona najczęściej próbował atakować Piast i z Jirką Reca zdecydowaną większość starć wygrał, mocno przy tym Słowaka frustrując. Tylko dwa razy pozwolił rywalowi dośrodkować, co jak na cały mecz nie jest wynikiem złym, miał za to aż siedem odbiorów i cztery przechwyty. Problemy zaczynały się, podobnie jak u Wszołka, gdy Reca miał wziąć udział w akcji ofensywnej, bardzo dużo strat i jedno tylko niespecjalnie udane zresztą dośrodkowanie. Ze wszystkich legionistów to lewy obrońca Legii miał najwięcej kontaktów z piłką, ale przy podaniach raził niedokładnością. Na koniec meczu kopnął rywala w polu karnym i aż dziwne, że sędzia musiał podejść do monitora, by wskazać na „wapno”. Przerażające jest to, że obrońca „robi karnego”, a i tak nie należy przy tym do najgorszych na boisku. Naprawdę strasznie trudno się dzisiejszą Legię ogląda.

Paweł Wszołek 4 (2,62). Żeby Wszołek zrobił coś w ataku potrzebuje przestrzeni i podania na wolne pole, bo jego głównym atutem jest gra bez piłki. Z tego też powodu w ostatnich latach był ustawiany głębiej, by na ten ruch mieć miejsce. Dziwi więc decyzja trenera Astiza, doskonale przecież znającego Wszołka, by ustawiać go tak blisko bramki. Z pomysłu tego na szczęście hiszpański szkoleniowiec musiał szybko zrezygnować, bo trzymanie pod własnym polem karnym tracącego piłki Stojanovicia groziło szybką utratą bramki lub wręcz grą w dziesiątkę po kolejnych faulach Słoweńca. Bezproduktywny w ataku Wszołek wrócił więc na prawą obronę i w defensywie spisywał się przyzwoicie, ale do gry z przodu nadal niewiele wnosił, zapamiętaliśmy tylko jedną akcję zakończoną niezłym dośrodkowaniem, strat za to było sporo. Słaby mecz Wszołka, jak całej drużyny, ale i tak należał on do grupy piłkarzy, która wypadła odrobinę lepiej od większości kolegów.

Rafał Augustyniak 3 (2,76). Niech się ten rok kończy, stwierdził przed kamerami defensywny pomocnik Legii po kolejnym przegranym meczu. Ironicznie można to odebrać jako marzenia o urlopie, problem w tym, że jednak te parę meczów trzeba jeszcze rozegrać i choć starać się wygrać. A żeby wygrać, trzeba biegać i walczyć, zwłaszcza gdy się jest defensywnym pomocnikiem. Augustyniak głęboko wracał się we własne pole karne i raz uratował Legię na początku meczu wybijając piłkę przed bramką, jednak bycie trzecim środkowym obrońcą to tylko część pracy, którą powinien wykonać. Do tego zdarzało mu się cofać za głęboko, wskutek czego kilkanaście metrów od bramki zostawało bardzo dużo miejsca do strzału, widać było, choćby przy akcji Piasta pod koniec pierwszej połowy, że bronienie w tej sytuacji jest w Legii mocno niedograne. Jeden zaledwie odbiór, ani jednego przechwytu i bardzo bierna postawa w środku pola, miał więcej fauli niż odbiorów. Wiemy, że w obecnym systemie defensywny pomocnik ma inne zadania niż na przykład za Kosty Runjaicia, ale zawsze będziemy przypominać, jak odbierał, zbierał w środku pola i uniemożliwiał budowanie ataków rywalom Bartosz Slisz i ile przy tym przebiegał kilometrów i ile pracy i zaangażowania wkładał w swoją grę. I takiej postawy oczekujemy w środku pola od pomocników Legii, a nie kilku zebranych bezpańskich piłek i to tylko przed przerwą, bo po zmianie stron nie było w wykonaniu Augustyniaka nawet tego. O braku podań do przodu i podejścia pod pole karne nawet nie wspominamy, co trzecie podanie było niecelne, oddał dwa strzały, które mogły zagrozić co najwyżej przelatującym ptakom. Skoro można było to robić w meczu o Superpuchar, to znaczy, że jest to możliwe również i dziś, a właśnie od środkowych pomocników, a w szczególności od tego najbardziej doświadczonego i cofniętego trzeba by zacząć wymagać tego najbardziej. Przypomnijmy, że on także w Poznaniu wtedy grał, więc wie, jak się powinno wygraną wybiegać. Na pewno nie można tego robić tak, jak robił to w sobotę w Gliwicach.

Kacper Urbański 4 (3,08). Powinien mieć asystę po bardzo dobrym podaniu do Rajovicia, Duńczyk obił jednak głowę bramkarza zamiast trafić do siatki. Problem w tym, że było to chyba jedyne dobre zagranie Urbańskiego w ofensywie, który oprócz tego wywalczył jeden rzut wolny. Pomocnikowi aspirującemu do gry w reprezentacji z pewnością nie wypada psuć co trzeciego podania i nie mieć ani jednego odbioru ani przechwytu – ani w środku pola, ani pod własną bramką, ani pod bramką przeciwnika, do gry defensywnej zresztą nie wnosił niemal nic. Przebiegł najwięcej z legionistów, czyli niecałe dziesięć i pół kilometra – w takim trybie „ekonomiczno-urlopowym” trudnym wyzwaniem będą z pewnością przy Łazienkowskiej nawet piłkarze Lincoln Red Imps. Słaby mecz, trudno oceniać pozytywnie piłkarza za jedno dobre podanie w pole karne przez niemal dziewięćdziesiąt minut.

Henrique Arreiol 3 (2,99). Po meczu z Motorem już szykowano Portugalczyka na jakieś odkrycie, drugi jego występ szybko sprowadził wszystkich entuzjastów na ziemię. Arreiol jako jedyny z legionistów wprawdzie dokładnie podawał, tyle że niemal wyłącznie do najbliższego kolegi. Do gry defensywnej wnosił bardzo niewiele, brakowało zwłaszcza zbierania odbitych lub niedokładnie zagranych piłek, cała druga linia Legii raziła zresztą pod tym względem biernością i ślamazarnym poruszaniem się, o powrocie i blokowaniu strzałów z szesnastego metra też mowy nie było. Kreowanie gry w odróżnieniu od meczu poniedziałkowego w ogóle mu nie wychodziło, zapamiętaliśmy jedno niezłe wyprowadzenie piłki i jeden zablokowany strzał. Nie bardzo chyba wiedział, co ma robić, gdy oba zespoły grały długimi podaniami grzęznąć przy tym w chaosie, zapewne w Sportingu juniorów do takiego futbolu nie przygotowywano. Nie dziwimy się zmianie w końcówce spotkania, wybór zmiennika jednak, podobnie jak i w niemal wszystkich pozostałych przypadkach sobotę, był ewidentnie nietrafiony.

Ermal Krasniqi 3 (2,38). Niezły miał tylko sam początek meczu, gdy piłki odbierał i wyprowadzał, żółtą kartkę po faulu na nim dostał Jirka. Potem oddał trzy strzały, jeden celny, dwa zablokowane, a tak to głównie piłkę tracił, w tym raz na własnej połowie. Po przerwie zniknął niemal zupełnie, w obronie też nie pomagał, bo się często nie wracał, po nieco ponad godzinie w pełni zasłużenie usiadł na ławce. Kolejny to już bardzo słaby występ reprezentanta Kosowa, o którym trudno coś pozytywnego napisać.

Mileta Rajović 2 (1,97). Ciekawe, ile okazji musi mieć Duńczyk, by pokonać bramkarza. W sobotę oddał trzy celne strzały, co najmniej jedną z dwóch doskonałych sytuacji po podaniach Tobiasza lub Urbańskiego powinien wykorzystać, a porządny napastnik wykorzystałby obie. Czy Rajović w ogóle się na boisku do czegoś przydaje? Może grania długich piłek od bramkarza, jak w sobotę. Duńczyk potrafi taką piłkę przyjąć lub przynajmniej zgrać głową. Problem w tym, że muszą być chętni do tego, by na takie zgranie piłki wyjść za linię obrony, na przykład skrzydłowi, tak to chyba miało być w taktyce wymyślonej jeszcze przez trenera Iordanescu. Do tego trzeba nieraz się szybko przebiec, żeby znaleźć się na dogodnej pozycji do zebrania takiego strącenia i wyjścia na wolne pole. A bieganie, zwłaszcza szybkie, to coś, na co wszyscy legioniści mają ostatnią potężną alergię, więc Rajović strąca te piłki w próżnię. Oczywiście Duńczyk oprócz strącania powinien też strzelać gole, na razie ogranicza się do trafiania w bramkarza. I w tym marnowaniu okazji podbramkowych jest niezwykle konsekwentny i powtarzalny. Z pewnością konsekwencja i powtarzalność w sporcie są bardzo ważne, ale chyba nie o takie włodarzom chodziło, gdy ściągali Rajovicia na Łazienkowską.

Kacper Chodyna 2 (1,88). Trzy celne podania przez 45 minut, w tym jedno na strzał dla Rajovicia, piętnaście kontaktów z piłką, jeden odbiór, dużo strat, i co najważniejsze zmarnowana stuprocentowa sytuacja, którą wykorzystałby pewnie niejeden zawodnik. Gdyby Chodyna pokonał Placha w prostej przecież sytuacji, zapewne Legia by wracała z Gliwic nawet z trzema punktami. A tak pozostaje nam wystawić Chodynie bardzo niską ocenę, bo do wystawienia lepszej nie przekonał nas ani zaangażowaniem ani skutecznością swoich poczynań.

Jakub Żewłakow 3 (2,60). Grając przez pół godziny młody legionista stracił niemal wszystkie piłki. Odbijał się od rywali przy próbach dryblingów, przy przyjmowaniu piłki pod kryciem gliwiczanie z łatwością go przepychali, po jednej z takich strat faulował i dostał żółtą kartkę. Poza jednym odbiorem przez długi czas wyglądał jak junior zrzucony przypadkowo od seniorskiej gry. Zagrał jednak to jedno podanie, które mogło zaważyć na losach meczu, bo idealnie wypuścił Chodynę na sytuację sam na sam z bramkarzem. To jedno podanie pozwala spojrzeć odrobinę cieplejszym spojrzeniem na młodzieżowca pomimo masy strat i dać mu lepsza notę niż pozostałym zmiennikom.

Wojciech Urbański 2 (2,63). Choć to się wydaje niemożliwe, wpuszczonemu na ostatni kwadrans Wojciechowi Urbańskiemu udało się zaniżyć poziom i tak słabo grającej drugiej linii Legii. Siedem kontaktów z piłką, jeden odbiór, żółta kartka, zero(!) celnych podań. Jakby z taką efektywnością pograł trochę dłużej, skończyłby z oceną najniższą.

Antonio Colak grał zbyt krótko, by go oceniać.

Najlepszym legionistą sobotniego meczu Czytelnicy wybrali Kacpra Urbańskiego, a redaktorzy Kacpra Tobiasza.

 

 

Oceny zawodników

Głosowanie zostało zakończone!

3.08 Kacper Urbański

2.99 Henrique Arreiol

2.91 Kacper Tobiasz

2.76 Rafał Augustyniak

2.74 Kamil Piątkowski

2.63 Wojciech Urbański

2.62 Paweł Wszołek

2.6 Jakub Żewłakow

2.47 Steve Kapuadi

2.47 Arkadiusz Reca

2.38 Ermal Krasniqi

2.16 Petar Stojanović

1.97 Mileta Rajović

1.88 Kacper Chodyna

Komentarze (13)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.