Oceny piłkarzy

Oceny piłkarzy Legii za mecz z Pogonią – zorganizowani i zmotywowani

Redaktor Redakcja Legia.Net

Redakcja Legia.Net

Źródło: Legia.Net

08.04.2026 12:15

(akt. 08.04.2026 12:16)

W poniedziałek Legia w kolejnym meczu wygrała w Szczecinie z Pogonią 2:0 i utrzymała się w tabeli nad strefą spadkową. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz w grafice na dole. Piłkarze grający krócej niż kwadrans podstawowego czasu gry nie byli oceniani. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 7 (6,53) - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Mieliśmy nadzieję, że po przerwie na reprezentację kolejnymi treningami Marek Papszun poprawi jeszcze bardziej organizację gry, w szczególności w defensywie i przy stałych fragmentach gry, z czego jest najbardziej znany. Od początku tej rundy Legia z meczu na mecz poprawia się systematycznie pod tym względem, niemniej gra na zero z tyłu jakoś legionistom dotąd rzadko wychodziła. Ale ważna była też poprawa skuteczności, bo podobnie jak za trenera Iordanescu sytuacje były, ale trafiano do siatki stanowczo za rzadko. Praca w przerwie reprezentacyjnej musiała być intensywna, bo tak dobrze grającej Legii w tym roku jeszcze nie widzieliśmy. Kluczowa w poniedziałkowym meczu była przede wszystkim świetna gra defensywna, Pogoń oddała ledwie jeden celny strzał i raz obiła poprzeczkę, w obu przypadkach były to uderzenia zza pola karnego, z bliższej odległości obrońcy Legii nie pozwolili gospodarzom na żadne uderzenie, a parę dalszych zablokowali pomocnicy. Bardzo dobry mecz zagrała cała linia obrony, ale szczególne brawa należą się najlepszemu na boisku Rafałowi Augustyniakowi, który wyłączył zupełnie z gry nie tylko Angielskiego i jego zmiennika, ale też w ogóle nie dał pograć Grosickiemu, bo dzięki umiejętnemu ustawianiu linii spalonego przez legionistów, Pogoń nie mogła też grać tak lubianych przez nią długich podań za linię obrony.

W tych zwycięskich w ogromnej większości starciach z napastnikami gospodarzy obrońcy „Wojskowych” popełnili ledwie jeden faul, co dodatkowo wskazuje, na jak wysokim poziomie w poniedziałek zagrała trójka defensorów Legii. Legioniści imponowali też zbieraniem piłek w środku pola, robili to zarówno środkowi pomocnicy, jak i wychodzący ze swojej strefy w odpowiednich momentach obrońcy. W połączeniu z dość solidnym bronieniem przy liniach bocznych przez wahadłowych, dało to nie tylko zasieki nie do przejścia, ale też w pierwszej połowie dawało możliwość ponawiania ataków raz za razem. I w końcu Pogoń pękła, co ciekawe po bezpośrednim wrzucie z autu, z czego Legia dawno gola nie strzeliła. A że zaraz po przerwie nastąpiło podwyższenie wyniku, to w drugiej części meczu legioniści mogli spokojnie kontrolować mecz dobrze broniąc i trzymając gospodarzy z dala od swojego pola karnego.

Na pewno trener Papszun jest zadowolony po meczu – trzy punkty, gol po nietypowym stałym fragmencie gry i dwa gole napastnika, w którego mało kto wierzył, ale przede wszystkim musiała mu się podobać organizacja gry w obronie, zarówno bezpośrednio po stracie piłki, jak i po przejściu przez rywali linii środkowej. Pogoń nie była w stanie zrobić nic, ani z akcji, ani po stałych fragmentach gry i to nie dlatego, że jest drużyną słabą (bo przecież w tym roku u siebie przegrała właśnie pierwszy raz), tylko dlatego, że legioniści nie pozwalali rywalom na wejścia w pole karne. „Wojskowi” przebiegli przy tym o cztery kilometry więcej od rywali, co na boisku było po prostu widać. A że skuteczność też się poprawiła, legioniści oddali sześć celnych strzałów i dwa razy trafili do siatki, to po meczu można być zadowolonym z trzech punktów, z gry i z poziomu zaangażowania piłkarzy. Można po meczu w Szczecinie patrzyć z nieco większym już optymizmem w przyszłość, bo był to najlepszy mecz legionistów od późnego lata.

Otto Hindrich 6 (7,00 - ocena Czytelników). Jeden strzał z dystansu miał do obrony, nie był on trudny i został prawidłowo zbity przez Rumuna do boku. Raz uratowała go poprzeczka, poza tym był bezrobotny, nie musiał nie tylko bronić strzałów, ale nawet łapać dośrodkowań czy wychodzić na przedpole. Defensywa Legii grała tak dobrze, że jedyne co zostało Hindrichowi to gra nogami, z której wywiązywał się bez zarzutu. Ani razu nie sprezentował gospodarzom piłki, ani nie wyekspediował jej za boisko. Bardzo dobra obronna legionistów sprawiła, że był w zasadzie bezrobotny, za co otrzymuje od nas ocenę wyjściową. I oby był tak bezrobotny jak najczęściej.

Kamil Piątkowski 7 (6,61). Na początku parę podań na połowie rywala miał niedokładnych, potem było już pod tym względem wszystko w porządku. A w obronie było więcej niż w porządku, było po prostu naprawdę dobrze. W powietrzu wygrywał wszystko, na ziemi prawie wszystko, do tego dzięki dobremu ustawianiu się wybił dużo piłek granych przez szczecinian w pole karne, a wszystko to bez jednego nawet faulu, jeden strzał też zablokował. Cała drużyna zagrała w poniedziałek jedno z najlepszych spotkań w obronie w całym sezonie, a Piątkowski był jej istotnym ogniwem. Na szczęście problemy zdrowotne pod koniec pierwszej połowy nie okazały się na tyle poważne, by nie dograł meczu do końca, bo był to naprawdę dobry występ Piątkowskiego.

Rafał Augustyniak 8 (6,94). Algorytmy pomeczowe wskazują, że nawet strzelec dwóch goli Rajović powinien mieć w tym meczu niższa notę od Augustyniaka. Nam pozostaje się zgodzić z tym, że doświadczony obrońca rzeczywiście był najlepszym zawodnikiem w poniedziałkowym spotkaniu. Pogoń miała jakichś napastników w tym meczu z pamiętanym z Larnaki Angielskim na czele, ale czy ktoś ich w ogóle widział przy piłce? No nie widział, bo grali na Augustyniaka, których ich z tej gry wyłączył. A nie tylko z nimi toczył boje obrońca Legii, ale też z Grosickim, który też schodząc do środka poradzić sobie z Augustyniakiem nie mógł. A oprócz wygrywanych regularnie pojedynków i dobrego ustawiania linii spalonego, co było w tym meczu ważne ze względu na styl gry Pogoni, a także dobrych wybić po dośrodkowaniach we własne pole karne, również po stałych fragmentach gry, dochodziły jeszcze skuteczne przejęcia piłki w środku pola, jak przy akcji, gdy na bramkę uderzał Wszołek. Zwróćmy uwagę, że ani razu w tych starciach Augustyniak nie przekroczył przepisów. Piłką też operował odpowiedzialnie, jeśli jakieś podanie było niecelne, to długie pod bramkę przeciwnika. Wyrzut z autu za asystę nie jest liczony, ale swój udział przy pierwszym golu też w ten sposób Augustyniak miał. Naszym zdaniem czasem nawet zdobycie dwóch bramek przez napastnika nie jest w stanie przebić koncertowej gry innego piłkarza, w tym przypadku środkowego obrońcy. Bardzo dobry mecz Augustyniaka, kapitana i lidera Legii w poniedziałkowym meczu.

Radovan Pankov 7 (6,79). Raz został minięty przed polem karnym, raz musiał uciec się do faulu niedaleko od pola karnego, był to jedyny jego faul. Poza tym dobrze się ustawiał, wygrał najwięcej pojedynków powietrznych spośród wszystkich legionistów, zwłaszcza w drugiej połowie był nie ogrania, a przecież przez cały mecz grał naprzeciwko Grosickiego i w jego neutralizacji Serb odegrał dużą rolę. Dośrodkowania w polu karnym przecinał z podobną skutecznością jak pozostali obrońcy, piłką operował z podobna dokładnością jak Piątkowski – bez strat na własnej połowie i z nieco mniejszą dokładnością pod bramką rywali. Pankov zagrał na naprawdę dobrym poziomie, może nie był tak skuteczny jak Augustyniak i nie tak pewny jak Piątkowski, ale też i dzięki niemu Hindrich miał w poniedziałek spokojny wieczór. Dobry mecz Serba, jak i wszystkich obrońców Legii zresztą.

Paweł Wszołek 6 (6,05). Jeśli chodzi o defensywę, to Wszołek spisywał się bez zarzutu, choć trzeba też przyznać, że zazwyczaj dość rzadko Pogoń atakowała jego strefą, niemniej Wszołek podobnie jak Kun skutecznie ten kawałek boiska przy linii bocznej pod własnym polem karnym pokrywał. Wszołek zdecydowanie częściej od Kuna włączał się do akcji ofensywnych i jak zwykle dużo lepiej od lewego wahadłowego poruszał się w ataku bez piłki, ale bardzo w tym meczu brakowało dokładności przy podaniach - widać, że przez kontuzję stracił spory kawałek rundy. Dośrodkowania były zwykle niedokładne, najczęściej zbyt mocne, a jedyny strzał oddany słabszą nogą z naprawdę dogodnej pozycji był minimalnie niecelny. Obaj wahadłowi Legii nie byli w tym meczu pierwszoplanowymi postaciami zespołu, zagrali nieźle, ale bez takiego błysku jak obrońcy, środkowi pomocnicy, czy napastnicy.

Damian Szymański 7 (6,37). Zaczął od fauli, zaczęliśmy się obawiać, czy szybko nie dostanie kartki, ostatecznie skończył mecz z trzema przewinieniami i bez napomnienia. Obaj środkowi pomocnicy w tym meczu odegrali ważną rolę w zdobyciu trzech punktów dzięki bardzo dobrej grze w destrukcji, zarówno w środku pola, gdy Legia starała się przechwycić piłkę wyprowadzaną przez rywali spod własnej bramki, jak i na własnej połowie, gdy wypychali oni szczecinian w stronę linii środkowej nie dając im miejsca do gry. Bardzo ważne były jego powroty pod bramkę, zwłaszcza w pierwszej połowie, na początku meczu po groźnym kontrataku Pogoni po szybkim wznowieniu po stałym fragmencie gry Szymański wrócił we własne pole karne i zablokował strzał. Były reprezentant Polski odebrał najwięcej piłek rywalom spośród wszystkich legionistów, ale włączał się też i do akcji ofensywnych, to po jego dośrodkowaniu do Rajovicia pierwszą dobrą okazję miał Biczachczjan, Szymański wywalczył też jeden rzut rożny. Środkowi pomocnicy u trenera Papszuna to przede wszystkim specjaliści od zbierania piłek w środku pola od czasu do czasu pojawiający się pod polem karnym rywali, a Szymański w ten profil pomocnika zdaje się wpisywać. W Szczecinie zagrał jeden z najlepszych meczów w barwach Legii.

Juergen Elitim 7 (6,43). O ile po Szymańskim spodziewalibyśmy się byciem „nastawioną defensywnie ósemką”, to wypełnianie tej roli przez Elitima może być pozytywną niespodzianką, bo raczej nikt się nie spodziewał, że Kolumbijczyk zacznie tak dobrze grać w destrukcji. Szykował go już co prawda do tej roli przed poprzednim sezonem trener Feio, ale ze względu na poważna kontuzję Elitim z układanki Portugalczyka wypadł. Tymczasem Elitim w pierwszej połowie i przez sporą część drugiej znakomicie wywiązywał się z roli zawodnika zbierającego „drugie piłki” w środku pola. Gdy Legia stosowała pressing i zmuszała szczecinian do zagrania dłuższego podania, zbierał je głównie Kolumbijczyk, podobnie jak przejmował on niedokładne podanie gospodarzy w środku pola. Aż połowę z odnotowanych przez statystyków czternastu przechwytów całej Legii jest zapisane przy nazwisku Elitima, pokazuje to jak dobrze czytał grę rywali i jak potrafił się ustawić i w odpowiednim momencie do takiej piłki wystartować. Pomocnik Legii był też głównym zawodnikiem wyprowadzającym piłkę, miał najwięcej kontaktów z piłką i najwięcej podań spośród wszystkich legionistów. Tak jak Szymański miał nieco lepszą pierwszą połowę, tak Elitim był lepszy w drugiej, obaj pomocnicy dobrze się w tym meczu zresztą uzupełniali. Choć trener Papszun miał jeszcze jedna zmianę w zapasie, nie zdjął żadnego ze środkowych pomocników, choć nabiegali się oni w tym meczu sporo. To chyba najlepszy dowód na to, że był wielce zadowolony z ich poniedziałkowej gry.

Patryk Kun 6 (6,42). Wahadłowi w ustawieniu trenera Papszuna muszą się solidnie nabiegać – gdy Legia atakuje grają jako skrzydłowi. Gdy Legia stosuje pressing, oni również biorą w nim udział, ale kiedy drużyna się cofa, to wahadłowi stają się bocznymi obrońcami, stojąc równo z trójką stoperów. Kun znający wymagania trenera jeszcze z Częstochowy najwyraźniej się dobrze w tej roli odnajduje. Tym razem rzadziej niż zwykle przebywał on pod bramką gospodarzy, w pierwszej połowie dwa razy dośrodkowywał i jedna z tych wrzutek na samym początku meczu trafiła do Rajovicia. Po zmianie stron takich akcji nie widzieliśmy już w ogóle w jego wykonaniu i pod polem karnym Pogoni pojawiał się incydentalnie. Istotne na pewno było dla trenera, że Kun prawie w ogóle nie tracił piłek i odpowiedzialnie nią operował, a nieliczne niedokładne dłuższe podania miały miejsce przy linii bocznej pod polem karnym przeciwnika, co nie groziło żadną kontrą. Bronił Kun jak zwykle solidnie, mecz skończył bez żadnego błędu w obronie, wahadłowi na tyle szczelnie zakrywali boczne strefy, że piłkarze Pogoni nie byli w stanie żadnych akcji przy bocznych liniach przeprowadzać. Niezły mecz Kuna, pochwalić go można przede wszystkim za grę defensywną i odpowiedzialność, bo pamiętamy że w tak wielu meczach legionistom brakowało przede wszystkim właśnie tej odpowiedzialności i koncentracji. Nieco za mało natomiast było pozytywnych efektów jego gry pod bramką rywali, by wystawić wyższą notę.

Wahan Biczachczjan 6 (5,73). Aktywność jak zwykle bardzo duża, kontaktów z piłką sporo, tylko znów efektów było trochę za mało. Miał doskonałą okazję po dobrym zgraniu piłki przez Rajovicia, ale uderzył zbyt słabo i z tym uderzeniem Cocojaru sobie poradził. Gdy Biczachczjan miał drugą okazję po przerwie po podaniu akcji pary napastników, to nie tylko uderzył zbyt słabo, ale co gorsza nabawił się przy tym poważnie wyglądającej kontuzji, która wykluczy go zapewne z gry na dłużej. Poza tym Ormianin wywalczył jeden rzut wolny pod bramką Pogoni, był zresztą najczęściej faulowanym legionistą, pomógł parę razy w obronie, również we własnym polu karnym, potrafił też parę razy minąć rywala, choć też i kilka takich akcji skończyło się niepowodzeniem. Sporo wiatru, mniej efektów, należy jednak docenić niezłą grę Biczachczjana, tym bardziej, że jego zmiennik zagrał znacznie gorzej.

Rafał Adamski 7 (7,56). Dość słaba pierwsza połowa w wykonaniu Adamskiego, raz tylko utrzymał się przy piłce z rywalem na plecach i raz zablokował strzał we własnym polu karnym, generalnie był po prostu w odróżnieniu od Rajovicia i Biczahczjana mało widoczny. Wszystko zmieniło się jednak w drugiej połowie, którą zaczął od kapitalnej akcji, której raczej nikt się nie z jego strony nie spodziewał, a najmniej obrońcy Pogoni. Ogranie obrońcy w polu karnym w stylu Prijovicia sprzed dekady i idealne wyłożenie piłki na pustą bramkę Rajoviciowi było ozdobą poniedziałkowego meczu. I potem już przez całą drugą połowę Adamski grał dobrze, utrzymywał się przy piłce, pomagał w defensywie, wraz z Rajoviciem wypracował dobrą okazję Biczachczjanowi, a na koniec meczu oddał celny, choć zdecydowanie zbyt lekki strzał na bramkę, gdyby uderzył mocniej, Szymański miałby pewnie okazję na dobitkę. Nabiegał się były piłkarz Pogoni Grodzisk jak zwykle dużo, w końcówce meczu grał na szpicy, przez większość meczu nieco za plecami Rajovicia, a czasami też obok niego. Cieszymy się, że para „wież” w ataku zaczęła współpracować ze sobą, na pewno też powody do zadowolenia ma trener Papszun, który znalazł swojego „żołnierza” do walki w przedniej formacji. Dobry mecz Adamskiego, choć głównie w drugiej połowie, a akcji z 47. minuty na pewno szybko nie zapomnimy.

Mileta Rajović 8 (7,66). Co Rajović mógł się nasłuchać i naczytać całkowicie zasadnej krytyki przez te miesiące, to jego, w poniedziałek jednak w końcu potrafił na nią na boisku odpowiedzieć. Już w pierwszych minutach meczu doszedł do strzału głową, ale było to uderzenie zbyt lekkie, potem bezlitośnie przepchnął rywala w polu karnym i wystawił idealną piłkę na strzał Biczachczjanowi, Cocojaru strzał Ormianina jednak obronił. Nie obronił za to kolejnego uderzenia Duńczyka, który kapitalnie przyjął wyrzuconą przez Augustyniaka z autu piłkę, odwrócił się łatwo z obrońcą na plecach i oddał strzał. Z pewnością powinno to być uderzenie znacznie mocniejsze, ale dla kiepsko grającego w poniedziałek Cocojaru i tak okazało się zbyt trudne i piłka po rękach bramkarza wturlała się do siatki. Po zmianie stron po kapitalnej akcji Adamskiego znalazł się przed pustą branką i nie pozostało mu nic innego, jak wepchnąć piłkę do siatki, ale trzeba było się też tam znaleźć, a pamiętamy jak to często do tej pory wyglądało. Ponadto Rajović wywalczył jeden rzut rożny, dobrze utrzymywał się przez większość meczu przy piłce tyłem do bramki i przydawał się przy stałych fragmentach gry w obronie. W końcowej fazie meczu szybko tracił siły i coraz mniej pomagał w obronie, trener naszym zdaniem nie powinien jednak czekać tak długo ze zmianą Duńczyka. Dwa gole i bardzo dobry występ, naszym zdaniem jednak bardziej na miano piłkarza meczu zasłużył Augustyniak.

Kacper Urbański 5 (4,74). Przez dłuższy czas po wejściu na boisko wyglądał przy innych legionistach trochę jak cywil na wojnie na tle żołnierzy. Straty, zbyt długie zastanawianie się z piłką przy nodze, przegrywanie fizycznych starć, do tego spowolnione i niewłaściwe reakcje w obronie, jak w sytuacji, gdy Koutris trafił w poprzeczkę. W zdyscyplinowanej, zmotywowanej i zorganizowanej nomen omen „po wojskowemu” grze, gdzie każdy dawał z siebie ile mógł i każdy pomagał każdemu, były reprezentant Polski wyglądał, jakby do układanki boiskowej trenera Papszuna rzeczywiście nie pasował. Dopiero w doliczonym czasie gry Urbański wszedł na obroty takie, jak prezentowała reszta legionistów i zaczął wyprowadzać piłkę, utrzymywać się przy niej i pomagać obrońcom we własnym polu karnym., Gdyby nie ta końcówka, ocena byłaby pewnie niższa, a tak poprzestaniemy na przeciętnej.

Arkadiusz Reca, Artur Jędrzejczyk i Ermal Krasniqi grali zbyt krótko, by ich oceniać.

Najlepszym legionistą poniedziałkowego meczu Czytelnicy wybrali Miletę Rajovicia, a redaktorzy Rafała Augustyniaka.

Oceny zawodników

Głosowanie zostało zakończone!

7.66 Mileta Rajović

7.56 Rafał Adamski

7 Otto Hindrich

6.94 Rafał Augustyniak

6.79 Radovan Pankov

6.61 Kamil Piątkowski

6.43 Juergen Elitim

6.42 Patryk Kun

6.37 Damian Szymański

6.05 Paweł Wszołek

5.73 Wahan Biczachczjan

4.74 Kacper Urbański

Komentarze (19)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.