
Oceny piłkarzy Legii za mecz z Wisłą Płock – bezradność
20.08.2025 17:40
(akt. 20.08.2025 17:45)
Gra zespołu 4 (3,95) - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). W Ekstraklasie na początku sezonu Legia ma jak się wydaje, dość łatwych rywali, beniaminków lub drużyny z dołu tabeli zeszłego sezonu, nie mierzy się z żadną z drużyn walczących o puchary. A mimo to punkty traci, tak samo zresztą, jak robiła to w poprzednich sezonach. Wisła Płock nie wydawała się trudnym przeciwnikiem, a jej pierwsze miejsce w tabeli zaskakuje. W pierwszej, dość otwartej pierwszej połowie okazało się, że na tym etapie sezonu jest to zespół nie gorszy od Legii, gospodarze strzelili gola i oddali cztery celne strzały na bramkę. O ile pod własną bramką legioniści mieli problemy tylko po indywidualnych błędach Marco Burcha i Arkadusza Recy, a pozostali piłkarze odpowiadający za defensywę prezentowali się solidnie, to konstruowanie ataku wyglądało znacznie gorzej i sytuacji podbramkowych było niewiele. Jeszcze gorzej było po zmianie stron. Ddy gospodarze się cofnęli, legioniści przy budowaniu akcji bezradnie przegrywali piłkę z jednej strony na drugą kończąc to stratą lub dośrodkowaniem „na aferę” z nieprzygotowanych pozycji. Do tego dochodził często wysoki pressing płocczan przy wyprowadzaniu piłki przez gości z własnej połowy, z tym pressingiem legioniści sobie nie radzili. Trzeba oddać co należne gospodarzom – nie tylko byli dobrze zorganizowani taktycznie, ale też zwycięstwo wybiegali, nie pamiętamy kiedy i czy w ogóle jakikolwiek rywal „Wojskowych” przebiegł przez 90 minut ponad 125 kilometrów. Legioniści przebiegli ich też bardzo dużo, bo ponad 120, ale jednak o pięć mniej. To gospodarze oddali też więcej celnych strzałów na bramkę, choć sytuacji mieli dużo mniej. W Legii szwankowały przede wszystkim trzy rzeczy – wolne tempo przechodzenia z obrony do ataku przy pressingu rywala, które pozwalało piłkarzom Wisły wrócić się w komplecie i należytym porządku pod własne pole karne i się ustawić, stałe fragmenty gry, które w drugiej połowie były bite często źle, piłka grana była zbyt słabo i zbyt nisko i jakość strzałów, bo jednak kilka razy legioniści do uderzeń z bliskiej odległości w zamieszaniu doszli. Rozmontowanie wybieganej i dobrze zorganizowanej obrony okazało się ponad siły legionistów w niedzielę, nie pomogły też zmiany, po których Legia wprawdzie zamknęła rywali na ich połowie, ale sytuacji tworzyła mniej niż wcześniej. Brakło też pomysłu w sztabie szkoleniowym, jak ten „autobus” rozmontować. Samym dość prymitywnym wrzucaniem piłki w pole karne z trzydziestego metra od bramki w stylu Cracovii Michała Probierza znacznej części meczów w Ekstraklasie wygrać się nie uda. A w europejskich pucharach z taką taktykę o sukcesy będzie jeszcze trudniej. Za niedzielny występ dobrze ocenić można tylko bramkarza i parę środkowych obrońców, cała reszta w mniejszym lub większym stopniu zawiodła, a w szczególności druga linia.
Kacper Tobiasz 6 (5,12 - ocena Czytelników). Obronił trzy strzały, w tym tylko jeden nieco trudniejszy, przy straconym golu był bez szans, raz dobrze wyszedł daleko poza pole karne. Do gry nogami nie mamy żadnych zastrzeżeń, dośrodkowania po ziemi łapał pewnie, z wysokimi nie miał w niedzielę do czynienia. W drugiej połowie zapewne mocno się wynudził. Ocena wyjściowa.
Paweł Wszołek 5 (4,47). Do gry defensywnej Wszołka zastrzeżeń nie mamy, może poza jednym ustawieniem się w pierwszej połowie przy stałym fragmencie gry, zablokował też jeden strzał. Gra do przodu była jednak pełna problemów. Wszołek najlepiej spisuje się wchodząc z głębi na wolne pole dzięki dobrej grze bez piłki, gdy tego miejsca do wejścia nie ma, pożytek z niego w ofensywie jest znacznie mniejszy. Siłą rzeczy by zmuszony do dośrodkowań z niezbyt przygotowanych pozycji, strat nie miał wiele, natomiast jakość dośrodkowań była marna. Pod koniec meczu pojawiał się też w polu karnym, ale tylko raz udało mu się zgrać piłkę po dośrodkowaniu. Mimo to i tak należał do tej grupy legionistów, do których specjalnych pretensji o niedzielny występ nie mamy.
Jan Ziółkowski 6 (4,77). Dobra gra w obronie, poza niezablokowaniem jednego ze strzałów, dużo udanych interwencji, szczególnie imponował powrotami za rywalami po błędach kolegów i naprawianiem ich, niekiedy w dość ryzykowny, ale zawsze skuteczny sposób. I z tych zadań będziemy środkowego obrońcę przede wszystkim rozliczać. W drugiej połowie przy słabej postawie drugiej linii obrońcy zostali po części rozgrywającymi, Ziółkowski kilka razy dośrodkował w pole karne, ale żadnego zagrożenia tym nie stworzył, bo i jakość tych wrzutek nie była najlepsza. Trudno mieć do młodego legionisty jakiekolwiek pretensje, nie on zawalił gola, nie on powinien kreować sytuacje pod bramką przeciwnika i strzelać gole, by te straty odrobić.
Steve Kapuadi 6 (4,54). Najlepszy piłkarz Legii w pierwszej połowie, wszystkie interwencje w defensywie bardzo pewne, ani jednej straty, przy golu nie zawinił. Po zmianie stron, podobnie jak Ziółkowski, coraz częściej przebywał na połowie przeciwnika, a nawet w polu karnym. Skończyło się to jedną naprawdę dobrą niewykorzystaną sytuacją, jednym wyłożeniem piłki koledze na strzał i paroma stratami. Generalnie jednak i za operowanie piłką należy Francuzowi przyznać dobrą notę, bo na aż 100 jego podań 95 było celnych. Tak jak w przypadku Ziółkowskiego, nie widzimy powodu, by obniżać mu za cokolwiek ocenę. Naszym zdaniem był najlepszym legionistą grającym w polu w niedzielnym meczu.
Arkadiusz Reca 3 (3,01). Jak narzekaliśmy dotychczas na straty Vinagre, to Reca w niedzielę nie miał ich niej. Co gorsza, przynajmniej dwie były na własnej połowie i mogły dać gospodarzom gole, gdyby nie pomoc kolegów, a w jednym przypadku zatrudniony został też Tobiasz. Do ofensywy w pierwszej połowie wiele nie wnosił, w drugiej był bliski asysty, ale Kapuadi nie wykorzystał jego dośrodkowania i nie trafił w bramkę, sam też oddał jeden bardzo niecelny strzał. Ma też swój udział przy straconym golu, przy podwojeniu Wisły na boku powinien dużo wcześniej pójść z pomocą do Morishity i wtedy pewnie zdołałby zablokować dośrodkowanie i choć więcej błędów w defensywie nie popełnił, to ten brak ruchu kazał się ważny dla końcowego wyniku meczu. Zmiana po godzinie była zapewne zaplanowana w ramach rotacji niezależnie od wyniku, bardziej krewcy szkoleniowcy zdjęliby go już w przerwie.
Petar Stojanović 4 (3,38). Do gry w defensywie zastrzeżeń nie mamy, bo kilka piłek zostało przejętych przez Słoweńca w pierwszej połowie w środku pola. W grze do przodu było gorzej, jedna dobra akcja dwa wywalczone stałe fragmenty gry, dwa strzały, w tym jeden celny i parę strat. Stojanović przez całą karierę grał głównie na obronie, nie mamy przekonania, że może być z niego dobry skrzydłowy, zwłaszcza przy ustawieniu z jednym napastnikiem. Dziwi nas też trochę, że trener Iordanescu zaprzestał gry z odwróconymi skrzydłowymi, bo wydawało nam się na początku sezonu, że taki jest jego pomysł na grę Legii w ofensywie. Podobnie jak Reca po godzinie „planowo” opuścił boisko, a Legia zmieniła ustawienie na grę z parą napastników. W niedzielę Słoweniec zagrał słabo, ale to samo można powiedzieć o każdym piłkarzu Legii poza niektórymi obrońcami.
Marco Burch 3 (3,51). To on nie zablokował pierwszego celnego strzału gospodarzy, to on zawalił decydującego gola. Ciężko nam zrozumieć rolę obserwatora stojąc pięć metrów od bramki – kryje się nie powietrze za sobą, tylko strefę tak, by uniemożliwić przeciwnikowi w niej dojście do piłki. Burch stał sobie w ogóle nie patrząc, czy ktoś na piąty metr wbiega, więc Kamiński wbiegł przed niego. Dwa kroki do przodu i obrońca Wisły nawet nie mógłby nabiec na piłkę, bo wpadłby na Szwajcara. A że do tego Burch w pierwszej połowie dał się do tego raz w polu karnym minąć i dwa razy piłkę stracił, w tym raz pod własną bramką, to ocena za pierwszą część meczu musiała być bardzo niska i niewiele tylko poprawić ją mogło jedno dobre prostopadłe podanie w pole karne czy ze dwie może dobre interwencje w defensywie. Ocenę nieco jednak podniesiemy za drugą połowę, gdy Legia weszła na połowę przeciwnika Burch często grał jako ostatni obrońca na środku między para stoperów i spisywał się na tej pozycji dobrze. Ani jednego błędu w obronie już nie popełnił, nie miał też już rażących strat, a do tego wywalczył jeden rzut rożny. Beznadziejna wręcz pierwsza połowa z zawalonym golem, dużo lepsza druga, ale ocena końcowa musi być i tak bardzo niska. Nie wydaje nam się, by w przyszłości po przyjściu Damiana Szymańskiego dostawał dalsze szanse na pozycji defensywnego pomocnika.
Wahan Biczachczjan 4 (3,80). Pierwsza połowa mocno przeciętna, kilka dobrych podań i wyjść z piłką, dwa mało udane strzały, ale też i parę strat, w tym jedna na kontrę. W drugiej połowie po raz kolejny próbował uderzyć, ale został zablokowany, przede wszystkim jednak raził przegrywany pojedynkami z rywalami i niedokładnymi podaniami. Podobnie jak Morishita był aktywny, ale jakość jego gry była po prostu niska, środek pola był zresztą najsłabiej grającą formacją Legii w niedzielnym meczu. Powinien być zmieniony wcześniej, bo drugą połowę miał naprawdę bardzo nieudaną, a my na razie nie jesteśmy przekonani, że na środek pola Ormianin pasuje lepiej, niż na pozycję odwróconego skrzydłowego.
Bartosz Kapustka 4 (3,36). Całkiem niezła pierwsza połowa, sporo odbiorów piłki, w tym kilka na połowie rywala i parę dobrych prostopadłych podań. Autor najlepszej akcji pierwszej połowy, gdy przejął piłkę pod bramką Wisły i podał w pole karne od Rajovicia, strzał Duńczyka był jednak zbyt lekki. Niestety druga połowa, podobnie jak w przypadku Biczachczjana była znacznie gorsza, poza wywalczeniem jednego rzutu wolnego raził niedokładnymi podaniami i źle wykonywanymi stałymi fragmentami gry. Oddał w sumie aż sześć strzałów, ale tylko jeden celny, resztę zablokowali obrońcy. Pod koniec meczu po stracie faulował i zarobił żółtą kartkę. Cała druga linia po przerwie nie miała pomysłu na grę.
Ryoya Morishita 4 (3,41). Bardzo aktywny był w pierwszej połowie, biegał od bramki do bramki, wracał się do defensywy i potrafił nawet piłkę pod własną bramką rywalowi odebrać, a to mu się w tym sezonie rzadko zdarzało. Niestety w ofensywie po pierwszych niezłych kilku minutach głównie prezentował nam straty i niedokładne dośrodkowania, wszystkie jego próby dryblingów były bezskuteczne. Nie lepiej było po przerwie, wywalczył jeden rzut różny, nadal lepiej grał w obronie niż w ataku. Podobnie jak Stojanović i Reca zmieniony został po godzinie. Słaby występ Morishity, ale też wcale nie gorszy od pozostałych pomocników.
Mileta Rajović 4 (3,15). Całkiem dobre pierwsze pół godziny, wywalczone dwa rzuty rożne, jedno zgranie w polu karnym po stałym fragmencie gry, celny strzał po podaniu Kapustki. Niestety potem było już znacznie gorzej, przez następne czterdzieści pięć minut wywalczył ledwie jeden stały fragment gry i nie oddał ani jednego strzału. Poza polem karnym nie brał niemal udziału w grze, dwa razy przy budowaniu akcji utrzymał się przy piłce, poza tym przy rozgrywaniu był nieprzydatny. Słaby w sumie występ, z trójki napastników sklasyfikowalibyśmy go pośrodku, był gorszy od Nsame, ale lepszy niż Szkuryn.
Juergen Elitim 4 (4,69). Powrót po kontuzji niespecjalnie udany. Dobrze spisywał się pry przejmowaniu piłki na połowie przeciwnika i przerywaniu akcji, kreacja gry była jednak na słabym poziomie. Podania prostopadłe były grane nieco na siłę, w niedogodnych sytuacjach, do tego marne, leciutkie dośrodkowania, które obrońcy z łatwością wybijali. Cieszyć może tylko to, że jest już zdolny do gry, patrząc na niedzielny występ nad dojściem do formy będzie musiał popracować. Nie był bowiem lepszy od pozostałych pomocników.
Ruben Vinagre 5 (4,10). W defensywie nie popełniał błędów, ale też i niewiele pracy miał, bo Legia przez ostatnie pół godziny głównie przebywała na połowie gospodarzy. Mniej niż zwykle miał też strat, co z pewnością odróżniało go na plus po występie Recy. Częściej niż Reca podejmował się dryblingu celem próbując dojść z akcja do linii końcowej, co też należy uznać za pozytyw. Gorzej nieco było z dokładnością podań pod bramką Wisły i jakością dośrodkowań, jednak i tak parę trafiło w pole karne, a jedna wprost na głowę Nsame, Kameruńczyk jednak w bramkę nie trafił. Zagrał zdecydowanie lepiej niż Reca, na podobnym poziomie co Wszołek i był chyba najlepszym ze zmienników. Na dziś jego pozycja w pierwszym składzie jest niezagrożona.
Jean Pierre Nsame 5 (4,76). Dużo wygranych pojedynków z rywalem na plecach, przydawał się przy budowaniu akcji zgrywając piłkę do partnerów pod polem karnym czego nie potrafił żaden z pozostałych napastników, zadziwiająco często szukał gry z pierwszej piłki, co mogło akcje przyspieszać.. Do strzału doszedł dwa razy, ale bramkę trafić nie zdołał. Zagrał najlepiej ze wszystkich napastników, ale na poziomie co najwyżej mocno przeciętnym.
Ilja Szkuryn 3 (3,11). Raz utrzymał się przy piłce z przodu, raz pomógł w defensywie, poza tym kontaktów z piłką miał bardzo mało, bo ledwie dziewięć. Nie wniósł nic do ofensywy w ostatnich minutach, ani razu nie doszedł nawet do strzału, a dośrodkowań w pole karne nie brakło. Zaczął sezon dobrze, ale obecnie spadł najwyraźniej na trzecią pozycję w hierarchii trenera i na razie nie potrafi sobie z tym poradzić. Najsłabszy ze zmienników w niedzielę.
Jakub Żewłakow grał zbyt krótko, by go oceniać.
Najlepszym legionistą niedzielnego meczu Czytelnicy i redaktorzy zgodnie wybrali Kacpra Tobiasza.
Oceny zawodników

Juventus szykuje nagrodę dla Kalulu

Lechia zawiodła. Tylko remis z osłabioną Cracovią

Wisła Kraków odwróciła losy meczu z GKS Tychy. Kuziemka bohaterem

Pau Resta ze złamanym nosem. Zmartwiony Jacek Zielinski

Kylian Mbappe wysłał komornika po prawie 6 mln euro do PSG!

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.