
Oceny piłkarzy Legii za mecz z Zagłębiem – napastnicy postrzelali
06.08.2026 00:30
(akt. 06.08.2026 00:57)
Gra zespołu 7 (6,48)- średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Nic trener Papszun po zwycięstwie w Szczecinie w składzie nie zmienił. Tym razem jednak mecz zaczął się fatalnie, bo od szybko straconego gola po stałym fragmencie gry. Nie sposób przypisać winy za tą bramkę jednemu piłkarzowi, z pewnością kilku legionistów zachowało się we własnym polu karnym zbyt biernie. Był to jedyny celny strzał gości przed przerwą. Legia z zeszłej jesieni pewnie by się podłamała, ta tegoroczna jest jednak dużo mocniejsza psychicznie. Gospodarze osiągnęli znaczną przewagę, atakowali i tworzyli groźne sytuacje po dośrodkowaniach, zarówno z gry, jak i ze stojącej piłki. Strzelili dwa gole (jednego sędzia nie uznał), dodatkowo obili słupek po uderzeniu z dystansu i należało się spodziewać, że po zmianie stron przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Tymczasem w drugiej połowie do głosu doszli goście i po kontrataku obili poprzeczkę, potem też byli bardzo blisko gola dwa razy po stałych fragmentach gry, raz piłka po interwencji Hindricha zatrzymała się na słupku. Trener Papszun tym razem wcześnie zaczął wymieniać najsłabsze ogniwa, wpuszczając coraz więcej zawodników ofensywnych – w pewnym momencie Kapustka został defensywnym pomocnikiem. Przyniosło to upragnionego gola po strzale Vinagre z dystansu, a trener mógł zrobić kolejne zmiany, by wzmocnić defensywę i bronić wyniku. Skuteczna obrona prowadzenia w końcówkach meczów to była specjalność trenera Papszuna w Rakowie, więc i przy Łazienkowskiej można było być spokojnym o wynik, a Zagłębie nie miało już potem żadnej dobrej okazji na zmianę wyniku. Wyszli za to w doliczonym czasie gry z kontrą legioniści i po akcji rezerwowych Adamski wpakował piłkę do siatki. Z pewnością Legia mogła się w tym meczu podobać, oddała osiem celnych strzałów, stwarzała dużo sytuacji podbramkowych głównie za sprawą pary wahadłowych, groźne też były stałe fragmenty gry. Do tego doszły jeszcze uderzenia z dystansu. Niepokoi natomiast powrót problemów pod własną bramką przy górnych dośrodkowaniach. Z wysokich obrońców pozostał tylko Piątkowski, nie ma już w Legii wysokich graczy takich jak Kapuadi i Ziółkowski i te niedostatki w walkach o górne piłki i wygranie pozycji w polu karnym niestety widać w drugim już meczu w tym sezonie. Skończyło się na szczęście tylko na stracie jednego gola, a że Legia miała w niedzielę wyjątkowo skutecznych napastników, to zdobyła trzy punkty mimo iż jednemu z nich gola nie uznano. Sezon zaczyna się dobrze, od dwóch wygranych, zespół robi wrażenie solidnie poukładanego, ale na powrót optymistycznych nastrojów sprzed kilku lat jest stanowczo za wcześnie.
Otto Hindrich 6 (7,00 - ocena Czytelników). Przy straconym golu biernie zachowało się kilku piłkarzy, pewnie i aktywniejszy mógł być rumuński bramkarz, choć głównych winnych szukalibyśmy głównie u graczy z pola. Jeśli częściowo przy golu zawinił, to odpracował to przy drugim i ostatnim celnym strzale gości, gdy zbił piłkę na słupek, nie mamy pewności, czy wpadłaby ona do bramki, ale refleksem w tej sytuacji Hindrich błysnął, raz też uratowała go poprzeczka. Poza tymi trzema sytuacjami jedyne, co Rumun musiał robić, to kopać piłkę i tu zastrzeżeń mamy sporo. Część tych wykopów bowiem, nawet ze stojącej piłki, była bardzo anemiczna i niekiedy zdarzyło się piłce z trudem ledwie przelecieć linię środkową, a niekiedy nawet i nie. Na siedemnaście długich podań do kolegów trafiło ledwie sześć, dobrze że krótkie podania grał dokładnie. Jedna dobra interwencja w meczu i przeciętny tym razem występ rumuńskiego bramkarza.
Kamil Piątkowski 7 (6,39). Dużo jak zwykle biegał były reprezentant Polski, gra w ofensywie bardziej jak boczny obrońca niż środkowy w trójce, dużo biega od bramki do bramki i jakimś cudem kondycyjnie to wytrzymuje. W defensywie radził sobie nieźle, popełnił najmniej błędów ze wszystkich obrońców, choć i on też miał jedną niepewną interwencję. W ofensywie grał bardzo dużo podań do przodu, starając się jak zwykle wyprowadzić Wszołka na pozycję do dośrodkowania. Kilka razy się to udało, ale też i parę razy skończyło się stratą, Piątkowski wywalczył też jeden rzut rożny, zablokował jeden strzał i raz dobrze dośrodkował. Duża aktywność, mało błędów, solidny występ Piątkowskiego, najlepszego w niedzielę z legijnych obrońców.
Rafał Augustyniak 6 (6,41). Przy straconym golu na pewno mógł się zachować lepiej i popatrzeć, gdzie stoi niekryty przez nikogo Kocaba, był jednym z legionistów, który mógł uniemożliwić dojście do piłki pomocnikowi Zagłębia. Drugi błąd popełnił przy kontrze Zagłębia po przerwie, gdy bardzo łatwo w środku pola ograł go Szymczak i zagrał prostopadłą piłkę do Reguły. Na plus natomiast należy policzyć Augustyniakowi dokładne rozgrywanie piłki, często środkowy obrońca Legii rozpoczynał akcje swojej drużyny i piłek przy tym nie tracił. Ze wszystkich legionistów to też właśnie Augustyniak miał najwięcej wygranych strać w obronie, dwa razy doszedł też do strzału pod bramką Zagłębia, ale ani razu w nią nie trafił. Aktywność duża, gra solidna, ale poważne błędy też były, ocena całościowa przeciętna.
Robert Deziel Jr 5 (5,97). Tydzień temu był najlepszym z obrońców, w niedzielę natomiast najsłabszym. Regularnie przegrywał powietrzne starcia z lubinianami, dokładność podań miał najniższą spośród trójki obrońców, do tego nie sposób zapomnieć o biernej postawie w najgroźniejszych sytuacjach stworzonych przez gości. Przy straconym golu wyłączył się z gry, stał i się przyglądał, to samo miało miejsce przy strzale zbitym przez Hindricha na słupek. Nie potrafił też zatrzymać Reguły, który minął łatwo Amerykanina i obił poprzeczkę. Raz też pozwolił rywalowi dośrodkować. Biernie też zachował się niestety pod bramką rywala i nie uciekł ze spalonego przy strzale Rajovicia, pozbawił w ten sposób Duńczyka upragnionego gola. Brakowało mu koncentracji i mocy. Podobnie jak w Szczecinie nie dał rady wytrzymać meczu kondycyjnie. Trudno wymagać, by w wieku dwudziestu jeden lat, bez doświadczenia w grze w tak wymagającej fizycznie lidze, niedawny niemiecki trzecioligowiec w każdym meczu prezentował się przy Łazienkowskiej jak stary wyjadacz. Nauka wymaga czasu, na pewno musi szybciej reagować i utrzymywać koncentrację przez cały czas, nie wyłączać się z akcji. Tym razem występ Deziela co najwyżej mocno przeciętny.
Paweł Wszołek 8 (6,73). Forma weterana na początku sezonu prawie jak za najlepszych lat. Najwięcej dobrych dośrodkowań, znakomita asysta przy golu Zjawińskiego, trzy wywalczone rzuty rożne i udział w zdecydowanej większości groźnych akcji Legii w niedzielnym spotkaniu. Prawie każda akcja przez pierwsze siedemdziesiąt minut musiała przejść przez prawą stronę, bo Wszołek mógł wychodzić na wolne pole przy prostopadłych podaniach od Piątkowskiego, natomiast Vinagre aż do pojawienia się Żewłakowa takich podań nie miał z kim wymieniać. Do dobrych dośrodkowań po ruchu na wolne pole Wszołek dołożył jak zwykle solidną grę w obronie, z jego strony rywale nie dośrodkowywali, to samo było zresztą w Szczecinie. Również i pod własną bramką współpraca Wszołka z Piątkowskim dobrze się układa – dziś to najlepiej chyba zgrana ze sobą para piłkarzy Legii. Solidny kandydat do miana najlepszego zawodnika meczu.
Damian Szymański 5 (5,46). Zaczął mecz od fatalnej straty na własnej połowie, skończyło się co prawda na rzucie rożnym, ale jak się okazało, to ten stały fragment gry przyniósł gościom jedynego gola. Zmobilizowało go to do dokładniejszego wyprowadzania piłki w dalszej części meczu, ale na poprawnych i bezpiecznych podaniach do najbliższego się skończyło. Mało miał wygranych starć w obronie, ani jednego odbioru, za to jedno przegrane starcie w powietrzu w drugiej połowie we własnym polu karnym, gdy piłka o centymetry minęła bramkę Hindricha. Trener Papszun zareagował zdejmując byłego reprezentanta Polski z boiska, wszedł za niego piłkarz ofensywny. Legia szybko objęła po tej zmianie prowadzenie, a cofnięty Kapustka okazał się nieco nieoczekiwanie skuteczniejszy w defensywie od Szymańskiego. Mocno przeciętny tym razem występ Szymańskiego, dwa poważne błędy pod własną bramką i dużo gorszy mecz od tego sprzed tygodnia.
Wojciech Urbański 5 (5,48). Dokładność podań w pierwszej połowie na przyzwoitym poziomie, oddał też dwa strzały, oba zablokowali obrońcy. Większość podań była jednak bezpiecznych i krótkich, nie popychających akcji do przodu. W defensywie zebrał parę piłek, ale starcia z rywalami przeważnie przegrywał. Drugą połowę zaczął od serii strat, w tym jednej kluczowej, po której Zagłębie skontrowało i Reguła trafił w poprzeczkę. Domyślamy się jak takie nieodpowiedzialne zachowania ocenia trener Papszun, szkoleniowiec Legii zareagował wręcz błyskawicznie i od razu ściągnął młodzieżowca z boiska. Mocno przeciętny występ Urbańskiego, wiele takich przy Łazienkowskiej niestety w tym roku było.
Bartosz Kapustka 7 (6,64). Wyjątkowo dużo nabiegał się w niedzielę kapitan Legii. Był wreszcie i w polu karnym przeciwnika, oddał jeden strzał niecelny z pola karnego, raz obronił jego lekkie uderzenie bramkarz, kolejny strzał zza „szesnastki” wyładował na słupku, w sumie aż pięć razy Kapustka uderzał na bramkę, najwięcej ze wszystkich legionistów. Pod własną bramką też bywał wiele razy, w pewnym momencie, gdy nie było już na boisku Szymańskiego, a jeszcze nie pojawił się na nim Arreiol, kapitan Legii był pomocnikiem grającym najbliżej obrońców. Miało to rozwiązanie kilka pozytywnych aspektów – przede wszystkim Kapustka bronić umie, miał najwięcej wygranych pojedynków spośród wszystkich pomocników, a do tego nie bał się wyprowadzać piłkę spod własnego pola karnego nawet przy asyście przeciwnika. W ogóle zresztą miał najwięcej udanych dryblingów spośród wszystkich legionistów. Jak dużo wysiłku kosztował go ten mecz, widać było przy powrocie pod własną bramkę w samej końcówce meczu, gdy mocno zmęczony przerwał akcję rywala wybijając piłkę na aut mocno przy tym dysząc. Za tak walecznym Kapustką tęskniliśmy, pamiętamy mecze sprzed paru lat, w których biegał na dużej intensywności po kilkanaście kilometrów. Dobry mecz reprezentanta Polski.
Ruben Vinagre 8 (7,81). Sygnalizowaliśmy już na obozie, że Portugalczyk wraca po problemach zdrowotnych do formy z pierwszego swojego sezonu w Legii. I mamy potwierdzenie tego w meczach o stawkę. Bardzo dobrze bije stałe fragmenty gry, po jednym z nich padł gol strzelony przez Rajovicia, niestety nieuznany, a nie była to jedyna szansa legionistów po takim dośrodkowaniu. Potrafił też wejść Vinagre w drybling do końcowej linii i zakończyć akcję wrzutką, nie mógł tego robić zbyt często aż do pojawienia się na boisku Żewłakowa, bo do takiego wyjścia na wolne pole trzeba z kimś wymienić kilka podań. Mimo to zdarzało mu się uciec niejednokrotnie prawemu obrońcy Zagłębia. Do dośrodkowań gry i precyzyjnych dograń ze stojącej piłki Vinagre w niedzielę dorzucił solidną grę w obronie, nie gorszą niż Wszołek. Najważniejszy oczywiście był gol, który dał Legii prowadzenie, gdy Portugalczyk uderzył mocno i celnie zza linii pola karnego. Bardzo dobry występ, najlepszy zawodnik niedzielnego spotkania. Oby tylko zdrowie mu w przyszłości dopisywało.
Łukasz Zjawiński 7 (7,30). Bardzo dobra tyłem do bramki przez pierwszą godzinę, Zjawiński miał też najwięcej kluczowych podań spośród wszystkich legionistów, widać że nowy nabytek Legii chętnie współpracuje z innymi piłkarzami ofensywnymi. Najbardziej cieszy oczywiście gol, nie było wcale łatwo urwać się obrońcy, by dojść do piłki doskonale dorzuconej przez Wszołka, widać po ruchach przed wrzutką, że obaj panowie się widzieli i doskonale wiedzieli, co mają zagrać. Zjawiński oddał jeszcze dwa strzały po przerwie, jeden był niecelny, drugi został zablokowany. Był też najczęściej faulowanym legionistą, bo potrafił zastawiać piłkę tak skutecznie, że rywale nie potrafili mu jej odebrać i ratowali się faulami. Gol i dobry mecz.
Mileta Rajović 6 (5,11). Jak zawsze piłkarza oceniamy za mecz który rozegrał w miniony weekend, a nie w połączeniu z dziesięcioma poprzednimi. A Rajović w niedzielę zagrał naprawdę niezły mecz. Był dużo aktywniejszy niż tydzień temu, podobnie jak Zjawiński dobrze się zastawiał z piłką w środku pola i odgrywał ją kolegom. Przydawał się jak zwykle we własnym polu karnym, gdzie wybił trzy piłki przy stałych fragmentach gry. Oczywiście dla napastnika najważniejsze jest to, co robi pod bramką przeciwnika, a w niedzielę Rajović zrobił sporo. Oddał cztery strzały, dwa były celne, a jeden wylądował w siatce. Duński napastnik powinien skończyć mecz z golem, przeszkodził mu w tym Deziel Jr, który nie uciekł w odpowiednim momencie z pozycji spalonej. Gol padłby i tak, Rajović uderzył głową piłkę na tyle mocno i precyzyjnie, że Burić nie miał żadnych szans jej sięgnąć, niestety przepisy są nieubłagane w takich sytuacjach. Duńczyk zrobił więc w niedzielę swoje, tym razem zawiódł jeden z jego kolegów. Niezły występ Rajovicia, o kilka poziomów lepszy niż przed tygodniem.
Wahan Biczachczjan 6 (6,22). Wprowadzenie go na boisko było oczywistym sygnałem na to, że Legia będzie dążyć do zdobycia zwycięskiego gola, wszak Ormianin jest znany głównie ze swoich walorów ofensywnych. Wpuszczenie go do środka pola przy dwóch grających przed nim napastnikach było śmiałym posunięciem niepodobnym do dbającego przecież głównie o defensywę trenera Papszuna. Przez długi czas Biczachczjan nie wnosił jednak wiele do gry ofensywnej, oddał jeden zablokowany strzał, raz zagrał prostopadłe podanie, raz przewrócił się w dryblingu szukając rzutu wolnego. Widać było, że miał późną wiosną długą przerwę w grze o punkty. W defensywie jak zwykle wiele nie dawał, ale nie za to miał strat tak poważnych, jak Urbański. W doliczonym czasie gry jednak popisał się świetną indywidualną akcją, wszedł w pole karne i idealnie wyłożył piłkę Adamskiemu, była to bardzo efektowna asysta. I dzięki tej asyście, mimo dość średniej w sumie gry, zasłużył sobie na niezłą notę końcową.
Jakub Żewłakow 7 (6,95). Wyjątkowo udana zmiana młodego legionisty, z tak dobrej strony jeszcze nam się do tej pory nie pokazał. Od razu ożywił grę ofensywną, dwukrotnie był bliski pokonania Buricia. Dużo ruszał się bez piłki i sprawił, że Vinagre wreszcie miał z kim wymieniać podania pod bramką Zagłębia, bo dopóki Legia grała dwoma środkowymi napastnikami, Portugalczyk był znów nieco osamotniony, bo Deziel w odróżnieniu od Piątkowskiego do ofensywy się nie włączał. Pamiętamy też o kilku wygranych pojedynkach w defensywie. Dobry występ i pozytywne zaskoczenie ze strony młodzieżowca.
Rafał Adamski 6 (7,19). Długo, nawet bardzo długo po wejściu był kompletnie niewidoczny. Nie utrzymywał się przy piłce, ale też i nie dostawał wielu podań, gdy raz znalazł się pod polem karnym zbierał się do strzału tak długo, że nie zdążył go ostatecznie oddać. Swoje jednak zrobił w doliczonym czasie gry gdy po podaniu Biczachczjana wyprzedził obrońców w polu karnym i spokojnie umieścił piłkę w siatce. Nie był to zbyt dobry występ Adamskiego, ale to co do niego należało ostatecznie zrobił, wszak napastników rozlicza się z goli.
Henrique Arreiol i Arkadiusz Reca grali zbyt krótko, by ich oceniać.
Najlepszym legionistą niedzielnego meczu Czytelnicy i redaktorzy wybrali Rubena Vinagre.
Oceny zawodników

Luciano Spalletti o Miliku. Polak może odegrać kluczową rolę w Juventusie

Raków odsunął gracza za brak zaangażowania

Sabah Baku z Puchaczem pokonuje Aarhus i walczy o Ligę Mistrzów

PZPN potwierdza błąd sędziów, który zaważył na wyniku meczu Pogoń...

Atalanta finalizuje transfer Kristensena za 25 mln euro

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.