Artu Jędrzejczyk
fot. Jan Szurek

Od Deyny do Jędrzejczyka – historia występów legionistów na mundialach

Redaktor Karol Tyniec

Karol Tyniec

Źródło: Legia.Net

11.06.2026 11:05

(akt. 11.06.2026 11:07)

11 czerwca zainaugurowane zostaną XXIII Mistrzostwa Świata. W tym roku nie zobaczymy na nich reprezentacji Polski, a także żadnego przedstawiciela warszawskiej Legii. W poprzednich latach jednak historia występów legionistów na najważniejszej imprezie czterolecia była dość bogata a jej początek miał miejsce w 1974 roku.

Złote pokolenie

Po raz pierwszy przedstawicieli Legii Warszawa na najważniejszej imprezie czterolecia mogliśmy zobaczyć w 1974 roku. To wtedy po 36 latach nieobecności reprezentacja Polski wróciła na mundial i wraz z nią pojawili się tam legioniści. Pierwszymi piłkarzami warszawskiej drużyny na mundialu byli Kazimierz Deyna, Robert Gadocha i Lesław Ćmikiewicz

Z Legią wcześniej związany był selekcjoner reprezentacji Polski - Kazimierz Górski. Ówczesny szkoleniowiec naszej kadry w latach 1945–1953 był piłkarzem warszawskiej drużyny, a od 1960 do 1961 jej trenerem. W czasie mundialu Gadocha i Deyna byli podstawowymi piłkarzami i stanowili o sile ataku reprezentacji Polski. Ćmikiewicz nie odgrywał tak dużej roli jak Deyna i Gadocha, ale również dość regularnie pojawiał się na boisku. Reprezentacja Polski na tym turnieju osiągnęła historyczny wynik. Najpierw z 6 punktami (wtedy za zwycięstwo były 2 pkt) wyszła z grupy, w której rywalizowali Włosi, Argentyńczycy i Haiti. W pamięci zapadła wszystkim bramka Deyny z Włochami, strzał był tak silny, że kapitanowi reprezentacji Polski pękł but. Potem w kolejnej czterozespołowej grupie (gdzie drużyna z 1. miejsca wchodziła do finału, a z 2. grała o 3. miejsce) Polacy zajęli drugą pozycję. Było to efektem słynnego przegranego meczu na wodzie z Niemcami, który decydował o awansie do finału. Ostatecznie w spotkaniu o 3. miejsce Polska pokonała obrońców tytułu Brazylię 1:0 i zdobyła historyczny medal.

Mundial straconej szansy

W historii polskiego futbolu argentyński mundial 1978 przyjął się jako turniej straconej szansy. Polska jechała na niego z łatką jednego z faworytów, jednak nie wszystko poszło po jej myśli. W składzie kadry znajdowało się wtedy dwóch legionistów - Deyna i Marek Kusto. Trenerem reprezentacji był Jacek Gmoch - człowiek, który przez całą seniorską karierę piłkarską był związany ze stołecznym zespołem. Polska nie osiągnęła tego, czego od niej oczekiwano. Co prawda przeszła do kolejnej fazy, ale w niej przegrała decydujące starcia z Argentyną i Brazylią, przez co nie awansowała do meczów o medale. Deyna na tym turnieju nadal był ważnym członkiem pierwszej jedenastki, a napastnik Kusto pełnił rolę rezerwowego.

Powrót na podium

Hiszpański mundial 1982 był drugim najważniejszym turniejem w historii naszej kadry. Przed jego rozpoczęciem Polska nie była postrzegana jako faworyt. Trudna sytuacja w kraju związana ze stanem wojennym oraz zmianą pokoleniowa, którą przeprowadził trener Antoni Piechniczek, wpłynęły na oczekiwania wobec reprezentacji. Na hiszpańskim mundialu w kadrze znalazło się miejsce dla aż pięciu przedstawicieli Legii Warszawa. Trener Piechniczek (w latach 1961–1965 piłkarz stołecznej drużyny) zabrał na turniej Pawła Janasa, Kusto, Stefana Majewskiego, Jacka Kazimierskiego i Andrzeja Buncola. Janas, Majewski i Buncol byli członkami pierwszej jedenastki, Kusto pełnił rolę rezerwowego, który często dostawał szanse z ławki, a Kazimierski był rezerwowym bramkarzem.

Reprezentacja Polski po raz kolejny osiągnęła historyczny wynik, choć początki były trudne. Po dwóch remisach 0:0 z Włochami i Kamerunem Polska miała nóż na gardle i aby awansować, musiała pokonać Peru. Tak się stało - Peru zostało rozbite 5:1, a jedną z bramek zdobył Buncol. W drugiej rundzie Polska pokonała 3:0 Belgię i bezbramkowo zremisowała ze Związkiem Radzieckim, co dało awans do półfinału. Tam przegraliśmy 0:2 z Włochami. Dwie bramki w tym spotkaniu zdobył legendarny Paolo Rossi. Pozostał nam mecz o 3. miejsce, w którym okazaliśmy się lepsi od Francuzów – pokonaliśmy ich 3:2. Jedną z bramek zdobył przedstawiciel Legii - Majewski, który wraz z Janasem i Buncolem rozegrał całe spotkanie.

Ostatni taniec

Rozgrywany w Meksyku mundial 1986 był dla trenera Piechniczka i najlepszych piłkarzy tamtego pokolenia ostatnim tańcem na wielkiej imprezie. Selekcjoner zdecydował zabrać na turniej ponownie pięciu przedstawicieli warszawskiej Legii, choć w nieco innym składzie. Do Meksyku pojechali: Jan Karaś, Kazimierski, Dariusz Kubicki, Buncol i Dariusz Dziekanowski. Najwięcej szans na występy dostali Buncol i Dziekanowski. Karaś i Kubicki zagrali w spotkaniach z Brazylią i Marokiem. Kazimierski natomiast nie wystąpił w żadnym meczu. Dla Polski nie był to udany mundial. Nasza reprezentacja co prawda wyszła z grupy, ale w dość marnym stylu. Najpierw zremisowaliśmy 0:0 z Marokiem, potem pokonaliśmy 1:0 Portugalię po bramce Włodzimierza Smolarka, która co ciekawe  była jedyną bramką zdobytą przez Polaka na tym turnieju. W ostatnim spotkaniu grupy ulegliśmy 0:3 Anglii. Polska weszła do fazy pucharowej tylko dzięki wysokiemu miejscu w tabeli drużyn z 3. miejsca. Przez to w 1/8 finału trafiła na silną Brazylię, która nie zostawiła nam złudzeń - Canarinhos rozbili nas 0:4. Na kolejny mundial musieliśmy czekać 12 lat.

Powrót po 12 latach

Mundial w 1986 roku  zakończył serię czterech awansów z rzędu reprezentacji Polski na najważniejszą imprezę czterolecia. Przez kolejne lata nasza kadra regularnie nie kwalifikowała się na mundial. Sytuacja zmieniła się w 2002 roku, kiedy udało nam się przełamać złą passę. Polska na mistrzostwa do Korei Południowej i Japonii awansowała jako pierwsza kadra z Europy, co tylko rozbudzało apetyty przed turniejem. Selekcjoner Jerzy Engel, który był trenerem Legii w latach 1985-1987 zabrał na tamte mistrzostwa trzech przedstawicieli stołecznej drużyny: obrońców Jacka Zielińskiego i Macieja Murawskiego oraz napastnika Cezarego Kucharskiego. Piłkarze Wojskowych nie wystąpili jednak w pierwszych dwóch spotkaniach i szansę na grę otrzymali dopiero w ostatnim meczu, który był już tylko grą o honor. Polska w pierwszym spotkaniu przegrała 0:2 z Koreą, potem dostała srogą lekcję futbolu od Portugalczyków 0:4. W ostatnim meczu pokonaliśmy 3:1 USA, które co ciekawe wraz z Koreą Południową wyszło z naszej grupy.

Nieoczekiwane powołanie

Do Mundialu 2006, który odbywał się u naszych zachodnich sąsiadów, Polacy jak zwykle podchodzili z ogromnymi nadziejami. Dość szybko zaczęły się również przedmundialowe kontrowersje, które wzbudził trener Paweł Janas. Były piłkarz Legii zaskoczył nieoczekiwanymi powołaniami. Największą dyskusję wywołał fakt braku Jerzego Dudka i powołanie 19-letniego wówczas Łukasza Fabiańskiego. Fabian, który był jedynym piłkarzem ze stołecznej drużyny na tym turnieju, miał za sobą dopiero jeden pełny sezon na seniorskim poziomie. Nikt nie spodziewał się, że 19-latek z takim dorobkiem pojedzie kosztem Dudka, który miał jechać nawet jako rezerwowy.

Ostatecznie Fabiański zgodnie z przewidywaniami nie zagrał w żadnym meczu, a dostęp do polskiej bramki bronił inny wychowanek Legii, który rok wcześniej odszedł do Celticu - Artur Boruc. Polska na niemieckich boiskach zagrała tradycyjny tryptyk: w meczu otwarcia przegrała 0:2 z Ekwadorem, spotkanie z gospodarzami zakończyło się porażką 0:1 i miało dramatyczny przebieg przez stratę bramki w doliczonym czasie. W meczu o honor pokonaliśmy 2:1 Kostarykę.

Zagraniczny debiutant

Na mistrzostwach świata 2010 niestety nie oglądaliśmy reprezentacji Polski. Po raz pierwszy mogliśmy jednak zobaczyć zagranicznego przedstawiciela Legii Warszawa. Jan Mucha - słowacki bramkarz, który w latach 2005-2010 był piłkarzem stołecznej drużyny. Mucha na mundial w RPA został powołany jako gracz Legii, jednak już w styczniu 2010 podpisał kontrakt z nowym pracodawcą, ponieważ nie przedłużył wygasającej umowy ze stołeczną drużyną.

28-letni wówczas Słowak był jednym z architektów sporej sensacji. Mucha był podstawowym bramkarzem Słowacji, która wyszła z dość trudnej grupy w której były: Paragwaj, Nowa Zelandia i obrońcy tytułu - Włosi. Słowacy przegrali 0:2 z Paragwajem, zremisowali 1:1 z Nową Zelandią, a w ostatnim spotkaniu, które było de facto bezpośrednim meczem o 2. miejsce pokonali 3:2 Włochów. Słowacja w RPA długo nie zabawiła – odpadła w 1/8 finału po porażce 1:2 z późniejszymi finalistami – Holendrami. Dla tego kraju samo wyjście z grupy było ogromnym sukcesem. Mucha po turnieju zamienił Legię na Everton. 9 lat później los ponownie połączył go z Warszawą - w latach 2019–2021 był trenerem bramkarzy stołecznej drużyny.

Mundial 4K

Przed mundialem w 2018 każdy Polak miał ogromne nadzieje. Polacy mieli świeżo w pamięci historyczne Euro, które wraz z dobrą pozycją naszej kadry w rankingu FIFA budowało ogromny poziom oczekiwań. Gorączka mundialowa, która ogarnęła nasz kraj, dotarła nawet na słynny Opolski Festiwal, gdzie jeden z dni poświęcono na wyłonienie mundialowego przeboju. Ówczesny selekcjoner Adam Nawałka powołał na turniej dwóch piłkarzy Legii - Michała Pazdana i Artura Jędrzejczyka. Pazdan zagrał w dwóch pierwszych meczach rosyjskiego mundialu, Jędrzejczyk dostał szansę w ostatnim spotkaniu. Turniej ponownie miał dla nas tradycyjny przebieg. W meczu otwarcia Polska przegrała 1:2 z Senegalem. Kolejne spotkanie o wszystko przyniosło srogą lekcję futbolu od Kolumbii, która rozbiła nas 0:3. Po meczu komentator Jacek Laskowski wypowiedział swoje słynne słowa:

    - Mamy mundial 4K: Kolumbia, Kazań, Klęska, a czwarte „K” proszę sobie dopisać. 

W ostatnim spotkaniu o honor Polska pokonała 1:0 Japonię, jednak w pamięci kibiców na zawsze zostanie nie wynik, a końcówka tego meczu, gdzie obie drużyny podawały sobie piłkę na środku boiska.

Serbsko-Polski mundial

Mistrzostwa Świata w Katarze były dla Legii pierwszymi, w których miała dwóch przedstawicieli w różnych krajach. W reprezentacji Polski selekcjoner Czesław Michniewicz, który jeszcze rok wcześniej pracował w stołecznej drużynie, powołał Artura Jędrzejczyka. Do reprezentacji Serbii powołany został z kolei Filip Mladenović. Jędrzejczyk otrzymał szansę na grę tylko przez 18 minut w ostatnim spotkaniu grupowym z Argentyną przegranym 1:3. Poza tym nasza kadra zremisowała bezbramkowo z Meksykiem i pokonała 2:0 Arabię Saudyjską, dzięki czemu po raz pierwszy od 1986 wyszliśmy z grupy. Z turniejem pożegnaliśmy się już na etapie 1/8 finału po porażce 1:3 z późniejszymi finalistami - Francją. Gorzej poradziła sobie w Katarze Serbia. Mladenović otrzymał szansę gry tylko w pierwszym spotkaniu, które Serbia przegrała 0:2 z Brazylią. W kolejnym spotkaniu drużyna z Bałkanów zremisowała 3:3 z Kamerunem. Co ciekawe na ławce afrykańskiej drużyny siedział nieznany jeszcze wówczas kibicom Legii Jean-Pierre Nsame. W ostatnim spotkaniu Serbia przegrała 2:3 ze Szwajcarią i pożegnała się z katarskim czempionatem.

Najbliższy turniej

W 96-letniej historii mundialu mogliśmy oglądać 18 legionistów. 16 z nich było z Polski, a dwóch z zagranicy. Na najbliższych mistrzostwach po raz pierwszy od 2014 roku nie zobaczymy żadnego przedstawiciela stołecznej drużyny. Sam turniej zostanie zainaugurowany w czwartek 11 czerwca o godz. 21:00. W meczu otwarcia spotkają się Meksyk i Republika Południowej Afryki.

Komentarze (4)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.