
Od niechcianego do niezbędnego - Patryk Kun wrócił do żywych
21.04.2026 09:05
(akt. 21.04.2026 15:04)
Nowe otwarcie
Marek Papszun pracuje w Legii już cztery miesiące. Gdyby przeprowadzić sondę z pytaniem o to, kto jest twarzą jego drużyny, większość kibiców wskazałaby na dwa nazwiska: Rafała Adamskiego i Patryka Kuna. Obecność tego drugiego jeszcze kilka miesięcy temu byłaby zaskakująca, o pierwszym nawet nie wspominając. Fakty są jednak takie, że Kun stał się jednym z liderów Legii Papszuna. W tej rundzie rozegrał już 784 minuty. Co ciekawe, w rundzie jesiennej obecnego sezonu i podczas całego poprzedniego przebywał na boisku łącznie przez zaledwie 676 minut. Te liczby najlepiej obrazują, jak urosła jego rola w warszawskim zespole.
Niechciany
Patryk Kun został piłkarzem Legii w 2023 roku. Trafił tu z Rakowa Częstochowa, z którym nie przedłużył kontraktu. Teoretycznie przychodził jako następca Filipa Mladenovicia, jednak ze względu na mniejsze walory ofensywne, nie był w stanie w pełni zastąpić Serba. Kun okazał się wartościowym piłkarzem w defensywie - był on typowym zadaniowcem. Jednak rzadko dawał drużynie „coś ekstra”. W pierwszym sezonie był podstawowym elementem układanki trenera Kosty Runjaicia, który regularnie na niego stawiał. Były gracz Arki Gdynia solidnie wywiązywał się z zadań obronnych, ale w ofensywie bywał chaotyczny, a jego niedokładne wrzutki stawały się wręcz jego antyreklamą.
Wraz z przyjściem Goncalo Feio, na Łazienkowskiej zawitał Ruben Vinagre. Portugalczyk zaliczył fantastyczną pierwszą rundę i nieco słabszą wiosnę, ale wciąż utrzymywał wysoki poziom. Z tego powodu Kun otrzymywał bardzo mało szans i głośno mówiło się o jego odejściu. Następca Feio, Edward Iordanescu, również nie widział dla niego miejsca ze względu na dużą konkurencję na lewej stronie. Podczas letniego okienka transferowego w 2025 roku Kun był wręcz wypychany z klubu, a przez chwilę przesunięto go nawet do rezerw. Nie zgłoszono go do rozgrywek Ligi Konferencji, przez moment nie był też zgłoszony do rozgrywek Ekstraklasy. Dostał wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy, miał oferty ale z nich nie skorzystał. Ostatecznie został w Legii, ale trafił do „przysłowiowej szafy”. Jesienią rozegrał w lidze tylko 233 minuty i wydawało się przesądzone, że po wygaśnięciu kontraktu odejdzie z klubu. Wszystko zmieniło przyjście trenera Marka Papszuna.
Stabilizacja w defensywie
Kun od spotkania z GKS Katowice nie wypadł z pierwszego składu Legii Warszawa. Lepszą serię w warszawskiej drużynie ma tylko Kamil Piątkowski, który wychodził w podstawowym składzie podczas wszystkich wiosennych spotkań. Wzrost znaczenia Kuna w kolejnych spotkaniach widać doskonale w statystykach. Odkąd Papszun regularnie na niego stawiał, wzrastała jego pewność w pojedynkach. W meczu z GKS wygrał 41 procent wszystkich pojedynków, z Wisłą Płock 56 procent, a w kolejnym spotkaniu z Jagiellonią Białystok już 73 procent. Średnio Kun notuje obecnie 20 pojedynków, z czego zwykle wygrywa ponad 50 procent. W ostatnich dwóch spotkaniach z Górnikiem i Zagłębiem było to odpowiednio 7/11 i 3/7.
Gdy spojrzymy na statystykę pojedynków w obronie, zobaczymy, że sytuacja wygląda jeszcze lepiej. 31-latek średnio notuje 7 wygranych pojedynków w tercji obronnej na mecz, co przekłada się na prawie 60% wszystkich tego typu akcji. W ostatnich spotkaniach z drużynami z Zabrza i Lubina Kun zanotował odpowiednio 5/6 i 1/1 wygranych pojedynków w defensywie. Oko każdego kibica Legii cieszyć może również niska liczba strat - notuje on ich raptem 28 procent. Papszun podniósł grę Kuna w obronie do wysokiego poziomu, ale nie zapominajmy, że ten piłkarz już podczas jesieni miał naprawdę dobre przebłyski. W listopadowym meczu z Lechią Gdańsk, który był dla niego pierwszym spotkaniem po dłuższej przerwie, poradził sobie bardzo dobrze, zatrzymując jednego z najlepszych skrzydłowych w lidze - Camilo Menę.
Progres w ofensywie
Kiedyś jednym z największych problemów Kuna była gra w ofensywie. Obecnie widać, że pod wodzą Marka Papszuna wychowanek Opałka Węglowice notuje regularny progres w tym aspekcie. Dobrym przykładem jest tu liczba skutecznych dośrodkowań. W meczach do przerwy reprezentacyjnej Kun notował średnio 4 skuteczne dośrodkowania na mecz, co przekładało się na 35 procent wszystkich tego typu akcji. Od powrotu po przerwie Kun notuje w każdym średnio powyżej 60 procent skutecznych dośrodkowań, co przekłada się na realne szanse bramkowe. Widzieliśmy to szczególnie w ostatnim meczu z Zagłębiem, gdzie legijny wahadłowy wykreował doskonałą okazję dla Milety Rajovicia, który jej nie wykorzystał.
Kolejną statystyką wartą uwagi są biegi progresywne. Jest to rajd z piłką przy nodze, podczas którego zawodnik pokonuje znaczną odległość w kierunku bramki rywala. W przeciwieństwie do zwykłego prowadzenia piłki, bieg progresywny musi spełniać określone kryteria dystansu (według definicji platformy Wyscout):
Jeśli bieg zaczyna się na własnej połowie, zawodnik musi pokonać minimum 30 metrów.
Jeśli bieg zaczyna się na połowie przeciwnika, zawodnik musi pokonać minimum 15 metrów.
Jeśli bieg zaczyna się w ostatniej tercji boiska, zawodnik musi pokonać minimum 10 metrów.
Kun w pierwszych trzech meczach, gdy wychodził w wyjściowym składzie, nie zanotował żadnego biegu progresywnego. Wszystko zmieniło się od spotkania z Cracovią – od tego momentu notuje średnio 1,83 biegu progresywnego na mecz. W ostatnich dwóch spotkaniach były to odpowiednio 2 i 3 biegi, co potwierdza, że zawodnik coraz odważniej bierze na siebie ciężar transportowania piłki pod pole karne przeciwnika.
Warto wyróżnić też Kuna za wysoką skuteczność w dryblingach, wynoszącą prawie 60 procent. Innym wartym uwagi aspektem jest wysoka skuteczność podań w trzecią tercję (66 procent) czy też 93 procent celnych podań do tyłu, co pokazuje, że Kun doskonale rozumie się z Damianem Szymańskim i Radovanem Pankovem, z którymi operuje na lewej stronie boiska. Wysoka skuteczność podań do przodu naszego lewego wahadłowego w ostatnich dwóch meczach (85 i 64 procent) udowadnia, ile Kun daje Legii w rozegrywaniu akcji.
Przyszłość
Kun na swojej pozycji ma obecnie dwóch rywali: Arkadiusza Recę i Rubena Vinagre. Kontrakt byłego gracza Rakowa z Legią wygasa z końcem tego sezonu, ale nie powinniśmy mieć wątpliwości, że zostanie on przedłużony. Obecnie rola Kuna w zespole jest bardzo duża i jest on niewątpliwie jednym z liderów Legii. W kolejnym sezonie możemy się spodziewać tego, że Papszun dalej będzie stawiał konsekwentnie na Kuna, ponieważ Vinagre posiada deficyty w grze defensywnej, przez co nie spełnia wymagań, które trener Legii stawia przed piłkarzami. Kun to zadaniowiec, który pod wodzą Papszuna umiejętnie równoważy oba aspekty gry. Przedstawione w tekście dane pokazują, że w niektórych elementach gry Kun dalej ma wiele do poprawy. Nie mam wątpliwości, że jeśli kontuzje lub inne problemy nie staną mu na drodze, to on będzie stanowił o sile lewego wahadła Legii.
Multimedia

Ivi Lopez odejdzie z Rakowa, ale nie zagra w Legii, ani Wiśle

Manchester United rusza po Federico Valverde

Robert Dobrzycki: Moje życie było spokojniejsze, ale Widzew to moja...

Wisła Płock sprowadzi młody talent ze Śląska?!

Wisła Kraków po awansie do Ekstraklasy sprzedała już blisko 4 tysiące...


Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.