
Podsumowanie formacji - napastnicy
01.01.2026 20:00
(akt. 01.01.2026 20:00)
Jean-Pierre Nsame - Po powrocie z wypożyczenia do Sankt Gallen niewielu stawiało na to, że Jean-Pierre Nsame może być jeszcze wartością dodaną dla Legii. Kameruńczyk nie przebił się na dłużej do pierwszej “11” szwajcarskiego zespołu, a do tego borykał się kontuzją, która wykluczyła go z gry na miesiąc. W ciągu 5 miesięcy zagrał 13 spotkań, strzelił 2 gole i miał tyle samo asyst.
“JP” wyszedł jednak na przeciw wielu głosom krytyki i pod wodzą nowego trenera, Edwarda Iordanescu, szybko udowodnił, że stołeczny zespół może mieć z jego gry wiele pociechy. 32-latek w końcu wykazywał się tym, z czego słynął w Young Boys, czyli świetnie odnajdywał się w polu karnym przeciwnika i w zasadzie w ciemno można było zakładać, że choć jedna z jego sytuacji zakończy się golem. Odegrał kluczową rolę w awansie “Wojskowych” do fazy ligowej Ligi Konferencji, trafiając do siatki w pięciu meczach z rzędu - Banik Ostrawa (2 mecze z golem), AEK Larnaka (2 mecze z golem) i Hibernian (gol i asysta). Udanie rozpoczął również rozgrywki ligowe, kiedy już w 2. kolejce zdobył bramkę przeciwko Koronie Kielce (2:0).
Wydawało się, że wszystkie zmierza ku dobremu. Kameruńczyk był w świetnej formie strzeleckiej, Legia również zdawała się grać coraz lepiej, aż do felernej kontuzji w przegranej 1:2 rywalizacji z Cracovią. Napastnik dzień wcześniej nie dokończył zajęć, a dzień później wchodząc z ławki rezerwowych zerwał ścięgno Achillesa. Operacja się udała, rehabilitacja przebiega zgodnie z planem, ale trudno powiedzieć czy jeszcze w tym sezonie zobaczymy go na murawie w meczu o stawkę. W tym sezonie zagrał 12 spotkań, strzelił 6 goli i raz asystował. Umowa Nsame z Legią wygasa wraz z końcem czerwca 2026.
Oddawał średnio 3,07 strzału na mecz, z czego 40,7 procent było celnych. Jego współczynnik goli oczekiwanych na mecz wynosił 0,71. Podawał z 72,7 procent skuteczności, dryblował średnio 1,02 na mecz, z czego 55 procent prób było udanych. Miał średnio 4,89 kontaktu z piłką w polu karnym na jeden mecz, a 1,59 to średnia pozycji spalonych na spotkanie.

Migouel Alfarela, podobnie jak Nsame, spędził pierwsze pół roku na wypożyczeniu, jednak w przeciwieństwie do Kameruńczyka, był to dla niego bardzo udany czas. Wiele zyskał na częstych występach w Athens Kalithea, za które odpłacił się 9 golami w 17 meczach. Nie brakowało wówczas głosów o ewentualnym wykupieniu Alfareli przez jeden z greckich klubów, ale ostatecznie 28-latek wrócił do Legii i przepracował z zespołem okres przygotowawczy. W pierwszych meczach wchodził na boisko z ławki rezerwowych, jednak rywalizację z Koroną w Kielcach (2:0) rozpoczął w pierwszym składzie. Efekt? Efektowny gol i asysta.
Wydawało się, że i w tym przypadku będziemy świadkami odbudowania formy przez napastnika Legii, ale jego występ przeciwko “złocisto-krwistym” okazał się wyjątkiem. W kolejnych tygodniach pełnił jedynie rolę rezerwowego, a jego wejścia z ławki łagodnie mówiąc niewiele wnosiły. Obie strony uznały więc, że najlepiej będzie jak Francuz zmieni otoczenie i od 12 września jest już zawodnikiem Arisu Saloniki, dla którego zagrał jak dotąd 5 spotkań (bez gola i asysty), a obecnie leczy kontuzję.
Oddawał średnio 1,66 strzału na mecz, z czego 54,5 procent było celnych. Jego współczynnik goli oczekiwanych na mecz wynosił 0,22. Podawał z 76,2 procent skuteczności, dryblował średnio 3,62 na mecz, z czego 50 procent prób było udanych. Miał średnio 2,87 kontaktu z piłką w polu karnym na jeden mecz, a 0,45 to średnia pozycji spalonych na spotkanie.

Ilja Szkurin trafił do Legii 20 lutego - już po terminie zgłoszeń do rozgrywek Ligi Konferencji. Napastnika poszukiwano od początku roku, były różne nazwiska i profile atakujących, ale ostateczny wybór padł na Białorusina. Kosztował 1,3 mln euro. Pierwsze mecze Szkurina były wyjątkowo trudne. Choć nie można mu było odmówić zaangażowania, liczby były nieubłagane - sześć pierwszych spotkań zakończył bez gola. Przełom nastąpił w ćwierćfinale Pucharu Polski przeciwko Ruchowi Chorzów, kiedy to ustalił wynik meczu na 5:0. Ostatecznie strzelił 4 gole, w tym w finale Pucharu Polski dokładając cegiełkę do trofeum.
Transfer Białorusina był pomysłem Goncalo Feio – gdy Portugalczyk pożegnał się z posadą, był to w zasadzie koniec przygody Szkurina z „eLką” na piersi. Nowy sezon rozpoczął wprawdzie od bramki w spotkaniu o Superpuchar Polski ale kiedy wydawało się, że to może być jego sezon, wtedy zaczął grać coraz mniej. Wpływ miały na to problemy paszportowe, nie zawsze mógł z zespołem pojechać na mecz pucharowy. Ale też nie był wymarzonym typem atakującego dla Edwarda Iordanescu. W sumie w 9 meczach uzbierał tylko 298 minut i odszedł do GKS-u Katowice za kwotę o wiele niższą od tej, za jaką został zakupiony 6 miesięcy wcześniej. W Katowicach Szkurin odżył: w 13 spotkaniach strzelił pięć goli i zaliczył jedną asystę.
Zabrakło cierpliwości. Patrząc na to co działo się jesienią przy Łazienkowskiej, na pewno by się przydał, gdyby został. Nie był z pewnością gorszym zawodnikiem niż Antonio Colak czy Mileta Rajović.

Marc Gual - Przygodę Hiszpana w Warszawie trudno ocenić jednoznacznie. W poprzednim sezonie był najlepszym strzelcem zespołu i potrafił zrobić różnicę, ale był też najmocniej krytykowanym zawodnikiem zespołu. Na trybunach wielokrotnie stawał się obiektem drwin, a popularnym hasłem stało się prześmiewcze: „Napastnik cienki, bo ma za krótkie spodenki”.
Z perspektywy czasu wielu kibiców żałuje odejścia Guala, bo był gwarantem kilkunastu goli w sezonie. W trakcie swojej kariery w Legii rozegrał 99 spotkań, strzelił 30 goli i zaliczył 15 asyst. Zdobył z klubem Puchar Polski i Superpuchar Polski, a także był bohaterem niezapomnianych meczów w Europie, jak choćby rewanżów z Rapidem Wiedeń (5:3) czy Molde (2:0).
Jesienią zagrał tylko w dwóch spotkaniach z Aktobe, gole nie strzelił. Nie pasował do koncepcji Edwardowi Iordanescu i mecze zaczął oglądać z poziomu trybun. Na początku sierpnia Hiszpan przeniósł się do portugalskiego Rio Ave. Jego pobytu w Vila do Conde nie można jednak uznać za udany – w 11 występach tylko raz wpisał się na listę strzelców.

Antonio Colak- Na ten moment to transfer zupełnie niezrozumiały dla wielu kibiców. Chorwat we wrześniu został niemal „wyrwany” Górnikowi Zabrze – prosto z sesji zdjęciowej dla zabrzan pojechał do Warszawy podpisać kontrakt. Colak pełni głównie rolę rezerwowego, choć miał kilka okazji, by wygryźć ze składu nieskutecznego Rajovicia.
32-latek rozegrał w barwach Wojskowych 14 spotkań, w których zdobył zaledwie jedną bramkę. Trudno o optymizm w przypadku zawodnika, który w ciągu ostatnich dwóch lat na ligowych boiskach strzelił łącznie tylko dwa gole. Pozostaje mieć nadzieję, że Marek Papszun znajdzie sposób na odblokowanie potencjału Chorwata, który w przeszłości potrafił przecież seryjnie zdobywać bramki.
Oddawał średnio 3,09 strzału na mecz, z czego ledwie 25 procent było celnych. Jego współczynnik goli oczekiwanych na mecz wynosił 0,48. Podawał z 80,5 procent skuteczności, dryblował średnio 0,58 na mecz, z czego 66,7 procent prób było udanych. Miał średnio 5,21 kontaktu z piłką w polu karnym na jeden mecz, a 0,58 to średnia pozycji spalonych na spotkanie. Jak widać okazje były, tylko skuteczność była fatalna.

Mileta Rajović- Ten transfer miał zmienić wszystko. Duńczyk trafił na Łazienkowską w lipcu za rekordowe 3 miliony euro z angielskiego Watfordu. Miał stać się twarzą nowej, walczącej o najwyższe cele Legii.
Wejście do drużyny miał obiecujące – w pierwszych dziewięciu meczach zdobył cztery bramki. Przełom sierpnia i września był jego najlepszym okresem, gdy trafiał w trzech kolejnych spotkaniach (Hibernian, Cracovia, Radomiak). Niestety, od meczu z Radomiakiem forma Duńczyka to już równia pochyła. W kolejnych 20 spotkaniach strzelił zaledwie 3 gole. To katastrofalny wynik, który sprawia, że złość fanów po słabej rundzie skupiła się głównie na nim. Objęcie sterów przez Marka Papszuna może być dla 26-latka z Ballerup ostatnią szansą na uratowanie swojej reputacji w Warszawie. Na ten moment jego przygodę z klubem trzeba ocenić na duży minus. Okazje miał, ale dokonywał złych wyborów, miał fatalną skuteczność a i z techniką był jesienią na bakier. Często przechodził obok meczu, nie dostawał podań i sam nie starał się jej dostać, nie wybiegał na pozycje. W ostatnim meczu z Lincoln Red Imps strzelił gola, dzięki czemu został najlepszym strzelcem zespołu z 7 bramkami na koncie.
Oddawał średnio 2,35 strzału na mecz, z czego 39,6 procent było celnych. Jego współczynnik goli oczekiwanych na mecz wynosił 0,47. Podawał z 66,7 procent skuteczności, dryblował średnio 0,83 na mecz, z czego 41,2 procent prób było udanych. Miał średnio 3,57 kontaktu z piłką w polu karnym na jeden mecz, a 0,1 to średnia pozycji spalonych na spotkanie.

NAPASTNICY LEGII WARSZAWA – GOLE JESIEŃ 2025
🟩 Rajović — 7 goli
🟩 Nsame — 6 goli
🟩 Čolak — 1 gol
🟩 Szkurin — 1 gol
🟩 Alfarela — 1 gol
🟩 Gual — 0 goli

Aleksandar Pavlović na celowniku Chelsea i Manchesteru United. Bayern...

Media: Lewandowski w pierwszym składzie Barcelony na rewanż z Atletico...

Real Madryt wzmacnia akademię. 18-letni Fran Santamaria nowym nabytkiem

Lewandowski w nowej rzeczywistości. FC Barcelona traci na znaczeniu...

Szok na Old Trafford. Manchester United przegrywa z Leeds po golach...

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.