
Podsumowanie formacji - obrona
27.12.2025 14:30
(akt. 27.12.2025 16:20)
Legioniści zwykle grali systemem z czwórką obrońców. Z tym, że defensywny pomocnik często się cofał i zamieniał w trzeciego stopera. Niestety często skutkiem były luki przed polem karnym i rywale chętnie z tego korzystali. Ogólnie problem był brak stabilności, trudności z utrzymaniem koncentracji przez pełne 90 minut oraz kłopoty z reagowaniem na zmieniającą się dynamikę spotkań. Jesień nie przyniosła odpowiedzi na pytanie, jaka konfiguracja personalna i strukturalna powinna być docelowa. Rotacje, zmiany ustawień i korekty personalne sprawiły, że defensywa Legii rzadko grała w tym samym składzie przez dłuższy czas. Podsumowując - było mocno przeciętnie. Brakowało lidera formacji defensywnej, brakowało stabilnego zestawienia personalnego i brakowało jakości w grze poszczególnych obrońców. Mecze europejskie pokazywały potencjał do gry zdyscyplinowanej, ligowe – obnażały problemy strukturalne. Ciekawe czy wiosna będzie czasem stabilizacji składu i systemu dalszym poszukiwaniem optymalnego zestawienia.
Patryk Kun
Dla Patryka Kuna mijający właśnie rok, a szczególnie ostatnie półrocze, było trudnym czasem. W poprzednim sezonie otrzymywał bardzo mało szans na grę i nie wyróżnił się swoją postawą na tyle, aby wejść na stałe do pierwszej jedenastki. Na początku obecnego sezonu otrzymał szansę gry w dwumeczu z Aktobe z powodu kontuzji Rubena Vinagre i pokazał się w nim z niezłej strony. Podobnie było w starciu o Superpuchar Polski - był tam wyróżniającą się postacią, kończył mecz z asystą. Jednak później postanowiono, że 30-latek ma szukać sobie nowego klubu - było to związane z tym, że nie było chętnych na Vinagre, a zaległości nadrobił Arkadiusz Reca. Nie był zgłaszany do kolejnych faz rozgrywek pucharowych. Kiedy Kun nie dogadał się z Termalicą w sprawie kontraktu, rozważano przesunięcie go do rezerw, jednak szybko się z tego pomysłu wycofano.
Mimo to w kolejnych tygodniach znowu nie dawano mu wiele szans na grę. Do pierwszej jedenastki wrócił dopiero 22 listopada w meczu z Lechią Gdańsk. Były to dla niego pierwsze minuty od 3 sierpnia i spotkania z Arką Gdynia. Swoją szansę Kun wykorzystał - na boisku wykazywał się ambicją i dużym zaangażowaniem. Dzięki jego dobrej postawie najlepszy piłkarz Lechii, Camilo Mena, był skutecznie neutralizowany. Mimo pokazania się z dobrej strony Kun w kolejnych dwóch ligowych spotkaniach nie otrzymywał szans. Następną dostał dopiero w ostatnim meczu roku z Piastem Gliwice – podczas tego spotkania specjalnie się nie wyróżnił. Kiedy Kun w obecnym sezonie otrzymywał okazję na grę to zazwyczaj wywiązywał się ze swoich obowiązków. Przyjście Marka Papszuna może być dla niego szansą na nowe otwarcie w Legii. W końcu jako piłkarz Rakowa Kun był nawet powoływany do reprezentacji Polski.
W 6 meczach średnio miał 7,73 pojedynków z rywalami, z czego wygrywał blisko 70 procent z nich, miał średnio 8,75 utraconych posiadań piłki i 7,59 odzyskanych. Faulował średnio 1,6 na mecz.

Kamil Piątkowski
Kamil Piątkowski trafił do Legii na koniec sierpnia. Jego początki w warszawskiej drużynie były bardzo dobre. Były piłkarz Salzburga z miejsca wskoczył do pierwszej jedenastki stołecznej ekipy. We wrześniowych spotkaniach jego postawa na boisku była czasami wręcz profesorska. Gdyby Piątkowski w ligowym meczu z Pogonią pod koniec września nie doznał kontuzji, można było się spodziewać powołania go do reprezentacji Polski na październikowe zgrupowanie. Uraz wykluczył go jednak na cały okres październikowej przerwy.
Niestety po wyleczeniu urazu forma Piątkowskiego zaczęła pikować. Były piłkarz Rakowa słabe mecze przeplatał z dobrymi. Jego najgorszym występem w tym sezonie było zdecydowanie październikowe spotkanie z Zagłębiem, kiedy najpierw trafił do własnej bramki, a później przez nierozważne zagranie piłki ręką w polu karnym otrzymał czerwoną kartkę, a rywal dostał rzut karny. Był mecz gdy się źle ustawiał, albo był ogrywany i rywal strzelał przez to gola. Zdarzały mu się również dobre mecze, jednak jego forma była istną sinusoidą, co w Legii nie było odosobnione. Początek sezonu pokazał, że drzemią w nim spore umiejętności, których w drugiej części rundy nie potrafił jednak pokazać.
Średnio miał 5,51 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał blisko 70 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 1,77 piłki na mecz. Miał średnio 9,01 utraconych posiadań piłki i 13,56 odzyskanych. Faulował średnio 0,85 na mecz.

Jan Ziółkowski
Dla Jana Ziółkowskiego kończący się 2025 rok jest niewątpliwie okresem przełomowym w jego karierze. Dzięki regularnej i dobrej grze w poprzednim sezonie w obecnych rozgrywkach był on obserwowany przez różne zagraniczne kluby. Ostatecznie dość szybko okazało się, że Polakiem poważnie zainteresowana jest Roma.
Jego transfer do włoskiego giganta był bardzo długo negocjowany. Mimo tych zawiłości Ziółkowski prezentował się z dobrej strony w każdym meczu, w którym wystąpił, i niewątpliwie pomógł Legii w awansie do fazy ligowej Ligi Konferencji. Jego dobra postawa w ostatnich spotkaniach w barwach stołecznej drużyny zaowocowała powołaniem do seniorskiej reprezentacji Polski. W międzyczasie został sfinalizowany transfer Ziółkowskiego do Romy. Od 1 września wychowanek Legii stał się piłkarzem Wilków. Roma zapłaciła za wychowanka stołecznej drużyny 6 mln euro.
Średnio miał 7,14 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał blisko 77 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 1,63 piłki na mecz. Miał średnio 8,78 utraconych posiadań piłki i 10,61 odzyskanych. Faulował średnio 2,14 na mecz.

Petar Stojanović
Stojanović na Łazienkowską przychodził jako zmiennik dla Pawła Wszołka na prawej stronie defensywy. Edward Iordanescu jednak początkowo zaczął wystawiać go na skrzydle, gdzie występy Stojanovicia wyglądały obiecująco. Później był rzucany po pozycjach - grał na prawym skrzydle, na lewym, lewej i prawej obronie, a raz nawet na pozycji numer "dziesięć". Brak stabilizacji odbijał się na coraz gorszych występach. W końcówce rundy Słoweniec został przesunięty na prawą stronę defensywy i tam wyglądał solidnie, choć czasem wykazywał braki szybkościowe i nie radził sobie z dynamicznymi przeciwnikami.
Jego transfer nie kosztował Legii wiele, a jest graczem solidnym. Z pewnością jednak stać go na więcej niż jesienią. Pamiętamy dobre momenty w spotkaniach eliminacji europejskich pucharów czy w starciu z Motorem Lublin. Ale były też spotkania gdy tracił wiele piłkę, podejmował złe decyzje i nie był wartością dodaną.
Oddawał średnio 0.87 strzału na mecz, podawał ze skutecznością na poziomie 83,1 procent. Miał średnio 2,29 dryblingu na mecz, z czego 33,3 prób było udanych. Średnio miał 5,89 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał blisko 60 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 2,42 piłki na mecz. Miał średnio 10,05 utraconych posiadań piłki i 6,26 odzyskanych. Faulował średnio 1,55 na mecz.

Ruben Vinagre
Dla Rubena Vinagre mijający właśnie rok był rokiem zawodu. W styczniu został wykupiony przez Legię za kwotę 2,5 mln euro, co było wówczas rekordowym transferem Ekstraklasy. Dziś śmiało można stwierdzić, że decyzja o wykupie była pochopna i wymuszona chęcią wypożyczenia Vladana Kovacevicia. Całość tej operacji była dla klubu niezwykle kosztowna. Już podczas rundy wiosennej poprzedniego sezonu Portugalczyk obniżył loty i nie prezentował się z tak dobrej strony, jak jesienią ubiegłego roku.
Obecny sezon jest jednak dla niego katastrofalny. Vinagre jest cieniem samego siebie sprzed roku. Gra w defensywie nigdy nie była mocną stroną Portugalczyka, jednak w obecnym sezonie uległa ona całkowitej degradacji. W większości spotkań nie dawał drużynie wiele w tej strefie i często popełniał błędy, które miały kluczowe znaczenie dla wyników, jak chociażby w meczu z Noah w Lidze Konferencji. Gra ofensywna w poprzednim sezonie była najmocniejszą stroną Vinagre, jednak również w tym aspekcie jego forma wyraźnie podupadła. Trudno znaleźć mecz, w którym dzięki dobrej postawie byłego piłkarza Sportingu Legia mogła odwrócić zły wynik.
Vinagre jest piłkarzem, który niewątpliwie ma spore umiejętności, wykraczające ponad poziom naszej ligi, jednak ani Edward Iordanescu, ani Inaki Astiz nie potrafili do niego dotrzeć i wydobyć je, tak jak umiał to Goncalo Feio. Przyjście Marka Papszuna, którego podejście do piłkarzy jest podobne do Feio, może odmienić jego obecną, złą sytuację lub też całkowicie skreślić go z Legii za błędy w wypełnianiu dyscypliny taktycznej.
Oddawał średnio 0.56 strzału na mecz, podawał ze skutecznością na poziomie 78,8 procent. Miał średnio 4,19 dryblingu na mecz, z czego 65,6 prób było udanych. Rundę kończy bez gola i 2 asystami co daje średnią 0,09 na mecz. Średnio miał 5,41 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał 60 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 1,4 piłki na mecz. Miał średnio 11,61 utraconych posiadań piłki w tym 32 procent z nich na własnej połowie i 6,43 odzyskanych. Faulował średnio 1,07 na mecz.

Paweł Wszołek
Wszołek w rundzie jesiennej był jednym z najbardziej eksploatowanych zawodników linii obrony. Występował głównie na prawej stronie, pełniąc rolę wahadłowego lub bocznego obrońcy, a jego zadania wykraczały daleko poza klasyczne obowiązki defensywne. Często uczestniczył w budowaniu ataków i zabezpieczaniu prawej flanki. W ofensywie Wszołek pozostawał aktywny, regularnie podłączał się do akcji i starał się dostarczać piłki w pole karne. Problem polegał jednak na tym, że jego zaangażowanie w atak często obnażało przestrzenie za plecami, co przy niewystarczającym zabezpieczeniu ze strony środkowych obrońców prowadziło do groźnych kontr rywali. Defensywnie Wszołek był nierówny. Zdarzały się mecze bardzo solidne, ale też takie, w których brakowało mu odpowiedniego ustawienia i reakcji przy dośrodkowaniach na dalszy słupek.
Generalnie był jednym z niewielu piłkarzy, który przez całą rundę nie zszedł poniżej solidnego poziomu. Oczywiście nie ma takich liczb jak w poprzednich sezonach, ale to efekt słabej gry całego zespołu a nie tego, że był w słabej dyspozycji. Za całokształt był powoływany do reprezentacji Polski i nie tylko nie odstawał - gdy wchodził był wyróżniającą się postacią, strzelił gola z Maltą dającego prowadzenie 2:1. Dla Legii trafił na 1:0 z GKS-em Katowice i strzelił ważnego gola Hibernianowi. Zaniżył przede wszystkich statystykę asyst, ale często też koledzy nie potrafili wykorzystać jego podań. Był ważnym elementem zespołu i podstawowym wyborem tak u Edwarda Iordanescu jak i Inakiego Astiza.
Oddawał średnio 0.56 strzału na mecz, 65 procent tych uderzeń było celnych, podawał ze skutecznością na poziomie 83 procent. Miał średnio 1,68 dryblingu na mecz, z czego 50 procent prób było udanych.
Średnio miał 5,04 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał 62 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 1,4 piłki na mecz. Miał średnio 7,86 utraconych posiadań piłki i 6,66 odzyskanych. Faulował średnio 1,54 na mecz.

Artur Jędrzejczyk
Jędrzejczyk w rundzie jesiennej pełnił rolę doświadczonego filaru defensywy, choć coraz wyraźniej było widać, że jego funkcja ma charakter bardziej uzupełniający niż wiodący. Występował zarówno na środku obrony, jak i – w razie potrzeby – na lewej stronie, dając sztabowi szkoleniowemu elastyczność w doborze ustawienia. Jego największym atutem pozostawało doświadczenie i umiejętność czytania gry. Jędrzejczyk często asekurował młodszych lub mniej ogranych partnerów, korygował ich ustawienie i brał odpowiedzialność za organizację linii. Jednocześnie coraz częściej widoczne były ograniczenia szybkościowe, szczególnie w meczach o wysokim tempie lub przeciwko dynamicznym skrzydłowym. Jesień pokazała, że Jędrzejczyk nadal może być wartościowym elementem rotacji, ale jego rola powinna być precyzyjnie zarządzana. W meczach, w których Legia musiała bronić nisko i reagować na dośrodkowania, radził sobie poprawnie. W spotkaniach wymagających wysokiego ustawienia linii obrony – już niekoniecznie. Ale gdy grał raczej nie zawodził, jego postawa była doceniana przez kibiców na trybunach.
Średnio miał 6,02 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał 65,5 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 1,46 piłki na mecz. Miał średnio 8,67 utraconych posiadań piłki i 10,59 odzyskanych. Faulował średnio 1,46 na mecz.

Arkadiusz Reca
Reca był jednym z najbardziej problematycznych punktów defensywy Legii w rundzie jesiennej, to pierwszy sezon Arkadiusza w barwach warszawskiej Legii. Jego występy na lewej stronie obrony często budziły wątpliwości, zarówno pod względem ustawienia, jak i podejmowanych decyzji. Reca miewał trudności z odpowiednim doborem momentu wyjścia do rywala, a jego reakcje w defensywie bywały spóźnione. W ofensywie starał się być aktywny, jednak jego dośrodkowania rzadko przynosiły realne zagrożenie. Dodatkowo brakowało mu precyzji i powtarzalności, co w połączeniu z ogólnymi problemami w defensywie sprawiało, że lewa strona Legii była często celem ataków przeciwników. Pierwsze mecze w barwach Legii było niezłe, ale kolejne nie przynosiły sygnałów, że Reca jest w stanie stać się pewnym punktem zespołu. Bardzo słaba runda i słaby początek w Legii. Nie był lepszy od Patryka Kuna i wcale nie był pewniejszy niż Ruben Vinagre, słaby punkt całej formacji obronnej.
Rundę skończył bez gola i asysty. Oddawał średnio 0,78 strzału na mecz, ale ledwie 22 procent tych uderzeń było celnych, podawał ze skutecznością na poziomie 74,8 procent. Miał średnio 3,02 dryblingu na mecz, z czego 34,3 procent prób było udanych. Średnio miał 5,7 defensywnych pojedynków z rywalami na mecz, z czego wygrywał 60,6 procent z nich. W tych pojedynkach tracił aż 3,11 piłki na mecz. Miał średnio 12,87 utraconych posiadań piłki i 10,28 odzyskanych. Faulował średnio 1,64 na mecz.

Steve Kapuadi
Kapuadi był najbardziej fizycznym elementem defensywy Legii i w wielu meczach dawał drużynie przewagę w pojedynkach siłowych. Dobrze radził sobie w grze powietrznej, skutecznie blokował strzały i potrafił narzucić rywalom warunki fizyczne. Problemem była jednak jego gra w ustawieniu wysokiej linii obrony. Kapuadi miewał trudności z odpowiednim tempem cofania się oraz z reakcją na prostopadłe podania za linię defensywy. Zdarzały się też błędy w wyprowadzeniu piłki, które narażały zespół na szybkie straty.
Jesień nie była dla Kaupadiego czasem progresu, a słowo stabilizacja będzie nieco na wyrost - im dłużej trwała runda, tym prezentował się gorzej, popełniał kosztowne błędy. Pozostał zawodnikiem użytecznym, choć wymagającym odpowiedniego partnera w środku obrony. Grał dużo, często dlatego, że był jedynym ze stoperów, który był lewonożny.
Średnio miał 5,53 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał 67,5 procent z nich. W tych pojedynkach tracił aż 3,77 piłki na mecz. Miał średnio 6,91 utraconych posiadań piłki i 8,91 odzyskanych. Faulował średnio 1,15 na mecz.

Radovan Pankov
Pankov był jednym z najbardziej stabilnych elementów linii obrony w rundzie jesiennej. Choć nie wyróżniał się w sposób spektakularny, jego gra była przewidywalna i uporządkowana. Najlepiej odnajdywał się w roli środkowego obrońcy, gdzie mógł skupić się na prostych środkach: kryciu, asekuracji i wygrywaniu pojedynków. Rzadko popełniał błędy i nie schodził poniżej dobrego poziomu - nawet w meczach, gdy cały zespół się kompromitował jak w Zabrzu czy Lubinie, on rozgrywał przyzwoite zawody.
Dobrze czytał grę i często właściwie ustawiał się przy dośrodkowaniach. W porównaniu do innych obrońców Legii, Pankov dawał największe poczucie spokoju. Nie odstawiał nogi, był charakterny na boisku i poza nim. Niestety po sezonie kończy mu się umowa z klubem i jest daleko od porozumienia w sprawie nowej.
Średnio miał 5,16 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał 64,7 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 1,9 piłki na mecz. Miał średnio 10,1 utraconych posiadań piłki i 13,37 odzyskanych. Faulował średnio 0,99 na mecz.

Marco Burch
Marco Burch został nieco zapomniany i został schowany do szafy. Zaczął od występu w pierwszym składzie z Koroną w Kielcach - legioniści wygrali ten mecz 2:0. Później występował od początku w przegranych starciach z Wisłą w Płocku i Cracovią w Krakowie. Na kolejny mecz i szansę gry musiał czekać ponad dwa miesiące i zagrał tylko dlatego, że trener Edward Iordanescu postanowił wymienić cały skład na mecz z Samsunsporem. Po tym spotkaniu na kolejny występ czekał do połowy grudnia - wystąpił w meczach z Piastem 0:1 i Lincoln Red Imps 4:1.
W sumie w tych siedmiu spotkaniach potwierdził to, co o nim wiedzieliśmy. Nieźle czyta grę, dobrze potrafi wyprowadzić piłkę ze swojej strefy, całkiem dobrze radzi sobie z kryciem, stanowi zagrożenie przy stałych fragmentach gry. Problemem jest szybkość, przydarzające się chwile dekoncentracji i dyscyplina taktyczna. Goncalo Feio go skreślił, Edward Iordanescu szybko przestał na niego stawiać, a Inaki Astiz dał szansę gdy już niemal wszystko zawiodło. Jesteśmy ciekawi jak oceni go Marek Papszun.
Średnio miał 6,95 defensywnych pojedynków z rywalami, z czego wygrywał 62,1 procent z nich. W tych pojedynkach tracił 2,4 piłki na mecz. Miał średnio 10,31 utraconych posiadań piłki i 15,1 odzyskanych. Faulował średnio 1,8 na mecz.

Quiz
Co wiesz o Marku Papszunie?


Manchester United ma rozbić bank dla Tonalego? Holenderski ekspert...

Szymon Sobczak o krok od Zagłębia Sosnowiec

Real Madryt poluje na gwiazdy Liverpoolu. Szoboszlai i MacAllister...

Barcelona przegrywa, Yamal marnuje karnego. Real Madryt liderem La...

Michał Żewłakow o Legii: „Chorzy na brak wygrywania”

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.