
Podsumowanie formacji - pomocnicy cz.1
12.06.2026 14:10
(akt. 12.06.2026 14:13)
Wojciech Urbański - Miniony sezon był dla niego dość niejednoznacznym okresem. Przed rozgrywakami wiele osób oczekiwało od niego, że w końcu pokaże, na co go stać. Początek miał całkiem niezły, jednak Edward Iordanescu miał inny plan i dość szybko przyspawał go do ławki rezerwowych. W kolejnych jesiennych spotkaniach wychowanek Wisły Kraków dostawał sporadyczne szanse, w których nie wyróżnił się niczym specjalnym. Wiosną sytuacja się powtórzyła. Urbański otrzymywał sporadyczne szanse, w których miał gorsze i lepsze momenty, a jego forma pozostawiała wiele do życzenia. 21-latek w sezonie 2025/26 wystąpił w 30 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach, które przełożyły się jednak na zaledwie 1064 minuty. To oznacza, że „Urbi” wystąpił realnie w niespełna 12 pełnych spotkaniach. W minionej kampanii brak ogrania był największym problemem reprezentanta U-21. Jeśli w kolejnym sezonie młody piłkarz nie będzie w głównej orbicie planów trenera Marka Papszuna, to dla dobra zawodnika klub powinien wysłać go na wypożyczenie.
Strzelił jednego gola na wagę remisu w spotkaniu z Lechią Gdańsk 2:2 przy Łazienkowskiej. Oddawał średnio 1,23 strzału na mecz, 52,2 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 24,29 podania na mecz, 79,1 procent z nich docierało do adresata. 2,41 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 66,7 procent z nich było celne. Dryblował 3,42 na mecz, 51,6 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 20,7 pojedynku na mecz, wygrywał 40,3 procent z nich. Miał średnio 2,62 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 2,35 na mecz.
Wahan Biczachczjan - Początek sezonu w wykonaniu Biczachczjana był naprawdę obiecujący. Jeszcze w czasie przygotowań przed startem nowego sezonu dużo mówiło się o tym, że Ormianin mocno pracował nad sobą. Miał m.in. zrzucić parę kilogramów, co pomogło mu poprawić motorykę, która jest na jego pozycji kluczowa. Po dobrych początkach i jego dopadł jednak okres jesiennego załamania. Dodatkowo Wahan zaczął być trapiony kontuzjami, przez które w okresie listopadowym i na początku grudnia nie mógł występować. Od momentu przyjścia Marka Papszuna został dziesiątką, której rolą jest wykonywanie niewidocznej pracy na boisku i płynne przechodzenie z linii obrony do ataku. Początkowo mu nie szło, jednak w ostatnim spotkaniu przed kontuzją pokazał się z naprawdę dobrej strony. Niestety, we wspomnianym meczu z Pogonią doznał urazu mięśnia czworogłowego, który wykluczył go z gry do końca sezonu.
Strzelił cztery gole - z Hibernianem 3:3, Górnikiem Zabrze 1:3, Lincolnem Red Impas 4:1 i GKS-em Katowice 1:1, miał dwie asysty. Oddawał średnio 3,51 strzału na mecz, 31,9 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 26,77 podania na mecz, 76,9 procent z nich docierało do adresata. 2,78 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 50 procent z nich było celne. Dryblował 4,36 na mecz, 55,8 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 19,56 pojedynku na mecz, wygrywał 43,2 procent z nich. Miał średnio 2,82 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,08 na mecz.
Kacper Urbański - Okres niespełnionych oczekiwań - tak w skrócie można podsumować miniony sezon w wykonaniu Kacpra Urbańskiego. Były piłkarz Bologni przychodził do Legii z łatką wielkiego talentu i w momencie potwierdzenia transferu nie było osoby, która krytykowałaby ten ruch. Gdy Urbański wchodził na stałe do wyjściowej jedenastki, dawał obiecujące sygnały, jednak dość szybko i jego dotknął jesienny spadek formy. Wiosną, po przyjściu Marka Papszuna, początki były obiecujące. Wielu określało Urbańskiego zwycięzcą zgrupowania zimowego, jednak nie potrafił później tego przełożyć na mecze o stawkę. Urbański wiosną pokazał się ponownie z tej słabszej strony. Jego gra nie przynosiła drużynie dużych efektów, a po mowie ciała 21-latka było widać, że i on nie zna rozwiązania swoich problemów. Po takim sezonie w jego wykonaniu trudno wyrokować, jaka będzie czekać go przyszłość. Niektórzy zwracają uwagę, że największym problemem 21-latka jest głowa i jeśli Marek Papszun znajdzie do niej klucz, to „Urbi” może jeszcze odpalić. Pytanie tylko, czy to zawodnik, który pasuje do stylu preferowanego przez trenera?! Wydaje się, że bardziej pasował do niego ten preferowany przez Edwarda Iordanescu oparty na posiadaniu piłki.
Strzelił jednego gola w meczu z NK Celje 1:2, miał cztery asysty. Oddawał średnio 1,98 strzału na mecz, 18,8 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 29,65 podania na mecz, 81 procent z nich docierało do adresata. 2,66 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 53,5 procent z nich było celne. Dryblował 2,97 na mecz, 52,1 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 18,01 pojedynku na mecz, wygrywał 38,1 procent z nich. Miał średnio 2,66 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 0,93 na mecz.
Jakub Żewłakow - Miniony sezon był pierwszym, w którym zagrał tyle spotkań dla pierwszej drużyny. Przez całą kampanię wystąpił w 14 spotkaniach dla pierwszego zespołu Legii, które przełożyły się na 357 minut, czyli prawie 4 pełne mecze. Te spotkania dały obiecujący efekt, bo Żewłakow pokazał w nich, na co go stać. To piłkarz, który w ofensywie wykazał się młodzieńczą fantazją, dość często wprowadzając zamęt w szykach obronnych rywala. Jeżeli chodzi o wady, jego problemem było bronienie, jednak ten aspekt u niespełna 20-letniego piłkarza jest czymś do wypracowania. W kolejnym sezonie Legia powinna podjąć jasną decyzję, czy chce regularnie stawiać na 19-latka w pierwszej jedenastce, czy wyśle go na wypożyczenie. Piłkarze w tym wieku potrzebują regularnej gry, a nie siedzenia na ławce.
Miał dwie asysty. Oddawał średnio 3,32 strzału na mecz, 37 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 28,81 podania na mecz, 82,5 procent z nich docierało do adresata. 2,34 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 57,9 procent z nich było celne. Dryblował 5,29 na mecz, 32,6 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 23,27 pojedynku na mecz, wygrywał 36 procent z nich. Miał średnio 2,71 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,23 na mecz.
Ruben Vinagre - Jeżeli szukać zawodnika, który w rundzie wiosennej najczęściej budził skrajne emocje, Ruben Vinagre znalazłby się bardzo wysoko na tej liście. Portugalczyk był jednym z najbardziej utalentowanych piłkarzy w kadrze Legii, ale jednocześnie jego występy często stanowiły idealny przykład różnicy między efektownością a efektywnością. Pod względem czysto piłkarskim Vinagre wyrastał ponad większość ligowych rywali. Swoboda operowania piłką, umiejętność minięcia przeciwnika, przyspieszenie na pierwszych metrach czy technika użytkowa sprawiały, że był zawodnikiem mogącym samodzielnie zmienić przebieg meczu. W wielu spotkaniach to właśnie od jego akcji rozpoczynały się najgroźniejsze ataki Legii. Potrafił wygrywać pojedynki w sytuacjach, w których większość zawodników zdecydowałaby się na bezpieczne zagranie. Problem polegał na tym, że nie zawsze przekładało się to na konkretne korzyści dla zespołu. Zdarzały się mecze, w których wykonywał kilka efektownych dryblingów, ale później brakowało dokładnego podania lub odpowiedniego dośrodkowania. Wciąż można było odnieść wrażenie, że jego potencjał ofensywny jest większy niż liczby, które dostarczał.
Najwięcej uwag dotyczyło jednak gry defensywnej. W systemie Marka Papszuna wahadłowi i boczni obrońcy muszą wykonywać ogrom pracy bez piłki. Vinagre nie zawsze realizował te zadania na odpowiednim poziomie. Bywały spotkania, w których zbyt późno wracał za akcją, pozostawiał wolną przestrzeń za swoimi plecami lub przegrywał pojedynki wynikające bardziej z braku koncentracji niż z umiejętności przeciwnika. Nie oznacza to, że był słabym defensorem. Po prostu od zawodnika z takim doświadczeniem i możliwościami można oczekiwać większej regularności. Wiosną potrafił rozegrać mecz na poziomie niedostępnym dla większości piłkarzy Ekstraklasy, by tydzień później popełniać błędy, które nie powinny się zdarzać. Mimo wszystko pozostawał jednym z najważniejszych zawodników Legii. Nawet jeśli nie spełnił wszystkich oczekiwań, jego indywidualna jakość wielokrotnie pomagała drużynie zdobywać punkty. Problem nie polegał na tym, że Vinagre był za słaby. Problem polegał na tym, że stać go było na jeszcze więcej.
Miał trzy asysty. Oddawał średnio 0,64 strzału na mecz, 13,3 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 44,1 podania na mecz, 78,8 procent z nich docierało do adresata. 3,92 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 46,7 procent z nich było celne. Dryblował 4,56 na mecz, 66,4 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 17,83 pojedynku na mecz, wygrywał 52,4 procent z nich. Miał średnio 4,22 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,02 na mecz.
Paweł Wszołek - Od kilku sezonów sytuacja wygląda podobnie. Zmieniają się trenerzy, zmieniają się partnerzy na boisku, zmieniają się systemy gry, a Paweł Wszołek nadal pozostaje jednym z najważniejszych piłkarzy Legii. Trudno znaleźć drugiego zawodnika, który przez tak długi czas utrzymywałby podobny poziom. Największą zaletą Wszołka była regularność. Nawet kiedy nie rozgrywał wielkiego meczu, zazwyczaj schodził z boiska z poczuciem dobrze wykonanej pracy. Atutami była gra bez piłki i atakowanie wolnych przestrzeni, pozostałe aspekty nadrabiał doświadczeniem, inteligencją i właściwymi decyzjami. Bardzo często wybierał rozwiązanie najlepsze dla drużyny, a nie najbardziej efektowne.
Nie oznacza to jednak, że jego runda była idealna. W niektórych spotkaniach było widać, że lata gry na wysokiej intensywności pozostawiają ślad. Zdarzały się momenty, gdy brakowało mu świeżości, szczególnie przy powrotach do defensywy. Coraz częściej pojawiały się również mecze, w których miał problemy z wygrywaniem pojedynków szybkościowych z młodszymi rywalami. Doznał urazu na początku rundy, wrócił szybciej niż zakładano, ale nie był chyba w pełni gotowy. Chciał pomóc drużynie, ale przepłacił to nawrotem urazu przez co wypadł na dłuzej.
Strzelił cztery gole, miał cztery asysty. Oddawał średnio 0,55 strzału na mecz, 56,5 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 32,92 podania na mecz, 83,3 procent z nich docierało do adresata. 2,73 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 50 procent z nich było celne. Dryblował 1,72 na mecz, 45,8 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 15,4 pojedynku na mecz, wygrywał 48,2 procent z nich. Miał średnio 2,3 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,48 na mecz.
Arkadiusz Reca - Jego przyjście było transferem budzącym spore nadzieje. Reprezentant Polski miał zapewnić rywalizację na lewej stronie oraz zwiększyć jakość kadry. Wiosna pokazała jednak, że do spełnienia tych oczekiwań było dość daleko. Początek nie należał do najłatwiejszych. Reca potrzebował czasu na adaptację do wymagań nowego zespołu i sposobu pracy Marka Papszuna. W pierwszych tygodniach często sprawiał wrażenie zawodnika grającego zachowawczo. Rzadziej podejmował ryzyko, nie wykorzystywał w pełni swoich atutów motorycznych i momentami przegrywał rywalizację z bardziej pewnymi siebie kolegami. Z czasem sytuacja zaczęła się poprawiać. Częściej angażował się w akcje ofensywne, chętniej podłączał się do ataku i lepiej rozumiał swoją rolę w zespole. Widać było, że posiada cechy mogące być bardzo przydatne dla Legii. Potrafił wykonać ogromną pracę w obu kierunkach, nie brakowało mu ambicji ani zaangażowania. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że oczekiwania były większe niż końcowy efekt. Reca nie stał się zawodnikiem, który jednoznacznie wygrał rywalizację na swojej pozycji - przegrał ją z Patrykiem Kunem. Nie dominował meczów, nie dostarczał regularnie liczb i nie sprawiał, że trener miał komfort związany z obsadą lewej strony boiska. Jego największym problemem była nierówność oraz podatność na urazy. Po dobrym występie często przychodził mecz przeciętny, a po okresie wzrostu formy pojawiały się kolejne trudności. W przypadku zawodnika z jego doświadczeniem można było oczekiwać większej stabilizacji. Warto też wspomnieć o dużych problemach zdrowotnych Arkadiusza, gdy wydawało się, że forma jest już w miarę stabilna, pojawiał się uraz. Ostatnie minuty które Reca spędził na boisku to był mecz przeciwko Widzewowi, gdzie wszedł na boisko w 41. minucie a już w 58. je opuścił.
Miał jedną asystę. Oddawał średnio 0,61 strzału na mecz, 22,2 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 40,02 podania na mecz, 74,6 procent z nich docierało do adresata. 3,55 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 46,2 procent z nich było celne. Dryblował 3,21 na mecz, 31,9 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 17,96 pojedynku na mecz, wygrywał 46,8 procent z nich. Miał średnio 5,33 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,57 na mecz.
Patryk Kun - Jesienią nie grał za wiele, początek miał udany, ale po przyjściu Arkadiusza Recy włądze klubu chciały go zmusić do odejsćia. Nie był zgłosozny do rozgrywek - tak pucharowych, jak i w pewnym momencie ligowych. Przystępował do rundy wiosennej w niezbyt komfortowej sytuacji. Wydawało się, że przy rosnącej konkurencji na bokach boiska będzie mu trudno wrócić do grona zawodników regularnie pojawiających się w wyjściowym składzie. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej pozytywna. Marek Papszun doskonale znał możliwości Kuna jeszcze z czasów wspólnej pracy w Rakowie i wiosną ponownie zaczął coraz częściej korzystać z jego usług. Zawodnik odpłacił się solidnością oraz dużym zaangażowaniem. Nie był może piłkarzem, który regularnie trafiał na nagłówki czy zbierał najwyższe oceny meczowe, ale wykonywał ogrom pracy dla zespołu i z czasem odzyskał zaufanie szkoleniowca.
Największym atutem Kuna pozostawała dyscyplina taktyczna. W systemie Papszuna nie ma miejsca na przypadkowość, a były zawodnik Rakowa bardzo dobrze rozumiał swoje zadania. Potrafił odpowiednio zabezpieczać boczny sektor boiska, wspierać środkowych obrońców i realizować założenia sztabu szkoleniowego. Często wykonywał pracę, która nie była szczególnie widowiskowa, ale miała duże znaczenie dla funkcjonowania całego zespołu. Nie oznacza to, że była to runda pozbawiona mankamentów. W dalszym ciągu można było oczekiwać większej liczby konkretów w ofensywie. Kun nie należał do zawodników regularnie kreujących sytuacje bramkowe czy przesądzających o losach spotkań. Jego wkład częściej widoczny był w organizacji gry niż w statystykach. Patrząc jednak na całość rundy wiosennej, trudno nie uznać jej za udaną. Kun odzyskał miejsce w składzie, odbudował swoją pozycję w drużynie i stał się jednym z ważniejszych elementów układanki Marka Papszuna. Nie był gwiazdą tej formacji, ale bez wątpienia należał do zawodników, którzy wiosną zrobili krok do przodu względem wcześniejszych miesięcy. Mimo wszystko klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu.
Miał dwie asysty. Oddawał średnio 0,37 strzału na mecz, 28,6 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 32,97 podań na mecz, 79,4 procent z nich docierało do adresata. 3,09 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 65,5 procent z nich było celne. Dryblował 2,61 na mecz, 59,2 z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 16,32 pojedynku na mecz, wygrywał 54,6 procent z nich. Miał średnio 3,31 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,33 na mecz.

Oficjalnie. Morgan Rogers w Chelsea za 117 mln funtów!

Arsenal wchodzi do gry o Nico Williamsa. Transfer wart 90 milionów...

Widzew straci Shehu przez klauzulę?!

Oficjalna prezentacja Karima Adeyemiego w Barcelonie już w czwartek

Minimalna porażka Górnika z Fenerbahce. Wciąż wszystko jest możliwe

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.