
Podsumowanie formacji - pomocnicy cz.2
14.06.2026 20:05
(akt. 14.06.2026 20:10)
- Podsumowanie formacji - pomocnicy cz.1
Ryoya Morishita - Początki sezonu dla Japończyka były trudne. Po zmianie trenera zmagał się z problemami adaptacyjnymi. Z Goncalo Feio rozumiał doskonale, z Edwardem Iordanescu nie złapał od razu wspólnego języka. Z czasem jednak zaczął wracać na właściwe tory i stał się wartością dodaną dla drużyny. Ze względu na ofertę transferową z Anglii, Iordanescu nie chciał na niego stawiać, przez co nie zobaczyliśmy go w dwumeczu z AEK Larnaka, a w wyjazdowym spotkaniu z Hibernianem w 4. rundzie eliminacji Ligi Konferencji wystąpił jedynie przez 18 minut. Jak się później okazało, było to ostatnie spotkanie Morishity w barwach stołecznej drużyny. Japończyk po ponad półtora roku odszedł za 2,5 mln euro do występującego w Championship Blackburn Rovers. Jego dorobek w Legii zatrzymał się na 78 spotkaniach, w których zdobył 15 bramek i miał 15 asyst. W nowym klubie 27-latek odnalazł się znakomicie. Do tej pory zdobył 4 bramki i dodał do tego 9 asyst - a to wszystko w 39 meczach. Został wybrany przez kibiców Blackburn MVP sezonu.
W barwach Legii w tym sezonie zdołał zdobyć jedną bramkę, dołożył do tego jedną asystę.
Noah Weisshaupt - Kiedy trafił do Legii na wypożyczenie z Freiburga, wielu kibiców miało wobec niego ogromne nadzieje. Rzeczywistość jednak okazała się brutalna. Niemiec poza niezłym początkiem w debiucie z Radomiakiem i spotkaniu z Pogonią, gdy wywalczył rzut karny, nie wyróżnił się niczym szczególnym. Kiedy był na boisku, po jego stronie rzadko były prowadzone skuteczne akcje ofensywne, które wnosiłyby realne korzyści dla drużyny. Z powodu słabej gry, a także urazów, od 30 października nie pojawił się już w kadrze meczowej. Jego wypożyczenie, które miało trwać rok, zakończyło się już w styczniu. 24-latek odszedł z Legii z dorobkiem 10 występów i jednej asysty. Jego wypożyczenie miało zakończyć się wykupoem za milion euro, a skończyuło przedczesnym zakończeniem. Roczarował i wypada żałować, że zamiast niego do warszawy nie trafił np. Maksym Chłań, który był do wzięcia.
Miał jedną asystę. Oddawał średnio 1,58 strzału na mecz, 20 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 38,53 podania na mecz, 86,9 procent z nich docierało do adresata. 3,79 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 41,7 procent z nich było celne. Dryblował 4,11 na mecz, 40 procent z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 15,79 pojedynku na mecz, wygrywał 46 procent z nich. Miał średnio 0,63 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 0,63 na mecz.
Samuel Kovacik - Przez rundę jesienną był częścią rezerw i drużyny U-19, gdzie był jednym z najbardziej wyróżniających się piłkarzy. Już wtedy zaczęto spekulować na temat jego awansu do pierwszej drużyny. Kiedy 12 grudnia Kovacik przedłużył kontrakt, potwierdzono również, że dołączy do pierwszego zespołu - było to jednym z zapisów w nowym kontrakcie. Szansę na debiut 19-letni Słowak otrzymał w dość niesprzyjających okolicznościach - wszedł na boisko w 62. minucie spotkania Arka - Legia, które stołeczna drużyna przegrywała 0:2. Kovacik nie pokazał w nic nadzwyczajnego. Wniósł nieco energii do gry ofensywnej, która przez większość meczu nie funkcjonowała. Jednak jego akcje były zazwyczaj kasowane przez obrońców Arki. Kolejne szanse na grę w pierwszej drużynie otrzymał pod koniec sezonu. Były to końcówki w meczach z Lechem, Lechią i Motorem. Kovacik również wtedy nie pokazał co potrafi. Był aktywny, starał się wchodzić w pojedynki, jednak większość jego akcji kończyła się podobnie jak w Gdyni - stratą piłki lub skuteczną interwencją rywali. Ostatecznie 19-latek zakończył debiutancki sezon w pierwszym zespole ze 102 minutami występów na koncie, które dały nam jeden wniosek. Obecnie Słowak najbardziej potrzebuje ogrania na seniorskim poziomie. Dlatego w nowym sezonie najlepsze byłoby dla niego wypożyczenie - np. na poziom 1. ligi do Pogoni Grodzisk Mazowiecki, aby mógł nabrać więcej doświadczenia.
Oddawał średnio 0,76 strzału na mecz, żaden z tych strzałów nie był celny. Wykonywał średnio 23,45 podania na mecz, 74,2 procent z nich docierało do adresata. 1,51 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 50 procent z nich było celne. Dryblował 3,78 na mecz, ale zwykle były to próby nieudane. Toczył średnio 20,42 pojedynku na mecz, wygrywał 29,6 procent z nich. Miał średnio 4,54 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,51 na mecz.
Henrique Arreiol - Piłkarz zagadka. 20-letni Portugalczyk zaraz po transferze do Legii doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca listopada. Z tego powodu zadebiutował dopiero 1 grudnia w meczu z Motorem Lublin. W tym spotkaniu pokazał się z dobrej strony, został wybrany najlepszym graczem meczu, jak na dłoni było widać drzemiący w nim potencjał. Następnie regularnie otrzymywał minuty w ostatnich meczach rundy jesiennej, a jego występy dawały nadzieję na przyszłość. Jednak podczas rundy wiosennej Portugalczyk otrzymał jednak jedynie 19 minut w meczu z Wisłą Płock oraz 90 minut w spotkaniu rezerw. Powodem tak małej liczby minut były drobne urazy, które nie pozwalały mu wrócić w pełni do gry. Ostatecznie Arreiol rozegrał w całym sezonie 260 minut w pierwszej drużynie, czyli niespełna trzy pełne mecze. Kiedy był zdrowy i trenował z zespołem, nie odstawał poziomem od pozostałych zawodników, co daje nadzieję na przyszłość. Jeśli uda się rozwiązać jego problemy zdrowotne, Legia może mieć z niego jeszcze sporo pożytku. Pytanie czy nie brakuje mu ogrania, czy nie powinien zostać wypożyczony by regularnie grać?!
Oddawał średnio 2 strzały na mecz, 16,7 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 50,67 podania na mecz, 86,2 procent z nich docierało do adresata. 3 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 33,3 procent z nich było celne. Dryblował 2,67 na mecz, 12,5 procent z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 20 pojedynków na mecz, wygrywał 51,7 procent z nich. Miał średnio 3,33 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 2,33 na mecz.
Juergen Elitim - Gdy wrócił do pełnej dyspozycji fizycznej, bardzo szybko stało się jasne, że Legia odzyskała jednego z najważniejszych zawodników środka pola. Kolumbijczyk przez długi czas był piłkarzem, którego wartość często pozostawała niedoceniana przez kibiców skupiających się przede wszystkim na golach i asystach. Tymczasem jego wpływ na funkcjonowanie drużyny był znacznie większy niż mogłyby sugerować suche statystyki. W rundzie wiosennej Elitim należał do grona zawodników najlepiej odnajdujących się w założeniach Marka Papszuna. Potrafił utrzymać piłkę pod presją, odpowiednio przyspieszyć akcję lub uspokoić grę, gdy wymagała tego sytuacja. W wielu spotkaniach był pierwszym pomocnikiem odpowiedzialnym za wyprowadzenie piłki spod pressingu rywala. Gdy przeciwnicy próbowali agresywnie atakować Legię, to właśnie Kolumbijczyk często znajdował rozwiązania pozwalające drużynie wyjść z trudnej sytuacji.
Elitim potrafił znaleźć się tam, gdzie był najbardziej potrzebny. Nie był zawodnikiem imponującym szybkością czy siłą fizyczną, ale nadrabiał to umiejętnością czytania gry. Wielokrotnie wyprzedzał wydarzenia boiskowe o ułamek sekundy, dzięki czemu zyskiwał przewagę nad przeciwnikami. Nie oznacza to jednak, że była to runda idealna. Momentami można było oczekiwać od niego większej odwagi w grze ofensywnej. Bywały spotkania, w których zbyt często wybierał bezpieczne rozwiązania zamiast ryzykownego podania mogącego stworzyć sytuację bramkową. Czasami brakowało również większej liczby konkretów w postaci strzałów bramkę czy podań otwierajacych drogę do bramki. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy Elitim znajdował się na boisku, Legia wyglądała na zespół bardziej uporządkowany i dojrzalszy. Wiosną był jednym z najważniejszych ogniw środka pola i jednym z zawodników, bez których trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie drużyny Marka Papszuna.
W głosowaniach kibiców uzyskał najwyższą średnią ocen i tym samym został piłkarzem sezonu. Zdobył 4 bramki, miał 6 asyst i dołożył do tego 6 asyst drugiego stopnia. Oddawał średnio 0,84 strzału na mecz, 21,4 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 47,12 podania na mecz, 87,4 procent z nich docierało do adresata. 2,33 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 52,8 procent z nich było celne. Dryblował 2,12 na mecz, 43,7 procent z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 13,43 pojedynków na mecz, wygrywał 47,9 procent z nich. Miał średnio 3,17 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 0,9 na mecz.
Bartosz Kapustka - Jesień była w jego wykonaniu dość solidna, wchodził w rundę wiosenną jako jeden z liderów i piłkarz, od którego oczekiwano nie tylko dobrej gry, ale również wzięcia odpowiedzialności za zespół w najważniejszych momentach sezonu. Ale różnie z tym bywało. Potrafił znaleźć wolną przestrzeń między liniami, przyspieszyć grę jednym podaniem lub samodzielnie przenieść piłkę pod pole karne rywala, ale robił to za rzadko. Na uznanie zasługiwała praca bez piłki. Kapustka należał do tych zawodników, którzy nie ograniczali się wyłącznie do kreowania gry. Regularnie angażował się w pressing, pomagał w odbiorze i wykonywał ogromną pracę na rzecz zespołu. W systemie Papszuna było to niezwykle istotne.
Ale nie była to runda wolna od rozczarowań. Od zawodnika tej klasy można oczekiwać większego wpływu na wyniki drużyny, on sam z pewnością oczekuje od siebie wiecej. Bywały mecze, w których znikał na długie fragmenty lub nie potrafił przejąć inicjatywy mimo sprzyjających okoliczności. Czasami brakowało również większej skuteczności pod bramką przeciwnika oraz lepszych decyzji w kluczowych momentach.
Zdobył 4 bramki, miał 8 asyst i dołożył do tego 5 asyst drugiego stopnia. Był najlepiej punktującym graczem w punktacji kanadyjskiej, ale większość tych punktów zdobył jesienią. Oddawał średnio 1,78 strzału na mecz, 25,8 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 40,4 podania na mecz, 83,3 procent z nich docierało do adresata. 2,52 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 58,1 procent z nich było celne. Dryblował 1,95 na mecz, 63,9 procent z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 16,25 pojedynku na mecz, wygrywał 51,7 procent z nich. Miał średnio 2,57 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,27 na mecz.
Damian Szymański - Jego transfer był jednym z najciekawszych ruchów kadrowych Legii. Do Warszawy trafił zawodnik posiadający duże doświadczenie, występy w reprezentacji Polski i lata gry poza granicami kraju. Oczekiwania były wysokie, choć jednocześnie wielu kibiców zastanawiało się, jak szybko odnajdzie się w realiach Ekstraklasy. Pierwsze miesiące pokazały, że Legia zyskała zawodnika mogącego znacząco poprawić organizację gry w środku pola. Szymański wniósł do drużyny spokój, odpowiedzialność oraz umiejętność zarządzania tempem meczu. Nie był piłkarzem, który przyciągał uwagę efektownymi dryblingami czy widowiskowymi akcjami. Jego wartość polegała na stabilności i wykonywaniu wielu pozornie prostych czynności na wysokim poziomie. Początek miał dobry, ale im dłuzej trwała runda wiosenna, tym bardziej gasł w oczach.
Wiosną, gdy już trener na niego zaczął stawiać, dobrze prezentował się zwłaszcza w fazie defensywnej. Gdy zespół grał odbrze, on też się wyróżniał, ale gdy zespół grał słabo to i on nie wyrastał ponad średnią. Potrafił skutecznie zamykać przestrzenie, przerywać akcje przeciwników i asekurować bardziej ofensywnie usposobionych partnerów. W wielu spotkaniach wykonywał ogromną pracę, która nie zawsze była widoczna dla kibiców, ale miała ogromne znaczenie dla funkcjonowania całego zespołu. Nie brakowało jednak momentów, w których można było dostrzec pewne ograniczenia. W bardziej intensywnych meczach czasem brakowało mu dynamiki, a Legia potrzebowała większej energii w środku pola. Nie był również zawodnikiem regularnie kreującym sytuacje bramkowe czy biorącym odpowiedzialność za ofensywę - choć to pewnie też kwestia założeń taktycznych.
Zdobył jedną bramkę, nie miał asyst i zanotował 2 asysty drugiego stopnia. Oddawał średnio 0,64 strzału na mecz, 26,7 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 51,15 podania na mecz, 82,5 procent z nich docierało do adresata. 2,49 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 62,1 procent z nich było celne. Dryblował 1,16 na mecz, 51,9 procent z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 14,29 pojedynku na mecz, wygrywał 51,9 procent z nich. Miał średnio 4,58 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,8 na mecz.
Kacper Chodyna - Jesień była słaba w wykonaniu Chodyny, skończył ją bez gola i zaledwie jedną asystą. Przeżywał kryzys i był na prostej drodze do opuszczenia klubu. Runda wiosenna była z pewnością lepszym okresem, który jednak trudno ocenić jednoznacznie. Nie grał wiele, ale strzelił 2 gole, miał 2 asysty i dołożył do tego 2 asysty drugiego stopnia. Były momenty, w których skrzydłowy pokazywał, dlaczego sztab szkoleniowy dawał mu szanse gry, ale były też spotkania pozostawiające wyraźny niedosyt. Ostatecznie zakończył sezon jako zawodnik ważny dla rotacji zespołu i przydatny w realizacji założeń taktycznych Marka Papszuna, choć jednocześnie można było oczekiwać od niego większego wpływu na wyniki drużyny.
Największym atutem Chodyny pozostawała aktywność. Niezależnie od przebiegu spotkania starał się być pod grą, często szukał pojedynków z rywalami i nie unikał odpowiedzialności. Wielokrotnie wykonywał dużą pracę bez piłki, uczestniczył w pressingu i pomagał drużynie w odbudowie ustawienia po stracie. To właśnie te elementy mogły szczególnie podobać się Markowi Papszunowi, który dużą wagę przywiązuje do dyscypliny taktycznej oraz zaangażowania zawodników. Wiosną można było również zauważyć wzrost jego znaczenia w zespole. Chodyna coraz częściej pojawiał się na boisku i stopniowo budował swoją pozycję w drużynie. Nie należał do piłkarzy, którzy wygrywają mecze w pojedynkę, ale potrafił dać zespołowi energię, dynamikę i intensywność. W wielu spotkaniach był jednym z najbardziej pracowitych zawodników na murawie.
Nie brakowało też elementów, które powodowały pewien niedosyt. Przede wszystkim chodziło o liczby. Patrząc na jego aktywność i liczbę sytuacji, w których uczestniczył, można było oczekiwać większej liczby bramek i asyst. Bywały mecze, w których dochodził do obiecujących pozycji, ale brakowało odpowiedniego wykończenia lub lepszej decyzji w kluczowym momencie akcji. To właśnie skuteczność i regularność w dostarczaniu konkretów wydają się obszarami wymagającymi największej poprawy. Na plus należy zapisać również to, że nawet w słabszych momentach nie znikał z meczu. Nadal szukał gry, podejmował kolejne próby i starał się pomóc drużynie. Nie zawsze przynosiło to oczekiwane efekty, ale pokazywało odpowiednie nastawienie i mentalność. Patrząc na całą rundę wiosenną, można odnieść wrażenie, że Chodyna wykonał krok do przodu.
Oddawał średnio 1,16 strzału na mecz, 40 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 28,23 podania na mecz, 71,9 procent z nich docierało do adresata. 2,43 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 40,5 procent z nich było celne. Dryblował 2,31 na mecz, 57,5 procent z nich było udanymi próbami. Toczył średnio 15,15 pojedynku na mecz, wygrywał 37,8 procent z nich. Miał średnio 2,43 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 1,16 na mecz.
Claude Gonçalves - Przystępował do rundy wiosennej w trudnym położeniu. Portugalczyk już jesienią nie należał do kluczowych postaci zespołu, a zmiana szkoleniowca nie przyniosła przełomu, na który być może liczył. Wręcz przeciwnie – na zimowym zgrupowaniu usłyszał, że nie znajduje się w planach Marka Papszuna i może sobie szukać nowego pracodawcy. O ile jesienią zagrał w 13 meczach, to wiosną ani razu nie pojawił się na boisku. Z jednej strony mogło to wynikać z dużej konkurencji w środku pola. Legia dysponowała zawodnikami lepiej odnajdującymi się w wymaganiach nowego szkoleniowca, oferującymi większą intensywność, dynamikę lub jakość w poszczególnych fazach gry. Z drugiej jednak trudno znaleźć argumenty świadczące o tym, że Gonçalves został potraktowany niesprawiedliwie. Po prostu nie dawał trenerowi wystarczających powodów, by częściej na niego stawiać. Nie ma dla niego przyszłości w klubie, póki trenerem jest Marek Papszun. Pytanie czy będzie chciał odejść za mniejsze pieniądze do innego klubu, czy będzie wolał zostać do końća kontraktu przy Łazienkowskiej.
Jesienią miał jedną asystę. Oddawał średnio 1,13 strzału na mecz, 33,3 procent tych uderzeń było celnych. Wykonywał średnio 27,35 podania na mecz, 83,4 procent z nich docierało do adresata. 1,51 podania na spotkanie posyłał w pole karne, 58,3 procent z nich było celne. Dryblował 0,38 na mecz, nie było ani jednaj udanej próby. Toczył średnio 13,61 pojedynku na mecz, wygrywał 45,4 procent z nich. Miał średnio 3,78 przechwytu na spotkanie. Faulował średnio 2,52 na mecz.

Oficjalnie. Morgan Rogers w Chelsea za 117 mln funtów!

Arsenal wchodzi do gry o Nico Williamsa. Transfer wart 90 milionów...

Widzew straci Shehu przez klauzulę?!

Oficjalna prezentacja Karima Adeyemiego w Barcelonie już w czwartek

Minimalna porażka Górnika z Fenerbahce. Wciąż wszystko jest możliwe

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.