Wnioski, spostrzeżenia

Pomeczówka: Kręcimy się w kółko

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

15.09.2026 12:45

(akt. 16.09.2026 14:40)

Piłkarze Legii Warszawa zremisowali 1:1 z Widzewem Łódź przy Łazienkowskiej. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Augustyniak show – Był to zdecydowanie mecz Rafała Augustyniaka, który w trakcie spotkania był nakręcany przez kibiców Widzewa. Mniej więcej po kwadransie sektor gości rozpoczął „pozdrawianie” Augustyniaka. Stoper Legii zareagował najlepiej jak mógł – poszedł do przodu, oddał soczysty strzał, bramkarz Widzewa Bartłomiej Drągowski popełnił błąd i cały zespól Legii cieszył się z gola, a podwójne powody do radości miał właśnie „August”. Niestety dwie minuty później Rafał próbując pomóc Kamilowi Piątkowskiemu w odcięciu od dośrodkowywanej piłki Karola Świderskiego, zrobił to tak niefortunnie, że skierował futbolówkę do bramki strzeżonej przez Hindricha. Augustyniak miał szansę ponownie wyprowadzić legionistów na prowadzenie, ale po dogranej piłce z rzutu rożnego trafił piłką w poprzeczkę – szkoda. W całym meczu dwa razy jego interwencje w polu karnym uchroniły zespół od utraty gola. Podawał z 94 procentową skutecznością, wygrał 75 procent pojedynków z rywalami, miał aż 9 przechwytów, 15 razy przejmował posiadanie piłki. Naprawdę bardzo dobry, choć nieco pechowy, mecz Augustyniaka. 

Nadchodzące kłopoty – W 88. minucie meczu Kamil Piątkowski upadł na murawę, a następnie ją opuścił trzymając się za mięsień uda. - Kamil zszedł trochę na własną prośbę. Zdawaliśmy sobie sprawę, że może być problem z tym urazem, dlatego Arek Reca przez cały mecz był w takiej gotowości do wejścia – tłumaczył po spotkaniu trener Marek Papszun, co sugeruje, że problemy „Piony” rozpoczęły się wcześniej niż w końcówce spotkania. I trzeba przyznać, że ewentualna kontuzja i przerwa z nią związana, to fatalna wiadomość dla całego pionu sportowego. Piątkowski jest zdecydowanie najrówniej grającym stoperem Legii, zwykle bardzo solidny i pomocny, w dodatku włączający się chętnie w akcje ofensywne i potrafiący dograć piłkę idealnie w pole karne. Niestety sytuacja finansowa klubu, decyzje w związku z nią podjęte i przebieg letniego okienka transferowego spowodowały, że o jakościowych zmienników w defensywie trudno. Zoran Arsenić z pewnością grał w przeszłości bardzo dobrze, ale od początku pobytu w Legii walczy z małymi urazami. Arkadiusz Reca przy Łazienkowskiej nie potrafi nawiązać sportowo do swoich najlepszych okresów. Młody Mateusz Lauryn jest niedoświadczony i niesprawdzony na poziomie seniorskim. Można zmienić pozycję i cofnąć Damiana Szymańskiego, ale wiąże się to ze sporym ryzykiem – Szymański dość dawno na stoperze już nie grał. A mówimy tylko o ewentualnej przymusowej zmianie jednego piłkarza. Aż strach pomyśleć co by się działo, gdyby pojawiły się dwa urazy w tej formacji albo dwóch graczy musiało w tym samym czasie pauzować za kartki. Nie jest to komfortowa sytuacja dla sztabu szkoleniowego. 

Nieskuteczni Czesi – W niedzielę w pierwszym składzie pojawili się obaj wypożyczeni podczas letniego okienka transferowego Czesi – Michal Sevcik i Jan Kuchta. Sevcik wszedł do środka pola, Bartosz Kapustka został wycofany na pozycję numer „sześć” zaś na ławce rezerwowych usiadł Damian Szymański. Tak trener zdecydował na podstawie obserwacji piłkarzy na treningach. Z kolei Kuchta póki co nie wygrał rywalizacji z Łukaszem Zjawińskim, ale wobec drobnych kłopotów zdrowotnych „Zjawy” dostał szansę gry w pierwszy składzie. Niestety w tym spotkaniu obaj Czesi nie wykorzystali doskonałych okazji na gola. Sevcik miał dwie w drugiej połowie, ale raz świetnie jego intencje wyczuł Drągowski, a za drugim razem uderzył z dogodnej pozycji wysoko nad bramką. Z kolei Kuchta musi takie sytuacje jak przed tygodniem w Lublinie zamieniać na gole. Tym razem dostał świetną piłkę na głowę, ale nie trafił w bramkę. Szkoda, ale może w tym przypadku zadziała powiedzenie do trzech razy sztuka i w kolejnym spotkaniu Jano zacznie trafiać do siatki rywala. 

Kręcimy się w kółko – Pod zapisem konferencji prasowej zauważyłem wiele krytycznych komentarzy pod adresem trenera Marka Papszuna, pojawiły się nawet głosy poddające w zasadność czy to właściwa osoba na tym stanowisku. Tymczasem kadra zespołu moim zdaniem jest najsłabsza jakościowo od lat. Nie brakuje w niej piłkarze atletycznych, mocnych fizycznie, potrafiących wypełniać założenia taktyczne, ale zawodników kreatywnych, którym piłka przy nodze nie przeszkadza, którzy nieszablonowym zagraniem potrafią zrobić różnicę już tak. Takim piłkarzem jest z pewnością Ruben Vinagre, czasem takim graczem jest Bartosz Kapustka, być może takim zawodnikiem okaże się Michal Sevcik – tego dziś jeszcze nie wiemy. I to tyle. A jest tak dlatego, że jak powiedział po meczu szkoleniowiec Legii – dziś klubu nie stać na to, by rywalizować o najlepszych graczy w lidze. Prawda jest taka, że obecnie gorsze pieniądze od Legii dla zawodników w nowych kontraktach proponuje raptem kilka zespołów Ekstraklasy, za to podobne lub lepsze pieniądze dość dużo klubów. Legia mająca przez wiele lat finansową przewagę nad resztą, dziś tą przewagę straciła i sama musi gonić czołówkę. Ktoś powie, że to Legia ma wciąż jeden z najwyższych budżetów w lidze. Tak, ale co z tego, skoro koszty ma zdecydowanie największe?! Kręcimy się w kółko. Gdy pod koniec 2021 roku dyrektorem sportowym Legii został Jacek Zieliński, otrzymał jedno główne zadanie – mocno zmniejszyć koszty w budżecie płacowym. Udało się to zrobić i po półtora roku pracy „Zielka” na Łazienkowską zaczęli trafiać piłkarze za coraz większe pieniądze, zarabiający coraz lepiej. Aż rok temu klub proponował bardzo wysokie kontrakty. Efekt? Wróciliśmy do punktu wyjścia i znów trzeba robić redukcję budżetu płacowego, a dla wielu graczy finansowo Legia dziś nie jest atrakcyjna. W zeszłym tygodniu dyrektor sportowy Fredi Bobić podsumowując okienko transferowe pochwalił się nie jakościowymi transferami, ale tym, że udało się zmniejszyć budżet wynagrodzeń o 26 procent… I to wiele mówi o sytuacji Legii. I z pewnością swoimi wyborami transferowymi ręki do tego nie przyłożył trener Papszun. Należą mu się więc słowa uznania, że w takie sytuacji drużyna ma średnią 2 punktów na mecz i zajmuje drugie miejsce w ligowej tabeli. Mogło być o wiele gorzej na tym etapie rozgrywek. 

Kilka zmian - Ustawienie z dwoma ofensywnymi pomocnikami wyglądało w meczu z Widzewem naprawdę ciekawie – chyba nawet lepiej niż ustawienie z dwoma napastnikami. Choć w ataku występuje tylko jedna „dziewiątka”, zespół wcale nie traci na sile rażenia – wręcz przeciwnie. Sevcík i Szczepaniak byli aktywni blisko bramki rywala, często wchodzili w pole karne i stwarzali zagrożenie. Jednocześnie samotny napastnik miał więcej miejsca do gry, dzięki czemu nie był skazany wyłącznie na walkę o dośrodkowania. Jeszcze większą korzyścią okazał się jednak pressing. Legia znacznie skuteczniej odbierała piłkę wysoko i szybciej przechodziła do ataku, wywierając na Widzewie zdecydowanie większą presję już na jego połowie. Przyczyniła się do tego kolejna zmiana, było już o niej wcześniej, przesunięcie Bartosza Kapustki na „szóstkę”. 

Komentarze (171)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.