Przemysłąw Zych
fot. Marcin Szymczyk

Przemysław Zych: W akademii brakuje ciągłości i współpracy z pierwszym zespołem

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Weszło

16.03.2026 14:25

(akt. 16.03.2026 14:31)

Przemysław Zych pracował osiem lat w akademii Legii Warszawa. Widział, jak powstaje, rośnie i… jak klub nie korzysta z jej potencjału. Sam przyznaje, że odszedł, bo tracił radość z pracy i nadzieję, że jej owoce będą widoczne w pierwszym zespole. O wielu ciekawych aspektach i projektach opowiada w rozmowie z "Weszło".

- Są aktualni kadrowicze czy kandydaci na reprezentantów, którzy tu byli, ale odeszli bez gry w pierwszej drużynie, część w wieku 16-19 lat. Uważam, że najpierw trzeba zadbać o zawodników, których mamy, nie marzyć od razu o następnym Kazimierzu Deynie, który zmieni historię klubu. Najpierw dać szansę wyróżniającym się zawodnikom, bo tak pokażemy pozostałym, którzy trenują w akademii lub mogą do niej przyjść, że to poważne miejsce. Tymczasem przez lata mojej pracy w akademii zawodnicy tylko momentami czuli, że pierwszy trener się nimi interesuje. Goncalo Feio chodził na mecze drużyn U15, U17. Pojedyncze, ale jednak. Ze starszych drużyn wyciągał chłopaków na treningi. Feio był też jedynym trenerem, który przyszedł na spotkanie pracowników akademii… W trakcie pierwszej kadencji na mecze U19 chodził Aleksandar Vuković i to chyba tyle. Zdarzyło się, że ktoś jeszcze gdzieś przyszedł, ale to była rzadkość. Proces wdrażania zawodników do jedynki po prostu się rozjeżdżał. Wpływ akademii na rozwój zawodnika w pewnym momencie po prostu się kończy, w przypadku najbardziej rozwiniętych graczy około 17. roku życia, a takiego zawodnika trzeba dalej rozwijać w jedynce. Ale do tego trzeba mieć odpowiedniego trenera, to najważniejsza osoba w klubie.

- Pamiętam takiego zawodnika – Radosław Majecki, któremu zrobiono miejsce w składzie. Żałuję, że nawet w momencie kryzysu sprzed kilku lat taka szansa dla młodzieży nie przyszła. Wydawało mi się, że mając przed sobą sezon przejściowy, można byłoby to zrobić. Było utrzymanie, jakieś zaufanie kibiców na rok czy dwa lata. Natomiast to się nie wydarzyło, pociąg wrócił na dawne tory. I za chwilę znów będzie taka sama sytuacja. Różnica jest taka, że teraz Legia ma nawet lepszych zawodników, którzy czekają na szansę, i ma ich więcej.

- Była taka idea, zawodnik szkoliłby się w akademii, grałby rok w Legii II, następnie odchodził i jako standard podpisywał kontrakt z klubem filialnym - najlepiej zagranicznym. Po roku czy dwóch dyrektor i szef skautingu Legii patrzą na tych zawodników tak jak na każdy normalny cel transferowy i zastanawiają się, czy wykupić go za niską klauzulę. Jeśli nie, to ten klub próbuje sprzedać zawodnika gdzie indziej. To by zmieniło oczekiwania środowiska, otoczenia, agentów, gdzie jest duże rozczarowanie, że zawodnik nie dostaje sensownej ekspozycji w seniorach, a jest pomijany przez pierwszy zespół Legii. Uważam, że Legia ma taki potencjał, że dzisiaj powinna być w miejscu, w którym klubów filialnych szuka nie tylko na Mazowszu, ale też na Słowacji, w Portugalii.

- W idealnym świecie masz Barcelonę, pięćdziesiąt lat ciągłości modelu. Bliższy przykład – Bodo/Glimt. Gdyby ktoś w Legii Warszawa się szarpnął i stworzył klubowy model gry… Pamiętam choćby, że w 2017 roku były takie spotkania. W 2021 roku powstał dokument, który miał być drogowskazem odnośnie stylu gry całego klubu. Może nie był idealny, ale pokazywał, w którą stronę powinna iść drużyna, która chce dominować. Podpisali go dyrektor sportowy, szef skautingu, trener, dyrektor akademii i członkowie zarządu. Fragmenty wieszaliśmy na ścianach akademii. Tyle że po kilku miesiącach z grona ludzi, którzy go podpisali, w klubie był już tylko prezes i ustalenia stały się martwe. Akademii trudno jest przewidzieć, jakiego zawodnika ma wyprodukować na za pięć lat, gdy nie wie, jakiego stylu będzie wymagał pierwszy zespół. W tej sytuacji musimy tak przewidywać przyszłość, żeby tworzyć na tyle wszechstronnych zawodników, by jakoś dopasowali się do każdej wizji. To jest niełatwe, bo profil trenerów zmienia się w Legii bardzo często. Podsumowując: trzeba najpierw wyszukać zawodnika, który będzie na tyle dobrze reagował na proces szkoleniowy, by za pięć lat stać się na tyle uniwersalnym, że „przetrwa” ocenę trenera pierwszego zespołu, który akurat może wymagać już czegoś innego. To złożony proces, bo jeśli potem zrzucisz takiego niepasującego chłopaka do rezerw, na wypożyczenie, to on traci motywację, sens…

- Przez te wszystkie lata w Legii pracowałem z trzema dyrektorami akademii, w trzech różnych podejściach. Każdy dyrektor miał inny pomysł. Szybsza gra i pressing za Jacka Zielińskiego i Radka Mozyrki, potem dłuższe utrzymywanie się przy piłce za Richarda Grootscholtena. Marek Śledź oczekiwał, że zawodnicy będą myśleć na boisku. Tyle zmiennych tworzy niepewność i chaos w akademii. Gdy dochodzi do zmian, to zawodnicy też nie wiedzą, co powinni robić, czego się od nich oczekuje, próbują dostosować się do czegoś, czego wcześniej nie byli uczeni. 

- Marek Śledź bezsprzecznie miał duży wpływ na wiele spraw – SMS, skauting młodzieżowy, występy U14 i U16 w starszej lidze, współpraca z Pogonią Grodzisk Mazowiecki - ale jego pomysły powinny być doceniane po 5-6 latach, a on tyle nie przetrwał. Jego pomysł był bardzo wyraźny, czarno-biały. Pozwolono mu go wdrażać, wymieniać wykonawców. Sporo doświadczonych osób odeszło, po czym w połowie drogi odszedł i on. Jak się na to spojrzy z lotu ptaka, to jest to trochę niezrozumiałe. Albo stawiasz na to, że masz dyrektora z konkretnym stylem i wykonawcami jego idei, albo stawiasz na doświadczonych trenerów.

- Nie może też być tak, że ten sam aspekt co chwilę wygląda inaczej. Na przykład skauting młodzieżowy. W 2016 roku powstał raport, który wykazał, że powinien podlegać dyrektorowi akademii, aby zwiększyć efektywność. Ivan Kepcija to rozumiał, rozdzielił skauting młodzieżowy i skauting pierwszego zespołu. Ivan odszedł, skauting połączono. Marek Śledź go rozdzielił, przez trzy lata to działało dobrze, na korzyść akademii. Natomiast pod koniec zeszłego sezonu Fredi Bobić znowu ten skauting połączył…

- Mam testy motoryczne Sebastiana Szymańskiego sprzed lat. Tylko co z tego, skoro sposób pomiaru był inny, na innym sprzęcie i nie możemy tego odnieść do obecnych pomiarów? Mieliśmy w akademii człowieka, który pracował wiele lat w innym klubie, odpowiadał m.in. za testy, zbieranie danych. I dane oraz możliwość ich interpretacji zniknęły z tamtego klubu razem z nim. Legii brakuje trzech kluczowych rzeczy. Pierwsza – spójny model gry akademii i pierwszego zespołu na wiele lat do przodu. Druga – odgórnie ustalony, przestrzegany podział ról, obowiązków, zadań. Bo z tego często wynikają spory. W 2018 roku stworzyłem taki dokument w Legii, wszedł na chwilę w życie, potem przestał funkcjonować, a po latach odgrzebał go Jacek Zieliński, gdy został dyrektorem sportowym. Uważam, że to podstawa dla każdego klubu, zwłaszcza polskiego.

- Wyciąganie wniosków, nauka na swoich błędach. Wracamy do przykładu zmian w strukturze skautingu. Jeśli Legia to ogarnie – wciąż może być dobrze. Przypomnijmy, że era dominacji Legii, która właśnie się zakończyła, rozpoczęła się, gdy brakowało pieniędzy, a szansę gry dostali wychowankowie Dominik Furman, Rafał Wolski, Daniel Łukasik. Jeśli obecna sytuacja nie będzie początkiem wykorzystania akademii i wdrożenia młodych zawodników, ale tak już na dobre i w sposób regularny, to chyba ten moment już nie nastąpi.

Zapis całej rozmowy z Przemysławem Zychem można przeczytać w serwisie Weszło.

Komentarze (89)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.