
Rafał Augustyniak: Opinie? To nas motywuje i scala
06.07.2026 15:20
(akt. 07.07.2026 10:05)
Przed rokiem żartowałeś, że Artur Jędrzejczyk dał ci wskazówki jak przedłużać kontrakt z Legią i umowę po sezonie przedłużyłeś.
- Przedłużyłem kontrakt, ale niestety mój Artur nie przedłużył i trochę smutno jest bez niego. Taka jest jednak piłka. Komuś kontrakt się kończy, ktoś odchodzi, przychodzą kolejni zawodnicy. W piłce nie ma takich sentymentów.
Wydawało się, że akurat Artur zostanie. Przynajmniej ja tak do tego podchodziłem, bo skoro klub nie pożegnał go przy ostatnim meczu, to myślałem że dalej będzie z drużyną.
- Też myślałem, że zostanie, miałem z nim kontakt, rozmawialiśmy w wakacje i byłem pewien, że zostanie. Jak widać, życie pisze różne scenariusze. Będzie go bardzo brakowało na boisku i poza boiskiem. Sami znacie Artura i wiecie, jaki był, jak ważny był dla drużyny i szatni. Zawsze pozytywny. Takiego człowieka na pewno będzie Legii brakowało.
Krótko o poprzednim sezonie. To znowu był czas trudny do wytłumaczenia. Przed sezonem przyszło czterech reprezentantów Polski, reprezentant Kosowa, zawodnik z minutami w Bundeslidze, wszyscy mówili o walce o mistrzostwo, a na koniec roku Legia była w strefie spadkowej. Masz jakąś teorię, jak to wytłumaczyć?
- Gdybym miał taką teorię, to próbowałbym to tłumaczyć już w trakcie sezonu i jakoś temu zapobiec temu, co się działo. Ten sezon naprawdę był dziwny. Zaczęliśmy dobrze, awansowaliśmy do europejskich pucharów, w Ekstraklasie też na początku wyglądało to dobrze, zdobyliśmy Superpuchar, a później… ciężko wytłumaczyć, co się wydarzyło. Jesień zakończyliśmy na ostatnim miejscu. Dobrze, że przyszła wiosna i zaczęliśmy solidnie punktować. Na tym chcemy budować przyszły sezon.
Takim złym punktem zwrotnym mógł być mecz z Samsunsporem? Trener wystawił wtedy całkowicie zmieniony skład. Poczuliście, że Iordanescu odpuszcza bycie trenerem?
- Raczej nie. Trener chciał wtedy dawać szansę wszystkim zawodnikom i dlatego tak mieszał składem. W meczu z Samsunsporem wymienił chyba dziesięciu zawodników, poza Tobiaszem w bramce, ale w innych spotkaniach też było dużo zmian. Pomiędzy Europą a Ekstraklasą robił po sześć, siedem zmian. Chciał dogodzić wszystkim piłkarzom, żeby każdy czuł się ważny i żeby każdy grał. Tak wyszło. Z Samsunsporem tak naprawdę nie graliśmy źle, jeśli dobrze pamiętam. Straciliśmy bramkę na początku, później zdobyliśmy gola, ale nie został uznany. To mogło się inaczej potoczyć. Nie ma jednak co do tego wracać. Trzeba skupiać się na tym, co jest teraz.
Paradoks polega na tym, że nawet później było kilka dobrych meczów - np. z Widzewem czy NK Celje, ale wyników nie było.
- No właśnie. I to jest najgorsze, bo pamięta się wynik, a nie to, jak graliśmy. Czasami zagrasz słabiej, wygrasz mecz i nikt tak naprawdę nie pamięta o stylu, tylko o trzech punktach albo wygranym meczu. To pokazuje, że w piłce liczy się przede wszystkim wynik, a nie styl.

Zostawmy to, co złe. Przyszedł trener Papszun, dla którego wynik też jest najważniejszy, i zaczął wszystko układać po swojemu. Co najmocniej zmieniło się przez ostatnie pół roku?
- Na pewno zmieniły się wyniki. Myślę, że zmieniła się też organizacja naszej gry, przede wszystkim w obronie. Mało traciliśmy bramek. Pomijając mecz w Poznaniu, w pozostałych spotkaniach traciliśmy mniej niż jedną bramkę na mecz, więc to był dobry wynik. Fundament, który jest ważny u trenera, czyli szczelna obrona, był kluczowy od początku jego pracy. Gdyby nie mecz z Lechem, średnia starcownych bramek byłaby sporo niższa.
- Do tego doszły stałe fragmenty gry, które były naszą bolączką. Zaczęliśmy źle, bo traciliśmy po nich praktycznie wszystkie bramki, ale w trakcie rundy wiosennej to wyeliminowaliśmy. To też przyniosło nam punkty.
Masz takie przeświadczenie, że gdyby nie niesłuszna, jak się później okazało, czerwona kartka w Poznaniu, wynik nie byłby aż tak wysoki?
- Jestem tego praktycznie pewien. Ta czerwona kartka dużo zmieniła. Potem Lech szybko strzelił nam na 2:0, zaraz było 3:0 i 4:0. W przerwie trener trochę to poukładał, wprowadził spokój i już nie straciliśmy bramki. Nie wiem, czy wygralibyśmy albo zremisowali, ale jestem przekonany, że ten mecz nie skończyłby się takim wynikiem i nie stracilibyśmy czterech goli.
Uzbierałeś sporo minut - trzeci wynik z zeszłym sezonie - wyprzedzili cię tylko Tobiasz i Wszołek. Trener dość szybko postawił na ciebie jako takiego żołnierza, który może grać w środku obrony. Poczułeś, że odbiłeś się do góry?
- Tak. Runda wiosenna i okres przygotowawczy zaczynały się dla mnie na innej pozycji. Wszystkie sparingi i treningi grałem gdzie indziej - na pozycjach „6” lub „8”. Po meczu z Koroną trener wpuścił mnie na półprawego obrońcę i nie wyglądało to jakoś super. Później zacząłem trenować na środku i wyglądało to dobrze. Grałem już wcześniej na tej pozycji, w trójce obrońców, i czułem się tam dobrze. Jak mówiłem, trener zwraca dużą uwagę na obronę, więc na tej pozycji też przez te pół roku wiele się nauczyłem.

Mówiliśmy o złym punkcie zwrotnym, a dobrym wiosną była Arka Gdynia?
- Tak, Arka Gdynia. To był przełomowy moment. Przegraliśmy pierwszy mecz z Koroną w ostatnich minutach, a z Arką też nie graliśmy źle. Pamiętam, że to był dobry mecz w naszym wykonaniu, tylko traciliśmy bramki po stałych fragmentach. Jedną po rzucie rożnym, drugą po kontrataku, który poszedł po naszym stałym fragmencie.
- To, że wyrównaliśmy w doliczonym czasie gry, zbudowało nas mentalnie. Poczuliśmy, że możemy być mocni pod tym względem. Wiadomo, że nie wygraliśmy od razu kolejnego meczu, ale od tamtego momentu przegraliśmy już tylko z Lechem. To był taki moment przełomowy.
W głowach nie było ciągle myślenia, że choć nie przegrywacie, to wciąż jesteście tuż nad kreską? Dopiero po meczu z Widzewem się to zmieniło.
- Tak, ale cała liga w poprzednim sezonie tak grała, że wszystko było bardzo wyrównane punktowo, a dół tabeli po jesienie zaczął regularnie dopisywać sobie punkty. Ostatni mecz z Motorem był chyba pierwszym, w którym presja z nas zeszła, a jednocześnie walczyliśmy o piąte miejsce, które dałoby nam prawo gry w eliminacjach Ligi Konferencji. Praktycznie przez pół roku, może nawet dłużej, to był pierwszy mecz, że powietrze z nas zeszło i mogliśmy po prostu zagrać o coś więcej, a nie patrzeć na to, co dzieje się za nami.
Niewiele zabrakło do niemal filmowej historii. Z trenerem Papszunem zaczynaliście z ostatniego miejsca, a do pucharów zabrakło ostatecznie minuty czy dwóch.
- To byłby niesamowity finisz. Z ostatniego miejsca po rundzie jesiennej wskoczyć na pozycję dającą puchary - to naprawdę byłaby niesamowita sprawa. Ale i tak szanujemy to, że udało nam się z tego miejsca wydostać, bo to nie było łatwe, choć sezon był dla nas dużym zawodem.

Jest dużo zmian w składzie, nowy sztab, ogrom pracy do wykonania. Bez pucharów jest więcej czasu, żeby to wszystko wypracować. Patrząc na spokojnie: może paradoksalnie dobrze się stało, że Legia nie gra w pucharach?
- Wiadomo, że brak pucharów to rozczarowanie dla klubu i dla nas. Mamy obecnie dłuższy okres przygotowawczy i więcej czasu. Będziemy mieli cały tydzień przygotowań do meczu, a to na pewno daje dużo większe szanse na wygrywanie. Wiemy, jak Marek Papszun potrafi dokładnie i skrupulatnie przygotowywać nas do spotkań. Dłuższy mikrocykl treningowy da nam dużo więcej niż dwa treningi.
Mówiłeś, że odkąd jest Marek Papszun, zmieniły się wyniki i organizacja. Co jeszcze? Z naszej perspektywy widać więcej odpraw, zajęć taktycznych, tłumaczenia, jak zachowywać się w poszczególnych sytuacjach. Potwierdzasz?
- Tak, tego jest dużo. Doszło dużo odpraw indywidualnych, formacyjnych i całozespołowych. Jest też trener mentalny. Tych spotkań mamy naprawdę dużo. Nie boję się powiedzieć, że jest tego sporo, ale to też dużo nam daje - jako zawodnikom, jako jednostkom i jako formacji. Lepiej rozumiemy partnera obok i wiemy, co każdy ma robić w danej sytuacji.
Odeszli bardzo ważni piłkarze. Mówiliśmy o Jędzy, ale odszedł też Pankov, Elitim, Nsame. To był częściowo wyjęty kręgosłup zespołu. Kibicom też trudno złapać optymizm, bo na papierze Legia wydaje się słabsza niż w poprzednim sezonie. Co optymistycznego możesz im powiedzieć?
- To byli bardzo ważni zawodnicy dla nas i dla drużyny. Tak naprawdę wszyscy, których wymieniliście, byli podstawowymi piłkarzami, więc zastąpienie ich nie jest łatwe. Ale może to, że media, dziennikarze i kibice stawiają Legię w takiej sytuacji, mówią, że jesteśmy słabsi, jeszcze bardziej scali nas jako zespół. Może jeszcze mocniej zmotywuje nas to do pokazania wszystkim, że tak nie jest.
- Liga pokaże, na ile będziemy mocni. Dociera do nas to, co się mówi i pisze: że Legia będzie jeszcze słabsza niż w poprzednim sezonie. To tylko motywuje nas do cięższej pracy i do udowodnienia wszystkim dookoła, że tak nie jest i że będziemy mocni.
Zdarzało się w przeszłości, że kiedy mówiono, że Legia jest słabsza i nie będzie się liczyć, a sezon kończył się bardzo dobrze.
- Tak jak powiedziałem, to może nas jako zespół jeszcze bardziej scalić. Może dać nam jeszcze większą chęć pokazania, że wszyscy się mylą i udowodnienia innym, że tak nie jest.

Przed rundą trener sprawdzał cię na różnych pozycjach: na półprawym stoperze, w środku, teraz byłeś też na półlewym. To nowy pomysł na ciebie?
- Myślę, że trener sprawdza pozycje, na których mogę grać. W trójce obrońców każdy powinien wiedzieć, jak grać i jak zachowywać się na danej pozycji. Dla mnie to fajna sprawa, że teraz trenuję na tej pozycji i mogę zobaczyć, jak to wygląda. Jeśli gram na środku, to dzięki temu lepiej wiem też, jak powinien zachowywać się mój partner obok. To mi się podoba. Może lewa noga nie jest moja wiodąca, ale nie służy tylko do wsiadania do tramwaju.
Do obrony doszło dwóch zawodników: Zoran Arsenić i Robert Deziel Junior. Zorana wszyscy znamy z polskich boisk, ale o Robercie niewiele jeszcze wiemy. Co możesz o nim powiedzieć?
- Po pierwszych treningach widać, że to taki przysłowiowy koń fizyczny. Naprawdę silny chłopak. Widzę też, że jest obunożny, ma dobrą prawą i lewą nogę. Zobaczymy dalej, jak będzie wyglądał w treningach, bo tych jednostek nie było jeszcze bardzo dużo. Zobaczymy też w sparingach. Tak naprawdę widziałem tylko około dziesięciu minut drugiej części sparingu z rezerwami Bayernu, bo ci, którzy grali w pierwszej połowie, poszli na regenerację.
Warunki do oglądania też nie były najlepsze.
- Tak, te dni tutaj są naprawdę gorące. Było bardzo gorąco.
Któryś z młodych zawodników podoba ci się w treningach? Patrzysz na niego i myślisz, że ma duży potencjał?
- Na pewno mógłbym coś powiedzieć, ale jeszcze się wstrzymam. Zachowam nazwiska dla siebie. Są jednak dwaj chłopcy, których obserwuję i widzę, że w obronie może być potencjał.
Bartosz Korżyński grywa w obronie, jest jednym z nich?
- Naprawdę nie chcę na razie zdradzać.

Myślisz, że możliwy jest kolejny tak wyrównany sezon Ekstraklasy? Liderzy już teraz deklarują walkę, a przewagą Legii może być to, że nie gra w pucharach, kiedy inni będą się na nich skupiać?
- Myślę, że taki sezon już się nie powtórzy. Poprzedni był naprawdę dziwny. W pewnym momencie lidera od przedostatniego miejsca dzieliło kilkanaście punktów. Myślę, że to się już nie powtórzy.
O co Legia będzie walczyć w tym sezonie?
Tak naprawdę najważniejsze jest to, żeby cały sezon przepracować z jednym trenerem. Zawsze najważniejszy będzie po prostu najbliższy mecz – taki musimy mieć sposób myślenia.
Czyli to ma być sezon stabilizacji?
- Tak. W ostatnich latach było bardzo dużo zmian. Pierwszy sezon z Kostą Runjaiciem był chyba takim stabilnym sezonem. To był ten sezon po słabym roku, bez pucharów, kiedy było wicemistrzostwo i Puchar Polski. Wtedy był stabilny poziom i stabilizacja. Tego sobie życzymy: żeby było stabilnie, bez żadnych dziwnych rzeczy.
Wracając jeszcze do Artura: da się z nim jeszcze dobrze pożegnać?
- Myślę, że po obozie zobaczymy, co dalej z nim będzie. Może jeszcze będzie kontynuował karierę. Na pewno nie powiedział ostatniego zdania. Może jeszcze spotkamy się na boisku. Zobaczymy.


Oficjalnie. Morgan Rogers w Chelsea za 117 mln funtów!

Arsenal wchodzi do gry o Nico Williamsa. Transfer wart 90 milionów...

Widzew straci Shehu przez klauzulę?!

Oficjalna prezentacja Karima Adeyemiego w Barcelonie już w czwartek

Minimalna porażka Górnika z Fenerbahce. Wciąż wszystko jest możliwe

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.