
Szybki i pracowity – sylwetka Bohdana Wjunnyka
10.09.2026 13:10
(akt. 10.09.2026 15:21)
Transfer do Legii
– Z tego, co wiem, Papszun będzie go widział jako napastnika, więc będzie on osobą do rywalizacji z Adamskim, Zjawińskim czy Kuchtą. Uważam, że jak przepracuje okres przygotowawczy, to może dać wiele jakości Legii. Okej, w Lechii był w rezerwie i niewiele grał, ale jeśli będzie trenował i regularnie grał, to tę jakość może dać i będzie na pewno fajną alternatywą dla stołecznej drużyny do rotacji – mówi nam Karolina Jaskulska z Kanału Sportowego.
4 września nowym piłkarzem Legii Warszawa został ogłoszony 24-letni Bohdan Wjunnyk, który na Łazienkowską trafił w ramach wypożyczenia z obowiązkiem wykupu. Z początku ukraiński napastnik miał trafić w inne miejsce, zgłaszały się po niego kluby takie jak Torreense czy Korona Kielce. Do Portugalii jednak nie trafił, ponieważ Lechia nie zaakceptowała oferty. Do Kielc natomiast sam nie chciał iść, ponieważ pojawiła się wówczas oferta ze stolicy. Na jego przejście bardzo mocno miał naciskać trener stołecznej drużyny, Marek Papszun. Ukrainiec do Warszawy trafił z gdańskiej Lechii, której barwy reprezentował przez ostatnie dwa sezony. 24-latek wcześniej miał okazję pracować m.in. w Dynamie Kijów, gdzie zaczynała się jego kariera, FC Zurich czy Szachtarze Donieck, z którego w dość kontrowersyjnych okolicznościach trafił do Polski.
Początki w futbolu
Bohdan Wjunnyk swoją karierę zaczynał w rodzinnym Charkowie, gdzie występował w miejscowym klubie Metalist. W swoim pierwszym wywiadzie, którego udzielił mając 11 lat, powiedział, że jego idolem jest Lazar Marković, a największym marzeniem gra w Realu Madryt. Co ciekawe, kilkanaście lat później marzenie Ukraińca po części się spełniło. W 2016 roku klub Wjunnyka na skutek problemów finansowych upadł i 14-latek podjął z rodzicami decyzję o przenosinach do Dynama Kijów, gdzie rozpoczął samodzielne życie. Ze stolicy Ukrainy młody piłkarz wyjechał już rok później. Znalazł się wówczas w grupie zawodników akademii bez kontraktów i dwóch byłych trenerów Dynama, którzy przeszli do Szachtara, przekonało ich, aby poszli za nimi. Od 2017 roku Wjunnyk piął się w strukturach akademii górniczego klubu. Pierwsze kroki stawiał w drużynie U-16, w kolejnym roku występował w zespole U-19 i miał okazję grać m.in. w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. W 2020 roku Wjunnyk dostał możliwość debiutu w ukraińskiej Premier Lidze, a także Lidze Mistrzów przeciwko… Realowi Madryt. Sezon 2020/21 przyniósł mu łącznie 5 występów na seniorskim poziomie. Po jego zakończeniu podjęto decyzję, że w kolejnym młody Ukrainiec zostanie wypożyczony do FK Mariupol.
Wojna i odejście
– Pamiętam Bohdana jako zdyscyplinowanego napastnika pracującego ciągle nad sobą, swoją techniką i poprawą mankamentów. W każdym meczu dawał od siebie zawsze 100 procent – wspomina Wjunnyka ówczesny trener FK Mariupol, Ostap Markewycz.
Wjunnyk do FK Mariupol trafił na zasadzie rocznego wypożyczenia. Celem tego czasowego transferu było ogranie 19-letniego wówczas Ukraińca na seniorskim poziomie. W rundzie jesiennej wystąpił w 11 meczach, podczas których przebywał na boisku przez 432 minuty – prawie 5 pełnych spotkań. W tym czasie zdobył 1 bramkę i 1 asystę. Przez problemy z formą i zbyt dużą konkurencję 18-latek nie grał regularnie. Jego drużynie również wówczas nie wiodło się dobrze, ponieważ zakończyła jesień na ostatnim miejscu.
Do rundy wiosennej liga ukraińska już nie przystąpiła. 24 lutego rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Miasto, w którym Wjunnyk występował stało się jednym z głównych celów rosyjskiej ofensywy. Mariupol miał ogromne znaczenie strategiczne, ponieważ jego zdobycie pozwalało stworzyć lądowy korytarz łączący Rosję z okupowanym Krymem oraz przejąć kontrolę nad wybrzeżem Morza Azowskiego. Sam Wjunnyk na początku inwazji przebywał na zgrupowaniu swojego klubu w Turcji i to mogło uratować mu życie. W rosyjskich nalotach jego mieszkanie wraz z całym dobytkiem zostało zniszczone. 20-latek wówczas z pomocą przyjaciół przeniósł się do Szwajcarii, gdzie udało mu się znaleźć najpierw nowy dom, a potem nowy klub.
Pobyt w Szwajcarii i Austrii
Po przyjeździe do Szwajcarii 20-letniemu napastnikowi udało się trafić do FC Zurich. Przez pierwsze miesiące występował w rezerwach nowego klubu i wypadał tam obiecująco. Ostatecznie po dobrym okresie przygotowawczym przekonał do siebie trenera Franco Fodę i jego nowy klub porozumiał się z Szachtarem w kwestii transferu czasowego na pół roku. W tym czasie Wjunnyk otrzymywał mało minut, jednak nie zapominajmy, że był to jego debiut za granicą. 20-latek poza ligą krajową grał wówczas w europejskich pucharach, m.in. przeciwko Arsenalowi. Łącznie wystąpił w 14 meczach, w których miał 1 asystę i zebrał 448 minut (prawie 5 pełnych występów). Po 6 miesiącach klub z Doniecka postanowił zakończyć wypożyczenie i ściągnąć z powrotem swojego napastnika do siebie.
– Szachtar nie chciał mnie puścić do Zurychu. Klub chciał mnie wykupić, ale Szachtar się na to nie zgadzał. Dlatego musiałem szybko szukać innej opcji w formie wypożyczenia. Do tego pozostawało pół roku do młodzieżowych mistrzostw Europy, na których bardzo chciałem zagrać. Musiałem zgodzić się zarówno na obniżkę pensji, jak i zejście na niższy poziom, ponieważ trafiłem do drugiej ligi austriackiej. Tamtejszy klub bardzo chciał mnie pozyskać – wspomina tamten okres Wjunnyk.
Działacze FC Zurich widzieli potencjał w młodym Ukraińcu, jednak władze Szachtara miały inne plany i nie chciały zgodzić się na jego transfer. Wjunnyk wówczas musiał na prędce szukać innego klubu, który zagwarantuje mu regularną grę przed zbliżającym się młodzieżowym Euro. Trafił wówczas do drugoligowego austriackiego GAK, które było spadkowiczem z ekstraklasy. W czasie krótkiego pobytu w Austrii zebrał dość pozytywne opinie. Tak mówił o nim trener tamtejszej drużyny, Gernot Messner:
– Ma 20 lat, jak na swój wiek jest bardzo opanowany pod bramką, ma niesamowitą szybkość i potrafi zrobić coś z niczego. Jak było widać w meczu z Admirą, w pojedynkach jeden na jednego jest niemal nie do zatrzymania. Po prostu ma talent do piłki nożnej.
Dzięki dość regularnej grze w drugoligowej ekipie Ukrainiec dostał powołanie na Euro U-21, gdzie przez większość czasu pełnił rolę rezerwowego. Po zakończeniu pobytu w Austrii 21-latek wrócił do macierzystego Szachtara.
Powrót do Szachtara i odejście
– Szczerze mówiąc, kiedy był w Szachtarze, klub specjalnie na niego nie liczył – rzadko stawia się tam na młodych ukraińskich zawodników ofensywnych. Praktycznie nie miał szans przebić się do pierwszego zespołu. Myślę, że zdawał sobie z tego sprawę i postanowił postawić na swoim – odszedł z Szachtara za darmo, rozwiązując kontrakt, mimo potencjalnego ryzyka. To pokazuje, że jeśli coś nie będzie układało się po jego myśli, może ponownie kierować się własnymi zasadami – mówi nam dziennikarz zajmujący się tematem donieckiego klubu, Kyryło Krutogorov.
Po powrocie do górniczego klubu napastnik nie otrzymywał zbyt wielu szans na grę. Na jesieni wystąpił raptem w 6 spotkaniach, które przełożyły się na zaledwie 170 minut. Podczas zimowych przygotowań dodatkowo Szachtar miał nie zabrać Wjunnyka na obóz i nie mógł trenować z pierwszym zespołem. Mimo takiego traktowania doniecki klub nie zgadzał się na odejście Wjunnyka, który dostawał różne oferty. Wtedy napastnik postanowił w zimowym okienku rozwiązać kontrakt z winy pracodwacy i przenieść się jako wolny gracz do Lechii. Były klub Wjunnyka pozwał jego oraz Lechię do CAS, jednak finał sporu jeszcze nie jest znany. Przez tę batalię ukrainiec w nowym zespole mógł zadebiutować dopiero w sezonie 2024/25. Tak o jego transferze mówił właściciel gdańskiego klubu, Paolo Urfer:
– Bohdan ma świetne tempo. Może grać na każdej pozycji w ataku. Trener będzie miał jeszcze jedną opcję, co zawsze jest dobre. On wie, jak zdobywać bramki i jak sprawić, by koledzy z drużyny je zdobywali.
Pobyt w Lechii
– Trafił do Gdańska już w marcu 2024 roku, ale przez spór z Szachtarem nie mógł grać. Był wówczas z drużyną, adaptował się, ale regularnie grać zaczął w kolejnym sezonie. Jego pierwszy sezon był najbardziej udany – skończył go z 7 bramkami. John Carver w pierwszej fazie swojego pobytu dawał mu szansę, ale koniec końców odstawił Wjunnyka i ten ostatni sezon, a szczególnie wiosna, w której nie grał, nie była dla niego udana – mówi nam Jaskulska.
Wjunnyk w swoim pierwszym pełnym sezonie w Lechii po raz pierwszy w karierze otrzymał możliwość regularnej gry. Ukrainiec przebywał na boisku w lidze przez 2351 minut co przekładało się na 26 pełnych spotkań. Wjunnyk zdobył w nich 7 bramek i miał 4 asysty. W kolejnym sezonie napastnik nie utrzymał dobrej dyspozycji. Jak zauważa Tomasz Hatta z Igol.pl, mogło to wynikać ze zmiany jego pozycji przez trenera Carvera:
– Po pierwszym sezonie wydawało się, że może na dłużej wnieść jakość do naszej drużyny. Drugi sezon to jednak rozczarowanie. Być może gra na skrzydle go blokowała, ale nie wnosił za dużo do gry i z czasem stracił podstawowy skład.
Wjunnyk w poprzednim sezonie wystąpił w 25 meczach, które przełożyły się na zaledwie 960 minut (niespełna 11 pełnych spotkań). Ukrainiec był rotowany po pozycjach i trener ostatecznie dawał mu mało szans. Wraz z brakiem regularnej gry jego forma pikowała w dół. Jak zauważył Kamil Barchanowicz z lechia.gda.pl, słabsza dyspozycja wynikała nie tylko z problemów samego Wjunnyka, ale również z błędów trenera, który nie dawał mu regularnie grać:
– Wjunnyk był raczej rezerwowym w poprzednim sezonie – w mojej opinii nie było to zawsze dobrą decyzją, bo przez to trener Carver nie zbudował sobie tej ławki na oczekiwanym poziomie.
Podobne zdanie wyraziła Jaskulska:
– Ukraiński napastnik sam przyznał, że ta runda była dla niego zła, że byli lepsi. Ja sama uważam, że trener za mało wpuszczał go z ławki. W maju zagrał tylko w jednym meczu, kiedy Bobcek pauzował za kartki. Niestety jednak po kilkunastu minutach doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca sezonu.
Plusy i minusy
Największym plusem 24-latka, który objawiał się na wszystkich etapach jego kariery, są szybkość oraz warunki fizyczne, co podkreślał m.in. Hatta:
– Zalety to na pewno warunki fizyczne, dzięki czemu potrafi świetnie przytrzymać piłkę. Jest też dosyć nieobliczalny z piłką przy nodze, a dodatkowo ma sporą pewność siebie.
Jak dalej mówi Hatta, pewność siebie bywała również jego wadą:
– To można też połączyć z wadą – ponieważ przez to wielokrotnie potrafił podejmować złe decyzje. Zamiast odgrywać z tempem – próbował dryblingu. Zamiast dograć w polu karnym na wolne pole, próbował sam kończyć akcję. Jest czasami za bardzo zaprogramowany na to, by za dużo zrobić samemu. Powroty do obrony też tak niezbyt, ale to już kwestia tego, że naturalnie jest napastnikiem.
Ostap Markewycz, który trenował go w Mariupolu, zauważa, że ma dobry drybling oraz dobrze szuka przestrzeni:
– Pamiętam Bogdana jako bardzo szybkiego napastnika, który miał dobry drybling i zawsze znajdował najlepsze pozycje do finalizacji akcji. Wjunnyk również odnajdował się jako skrzydłowy schodzący w boczne sektory boiska i dośrodkowujący w pole karne. Jego silną stroną jest również gra głową. Bogdan dobrze atakuje też przestrzenie pomiędzy defensorami. W każdym meczu dawał od siebie zawsze 100 procent.
Kwestie przestrzeni oraz zalet w grze 1 na 1 zauważył również Szymon Grabowski czyli trener Lechii w momencie przyjścia 24-latka:
– Według mnie jest to zawodnik bazujący na warunkach fizycznych i motorycznych. Jest nieustępliwy, dobrze atakuje przestrzenie w akcjach, gdzie jest duża dynamika. Bardzo waleczny w grze 1 na 1. To jest zawodnik skrojony pod bezpośrednią grę.
Karolina Jaskulska podkreśla, że siłą napastnika jest jego uniwersalność i możliwość gry na różnych pozycjach:
– Jego największą zaletą jest uniwersalność, która pozwala grać na różnych pozycjach, oraz szybkość. Jeśli chodzi o wady, no to fakt, że nie strzela zbyt dużo bramek. Z drugiej strony jednak Łukasz Zjawiński poza Polonią też nie strzelał regularnie, a w Legii potrafił się odbudować.
Problemy ze skutecznością mogą być efektem braku regularnej gry, o czym wspominali wcześniej gdańscy dziennikarze, ale również dyrektor sportowy GAK, Dieter Elsneg, który zauważył, że Wjunnyk potrzebuje regularnych występów
– Z zewnątrz może się wydawać, że przejście do drugiej ligi austriackiej to dwa kroki wstecz. Ale dla niego najważniejsze jest teraz, żeby złapać rytm meczowy, nabrać odpowiedniej kondycji i pewności siebie, pozostać zdrowym oraz pomóc nam na boisku.
Gdy spojrzymy na jego statystyki minutowe, widzimy, że brakowało Wjunnykowi regularnych występów w lidze:
Sezon 2025/2026 – 960 minut (10 występów), 3 bramki
Sezon 2024/2025 – 2351 minut (25 występów), 7 bramek, 4 asysty
Sezon 2023/2024 – 170 minut (1 pełny występ)
Sezon 2022/2023 – 837 minut (9 występów), 1 bramka, 1 asysta
W jedynym sezonie gdy otrzymał poważną szasne pokazał się z dobrej strony. Poza wymienionymi wadami sportowymi przy nazwisku Wjunnyka często pojawiały się pogłoski o problemach pozasportowych. Pytany o to trener Grabowski mówił, że nigdy nie miał takich problemów:
– Ja nie miałem żadnych problemów, jeśli chodzi o prowadzenie się Bogdana. Wręcz przeciwnie, dawał z siebie zawsze 100 procent.
To samo podkreśliła Jaskulska, która regularnie obserwuje treningi gdańskiego klubu:
– Bogdan zawsze uczciwie pracował na treningach i nigdy nie było z nim sytuacji podobnej do Rifeta Kapicia, który chcąc wymusić transfer, obraził się na wszystkich.
Rola w Legii
– Moim zdaniem najlepiej będzie z niego korzystać jako z drugiego, podwieszonego napastnika. Wtedy może coś dać Legii, jeżeli faktycznie dojedzie poziomem do oczekiwań Marka Papszuna. Chociaż skoro tak bardzo go chciał, to musi w niego mocno wierzyć. Kwestia ewentualnego ustawiania go na skrzydle tak jak w Lechii nic dobrego nie przyniesie – mówi Hatta.
Wjunnyk to piłkarz, który może pełnić rolę nie tylko napastnika, ale i „dziesiątki”, a nawet wahadłowego. W systemie Marka Papszuna najpewniej możemy się spodziewać, że zobaczymy go jako podwieszonego napastnika obok Łukasza Zjawińskiego lub Jana Kuchty. Sama kariera Ukraińca może nie wzbudzać entuzjazmu, jednak nie zapominajmy, że do Warszawy trafia na specjalne życzenie trenera, który zapewne ma na niego konkretny plan.
Dodatkowo na jego dorobek bramkowy warto spojrzeć przez pryzmat tego, że w poprzednim sezonie nie grał regularnie i był rotowany na pozycjach. W wcześniejszych latach tylko raz otrzymał poważną szansę – w swoim pierwszym roku w Gdańsku – i wywiązał się z niej dobrze. Wjunnyk był wtedy podwieszonym napastnikiem, mającym pracować na główną „dziewiątkę”. Ze swojej roli wywiązał się bez zarzutu – wysunięty Bobčcek regularnie strzelał gole a sam Ukrainiec dołożył swoje trafienia i asysty.
Dotychczasowa kariera Wjunnyka pokazuje, że przy regularnej grze stać go na pokazywanie się z dobrej strony. Najbliższą okazję do debiutu Ukrainiec będzie miał już w niedzielę w meczu Legii z Widzewem. W ostatnich miesiącach grał jednak bardzo mało, a dodatkowo ma za sobą kontuzję ścięgna Achillesa, dlatego trener Papszun najpewniej będzie go wprowadzał stopniowo w rytm meczowy.

FIFA wynajmuje biuro w Trump Tower za prawie 4 mln dolarów. Szczegóły...

Wisła Kraków blisko przedłużenia kontraktu z Marko Božiciem. Negocjacje...

Torino chce Daniela Mikołajewskiego. Klub celuje w zimowy transfer

Świątek wyprzedziła Serenę Williams w klasyfikacji zwycięstw w turniejach...

Michael Gorzynski zapłacił 50 milionów euro za 40 procent akcji Legii...

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.