
Zawodnik Legii doświadczył wojny na Ukrainie
28.12.2025 08:00
(akt. 29.12.2025 13:23)
GRA PRZECIWKO MUDRYKOWI, TRENINGI Z WJUNNYKIEM I SUDAKOWEM
– Moja przygoda ze sportem zaczęła się jak prawie u każdego futsalisty, czyli od piłki nożnej, którą uprawiałem od około 9. do 15. roku życia. Pełniłem rolę środkowego pomocnika, z nastawieniem na ofensywę. Czasami ustawiano mnie na skrzydle. Początkowo trenowałem w Metaliście Charków, ale nie w pierwszej drużynie, tylko drugiej czy trzeciej. Grałem przeciwko Mychajło Mudrykowi, który był wtedy w jedynce, a ja w dwójce. Nie był to mój znajomy, ale kilka razy mierzyliśmy się ze sobą na jednej murawie, choć nie trenowaliśmy przez cały czas – mówił nam Jarosław Zmijewśkyj.
– W drugim zespole Metalista pracowali też zawodnicy z młodszego rocznika, czyli 2002. Ćwiczyłem m.in. z Bohdanem Wjunnykiem, który występuje obecnie w Lechii Gdańsk – powiedzmy, że to mój znajomy. Trenowałem także z Heorhijem Sudakowem z Benfiki. Miałem też styczność zawodnikami, którzy rywalizują w najwyższej lidze ukraińskiej – tłumaczył 24-latek, który następnie przeniósł się do Arsenału Charków, a z czasem zaciekawił się amatorskim futsalem, będącym na dobrym poziomie na Ukrainie.
– Miałem marzenia piłkarskie, ale futsal, który uprawiałem od 15. roku życia, bardziej mi się spodobał, lepiej mi w nim szło. Przykładowo, zimowe przerwy spędzałem na hali, gdzie świetnie się czułem. To było fajne, że przez trzy miesiące mogłem pokopać w futsal. W tym sporcie jest duża dynamika, więcej bramek, więcej gry 1 na 1 i czasu z piłką. W wieku 17 lat skończyłem z futbolem i skupiłem się na obecnej dyscyplinie. Wówczas w moim rodzinnym mieście pojawiła się nowa drużyna, Viva Cup Charków, z którą od razu trafiliśmy do tamtejszej Ekstraklasy – dodał Ukrainiec.
WOJNA, RAKIETY
W wieku 18 lub 19 lat zaczął profesjonalnie grać w futsal. – Przez dwa sezony występowałem na Ukrainie, w Viva Cup. W 2022 roku, gdy wybuchła wojna, nie mogliśmy kontynuować rywalizacji i rozgrywek. Nie wiedziałem, co będę robił – wyjaśniał.
Jak pamięta początki wojny? – Nikt nie chciał w to wierzyć, ale każdy rozmawiał o tym, że może się coś takiego wydarzyć. Pamiętam, że 22 lutego 2022 obudził mnie huk. Od razu ogarnąłem, o co chodzi. Obudziłem rodziców i powiedziałem, że zaczęła się wojna. Najpierw nie dowierzali, ale potem zaczęliśmy się zbierać. Mieszkaliśmy w dzielnicy Charkowa, która była najbliżej granicy – stamtąd podchodziło wojsko rosyjskie. Było naprawdę głośno – wspomniał Zmijewśkyj.
Zadzwonił do kolegów, którzy mieli większą wiedzę nt. wojny. – Powiedzieli, że lepiej wyjechać z Charkowa. Tak zrobiliśmy już pierwszego dnia. Tata zawsze tankuje, ale tym razem nie było takiej możliwości. Brakowało nam benzyny, na stacjach były duże kolejki… Ostatecznie udało nam się ją ogarnąć i pojechaliśmy do matki mojego brata, który mieszkał poza miastem. Byłem tam przez miesiąc, a potem przeniosłem się w spokojniejszy region, do kolegów, będących 100 km od Charkowa. Trochę tam trenowaliśmy, chodziliśmy na siłownię – dodał.
Pierwsze dwa tygodnie były dla niego niepewnością. – Nie było wiadomo, co będzie dalej. Ciągle rakiety… Nie dało się przewidzieć, gdzie spadną. Na początku wszyscy byli wystraszeni. Z czasem ludzie się przyzwyczaili i nauczyli z tym żyć. Początkowo w ogóle nie myślałem o swoich planach życiowych, ale gdy stało się jasne, że Rosja nie zajmie naszego kraju w ciągu trzech dni, jak niektórzy zapowiadali, to zacząłem myśleć o przyszłości, futsalu, rozgrywkach. Można by dużo o tym opowiadać – kontynuował.
Jedna z jego historii mrozi krew w żyłach. – W jednym domu mieszkała i moja rodzina, i rodzina matki mojego brata. Pewnego dnia jedliśmy obiad, wszyscy byli w kuchni, ja akurat przebywałem w łazience. Okazało się, że nad naszym budynkiem leciała rakieta. Dźwięk był taki, że każdy upadł na podłogę i czekał, gdzie spadnie i co będzie. Minęły trzy sekundy i trafiła w inny budynek, będący 150 – 200 metrów dalej, ale nie eksplodowała – mówił Zmijewśkyj.
Przytoczył też inną historię. – Moi koledzy zorganizowali akcję charytatywną. Jeździli do dzieci, szkół, wozili prowiant, jedzenie dla starszych i młodszych. Ze względu na to, że wraz z tatą mieliśmy samochód, chcieliśmy w czymś pomóc. Trzeba było znaleźć duży kaloryfer i zawieźć go do babci mojej koleżanki. Przyjechałem na chatę, gdzie miałem odebrać kaloryfer. Było to kilometr – dwa od miejsca walki ukraińskich żołnierzy z rosyjskimi. Był wybuch, latały rakiety… Tata zadzwonił do mnie i powiedział, żebym stamtąd wychodził i że trzeba jechać. Jak wspomniałem, zależało mi na dowiezieniu ciężkiego kaloryfera. Najpierw go szukałem, potem wynosiłem i przenosiłem z siódmego piętra po śliskich schodach, bo windy nie pracowały. Przewracałem się po drodze, a tata chyba spalił paczkę papierosów, czekając na mnie. Wyszedłem, dostarczyliśmy kaloryfer, a później tata przez dwa dni mówił, że chciałem go zabić – opowiadał Ukrainiec.
Czytaj też
IGRZYSKA W ŁODZI, OFERTY Z POLSKI, DODATKOWA PRACA
W okolicach kwietnia 2022 r. został powołany do uniwersyteckiej drużyny, z którą wygrał mistrzostwo kraju, na Europejskie Igrzyska Akademickie w Łodzi. – Mężczyźni powyżej 18. roku życia nie mogą wyjeżdżać z Ukrainy. My otrzymaliśmy pozwolenie od ministerstwa sportu. Jadąc na zawody, czułem, że może być to moja ostatnia przygoda z futsalem. Przyjechaliśmy do Polski, chcieliśmy dobrze zagrać i moglibyśmy zwyciężyć, będąc w lepszej formie – przez długi czas nikt z nas nie trenował. Odpadliśmy w ćwierćfinale – mówił.
Na zawodach w Łodzi pojawił się trener Futsalu Leszno, Tomasz Trznadel. – Otrzymałem propozycję pozostania w Polsce i podpisałem kontrakt ze wspomnianym klubem. Grałem tam w sezonie 2022/23, który nie był dla mnie zbyt dobry. Podjąłem decyzję, że przeprowadzam się do Warszawy, gdyż pobyt w małym mieście to nie moja bajka – nie miałem w pobliżu ani rodziny, ani kolegów. W stolicy Polski miałem zarówno najbliższych, jak i znajomych – kontynuował Zmijewśkyj.
Przeszedł do stołecznego AZS UW Darkomp Wilanów, który reprezentował w sezonie 2023/24. – Tuż po nim dostałem propozycję z Legii i zbytnio się nad nią nie zastanawiałem. Chciałem tu trafić i tak się stało. Gram w barwach Wojskowych już drugi rok, z czego się cieszę – opowiadał Ukrainiec, którego najlepsze strony w futsalu to m.in. pracowitość i wytrzymałość.
– Niektórzy zawodnicy nie przepadają za grą w obronie. Ja lubię każdy aspekt. Odebranie piłki sprawia mi taką samą radość, jak wygranie pojedynku 1 na 1 – mówił legionista, który pragnie poprawić szybkość podejmowania decyzji. – Po pierwsze, w futsalu gra się głową, a nie nogami. Chciałbym podszlifować wspomnianą decyzyjność, a także zdobywać więcej bramek – dodał Zmijewśkyj, który od dwóch lat pracuje też zdalnie, od poniedziałku do piątku (10:00 – 18:00), w agencji reklamowej.
OBECNOŚĆ PRZY ŁAZIENKOWSKIEJ
– Byłem parę razy przy Łazienkowskiej, na meczach Legii, ale nie powiem, że jakoś mocno interesuję się piłką nożną. Prawie w ogóle nie oglądam futbolu – ani Ligi Mistrzów, ani innych rozgrywek. Po prostu śledzę wyniki Wojskowych na Flashscorze, pytam kolegów z drużyny o nowości czy transfery – mówił Ukrainiec.
Futsalowa Legia zakończyła pierwszą część sezonu na 8. miejscu w Ekstraklasie. TOP 8 zapewnia udział w fazie pucharowej. – Dobrze, że załapaliśmy się do tego grona w końcówce rundy jesiennej, ale moim zdaniem, straciliśmy dużo punktów. U siebie graliśmy z najlepszymi ekipami, a na wyjazdach mierzyliśmy się z przeciwnikami, z którymi będziemy rywalizować o play-offy. Mam nadzieję, że wiosna będzie o wiele lepsza pod kątem zdobywania oczek. Według mnie, potencjał naszej drużyny jest przynajmniej na czołową ósemkę. Wierzę, że znajdziemy się nawet w TOP 5 czy 6 – to realne. Wygrasz 9 domowych spotkań po nowym roku, spróbuj też coś ugrać na wyjeździe i masz 6. pozycję – analizował Zmijewśkyj.
– Naszym plusem, ale jednocześnie minusem, jest to, że mamy bardzo młodą drużynę, chyba najmłodszą w lidze. Możemy się rozwinąć jeszcze w wielu elementach, dużo naszych zawodników będzie progresowało. Może czasami brakowało nam doświadczenia, choćby w końcówkach, gdy trzeba zagrać nieco mądrzej. Nasza kadra jest dobra, każdy robi swoją robotę. Po prostu potrzeba czasu i doświadczenia – i będą wyniki – zakończył.
Quiz
Co wiesz o Marku Papszunie?


Cztery finały, zero trofeów - to bilans Ronaldo w Al-Nassr

Górnik Łęczna żegna się z I ligą po bolesnej porażce z Odrą Opole

Mohamed Salah ostro o Liverpoolu: „Tak nie może wyglądać ten klub”

Lech mistrzem drugi raz z rzędu. Dziesiąty tytuł Kolejorza

Goncalo Feio spadł z Tondelą



Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.