Marek Saganowski

Marek Saganowski: Przejęliśmy zespół rozbity fizycznie i psychicznie

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Przegląd Sportowy, przegladsportowy.pl

21.04.2020 10:25

(akt. 21.04.2020 10:48)

- Minął ponad rok odkąd prowadzimy pierwszy zespół Legii. Dobrze pamiętam pierwszy dzień. Wszedłem do szatni i zobaczyłem zespół mocno wyeksploatowany psychicznie, fizycznie, bez liderów. Spuszczone głowy, bez żadnej wiary w dobry wynik, myślący już tylko o tym, aby sezon się zakończył - opowiada w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" trener Marek Saganowski.

- Pamiętam pierwszy mecz z Jagiellonią, który w tamtym okresie był jednym z lepszych w naszym wykonaniu. Wypadliśmy tak dobrze, bo nie napinaliśmy się, daliśmy zawodnikom swobodę, by grali to, co lubią. Błędy zawsze się zdarzają, ale wtedy oni bardzo mocno bali się je popełniać. Z takim nastawieniem nie można odnieść w piłce sukcesu. Bardzo nam zależało, by doścignąć Lechię Gdańsk, wydawało się, że to z nią walczymy o mistrzostwo. Okazało się, że zatrzymał nas Piast. Po spotkaniu z drużyną trenera Fornalika nie mogliśmy już podnieść zawodników, bo ich wiara we własne możliwości była jednak zbyt mała. Podnieśliśmy ich na chwilę, ale to morale było tak kruche, że po pierwszym niepowodzeniu zupełnie się złamało.

- Po sezonie konieczna była rewolucja. Musiała zostać przeprowadzona. Czasem trzeba zniszczyć fundamenty. To był najwyższy czas, by wszystko w tym zespole pozmieniać. Krytyka? Przyzwyczaiłem się do niej, gdy sam grałem w piłkę. Po odejściu takich zawodników jak Rado, Malarz, Kuchy czy Carlitos trzeba zbudować nowy zespół. Nie da się tego zrobić ani w miesiąc, ani w dwa. Siedziałem w wielu szatniach, widziałem niejedną rewolucję i wiem, że na jej efekty trzeba czekać wiele miesięcy, a czasami nawet i lat.

- Carlitos czy Kulenović? Zależy, jaką ma się drużynę. Jeśli silną, to czasem wystarczy jeden piłkarz z przodu, który może robić na boisku, co chce. Ale kiedy zespół jest w przebudowie, to cała drużyna musi pracować, a nie tylko pięciu zawodników odpowiedzialnych za defensywę. Nam tak naprawdę potrzebny był wówczas nie Kulenović czy Carlitos, a taki napastnik jak Kante czy Niezgoda.Taki, który będzie słuchał trenerów, realizował założenia taktyczne, pracował w defensywie tak samo, jak cały zespół, ale i będzie skuteczny w ważnych momentach.

Zapis całej rozmowy z Markiem Saganowskim można przeczytać na stronach "Przeglądu Sportowego".

Polecamy

Komentarze (19)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.