Powrót do przeszłości: Debiut Żmijewskiego

Maciej Ziółkowski

Źródło: Legia.Net

23-04-2020 / 09:30

(akt. 23-04-2020 / 11:42)

Janusz Żmijewski zagrał w 300 spotkaniach w barwach Legii, w których zdobył 81 bramek. Minęło dokładnie 59 lat od debiutu pomocnika z "eLką" na piersi.

Mówiono, że ma brazylijski drybling, stąd pseudonim Pele. Do Legii trafił w 1960 roku ze Startu Otwock, co okrzyknięto największym transferem w historii podwarszawskiego miasta. Miał 17 lat. Był pierwszym piłkarzem w historii klubu, który zdobył medal (srebrny) dla Polski w międzynarodowej imprezie piłkarskiej rangi mistrzowskiej. Należy do słynnego pokolenia wicemistrzów Europy z 1961 roku w kategorii juniorów nazywanego „Portugalczykami”. - To była bardzo silna ekipa z Musiałkiem, Kowalikiem, Hausnerem i Szołtysikiem na czele. Ja byłem w szesnastce, ale w rezerwie. Odnieśliśmy tam wielki sukces. W finale ulegliśmy Portugalczykom 0:4, w składzie których wyróżniały się późniejsze wielkie gwiazdy Benfiki Lizbona, zdobywcy Pucharu Europy: Jose Torres i Jose Simoes. Wysoka przegrana wcale nie świadczyła o naszej słabości. Mecz graliśmy w osłabieniu, ponieważ jedna z głównych postaci naszej drużyny – Rewilak, doznał kontuzji i musiał opuścić plac gry. A wtedy nie było zmian. To były piękne chwile. Po powrocie do kraju trener Kazimierz Górski zabrał mnie do pierwszej drużyny Legii – wspominał Żmijewski na łamach „Naszej Legii”. Uwielbiał dryblować, szybko wygrał walkę o miejsce na prawym skrzydle ze starszymi kolegami.

Janusz Żmijewski zadebiutował w Legii w spotkaniu z Zawiszą (2:2). Od tamtego wydarzenia minęło równo 59 lat. Wówczas kibice byli świadkami debiutu postaci nietuzinkowej, 18-latka, który odegrał w historii klubu niebagatelną rolę. Zyskał status gwiazdy Legii i reprezentacji Polski. W meczu z ŁKS (4:1), w sezonie 1963/1964, świętował pierwszego hat tricka. Prawoskrzydłowy szczególnie wyróżniał się w kolejnych spotkaniach. Przeciwko Arkonii (5:1) znowu strzelił 3 gole. Trzeciego hat-tricka zdobył w następnym sezonie, gdy legioniści rozbili beniaminka, Zawiszę Bydgoszcz, aż 7:2.

Wraz z Władysławem Grotyńskim został przyłapany na przemycie dewiz przy okazji wyjazdu na wiosenny mecz z Feyenoordem Rotterdam. Bramkarzowi się upiekło, ale Żmijewski został ukarany przez zarząd klubu roczną dyskwalifikacją, którą uchylono po 2 miesiącach. Utrzymano wobec niego jedynie w mocy zakaz wyjazdów zagranicznych, lecz później też go zniesiono. W lipcu 1971 roku, Żmijewski i Grotyński trafili do więzienia w wyniku kolejnej afery przemytniczej, która wybuchła w klubie po aresztowaniu kilku członków sekcji koszykarskiej (kilka miesięcy wcześniej). Żmijewski siedział za kratami 8 miesięcy, Grotyński 2 lata. Nigdy nie wrócili już do Legii. - Nasza drużyna z przełomu lat 60. i 70. została nazwana wielką Legią. Nieprzypadkowo. Dwukrotnie sięgała po mistrzostwo Polski, w 1970 roku grała w półfinale, a rok później w ćwierćfinale Pucharu Europy. Mogę określić początek końca tego zespołu. Gdy lecieliśmy na rewanż z Feyenoordem we wspomnianym półfinale pKMe, na okęciu przytrafiła się „przygoda” z dewizami. zapewne rzecz przeszłaby bez echa, gdyby nie późniejsza wsypa jednego z koszykarzy, po której nastąpiła fala aresztowań. Mnie i władkowi Grotyńskiemu świat się zawalił. Z dnia na dzień zostaliśmy odsunięci od gry. W końcu nasza sprawa uderzyła rykoszetem także w drużynę. Kolejne lata to zmierzch zespołu, który tak namieszał w Europie. Kadra starszych zawodników się wykruszyła i pole manewru dla kolejnego trenera, Andrzeja Strejlaua, bardzo się zawęziło. Oczywiście pozostali w zespole Kazimierz Deyna, Robert Gadocha i Lesław Ćmikiewicz, ale do tych trzech piłkarzy nie dołączył żaden zawodnik podobnej klasy, dlatego rywalizacja o mistrzostwo Polski okazywała się dla Legii zadaniem ponad siły - opowiadał Żmijewski. 

„Jojo” potem jeden sezon spędził w Ruchu Chorzów, dwa kolejne w II-ligowej Avii Świdnik. Grał jeszcze w Orłach Chicago, Polonii Warszawa, Pogoni Siedlce i Elektroniku Piaseczno, zanim na dobre nie wyruszył za ocean i osiedlił się w Kanadzie. Tam pracował i jednocześnie amatorsko grał w piłkę.

Żmijewski strzelił dla Legii 81 goli w 300 występach, 12 bramek zdobył w europejskich pucharach. W 2008 roku został włączony do Galerii Sław. W reprezentacji Polski zagrał 15 meczów i zdobył 7 bramek.

fot. Piotr Kucza / FotoPyK

Komentarze (13)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
~mjr krzyś
  • 0 / 0
Super piłkarz.Super Człowiek.Charakterny.Za dzieciaka dopingowałem Wielkiej Legii z Pucharu Europy z nim w składzie. To była moc! Grotyń, Blaut-Długopis, Andrzejek Zygmunt,Tosiek, Lacha-Władek Stachurski Dyna Kazimierz, nie rusz Kazika bo zginiesz, Robert Gadocha ,Roberta cały świat kocha, no i Januszek, och jaką miał kiwkę!No i jak my tych piłkarzy naprawdę kochaliśmy! Warszawa kochała. Teraz tylko się dopinguje, tej miłości do Legii jest mało. Co do tamtych graczy to bardzo bym chciał kilku dzisiaj..Osobiście z Januszkiem zadzierżgneliśmy znajomość "przez bufet" w chudych latach 80-ych. Trójkąt- Hotel Warszawa-Dom Chłopa-Sofia. I jeszcze Adria. Azyl czasów stanu wojennego i pieprzonej komuny.Sp Władek Grotyński też bywał. Naprawdę charakterni ludzie.
W finale "Portugalczycy" przegrali z Portugalczykami. Szkoda, że nie na odwrót....
Chorąży
  • 0 / 0
Poznałem tego Pana a nawet grałem z nim w tenisa.
Byłem słabszy :(
Wspaniała technika , dobry strzał. Czasami nie widział kolegów i kiwał mocno. Jojo , Koniu to najpopularniejsze pseudo. Byłem na stadionie Dziesięciolecia Polska - Bułgaria 3-0. Dwie bramki strzelił Jarosik a jedną Kaziu Deyna. Grał też Żmijewski.
Generał broni
  • 1 / 0
Jest pewnym paradoksem, że za PRL bardziej dbano o kluby i wychowanie fizyczne niż obecnie, dzięki czemu tacy zawodnicy jak Grotyński, Żmijewski, Trzaskowski, czyli chłopcy z okolic Warszawy nie odstawali poziomem od mocnych lig zachodnich. Stworzono wirtualną tabelę rankingu krajowego UEFA i według niej na początku lat 70-ych Polska była na 3 miejscu, czyli tam gdzie dzisiaj są Niemcy (dzisiaj 29 miejsce). Większość klubów zbudowanych w PRL w Warszawie, dzisiaj jest w ruinie a nowe nie powstają. Czekam na czasy kiedy kluby w Warszawie będą tętniły sportowym życiem a tacy zawodnicy jak wymienieni będą wiodącymi postaciami w Legii i innych klubach warszawskich.
Generał dywizji
  • 0 / 0
I raczej przyjacielu się nie doczekasz. Chyba, że jesteś bardzo młody. A nie jesteś. Ja od 1986 roku czekam na przywrócenie dawnej świetności Skry Warszawa. To już 34 lata. I jest tylko gorzej. I lepiej nie będzie bo w naszej stolicy nie ma zapotrzebowania na sport. No, poza piłką nożną, ale i to dotyczy jednego, może dwóch klubów.
Generał broni
  • 1 / 0
Zapotrzebowanie na sport sie tworzy a nie czeka aż się pojawi. Jeśli sport będzie w szkołach, potem na wyższym poziomie w klubach osiedlowych, to pojawią się zawodnicy i zapotrzebowanie na sport na poziomie wyczynowym. Problem w Polsce polega na tym że w Polsce mamy kłopot z działaniem strategicznym. Nie wiem dlaczego u nas nie spójności i logicznego "ciągu technologicznego"? Przecież to się wydaje takie logiczne, że sport szkolny służy do usportowienia dzieci, małe kluby podnoszenia ich poziomu i selekcji do "dużego" sportu a duże kluby do wychowywania mistrzów. U nas króluje chaos w działaniu. Powstało mnóstwo szkółek dla dzieciaków, ktore potem nie mają specjalnie gdzie pójść bo nie ma akademii na przyzwoitym poziomie a jeszcze mniej klubów które w swoim działaniu mają założenia wyszukiwanie i dalszy rozwój zawodników aspirujących do dużego sportu.
Generał dywizji
  • 0 / 0
Poza oczywistym problemem z, jak to nazwałeś, "ciągiem technologicznym", w naszym społeczeństwie ciągle jeszcze króluje nastawienie na to, żeby "mieć" a nie "być". Myślę, że zmiana tego trendu wymaga nowego pokolenia. Oby jednego!
Generał broni
  • 0 / 0
"Oby jednego!"
Zależy jak będzie wyglądać edukacja i kto będzie zarządzał informowaniem narodu.
Generał
  • 0 / 0
Bo teraz rodzice chuchają i dmuchają na dzieci, żeby się nie spociły. Na Wf-ie nikt nie ćwiczy, bo Jasio przeziębiony. Warto też zadać pytanie - Czy Legia ma odpowiedni skauting w okolicach Warszawy??? Tu mam wątpliwości. A właśnie chłopaki z Warszawy i okolic za Legię by umierali.

Do tego kolejna kwestia... Czy chłopczyk z dobrego domu, ulizany i dla którego piłka to kaprys będzie chciał... Zauważcie, że większość byłych piłkarzy z tamtych czasów to ludzie nie z elitarnych domów, a ze zwykłych, często biednych rodzin. Tatuś na trening nie zawoził, mamusia nie dbała, że jak wróci, żeby wszystko było.

Z tych lalusiów wielkich sportowców nie będzie. Jeszcze 7-8 lat temu widziałem u siebie na boisku tłumy dzieci. Rok temu to już 3-4 chłopaków. Kłopot polega na tym, że mania wykształcenia wygrywa. Z mojego rocznika było kilku zdolnych, ale po LO zawiesili buty na kołku.

A te szkółki to zabawa dla lalusiów. Ostatni taki chłopak z lidu w Legii to był Kucharczyk. Potem u wszystkich widziałem pewnego rodzaju wygodnictwo. Szkoda gadać. A klub żeby istniał obecnie potrzebuje funduszy. I nikt mi nie wmówi, że w PRl to było zarządzanie. Nie było. Dlatego kluby padają,m bo wielu działaczy ma myślenie z tamtego ustroju.

Do tego swoje zrobili pseudo biznesmeni lat 90, którzy się pojawiali i znikali. Dopóki nie powstanie polski biznes na poziomie, który będzie rozumiał że sport to przyszłość i też świetna reklama, to będzie jak będzie. Duże kluby jak Legia w Warszawie, Lech w Poznaniu czy nawet Widzew w Łodzi dadzą radę.

Natomiast małe będą zależne od kaprysów rodziców którzy chcą żeby synek pograł. I tu jest cały błąd.
Generał broni
  • 0 / 0
kurek
Z moich obserwacji wynika że te wszystkie opowieści o lalusiach z bogatych domów, o grach komputerowych to tylko część prawdy, bo wszystko zależy od konkretnego człowieka i jego ambicji. Człowiek ma wbudowaną od tysiącleci chęć rywalizacji i kilkanaście lat wzglednego dobrobytu nie może tego zmienić. Równie dobrze chłopak z bogatszej rodziny może nie chcieć ciężej trenować jak i z biednej. A poza tym czy znasz jakieś szkółki na poziomie i bezpłatne, w których mogą trenować dzieci z biedniejszych rodzin? Takich praktycznie nie ma. A więc na początku jest selekcja finansowa a nie naturalna. Państwo, związki sportowe najpierw zaniedbały powszechny dostęp do sportu oddając go strukturom komercyjnym, które bardziej się martwią o regularne wpłaty i liczbę trenujących niż ich poziom, a potem zwalają wszystko na dzieciaki i rodziców, że "to nie to co dawniej". Tylko bezpłatne zajęcia w szkołach mogą znacznie poszerzyć liczbę uprawiających sport i wyłapać najzdolniejszych, również z tych biedniejszych rodzin.
W Polsce wolimy zmyślać i szukać usprawiedliwień, niż skutecznie działać. Cała tajemnica.
W Niemczech, Holandii, Belgii, Hiszpanii, Włoszech, Austrii ludzie żyją dostatniej niż w Polsce, dzieciaki mają tyle samo gier a jednak liczba i poziom zawodników jest dużo większa.
Generał
  • 0 / 0
To jest prawda, że z lalusiów z bogatych domów nie będzie prawdziwych sportowców. Znam wiele przypadków, że beztalencie gra, bo tatuś pląci na klub. I dlatego jeszcze lata 90 czy początek XXI wieku był lepszy. Wielu moich kolegów mniej zamożnych grało i kilku grało w seniorach.

Zachod przeszedł przez to co Polska wcześniej. Stąd kłopoty Niemców pod koniec dekady czy też zjazd reprezentacji Austrii. Tam najpierw postawiono na imigrantów. A tum sie nie przelewało. Laluś nie będzie trenował i się starał, bo pójdzie do tatusia który ma kaśe i pewnie zna sie z prezesem i zwalniają trenera.

Tak to działa. W szkołach masz sks-y. Boiska są otwarte do późnej nocy. Kłopot jest z wyszukiwaniem tych talentów oraz ze stypendiami. Czy któryś wielki piłkarz pochodził z jakiejś zamożnej rodziny??? Nie. Bo dla takich to lanserka. Dzieci bogaczy to w rajdach mogą startować jak tatuś auto zamowi i zespół opłaci.

Nie znasz koleś życia i realiow. Pamiętam jaka była pompa jak Miłosz Kozak w oświadczeniu pisał że go tatuś na trening woził. I tu Boniek ma rację. Prawdziwi herosi wykuwali się na podwórkach. Bez odżywek, zabiegów i super warunków. Chęci czy charakter to potem wychodzą.

Jeden będzie doceniał, a drugi zarobi więcej to zacznie balować. Ale to inny temat. Z bogatych domów herosi sportu nie wyjdą. Bo tam rodzice wszystko załatwią. Nawet w F1 to już panienki, nie zawodnicy.
Generał dywizji
  • 0 / 0
Podsumowując dyskusję: Jak napisałem, "mieć" a nie "być"!