Konrad Paśniewski: Staram się być otwarty dla każdego

Łukasz Pazuła

Źródło: legia.com

06-01-2016 / 10:33

(akt. 07-12-2018 / 17:51)

- Zazwyczaj przed samymi meczami już się raczej nie odzywam, bo nie jestem ani trenerem, ani członkiem tego ścisłego sztabu szkoleniowego. Złapałem się na tym, że odezwał się we mnie taki... motywator. Rzuciłem parę słów i nawet po meczu chłopcy powiedzieli: "kurde, nie wiedzieliśmy nawet, że tak potrafisz". Odbiór był dobry. Spotkania z Piastem czy Midtjylland, przed którymi się odzywałem, były dla nas na tyle ważne, że sam się wkręciłem na tyle, że trudno było mi zachować spokój - powiedział Konrad Paśniewski kierownik drużyny.

Może na początek bardzo ogólnie: jaki to był rok?

- Na pewno intensywny, nawet mocno intensywny. Jak spojrzę na to, ile meczów graliśmy w skali drużyn europejskich, okaże się, że jesteśmy w ścisłej czołówce. Wychodzi na to, że musiało być pracowicie i... faktycznie tak było. Sporo się działo.

Jesteś usatysfakcjonowany?

- To zależy, w jakim sensie. Jestem szczęśliwy zawodowo, bo to robota, która mi bardzo pasuje i którą wręcz kocham. To co robię, sprawia mi przyjemność i satysfakcję. Czy jestem zadowolony z rezultatów drużyny? Połowicznie. Każdy wie, że brak mistrzostwa to tak naprawdę porażka i to jest ten duży minus 2015 roku. Były też fajne chwile - Puchar Polski, sporo zwycięstw, walka z Ajaksem, awans do Ligi Europy. Brak mistrzostwa kładzie się jednak cieniem. Większość, jak nie prawie wszystkie drużyny w tej lidze, wzięłyby wicemistrzostwo z pocałowaniem ręki. Ale nie Legia. W naszym przypadku to słaby wynik.

A jeśli weźmiemy pod uwagę Twoją pracę? Masz sobie coś do zarzucenia?

- Myślę, że jakichś spektakularnych wpadek nie było. Jeśli w kontekście mojego stanowiska nie mówi się o czymś złym, można stwierdzić, że dobrze wykonuję swoją robotę. Zakładam więc, że jest OK. Mam na głowie dużo rzeczy, ale dopóki nie ma katastrofy, o kierowniku się nie słyszy. Mogę chyba w takim razie powiedzieć, że jestem zadowolony z tego, co zrobiłem.

Było wiele sytuacji, w których mogłeś się „wyłożyć”?

- Niespecjalnie. Wiadomo, nauczeni doświadczeniem wielokrotnie sprawdzaliśmy wszystkie papierowe historie związane z uprawnianiem zawodników do gry pucharach czy Ekstraklasie. Przeglądaliśmy kwity od strony formalnej i czytaliśmy przepisy, by mieć stuprocentową pewność, że stabilnie stoimy nawet nie na dwóch, ale kilku nogach. Codzienne organizowanie życia drużyny to z kolei już pewna rutyna i trudno tu popełnić błąd.

Nie straciłeś zapału, pracując z taką intensywnością przez cały rok?

- Wiadomo, że przychodzą momenty, w których człowiek ma po prostu dość. Najzwyczajniej w świecie jest zmęczony i chce złapać oddech. Niektórzy sobie może nie zdają sprawy, że często pracujemy non stop przez siedem dni w tygodniu. Przy grze co trzy dni nie mamy praktycznie żadnych wolnych dni. Zdarzają się momenty, w których jesteśmy zmęczeni. Czasem chciałoby się dać głowie odpocząć. Ile trwa nasza przerwa zimowa? Dwa tygodnie? Ja mam tych wolnych dni jeszcze mniej, bo chwilę po Nowym Roku musiałem się tu pojawić, aby przygotowywać wszystko w taki sposób, by 8 stycznia chłopaki wrócili na gotowe. Ktoś musi wszystko zorganizować, wysłać setki e-maili, odebrać setki e-maili, uczestniczyć w kilkudziesięciu spotkaniach. Zresztą... sami wiecie, jak to funkcjonuje.

Rok temu podkreślałeś, że między tobą a zawodnikami wytworzyła się bardzo dobra atmosfera. Mam wrażenie, że teraz wygląda to jeszcze lepiej. Oni ufają ci chyba w stu procentach.

- Bardzo chciałbym, aby tak było. Nie wyobrażam sobie pracy na tym stanowisku bez pełnej akceptacji ze strony piłkarzy. Staram się rozumieć ich, staram się sprawić, by oni także zrozumieli mnie. Z wieloma zawodnikami mam bardzo bliski, bezpośredni kontakt. Zwróć uwagę, że mamy dużą dysproporcję, jeśli chodzi o wiek chłopaków. Ja pewnie podświadomie troszeczkę inaczej rozmawiam z Adasiem Ryczkowskim czy Robertem Bartczakiem, a inaczej zachowuję się w towarzystwie Arka Malarza, Ivicy Vrdoljaka czy Marka Saganowskiego, z którym jesteśmy praktycznie w tym samym wieku. W sumie to musiałbyś to pytanie zadać im. Staram się być otwarty dla każdego.

Wydaje mi się, że jesteś takim łącznikiem - i ze strony piłkarzy do trenera, i od szkoleniowca do zawodników.

- Wiesz co? Po przyjściu trenera Czerczesowa moja rola bycia przekaźnikiem pewnych informacji czy fluidów na linii gabinet trenera - szatnia wzrosła. Z Henningiem sporo rozmawialiśmy na temat tego, co dzieje się w szatni, jakie są nastroje, humory czy podejście. Trener oczekiwał ode mnie, bym dostarczał mu informacji. U trenera Czerczesowa to się troszeczkę zwielokrotniło. Zarówno Henning, jak i trener Czerczesow zauważyli, że mam całkiem fajny kontakt z zawodnikami. Oczywiście ani jeden, ani drugi nie próbuje sprawić, bym w jakikolwiek sposób donosił. Nie o to chodzi. Mam raczej za zadanie dotrzeć choćby do poszczególnych zawodników. Zdarza się, że trener Czerczesow prosi mnie, bym szepnął słowo temu i temu. Niech naszą tajemnicą pozostanie to, któremu i co. To są sprawy, które mają pobudzać do tego, byśmy grali 90 minut na pełnej parze.

Caływywiad z Konradem Paśniewskim przeczytacie na oficjalnej stronie klubu.

Komentarze (2)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
~Richard_Rahl
  • 0 / 0
licznik "do następnego meczu" różni się o 2 dni w stosunku do głównej... w ogóle licznik legianet wsazuje na rozpoczęcie meczu o północy
Marszałek Polski
  • 0 / 0
Konkretny facet.