Koszykówka: Porażka ze Stelmetem w domu

Logo Legia.Net

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

29-01-2020 / 22:13

(akt. 30-01-2020 / 08:19)

Koszykarze Legii Warszawa powrócili do hali na Bemowie, kibice przygotowali oprawę z hasłem "Nie ma miejsca jak dom". Legioniści długo toczyli wyrównany bój, szczególnie trzecia kwarta była imponująca w wykonaniu "Zielonych Kanonierów". Jednak w końcówce to goście wykazali się lepszą skutecznością, wygrywając cały mecz 97:89.

W środę w rozbudowanej hali na Bemowie nie zabrakło atrakcji dla kibiców. Przy wejściu na obiekt fani otrzymali bezpłatne koszulki od marki LOTTO, partnera strategicznego stołecznej ekipy. Ponadto na terenie obiektu kibice mogli nabyć odzież i gadżety związane z drużyną "Zielonych Kanonierów". Swoje zrobili także Sekcyjni Fanatycy. Na ten mecz kibice przyszykowali specjalne oprawy, a w trakcie całego spotkania gorąco dopingowali swoich ulubieńców. 

Pierwszy mecz na hali przy ul. Obrońców Tobruku po ponad ośmiomiesięcznej przerwie legioniści rozpoczęli w składzie: Sebastian Kowalczyk, Mariusz Konopatzki, Michał Michalak, Keanu Pinder, Milan Milovanović. W kadrze kolejny raz zabrakło kontuzjowanego Filipa Matczaka, który jednak ma być gotów już na kolejne ligowe spotkanie. 

Od początku mecz układał się pod dyktando lidera tabeli z Zielonej Góry. Goście rozpoczęli spotkanie od serii 12:0. Pierwsze punkty dla Legii po 4 minutach gry rzucił Pinder. Podopieczni trenera Tane Spaseva nie brylowali w ataku, a w obronie popełniali proste błędy, po których goście rzucali "łatwe" punkty z czystych pozycji. Legioniści przebudzili się nieco w drugiej części pierwszej kwarty. Trójkę trafił Konopatzki, swoje zrobili Michalak i Milovanović. Legia poprawiła ofensywę, ale pod własnym koszem nadal była bezradna. Zielonogórzanie w pierwszych 10 minutach oddali aż 22 rzuty (połowę więcej niż Legia). Przyjezdni grali na skuteczności 45%, ale to i tak pozwoliło im na bezpieczne prowadzenie 26:19. 

Gospodarze zdecydowanie lepiej radzili sobie w początkowej fazie drugiej kwarcie. Warszawska ekipa poprawiła defensywę, dzięki czemu miała więcej szans pod koszem rywala. Po celnym trzypunktowym rzucie Jakuba Nizioła "Zieloni Kanonierzy" przegrywali 28:32, natomiast po dobrym lay upie Kahlila Dukesa było już tylko 30:32. Jeszcze lepiej było chwilę później. Michalak wjechał po kosz, trafił za dwa i Legia prowadziła 35:34. Niestety w ostatnich fragmentach tej części do gry wrócili goście z Zielonej Góry. Dobra postawa graczy Zana Tabaka sprawiła, że to oni na przerwę schodzili prowadząc 48:43. 

W pierwszej połowie obie drużyny grały na tej samej skuteczności – 51%. Legioniści trafili 15/29 rzutów z gry, zaś zielonogórzanie 18/35. Oba zespoły zaliczyły również tyle samo przechwytów – 6. Goście przeważali za to w pozostałych statystykach – zbiórkach (17:14), asystach (13:9) i blokach (1:0). Legia miała do tego więcej strat (9:8). Najskuteczniejszym zawodnikiem pierwszej połowy był Ivica Radić (13 punktów). Wśród legionistów najwięcej punktów zaliczył Milovanović (12). 

Niesieni fantastycznym dopingiem "Zieloni Kanonierzy" nie pozwalali odskoczyć faworyzowanym rywalom na początku trzeciej kwarty. Świetnie w tym fragmencie meczu grał Michalak, który brał na siebie grę ofensywną stołecznej drużyny. W połowie kwarty Legia dogoniła zielonogórzan, a po chwili prowadziła (58:57). Do końca kwarty prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Po celnym rzucie Nizioła za trzy legioniści wygrywali 70:68. W odpowiedzi do remisu doprowadził Łukasz Koszarek. Po tej akcji o czas poprosił trener Spasev. Legioniści nie stracili koncentracji po powrocie na parkiet. Dalej świetnie prezentowali się Nizioł i Michalak (zakończył tę część z dorobkiem trzynastu punktów). Po celnych wolnych Milovanovicia "Zieloni Kanonierzy" prowadzili 75:72 przed ostatnią kwartą meczu.

Końcowe 10 minut lepiej rozpoczęli zielonogórzanie, którzy szybko doprowadzili do remisu. Dwa celne wolne w wykonaniu Jarosława Zyskowskiego sprawiły, że teraz to goście prowadzili. Odpowiedź Milovanovicia była błyskawiczna, tak samo jak po chwili Koszarka. Mecz długo był "w kontakcie", żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie choćby minimalnej przewagi. Niestety dla Wojskowych w końcówce spotkania w grze zielonogórzan wyszło ich dużo większe doświadczenie. Koszykarze prowadzeni przez trenera Tabaka byli zdecydowanie bardziej skuteczni w ostatnich fragmentach. Legionistom, podobnie jak w pierwszej kwarcie, zaczęły zdarzać się proste straty w ataku, obrona także nie pomagała. Poderwać kolegów próbował jeszcze aktywny po zmianie stron Michalak, ale na niewiele się to zdało. Po fantastycznej walce "Zieloni Kanonierzy" ostatecznie ulegli liderowi tabeli 89:97. Mimo porażki koszykarzom po tym meczu należą się duże brawa.

Legioniści zakończyli mecz ze skutecznością 50% (30/60). W całym spotkaniu koszykarze z Warszawy zaliczyli 31 zbiórek, 18 asyst, 9 przechwytów i 18 strat. Najlepszym strzelcem stołecznego zespoły był Milovanović - 22 punkty. 

Kolejne ligowe spotkanie w walce o utrzymanie legioniści rozegrają w piątek, 7 lutego. Ich rywalem będzie HydroTruck Radom, a mecz zostanie rozegrany na wyjeździe. 

Legia Warszawa - Stelmet Zielona Góra 89:97 (19:26, 24:22, 32:24, 14:25)

Legia: Milan Milovanović 22, Michał Michalak 20, Kahlil Dukes 13, Mariusz Konopatzki 13, Jakub Nizioł 11, Sebastian Kowalczyk 6, Keanu Pinder 4, Adam Linowski 0, Przemysław Kuźkow 0, Filip Matczak -, Patryk Nowerski -, Jakub Sadowski -

Stelmet: Jarosław Zyskowski 29, Łukasz Koszarek 20, Ivica Radić 19, Tony Meier 11, Ludvig Hakanson 10, Joe Thomasson 4, George King 2, Marcel Ponitka 2, Przemysław Zamojski 0, Mikołaj Witliński 0, Kacper Traczyk -, Kacper Mąkowski -.

Autor: Kamil Bloch

Komentarze (15)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Ta porazka to byks chociaz po zaciętym meczu. Zabrakło konsekwencji i zmiennikow w końcówce. Ake i tak mecz na plus. Tetsz tylko jakieś dwa udsne transfery i zapomnieć o tum sezonie.
Tutaj porażka raczej była wkalkulowana
Wygląda na to że Konopatzki rzucił 11 pkt. Jednak mimo to i mimo że mecz zaczął w podstawowym składzie, to nie znalazł się w końcowym zestawieniu graczy Legii...
"Legia: Milan Milovanović 22, Michał Michalak 20, Kahlil Dukes 13, Jakub Nizioł 11, Sebastian Kowalczyk 6, Keanu Pinder 4, Adam Linowski 0, Przemysław Kuźkow 0, Filip Matczak -, Patryk Nowerski -, Jakub Sadowski -.
Trener: Tane Spasev, as. Marek Zapałowski"
Dziękuję za poprawkę.
Kapral
  • 0 / 0
Ławka rezerwowych powinna wrócić na drugą stronę parkietu tam gdzie była przed przebudową taśmy zabraniające chodzenia po hali zlikwidowane z żylety nie było dostępu do sklepiku i wc
Może warto się w końcu poważnie zastanowić czy budowa drużyny z tym trenerem ma sens? Gra w pierwszej kwarcie dramatyczna. Obrona gdzie na obwodzie broni 4 (Pinder) i 5 (Milovanovic) a pod koszem 1 (Kowalczyk) powtarzała się w tym meczu wielokrotnie i Stelmet to wykorzystywał bo bardziej idiotycznej obrony wymyślić się nie da. Sytuacja z pierwszej części sezonu, gdzie wymieniliśmy w zasadzie wszystkich pozyskanych obcokrajowców a teraz z powrotem Konopatzkiego też powinna dać do myślenia osobom zarządzającym.
Może prezes DM, wielki entuzjasta koszykówki, dofinansuje w końcu ten zespół?
Problem w tym, że ten zespół jest dofinansowany. Obecnie Legia obserwuje graczy z przeszłością w NBA i Eurolidze, by zatrudnić ich na końcówkę sezonu - bo ją na to stać.

Jest to dużo droższy zespół, niż w poprzednim sezonie. Tylko jak widać, pieniążki nie grają.
Pieniądze grają, ale transfery były nietrafione.
Na papierze wyglądały bardzo ok.
Kapitan
  • 0 / 0
Barti, znasz się na tym...
Co do cholery się dzieje?
Szkoda. Była szansa ugryźć ten Stelmet, ale momentami to nieźle wygladalo. Michalak, Nizioł, Konopatzky super, choć siedli niestety pod koniec. Ale gdybyśmy takie mecze grali wszystkie to byśmy się o podium bili a nie o utrzymanie
~radikus
  • 0 / 0
siedli bo za wąska ławka - Matczak kontuzjowany, za Kiwilszę jeszcze nikt nowy nie przyszedł.
Świetny mecz.
Nie wiem, jak oni mogli oddać Konopatzkiego (dobrze, że wrócił).
Jak będziemy tak grali w kolejnych meczach, to zwycięstwa muszą przyjść.
Ważne wygrać z rywalami bezpośrednimi w walce o utrzymanie bo o play off nie ma mowy już