Michał Żewłakow: Wolę zrobić piłkarza z łobuza niż z księdza

Maciej Ziółkowski

Źródło: Legia.Net, Newonce.radio

16-01-2020 / 08:30

(akt. 16-01-2020 / 17:30)

- Na początku nie byłem świadomy, w co wchodzę. Starałem się wykonywać zadania czy prośby prezesa w taki sposób, żeby go zadowolić. Otrzymywałem też wytyczne. Przez długi czas udało się stworzyć coś, co nie wyglądało jak firma, która jest obarczona jedynie bilansem oraz cyframi. Legia została skonstruowana trochę na zasadzie wyczucia, nieoparta na konkretnej konstrukcji finansowej. Drużyna była zbudowana na uczuciu, wyczuciu, chęci zwycięstwa oraz emocjach - powiedział w audycji radia Newonce "2AngryMen" Michał Żewłakow, były piłkarz i dyrektor sportowy Legii Warszawa.

O Ljuboi i Radoviciu

- Moja znajomość z Danijelem Ljuboją zaczęła się od kłótni. Przegraliśmy 0:3 z FSV Mainz w sparingu i paru zawodników miało pretensje do innych. Serb posprzeczał się z Jakubem Wawrzyniakiem. Następnego dnia trener Maciej Skorża powiedział, żebyśmy sobie wszystko wytłumaczyli w jakikolwiek sposób. Rozmawiałem z Ljuboją w jego ojczystym języku:

  • - Danijel, jesteśmy tutaj od początku zgrupowania. Niektórzy piłkarze są w klubie od jakiegoś czasu. Musisz dać trochę czasu tym, którzy umieją mniej lub myślą na boisku wolniej od ciebie.
  • - Nie widzę, żeby ktoś mnie tutaj szanował, a grałem w przeszłości w Paryżu.
  • - I za to mają cię szanować?
  • - Tak.
  • - To wypier….. do Paryża!                                                                                   

- Czy Miroslav Radović byłby dobrym przewodnikiem po Belgradzie? Myślę, że tak. Przez kilka lat przebywał zresztą pod nadzorem Ljuboi (śmiech). Dobrzy ludzie, lecz czasami w sobie to maskowali. Z początku postrzegałem "Ljubo" poprzez fryzurę i występy w wielkich klubach. Mówiłem do niego: z racji na twój otwarty charakter i chęć robienia czegoś inaczej, w każdym klubie grałeś maksymalnie dwa lata. Reasumując - wybitny piłkarz i bardzo dobry człowiek. Zawsze pogodny, lubił żartować. Zwracał uwagę na zegarek. Raz powiedział do Wawrzyniaka: Kuba. Jak wejdę do szatni to spytasz się mnie, która jest godzina. „Wawrzyn” zauważył go w drzwiach, a następnie zadał pytanie, o które poprosił Danijel. Serb spojrzał na zegarek i odparł: 25 tysięcy euro (śmiech).

- Również miałem "zajawkę" na zegarki, ale kupowałem je po jakimś sukcesie - po mistrzostwie Belgii oraz Grecji, awansie do Ligi Mistrzów oraz na mistrzostwa świata z reprezentacją. Posiadam bodajże sześć w kolekcji, a obecnie nie mam żadnego na ręce.

O nowej roli

- Z problemem dotyczącym odkrywania nowego świata po zawieszeniu butów na kołku, pomógł mi Bogusław Leśnodorski. Prezes podjął ryzyko. Zatrudnił w klubie człowieka, który dopiero co skończył grę na boisku i powierzył mu w miarę istotną funkcję. Miałem odpowiadać za skauting w Legii i uczyć się mechanizmów, które miałbym później wykorzystywać w dalszej pracy. Piłkarz odpowiada tylko za siebie. Dyrektor sportowy sprawuje kontrolę nad poszczególnymi zawodnikami, osobami w sztabie medycznym i szkoleniowym, wynikami drużynami oraz finansami. Jest wiele aspektów, na które wpływasz pośrednio lub bezpośrednio. Możesz je poprawić albo rozwalić. Trener ma jeszcze gorzej. Szkoleniowiec spędza tyle samo czasu, co gracz. Z tym, że później zabiera pracę do domu, która trwa tak naprawdę przez 24 godziny na dobę.

- Nabrałem doświadczenia, umiejętności. Poznałem rynek oraz mentalność piłkarzy w polskich klubach. W przyszłości chętnie mógłbym popracować jeszcze na tym stanowisku. 

O rankingu piłkarzy opartych na wyczuciu i tym, że się sprawdzą

- Na pierwszym miejscu umieszczę Orlando Sa. Według niektórych czasami przesadza z życiem osobistym. Jako piłkarz lubiłem takie postaci. Najczęściej się z nimi trzymałem, przez co może dlatego miałem do nich sentyment. Wolę zrobić piłkarza z łobuza niż z księdza. Czasami łatwiej okiełznać zawodnika mądrym podejściem i zrobić z niego łobuza o dobrym sercu. Takiego, który wie, iż na boisku musi wykrzesać z siebie wszystko, a później może wykonywać na mieście, co chce. Trudniej ośmielić człowieka bojącego się własnego ciała, który pod płaszczykiem "jestem profesjonalistą" ukrywa braki. Co z tego, że jesteś profesjonalistą jak nic ci nie wychodzi. Dla mnie profesjonalizmem nie jest regeneracja, odżywianie, trening tylko mentalność. Przywołam historię z Marcinem Grzywaczem, z którym rozmawiałem do piątej rano. Następnego dnia, bez względu na samopoczucie, żaden trener nie miał pretensji, że nie pojawiłem się na treningu i nie dałem z siebie maksimum w trakcie kolejnego meczu.

- Druga pozycja? Nemanja Nikolić, na którego nie chciał się zgodzić Henning Berg. Norweg twierdził, że strzela gole w lidze węgierskiej, lecz w naszej lidze tak nie będzie. Pojechałem w kwietniu i podpisaliśmy kontrakt. Potem udałem się z nim na zgrupowanie w Austrii. W trzech meczach o stawkę nie miał nawet sytuacji do zdobycia bramki. Wtedy trener się spojrzał i powiedział do mnie: i co ci mówiłem? Poczułem się głupio tak jakby ściągnął mi gacie na stadionie Legii i puścił gołego na rowerze. Po pięciu nastepnych kolejkach "Niko" strzelił dwanaście goli i do końca udowadniał, iż to człowiek, który ma to we krwi.

- Na trzecim stopniu podium sklasyfikuję Vadisa Odjidję-Ofoe. Transfer obarczony ryzykiem. Pamiętam jak dziś, kiedy wszedłem do gabinetu Bogusława Leśnodorskiego, który spytał, czy jestem przekonany w stosunku do Belga. Przytaknąłem. Prezes odpowiedział: jak tak uważasz, rób jak chcesz. Stwierdziłem, że go bierzemy, po czym usłyszałem: w porządku, bierzesz to na siebie. Na szczęście wyszło, lecz początki były tragiczne. Czy była szansa go zatrzymać? Psychicznie był nastawiony na odejście. Tak jak namawiałem prezesa Leśnodorskiego, żeby Vadis tutaj przyszedł, tak później powiedziałem prezesowi Mioduskiemu, aby go sprzedał. Prezes odpowiedział:

  • - Dlaczego?
  • - Nie wiem czy powtórzy podobny sezon. Jeśli możemy teraz wziąć za niego pieniądze to przynajmniej nie będzie można się obawiać, że transfer nie wyjdzie.

- Wyszedł. Zrobił coś dla klubu, zostawił troszkę jakości. Wsparł zespół w mistrzostwie oraz awansie do Ligi Mistrzów. Myślę, że w pewnym momencie już się tutaj "najadł" pod względem sportowym. Mając propozycję z Olympiakosu, który przygotował dla niego większą ofertę i pewnie większe wyzwanie, przyjechał do Warszawy z nastawieniem, że pogra sezon i pójdzie do innej drużyny.

- Prezes Leśnodorski mi pomógł, potrafił kontrolować ryzyko. Wiedział kiedy w niej wejść i wyjść. Za jego kadencji niczego się nie obawiałem. Oczywiście, bałem się utraty mistrzostwa lub braku awansu do europejskich pucharów i spotkania z niezadowoleniem, które odczuję w komentarzach czy opiniach. Na starcie się tym przejmowałem. Pamiętam rozmowę z żoną:

  • - Musisz ciągle pracować?
  • - Zależy mi na tym.
  • - Wiesz co, ale tak naprawdę pracujesz przez 24 godziny. Gdy kładziesz się spać, opowiadasz o Legii. Jak wstajesz z łóżka jest tak samo!
  • - Nie walcz z Legią.
  • - Dlaczego?
  • - Bo nie wygrasz (śmiech).                        

O sprowadzaniu piłkarzy do Legii

- Do klubu można przekonać tych, którzy grają na pewnym poziomie. Trudno wyciągnąć kozaka z ligi włoskiej czy hiszpańskiej z myślą, aby przyjechał do Polski. Gdy pracowałem przy Łazienkowskiej byliśmy na takim poziomie, że mogliśmy ściągnąć wyróżniających piłkarzy z Cypru, Słowacji, Węgier. W taki sposób trafił do nas Ondrej Duda, który apogeum talentu osiągnął w Legii. W ten sposób o Słowaka zabiegł m.in. Inter Mediolan, FC Koeln. Ostatecznie przeszedł do Herthy Berlin. Transfer pokazuje, że Legia może iść w tym kierunku bez względu na to, czy teraz jest lepiej, czy gorzej. Legioniści zawsze będą mogli zainteresować takich zawodników.

O pełnieniu funkcji dyrektora sportowego w Zagłębiu oraz kilkunastoletnich piłkarzach z pokolenia "robotów"

- Czas w Lubinie był dla mnie świetnym poligonem doświadczalnym. Przez półtora roku nauczyłem się tam więcej niż przez cztery lata w Legii. Chodzi o aspekty planowania i wykonywania rzeczy od początku do końca. Gabinety przy Łazienkowskiej były bardziej zróżnicowane i rozbudowane. W stolicy skupiałem się bardziej na desygnowaniu zadań i otrzymywaniu gotowego produktu. W Zagłębiu wszystko musiałem zrobić sam. W przypadku transferu piłkarza zajmowałem się procesem decyzyjnym. Mój pomysł przechodził przez klub, był uzgadniany z trenerem i prezesem. Potem wysyłało się całą formatkę transferową i papierów na Radę Nadzorczą.  Z początku się buntowałem. Zastanawiałem się dlaczego nie można dopiąć wszystkiego na ostatni guzik, jeżeli szkoleniowiec oraz prezes są pozytywnie nastawieni. Tak się nie dało. Walczyłem z tym, lecz później doszedłem do wniosku, że to klub, gdzie jest taka specyfika i trzeba do tego przywyknąć.

- Niektórzy twierdzą, że praca w zespole to umiejętność podporządkowania się. W każdym klubie powinny być też indywidualności. Nie potrafię powiedzieć jak powinno wychowywać się młodych graczy, bo od tego są specjaliści, którzy spędzili nad tym zagadnieniem trochę czasu. Mój syn gra w akademii Legii. Widzę, że rzeczy, które mu przekazuję, wpadają przez niego jednym uchem i wypadają drugim. Gdy powie to brat, czyli osoba mniej z nim spowinowacona, wtedy słucha. Jeżeli to samo wygłosi Marek Saganowski, syn miałby jeszcze bardziej wytężony słuch. Zawsze zwracałem uwagę na to, że drużynę młodzieżową powinien prowadzić doświadczony trener. Dedykowany tylko do młodzieży i nie myślący o tym, by na tej bazie zrobić karierę i zostać szkoleniowcem pierwszego zespołu. Dołączyć jeszcze do sztabu byłego piłkarza, aby dorzucił autorytetu pierwszemu trenerowi, który nie był medialnie znany. Po to, aby dać młodym graczom boiskowych wskazówek. Były zawodnik uczy się od doświadczonego szkoleniowca pedagogiki, podejścia i metodyki w zamian dając reputację. Nastolatkom trzeba bowiem czymś zaimponować.

Zapis całej audycji możesz odsłuchać w tym miejscu.

Komentarze (123)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Ciekawa sytuacja... Lewandowski- jeden z najlepszych piłkarzy na świecie kombinuje co by tu jeszcze zrobić żeby nawet sen był jeszcze bardziej efektywny a tutaj Żewłakow chwali sie że siedział do 5 rano i nie spóźnił sie na trening a stado "kibiców" bije mu brawo...
Dla jednych sufit jest tym czym dla innych podłoga. Tak jest w każdej dziedzinie.
Marszałek Polski
  • 6 / 2
Widzę że nie za bardzo kumasz o co mu chodziło
A chodzilo o to że możesz prowadzic się jak Lewy ale twoja głowa jest tak słaba ze przy byle katarze jesteś cieniem zawodnika niż jak masz czystą głowę. Sprowadzanie wszystkiego do picia to jakiś absurd. Jest wiele czynników które wpywają na postawę w pracy. Choroba, problemy rodzinne czy problemy w pracy. Ciężko wtedy pracować na 100% a ludzie którzy sobie z tym radzą mają właśnie ten mental o którym mówi Żewłakow
JohnoQ

A czy jedno wyklucza drugie? Wiadomo że mentalność to klucz ale czy mentalnosc w parze ze zdrowym trybem życia, dbaniem o szczegóły nie zwiększa szans na sukces?
Marszałek Polski
  • 3 / 2
Zwiększa tylko o tym nie ma w tym wywiadzie. Tu jest o tym ze on woli gościa z lepszym mentalem niż super prowadzącego się bez tego czegoś
W skrócie woli gościa z jajami z grzeszkami niż gościa ę ą z głową w piasku
O jednostkach wybitnych w świecie sportu czy innych dziedzinach nie ma co wspominać. To są jednostki w skali świata i porównywanie ich do każdego mija się z celem.
Według mnie takie słowa nie powinne paść z ust człowieka o takim nazwisku pełniącego taką funkcję . Romantyczne jest nawracanie łobuza ale piłka nożna to gra zespołowa i klub powinien ściągać najlepsze jednostki spełniające kryteria a nie wybierać które zło jest lepsze...
Marszałek Polski
  • 1 / 3
Te jednostki co spełniają kryteria nie grają w 32 lidze Europy a ci co się tu urodzili jak najszybciej uciekają
Sierżant
  • 1 / 2
Pietrek, ale grał w piłkę to nie wyścig do zakonu. Wszyscy chcą walczaków, zawziętych, a potem wywód o świętościach.
Życzę, by taką karierę jak Żewłak zrobił ktokolwiek z obecnej Legii...
To jest na zasadzie tego "wole gościa co nie dba o siebie ale ma jakieś umiejętności, niż gościa co je sałatę i marchewkę ale nie potrafi grać w piłkę" piłka nożna to nie tylko umiejętność kopnięcia piłki. To jest tez bieganie, rywalizacja, walka, umiejętność myślenia na boisku, przewidywania, ustawiania się, dyscyplina taktyczna itd . Takie szczegoly jak lampka wina, kebab, pizza czy impreza do 5 rano są raczej " umiejętnościami" dodatkowymi nic nie mającymi wspólnego z umiejętnościami piłkarskimi. Mają jedynie wpływ na dyspozycję dnia, większą lub mniejszą wytrzymałość, koncentrację czy podatność na kontuzje.
Marszałek Polski
  • 2 / 4
Pietrek ale czemu ty ciagle idziesz w stronę picia imprez czy kebabów. To są skrajności
Nieprzespana noc bo rura pękła.
Myślenie o dziecku co dostalo grypy. O cięższych przypadkach nie chce pisać. Co wtedy według ciebie. Nie ma świata idealnego. Bez problemów. Chyba sam na codzień się z nimi spotykasz.
A już jak już chcesz o piciu.
Jak kolarze po kazdym etapie publicznie szampana walą. Żuzlowcy, rajdowcy. Pilkarze fety. I co to są sportowcy co się źle prowadzą dają zły przykład? Za bardzo radykalnie podchodzisz do tematu
To jeśli mamy pominac kwestie alkoholu , siedzenia do 5 rano itd to pomijamy kwestie zdrowego czy niezdrowego trybu życia. W takim razie wychodzi na to że Żewłakow woli piłkarzy charakternych, walecznych niż takie panienki które snują się po boisku, w takim razie ma rację bo ja też wolę żeby piłkarz dawał z siebie wszystko. Ale co do tego ma wspomniane "poza klubem robię co chce"?
Sierżant
  • 1 / 1
Pietrek, cenie w dyskusjach, ale przesadzasz.
Liczy sie co na treningu , na boisku.
Jeśli organizm jego to znosił, a wyniki były dobre - to po co krytykować na siłę?
Dobry piłkarz obroni się wynikami/osiągnięciami ( bo w końcu trafi do dobrej drużyny), nie opowiadaniem o diecie /treningach, czy siedzeniem na siłowni.
Ojamę w Legii wyganiali z treningów, zabraniali siłowni, bo przesadzał - wedle Twych prawideł pełen profesjonalista.
Tylko głowa nie ta, co wszyscy widzieliśmy.
Zdrowy rozsądek we wszystkim - przecież Żewłak nie wychwala alkoholizmu, czy grania na "gazie".
Generał
  • 2 / 3
Odyn:
pełna zgoda.
Szkoda, że tak nie kombinował podczas mistrzostw w Rosji...
Odyn

Dyskusja wygląda jak wygląda dlatego że Żewłakow podzielił ludzi na "piłkarzy" i "profesjonalistów" i postanowił postawić na piłkarzy zapominając o tym że profesjonalista niekoniecznie musi być piłkarzem a piłkarz może być również profesjonalistą ( co jest nawet wskazane) A jakie umiejętności powinien posiadać pilkarz napisałem powyżej.
Zewłak to akurat profesjonalista, wie co mówi. Koleś był ogarnięty na boisku i poza nim. Jeden z bardziej świadomych ludzi w polskiej piłce
Barti

Zewlakowa szanuje jako piłkarza, zrobił fajna karierę, jako dyrektora sportowego troche mniej, według mnie był średnim dyrektorem. Były sukcesy, dobre transfery i złe, ale czego mi brakowało to dlugofalowego pomysłu na klub (o czym swiadczą zmiany trenerow...Berg, Czerczesow, Hasi, Magiera). Ale o co mi konkretnie chodzi? O bezsensowność jego wypowiedzi. Żeby to zobrazować stwórzmy dwóch zawodników A i B i ich scharakteryzujmy:

A:
- kompletny brak umiejętności piłkarskich
- waleczność
-brak profesjonalizmu (alkohol, pizza, imprezy itd)

B:
- kompletny brak umiejętności piłkarskich
-brak walecznosci
-profesjonalizm ( punktualność, zdrowy tryb życia, dieta itd)

Na którego piłkarza postawisz? Oczywiście że na A, dlaczego? Bo obroni się przynajmniej walecznoscią bo marchewką, sałatą i regeneracją raczej nie odbierze piłki przeciwnikowi.

Stąd uważam że porównanie jest bez sensu, pizza niekoniecznie dostarczy sił na 90 minut biegania, ale jeśli zawodnikowi A dodamy profesjonalizm w postaci przynajmniej diety i odpowiedniej regeneracji napewno mu to nie zaszkodzi a może tylko i wyłącznie pomóc...

Dlatego cechy wymienione przez Żewłakowa nie należy wystawiać przeciwko sobie a jedynie obok siebie jako wsparcie czy połączenie dla lepszego efektu.
Żewłakow, ty się weź za sci-fi, bo masz zadatki. VOO to był twój transfer? Nie ładnie tak bezczelnie kłamać.
Kapitan
  • 3 / 5
Oczywiście że jego. I Ebebenge. Tak samo Moulin. Obaj pracowali nad tymi transferami na długo przed pojawieniem się Hasiego. Chyba nie sądzisz, że Hasi przyszedł sobie do Legii i powiedział, kupcie mi tego i tego, ten kosztuje 1,5 miliona euro z prowizjami, drugi 2 miliony, a Legia na pstryknięcie palców zaufała trenerowi zatrudnionemu dwa tygodnie wcześniej i wydała 15 milionów złotych na dwóch piłkarzy. Pewnie jesteś przekonany, że tak było, ale przecież wiesz lepiej, a Żewłakow bezczelnie kłamie. Któż może mieć rację, bez wątpienia frustracik z legia.net. To że Hasi sobie do nich zadzwonił (jedyne co zrobił przy tych transferach) i powiedział, że widzi ich w drużynie nie robi z nich "jego" transferów. Jego transferem jest co najwyżej Langil, którego Legia nie znała, nie obserwowała, ale mu zaufała. I utopiła 7 mlionów.
Wszystko co dobre to zasługa Dominika i Żewłakowa, wszystko zo złe to wina Kucharskiego i Hasiego. W a Lubinie to Żewłakow ściągnął Bohara i Zivca, natomiast Suljic czy Sirk to porażki innych.
Ekipy BL czyli w dużej mierze jego.
Sierżant
  • 5 / 2
Arteta84 - bez złośliwości - poza Carlitosem, to na kim, kto przyszedł za rządów DM Legia zarobiła? Niezgoda , poprzednia ekipa, Szymański - wychowanek, Kulenović - poprzednia ekipa, VOO, Moulin - poprzednia ekipa. Sadiku - DM, ale zarobiliśmy mało ( niecał 500 tyś €)
Ile szrotu przewinęło się przez ostanie 2,5 roku? Nietrafione transfery były, są i będą, ale realne wzmocnienia pierwszej drużyny to praktycznie na palcach jednej ręki.
Kto zatrudnił Sa Pinto, Jozaka z asystentem?
Kto pogonił z Legii, wypłacając kontrakty do końca Dąbrowskiemu czy Mączyńskiemu?
Kto przyszedł za Dąbrowskiego ? Mauricio.Czym on się wsławił? Czerwona kartką, brakiem formy i zmachaniem dwójki dzieciaków dyskotekowym gwiazdom.
Hlousek odstawiony - wzięty za niego Rocha+ Obradović - sądzę , że suma ich kontraktów oraz prowizji wystarczyłaby na Czecha.
Kucharski teraz wykonuje mądre i rozsądne ruchy, ale on sa spowodowane biedą, w którą sama Legia sie znalazł, przez decyzje obecnego prezesa właściciela w jednym,
Zarzut 3 lata temu DM do BL był min o akademie: w marcu będa 3 lata rządów DM.
Akademii w Grodzisku nadal nie ma, wiem że się buduje, ale jeszcze nie szkoli/produkuje. Po prostu to nie jest łatwy proces, zwłaszcza że radni Sulejówka zabrali ponad rok czasu.
Można duzo wymienić - poprzednia ekipa płaciła dobrze, ale były sukcesy sportowe, jesteśmy po sezonie bez trofeum, trzeci rok bez pucharów, i z małymi szansami na puchary w przyszłym roku.
Jest kolosalna różnica między tym co było, a co jest.
Patrząc na stan polskiej piłki klubowej obecnie - BL i Żewłak to byli goście -weszli na europejskie salony.
Odeszli z Legii - nikt z ligowej konkurencji, ani niestety z Legii nie potrafi tego powtórzyć chociaż w małym stopniu.
Odyn

Ja bym zadał pytanie trochę inaczej...
Kto ze ściągniętych piłkarzy wniósł jakość do drużyny zamiast na kim Legia zarobiła.
Generał
  • 3 / 0
Podoba mi się podsumowanie tego wywiadu, dobry trener, znany zawodnik mogą do czegoś przekonać młodzież. Tak to jest w dużych klubach gdzie wybitnych nazwisk jest pod dostatkiem a w Legii?
Lepiej niech nie dokłada tego wywiadu do CV, bo z robotą może być krucho :)
Ech... Nikolic, Ofoe, Duda, Prijo, stare dobre czasy.
Mimo, ze czlowiek wnerwial sie czesto na Zewlak Traval w pidzamach, to bylo to jak niebo i ziemia w porownaniu z dzisiejsza sytuacja...
Ech... Nikolic, Ofoe, Duda, Prijo, i Prezes Leśnodorski, stare dobre czasy.Obecne czasy to pasmo porażek ,wyprzedaży zawodników
~Egon.
  • 1 / 2
To prawda.
Jeżeli chodzi o poziom sportowy, nie ma żadnego porównania, a i finansowo wygląda na to, że jest gorzej, niż było.
Ja się w ogóle zastanawiam, jak my mogliśmy wtedy narzekać...
Egon Jak mogliśmy narzekać to dla mnie zrozumiałe ,nie mogę zrozumieć jak można obecny marazm chwalić
~hdv
  • 0 / 2
Ale przecież nie przyjdzie kopać piłkę, tylko do innej pracy do której nie koniecznie się nadaje. Boniek był jeszcze lepszym piłkarzem. Ma mistrzostwa i Polski i Włoch i Klubowy Puchar Europy i Świata i medal z Mistrzostw Świata i ….. trenerem był żałosnym... aż wreszcie to dość szybko rzucił.
Myślę że MŻ nie tylko w futbolu by się odnalazł.
Pułkownik
  • 4 / 1
Co do Vadisa po prostu zrobił tutaj wszystko co miał zrobić i potrzebował nowych wyzwań sportowych. Gdyby został to nie miałby już takiej motywacji. Oglądając L+Extra z nim, gdzie mu tak wszyscy słodzili widać było jego zażenowanie. Carlitos to był typ, który to uwielbiał, Vadis mógł pomyśleć, kurva gdzie co ja zrobiłem ze swoją karierą, że trafiłem do takiej ligi.
Przychodząc był na pewnym zakręcie zarówno życiowym jak i sportowym. Odbudował się, przeżył fajną przygodę i pognał dalej zarabiać pieniądze. Nie było tajemnicą, że oferowano mu warunki, których u nas by nie dostał.
Gdy nie chciało mu się przylecieć na letni obóz treningowy i nie odbierał telefonów od trenera Magiery to już wiadome było, że zrobi wszystko żeby stąd odejść.
Sierżant
  • 0 / 2
Przychodząc był dogadany, ze rok, pokarze się w pucharach i wypromuje. Uczciwy deal. Gdybyśmy mu dali 2-3 lmn € za sezon, to pewnie by grał do tej pory. Ba, jestem pewien, że lepiej niż w Legii zarabiał w każdym kolejnym klubie.
Chorąży
  • 2 / 5
No sprzedaz VOO to byl świetny pomysł :/Do dzisiaj się nie możemy ogarnąć bez niego na boisku..
Nie pamiętasz już jak się wówczas zachowywał Vadis?
Chorąży
  • 1 / 5
No sprzedaz VOO to byl świetny pomysł :/Do dzisiaj się nie możemy ogarnąć bez niego na boisku..
Przecież na siłę go nie wypychali. On sam chciał odejść. Mieli mu dać tyle, że dziś byłby jeszcze większy dług?
Chorąży
  • 2 / 3
Z nim gralibysmy w Europie, przynajmniej w LE, także większego długu by nie było.
Z taką grą jak w ostatnich eliminacjach, to nawet VOO by nie pomógł
"Tak jak namawiałem prezesa Leśnodorskiego, żeby Vadis tutaj przyszedł, tak później powiedziałem prezesowi Mioduskiemu, aby go sprzedał. Prezes odpowiedział:

- Dlaczego?
- Nie wiem czy powtórzy podobny sezon. Jeśli możemy teraz wziąć za niego pieniądze to przynajmniej nie będzie można się obawiać, że transfer nie wyjdzie."



"Otrzymywałem też wytyczne. Przez długi czas udało się stworzyć coś, co nie wyglądało jak firma, która jest obarczona jedynie bilansem oraz cyframi. Legia została skonstruowana trochę na zasadzie wyczucia, nieoparta na konkretnej konstrukcji finansowej. Drużyna była zbudowana na uczuciu, wyczuciu, chęci zwycięstwa oraz emocjach"

"Wyczucie" to żaden fundament na budowanie drużyny. Dziwny wywiad który utwierdza mnie w przekonaniu że podjęto w Legii słuszną decyzję .
no z całym szacunkiem do Zewłaka, bo trudno go nie lubić, ale na wyczuciu raz się uda, drugi się uda a za trzecim ląduje się w 4 lidze jako bankrut.
Fsajnie, jak by wrócił i swoje wyczucie połączył z jakimś sensownym zarządzaniem ryzykiem.
Młodszy chorąży
  • 4 / 2
Sensowne zarządzanie ryzykiem było co podkreślił w wywiadzie.
Dopiero jak odszedł Leśnodorski, to tego zabrakło i zaczęły się kłopoty.
BMW

Istnieje coś takiego jak "sensowne zarządzanie ryzykiem"? Bo nigdy nie słyszałem... szczególnie gdy kończy się rok z ujemnym bilansem...
Młodszy chorąży
  • 2 / 2
Mioduski coś takiego mówił, że zarządzanie Legią to permanentne zarządzanie ryzykiem i to umie.
Jak odszedł Leśnodorski to widać jak tym mu to wychodzi i stąd ten ujemny bilans.
Polecam raport który niedawno był tu na stronce, mimo że były puchary to i tak bilans był ujemny... jak to możliwe?
Młodszy chorąży
  • 2 / 2
Też polecam raport i prześledzenie zobowiązań, które spłaciliśmy, dzięki dobrym przychodom i podsumowanie, jaki spadek dochodu nastąpił w ostatnich latach.
Więc Leśny ma zobowiązania a Mioduski ich już nie ma? Były sukcesy, była frekwencja, były pieniądze od UEFA tylko konto jakieś puste ale wszystko było w jak najlepszym porządku...
Powiem Ci jak odbieram "Sensowne zarządzanie ryzykiem"...

Zostaje mi 500 zlotych wolnych środków do wyplaty więc postawię 100 u bukmachera. Przede wszystkim liczę się z tym że ta 100 może mi się nie zwrócić ale mam nadal 400 więc budżet zostaje prawie nienaruszony.
Ale co jeśli mam 500 na koncie i do końca miesiąca rachunki do opłacenia na 500 zlotych. Więc stawiam 400 i za wygraną opłacę rachunki... I to może się udać raz, drugi, trzeci ale to się kiedyś kończy i któryś kupon mi nie wejdzie... Wtedy zamiast być bogatym zapuka mi do drzwi komornik...
Powiem Ci jak odbieram "Sensowne zarządzanie ryzykiem"...

Zostaje mi 500 zlotych wolnych środków do wyplaty więc postawię 100 u bukmachera. Przede wszystkim liczę się z tym że ta 100 może mi się nie zwrócić ale mam nadal 400 więc budżet zostaje prawie nienaruszony.
Ale co jeśli mam 500 na koncie i do końca miesiąca rachunki do opłacenia na 500 zlotych. Więc stawiam 400 i za wygraną opłacę rachunki... I to może się udać raz, drugi, trzeci ale to się kiedyś kończy i któryś kupon mi nie wejdzie... Wtedy zamiast być bogatym zapuka mi do drzwi komornik...
Sierżant
  • 1 / 2
Pietrek - każdy transfer jest ryzykiem - szatnia, miasto, rodzina, zdrowie - to wszystko ma wpływ. Necid - wszyscy piszą, że drewniany, ale on strzelał wszędzie , gdzie był po Legii. W Legii stracił połowe rundy przez uraz ( skręcił staw biodrowy na treningu). Na papierze kozak zawodnik, podobny język, kultura, rodzina blisko - wszytsko na tak. A jednak nie wypaliło
Każdy transfer jest ryzykiem
Marszałek Polski
  • 6 / 1
Następnego dnia, bez względu na samopoczucie, żaden trener nie miał pretensji, że nie pojawiłem się na treningu i nie dałem z siebie maksimum w trakcie kolejnego meczu."

Widzę poniżej oburzenie na te słowa. Chyba nie czytacie ze zrozumieniem. Tam pisze że mimo tego że " gadał" do 5 rano to nie było po nim widać dnia następnego jakiegoś zmęczenia
Dawał maxa bez względu na samopoczucie. No i nie ma napisane że tak robił non stop tylko raczej to był wyjątek w jego karierze

Dlatego jego kariera jest taka bogata. Tylko życzyć innym takiego CV
Pułkownik
  • 4 / 1
No właśnie nie rozumieją, Zewłak to był typ piłkarza, który lubił się pobawić, zapalić. Ale jak przyszedł trening i mecz to dawał z siebie 100 procent. Dlatego mówi, że dla niego najważniejsza jest mentalność, bo ktoś może być super profesjonalistą, prowadzić się wzorowo, ale potem w meczach nie mieć tego mentalu do dawania z siebie 100 procent. Czyli przekładając na Vukovica, Zewłak to był ten który z*******ał.
No tak. ;) Przeczytałem raz jeszcze i przyznaję, że zrozumiałem te słowa opacznie.
Sierżant
  • 0 / 1
JohnoQ- Żewłakow , jak mnie pamieć nie myli, to zaczął palić po 30-stce, jak grał już w Grecji.
Generał broni
  • 1 / 1
@[email protected]

"Dlatego jego kariera jest taka bogata. Tylko życzyć innym takiego CV "

Karierę to zrobił Lewandowski, dobrze że nie miał i nie ma mentalu Żewłaka bo dziś by kopał w jakimś tureckim lub greckim średniaku.
Sierżant
  • 1 / 1
@Baron- mistrz Belgii, mistrz Grecji, uczestnik LM, reprezentant Polski (rekordzista w ilości występów?) Mistrz Polski z Legią.
Nie, to nie kariera, tylko przygoda.
Porównywanie z piłkarzem absolutnego światowego topu bardzo na miejscu.
To taki Piątek z Milanu to amator czy półamator- bo on niczego w życiu nie wygrał z trofeów.
Generał broni
  • 2 / 0
@Odyn

Owszem porównuje Żewłaka z piłkarzem światowego topu, a dlaczego? Dlatego, że dzięki profesjonalizmowi i ciężkiej pracy Lewy jest w miejscu, w którym jest, gdyby podchodził do tego jak Żewałk to by dziś kopał gdzieś w Grecji czy Turcji. Topowe ligi czyli włoska, niemiecka, hiszpańska, angielska, francuska nie były jakoś zainteresowane usługami Michała. Co do występów w reprezentacji to więcej meczów rozegrał w niej Lewy i Błaszczykowski. Tyle tylko, że dziś jest kompletnie inne natężenie meczów niż było to w czasach Deyny, Laty, Żmudy czy np. Bońka
Generał broni
  • 2 / 5
Dwa zdania:

"Dla mnie profesjonalizmem nie jest regeneracja, odżywianie, trening tylko mentalność.

(...)

Następnego dnia, bez względu na samopoczucie, żaden trener nie miał pretensji, że nie pojawiłem się na treningu i nie dałem z siebie maksimum w trakcie kolejnego meczu."

Ronaldo lubi to ;) A tak poważnie to wystawił sobie w tym momencie fatalną laurkę. Z profesjonalizmem w sporcie ma to niewiele wspólnego.
Sierżant
  • 3 / 1
I dlatego miał tak bogatą karierę, której wielu może zazdrościć.
Sierżant
  • 0 / 1
Baron - jeszcze taka ciekawostka - Orlando Sa: abstynent, technicznie bajka jak na naszą ligę.W tygodniu wiecznie nie trenował ( to boli, tu ciągnie), na mecze już zdrowy.
Grał Saganowski, który wolny, wiek + ostatnie urazy, ale na treningach zasuwał aż miło. Kibice wścieli.
Ale ten mental robił różnicę w oczach trenera - każdy trening na 100 %, uczciwa praca.
A Sa podpadł Bergowi - miał być z gorączką w domu, nie był na treningu, po czym Berg umówił się z dziennikarzem na wywiad w restauracji, a tam " chory" Sa z dziewczynami.
Możesz być profesjonalistą, i możesz być lekkoduchem, ale na treningu czy meczu dawać z siebie wszystko. Jedno nie wyklucza drugiego.
Ljubo też w tygodniu nie trenował, wypić lubil w weekend najlepszy na boisku.
Sierżant
  • 0 / 0
Ljuboja jednak został odstawiony za "wyskokowy" tryb życia.
Generał broni
  • 1 / 0
@Odyn

Ale kogo Ty porównujesz? OSA w najlepszym piłkarskim wieku do Sagana po koszmarnej kontuzji i już na drugiej stronie rzeki? Berg robił krzywdę Saganowi uparcie go wystawiając kosztem OSA, zresztą podobnie robił Vuko z Kulenovivcem i Carlitosem ale to inna bajka. Jak to się skończyło w jednym i drugim przypadku chyba pisać nie muszę.
Sama mentalność to nic jeśli nie jest poparta ciężką pracą, zresztą talent jak duży by nie był, tak samo. Hobby players to karierę robią ale w polskiej lidze, 32 w Europie, a nie w poważnym futbolu, tu się liczy mental ale tylko do walenia w uja.
Myślisz że ww. Ronaldo czy np. Lewandowski bez ciężkiej pracy by osiągnęli to co osiągnęli bazując tylko na mentalu? Z dobrej mentalności to właśnie wynika odpowiednia regeneracja, odpowiednie odżywianie, uczciwy trening. To jest dobra mentalność, a nie kocopoły, które wypowiada Żewłak w tym konkretnym przypadku.
Enklawa to jest symbol jego końca w Legii. Pewnie i tak by tu nie został.
Z jednej strony uważam, że ze swoim doświadczeniem i obyciem bardzo przydałby się w Legii np jako v-ce prezes d.s. sportowych. Oczywiście były błędy - jak to zawsze przy nauce, trudno też jest błędów nie popełniać wcale zwłaszcza w obszarze transferów ale ogólnie mocno na plus.

Z drugiej zaś dziwnie brzmi wypowiedź o Vadisie, który przecież dawał potem mocno radę w Olympiakosie czy teraz w Gent.

Raczej należało się wykazać i zrobić wszystko by go przekonać do zostania a nie namawiać do sprzedaży. Ciekawe jest też to że akurat do Olympiakosu... Ale może idę za daleko.

Jednak to od tego okienka zaczęła się nasza degengrolada i to okienko dość mocno obciąża Michała. Choć kto wie co by było gdyby Wolski się nie połamał i przyszedłby zamiast Mączyńskiego jak to miało być.

Już nie wspomnę o o Boakye zamiast Sadiku ale tutaj wracamy do punktu wyjścia. Czasem trzeba odrobinę odwagi czy spontaniczności zamiast mocno chłodnej kalkulacji. Nie mylić z brakiem rozsądku co zdarzało się też często ostatnio.
Sierżant
  • 0 / 0
Pytanie, czy podczas ostatniego okienka sciągał tych, których chciał. Magiera mówił, że góra nie sciągneła nikogo, kogo chciał do drużyny.
Nie do końca nie dostał. Bo przyszedł Mączyński którego chciał jak Wolski się posypał. A chciał jeszcze Sobiecha ( był wtedy dość drogi a i szału w Lechii potem nie zrobił ) i mówiło się o...Możdżeniu.

Mam wątpliwości czy Magiera powinien mieć decydujący głos przy kompletowaniu kadry. Jego dokonania od wiosny po Lidze Mistrzów były mocno ubogie a mało brakowało by mając w składzie Vadisa, Moulina i Gui przewalił mistrzostwo.

No i ten popisowy mecz w Tyraspolu gdzie przez ostatnie decydujące pół godziny jego zespół nie oddał strzału na bramkę.
Generał
  • 5 / 1
"Jego dokonania od wiosny po Lidze Mistrzów były mocno ubogie a mało brakowało by mając w składzie Vadisa, Moulina i Gui przewalił mistrzostwo"

Że co???
Na wiosnę Magiera miał bilans 11-5-1 czyli średnią punktów na mecz 2,23, serię 15 meczów bez porażki i rekord zwycięstw z rzędu na wyjeździe (10) w historii klubu i to bez zdrowego dobrego napastnika w składzie.
Faktycznie mocno ubogie dokonania szczególnie, że nadrabiał straty po Hasim.
Dodam, że teraz po tej świetnej rundzie mamy 1,9 pkt na mecz i żeby zdobyć tyle punktów, co Magiera na wiosnę potrzebowaliśmy 3 kolejek więcej.
Od wiosny a nie tylko na wiosnę. I caly ten bilans na nic by sie zdał, malo brakowało. A gra byla taka ze zeby bolaly czasami.

No i ten popis w pucharach. Nie ma co, jest za czym tęsknic.

To Hasi zalatwil Magierze LM, zawodników i przygotowanie zespołu.

Magiera z Krzepota stopniowo prowadzili do katastrofy i to majac wszelkie atuty w zasiegu.
Sierżant
  • 2 / 0
Wojtunio- nie rób z Magiery sieroty, bo raz: gdzie (w tabeli)objął Legię, dwa: kogo zimą stracił ze składu, trzy:co wiosną się działo w klubie.
Jak Legia Magiery źle grała wtedy, to co Legia grała po nim?
Kapitan
  • 2 / 1
Tak tylko zwrócę uwagę, że przygotowania do sezonu były od połowy czerwca do początku lipca, kilku piłkarzy w większości je opuściła, bo miała urlopy po Euro. Legia zaczęła grać dobrze w piłkę w połowie października. Jak można wypisywać takie brednie, że Hasi cokolwiek mógł Magierze przygotować?

Awans do Ligi Mistrzów można porównać wyłącznie do końcówki sezonu 2017/18, gdy z amatorem-statystą na ławce piłkarze sami się skrzyknęli i pojechali na ambicji zmotywowani ogromnymi premiami za tytuł. Za awans do Ligi Mistrzów też obiecana była ogromna kasiora, a że nie było trenera, to chłopaki grali z kontry z każdym i jakoś się udało. To już prędzej ten awans załatwił Malarz, który w Trenczynie uchronił Legię od pogromu przez miejscowych. Jego pewnie też Hasi przygotował.

Z okienkiem transferowym w lecie 2017 roku Żewłakow nie miał nic wspólnego. To już było okienko obecnego dyrektora sportowego. Już wcześniejsze było, przecież Chukwu i Necid to były jego pomysły, tak samo jak wcześniej Sulley. Żewłak był człowiekiem Leśnodorskiego, Mioduski mu nie ufał, ponadto był święcie przekonany, że razem "okradali" Legię na transferach. No, ale to ma sens. Mioduski w kilkanaście tygodni wykosił wszystkich ludzi Leśnodorskiego z Legii (tych, którzy jak Szumi czy Domminik nie odeszli wcześniej), ale zostawił Żewłakowa, który za BL wskoczyłby do ognia, i jeszcze dał mu robić transfery. Żewłakowa nie zwolnił bo się nie opłacało. Tzn. opłacało się go zwolnić razem z trenerem. I dlatego poleciał z Magierą.
Każdy kto ma choć odrobinę pojęcia, nawet bez szczególnej wiedzy, powinien zauważyć, że piłkarze ściągani do Legii od zimy 16/17 nie pochodzili z kręgów Żewłaka i ludzi z którymi współpracował. Przynajmniej w kolejne okienka nie można go wrobić. Jak wiadomo, ściągamy od tego czasu samych asów.
Generał
  • 0 / 0
Hasi to mu załatwił Legię na 13 miejscu z 9 pkt po 9 kolejkach i drużynę rozbitą po 0:6 z Dortmundem.
A to że taki bilans czyli 2,23 ledwo wystarczył to właśnie zasługa Hasiego.
Teraz dużo nam brakuje do takich wyników.
Sierżant
  • 0 / 0
Pjetras - okienko 2017 to dokładnie, jak piszesz. Przecież Legia wtedy ściągnęła piłkarzy z " innych" kierunków, niże uprzednio wcześniej ( Grecja, Belgia ). Pasquato Włoch grający w Rosji, Sadiku ze Szwajcarii ( gdzie rezyduje DM), Hildeberto ( tu nie pamietam czy z Portugalii, czy z wysp)
Żewłakow poleciał wtedy razem z Magierą.
Magierą, któremu wyprzedano połowę drużyny z LM: Nikolicś, Prijović, Bereszyński zastąpiony Jędrzejczykiem, Kazaiszwili także, VOO, Gui złapał kontuzje w meczu z Fnami, Rzeźniczak, Necid odszeł po wiośnie...
To połowa meczowej 16-stki.
Oj Panowie, szanuje Wasze glosy ale chyba nie do konca tak było. Przygotowania do jesieni z LM robil jednak Hasi a nie Magiera i to takze bazujac na tych przygotowaniach byl awans i pozniejsze dobre wyniki pozna jesienia. Za ten okres oczywiscie tez Magierze naleza sie uznania, bo nie kazdy zdobywa 4 pkt w LM. Ale od wiosny to juz bylo slabo i mistrza moglo nie byc. I nie kupuje narracji ze to przez odejcie Beresia, Prijo i Niko. Zastepstwa byly ale nie do konca sie sprawdziły, takze za sprawa Magiery ktory wolal grac kulawym Radoviciem niz wiecej korzystac z Necida czy Hamy doprowadzając do tego ze Serba nie bylo na letnie eliminacje.

Mozna sie smiac z Hasiego i popisow z Trencinem i Dundalkiem ale zrobil dwa awanse z nastawiona przeciw sobie drużyną. Za to Magiera w teoretycznie duzo lepszej atmosferze kompletnie polozyl Astane a zwlaszcza Sheriffa. A kasa za awans dla pilkarzy byla dokladnie taka sama...

Zewlakow uczestniczyl takze w letnim oknie 2017, w mniejszym stopniu ale zawsze, choc prawda jest ze pare wynalazkow bylo spoza jego bajki. Ale juz Sadiku grany byl duzo, duzo wczesniej wiec teza ze Zewlak byl figurantem jest przesadzona.
Odyn, nie zebym sie czepial bo ogolnie mocno zgadzam sie z Twoim punktem widzenia ale pisanie o tym ze rozsprzedanie polowy druzyny to mocno naciagane.

Rzezniczaka nikt juz nie mogl zdzierzyc a Vako i Necid nie zostali sprzedani tylko Magiera marginalizujac ich sam sie ich pozbyl, wiec troche zamuliles obraz. I jak pisalem, Magiera (nie sam oczywiście) wpedzil poniekad Rado w stan z ktorego juz sie praktycznie nie wygrzebal. Moze nie jak Berg Vrdoljaka ale prawie.
Kacza, oczywiscie 0-6 Hasiego z BVB to byl dramat ale pamietajmy tez ze obok swietnych meczow w Warszawie i awansu z LM do LE Magiera przyjal w 4 meczach 18 bramek z czego 8 w Dortmundzie i 5 w Madrycie.

A potem przyjal 3 zabojcze gongi w Astanie a w Tyraspolu to juz nawet nie musial przyjmowac bo sam nie stwarzal zagrozenia.
Sierżant
  • 0 / 0
Wojtunio- Vako i Necid byli wypożyczeni. Vako przegrywał wiosną rywalizację (Gui i Kucharczyk w fobrej formie), Necid złapał uraz (zwichnięty staw biodrowy).
Trzymając się caktów: jedenastka z nesieni LM i jesieni w Astanie mo no się różniła. Do tego kontuzja w meczu z Finami Guilehrme.
Tiraspol załatwił Dąbrowski -straciliśmy na 1-1 po jedynym celnym strzale przeciwników...
Suma szcześcia wyszła na zero,rok wcześniej mieliśmy go w nadmiarze (Żylina)
Generał
  • 0 / 0
Wojtunio:
bez jaj...Hasi miał Nikolica, Prijovica, Vadisa, Gui w walce o awans do LM i indywidualne akcje Nikolica, Prijovica i Kuchego dały awans. Drużyna grała gorzej albo tak samo jak z Astaną, a Magiera nie miał nikogo z nich.
W meczu z Dortmundem u siebie my nie umieliśmy przejść połowy boiska, a piłkarze Borussi z litości nam odpuścili. Mecze w Dortmundzie i Madrycie mimo straconych bramek to inna bajka.
Jak od wiosny było słabo skoro mieliśmy bilans lepszy niż za Czerczesowa?
Całe szczęście, że Magiera podejmował dobre wybory i nie wystawiał Vako, Chukwu czy tylko czasem Necida, bo nie udałoby mu się odrobić strat po Hasim, dzięki któremu Legia miała najgorszy start w lidze od 2 wojny światowej.
Odyn, to zdecyduj sie prosze. Raz piszesz ze odejcie Necida i Vako sumowalo sie do polowy skladu a potem slusznie zauwazasz ze nic nie grali wiec ich odejscie po wypozyczeniach nir mialo znaczenia.

Pewnie, ze trojka ktora odeszla wiele znaczyla ale przyszedl Jedza i paru swietnych zawodnikow na wiosne zostalo. Jak pisalem, mistrzostwa moglo nie byc i jesli chodzi o lige to wynik Magiery nie roznilby sie od tego co zrobil ostatnio Vuko i to z o wiele lepszym skladem. Mowice i sredniej punktowej a zapominacie o braku jakosci i najwazniejsze o 8 minutach w Białymstoku.

Jesli chodzi o eliminacje to jasne ze Dabrowski zawalił i to dwa razy bo w Astanie tez. Ale to uproszczenie bo z Sheriffem bylo byc moze najwieksze dno w pucharach w historii i za to odpowiada glownie Magiera. A jesli mowi ze dali mu innych zawodnikow niz chcial to tez troche swiadczy o tym jak powaznie go w klubie traktowano i jaki mial charakter. Zresztą jego propozycje transferowe tez bylo malo poważne
~Moki1916DHSD
  • 3 / 6
Płakać się chce za tamtą Legią . Wyciągana z błota po siedmiu latach bez mistrzostwa , zarządzaną przez ludzi z pasją oddających się klubowi przez 24 godziny na dobę , prawdziwych romantyków futbolu . Serce rosło jak patrzyło się jak ten klub idzie do przodu . 5 mistrzostw , puchary przez 5 lat , WSPANIAŁE STULECIE ! (wyobrażacie sobie stulecie klubu za rządów DM ? A teraz ? korpo szczur wymienia korpo szczura , formatują biznesy , kreują nowe formaty itd a klub ma coraz większy dług i ciągle słyszymy od DM - JACY TO JESTEŚMY BIEDNI .
Młodszy chorąży
  • 4 / 3
tylko ostatnio okazuje się, że księża są większymi łobuzami od łobuzów
Generał dywizji
  • 3 / 4
Ostatnio, to zaczęto o tym głośno mówić.
Łobuz kocha najbardziej ;)
Szkoda, że Ljubo nie miał okazji grać u nas z Niko i Vadisem w jednej drużynie.
Generał dywizji
  • 2 / 4
Mogliby stworzyć dwa odrębne zespoły w ramach jednej drużyny.
Generał dywizji
  • 3 / 3
Mogliby stworzyć dwa odrębne zespoły w ramach jednej drużyny.
Minusują Wronki.
Generał dywizji
  • 5 / 7
"Następnego dnia, bez względu na samopoczucie, żaden trener nie miał pretensji, że nie pojawiłem się na treningu i nie dałem z siebie maksimum w trakcie kolejnego meczu."
Jestem ciekawy, czy gdyby pan Michał miał się poddać operacji a chirurg przyszedłby do pracy po nie przespanej, zakrapianej nocy, to czy nazwałby go profesjonalistą. Operacja się nie udała a chirurg mówił, że jednak przyszedł do pracy i dał z siebie maksimum.
To byłoby jego maksimum w jego stanie, ale pewnie wypoczęty i trzeźwy dałby z siebie więcej.
Marszałek Polski
  • 5 / 3
no porównanie dałeś
Piłkarz odpowiedzialny za rozrywkę gawiedzi = lekarz chirurg
Generał dywizji
  • 3 / 6
A jaka to różnica z wyjątkiem skutków? Lekarz może zabić człowieka a piłkarz może spowodować przegraną i konsekwencje finansowe dla klubu.
Można podać przykład aktora, który przychodzi na spektakl "zmęczony"i bełkocze i zapomina tekst. To jest profesjonalizm? Bo przyszedł i dał z siebie wszystko? Chyba nie tego oczekują widzowie którzy płacą za bilety?
Są przykłady muzyków którzy wychodzą na scenę nawaleni i dają z siebie maksimum próbując złapać równowagę albo nadążyć za zespołem. Takie spektakle chcesz oglądać?
W każdym zawodzie jest jego główny cel. Jesli zostałeś zawodowym sportowcem, to twoim obowiązkiem zawodowym jest bycie maksymalnie przygotowanym a nie robienie co mogę w stanie w który się wprowadziłeś. Profesjonalizm to jest podporządkowanie głównemu celowi pracy. Jeśli ta praca męczy, przeszkadza w życiu, to trzeba się zastanowić nad jej zmianą.
Marszałek Polski
  • 5 / 2
Dobra masz tu Michała nieprofesjonalnego
102 w kadrze
MP x1
PP X2
mistrz Grecji x3
puchar Grecji x2
superpuchar Grecji x1
mistrz Belgii x2
Oby sami tacy leserzy byli w Legii
JohnoQ

Swój profesjonalizm też pokazał podczas jednego z powrotów kadry że zgrupowania...
Marszałek Polski
  • 2 / 0
Mówisz o tym z USA kiedy wystąpił w stroju Chicago Bulls. Proszę cię. Więcej bajek że tam pił nie wiadomo ile a po drugie to już był po tym zgrupowaniu na urlopie jeśli dobrze pamiętam
Po trzecie jaki to miało wpływ na jego grę?
Chodzi mi o sytuacje gdy z Borucem profesjonalnie popijali winko w samolocie za kadencji Smudy.
Młodszy chorąży
  • 2 / 0
A co nieprofesjonalnego w kulturalnym popijaniu winka w drodze powrotnej z długiego zgrupowania, gdy wszyscy rozjeżdzają się do domów.
Znalazł się fan bredni Dyzmy.
Czy popijanie winka mimo zakazu jest kulturalne? Proponuję pochylić się nad tym problemem bardziej szczegółowo niż tylko " przecież sportowo dawał radę więc jest ok". To jest osoba publiczna, sportowiec, piłkarz, autorytet dla wielu młodych ludzi którzy uprawiają sport. Wiec skoro alkohol nie szkodzi Zewłakowowi wiec mozna sobie popijać zamiast zdrowo sie odżywiać, iść do klubu do 5 rano.. pewnie że tak. Tylko później przykłady naszych młodych perełek którzy zaginęli gdzieś w czeluściach 2 lig się mnożą, przypadek Nagy'a bardzo na czasie i na miejscu w porównaniu np z Wszołkiem... Janczyk też raczej pierwszy raz alkoholu nie spróbował w Moskwie. Wiec profesjonalizm ma troche szersze znaczenie niz tylko zjawianie sie na czas na treningu i dawanie z siebie " wszystkiego".
Marszałek Polski
  • 1 / 0
W Serii A czy we Francji popijają sobie winko do obiadu. Myślisz że to ma jakiś wpływ na młodzież i jej rozwój
Młodszy chorąży
  • 1 / 1
O kuźwa....jaki kaznodzieja :)))
Żewłakow winny uzależnieniu przez Janczyka :)))
Lecz się chłopie na nogi, bo na głowę to juz za późno.
Myślę że z pewnością tak bo młodzież jest szczególnie na to narażona. Samo złamanie zakazu picia alkoholu o czymś już świadczy. A dyscyplina w sporcie to jedna z kluczowych czynników.
Bmw

Napisałem jak takie "profesjonalne" podejście działa m.in. na młodzież ale widocznie widzisz okno w domu ale co jest za nim już nie...
Sierżant
  • 1 / 0
Pietrek- przesadzasz i to ostro. Lewandowski razem z cała drużyną Bayernu po zdobyciu mistrza pili piwo z puchsru przed ksmerami TV. Teraz winni są alkoholizmowi w X krajach, bo idole, bo młodzież oglądała itp?
Cala afera w tym samolocie to pewnie podsmiechujki ze Smudy- on jak się zdenerwował, to po niemiecku gadał, do tego dziwakiem jest do tej pory.
Odyn

I tu jest taka różnica, zdobyli Mistrza, pili z całą drużyną... jesteśmy ludźmi i ja to rozumiem. Ale co świętował Żewłakow i z kim pił? Czy nie mógł wrócić do domu i wypić lampkę wina przy kolacji z żoną? Aż tak suszylo że musiał napić się już w samolocie?...Z tego co wiem cała drużyna nie piła a nawet był zakaz picia...
Major
  • 5 / 10
Na pewno jest to osoba, ktora powinna znalezc sie w strukturach naszego klubu. I nie zmienia tego fakt, ze pracowal za Lesnego, ktory jak wiadomo wraz ze swoim przyd**asem z Poznania wykorzystal Legie zeby sie nachapac i doprowadzil do katastrofalnego stanu finansowego (przypominam, ze nawet gigantyczne jak na polskie warunki pieniadze z LM nie wystarczyly do pokrycia dlugow , ktore narobil czego efeketem byla m.in przymusowa wyprzedaz podstawowych graczy wstyczniu 2017 - pierwszym okienku po wspomnianym awasnie do LM)
No i powiedzcie sami: czy to nie skończony idiota?

Za pomówienie o nachapaniu się kosztem Legii, panowie: Leśnodorski i Wandzel powinni postawić do pionu takiego śmiecia.

Nie istnieją żadne dowody na owo nachapanie się wspomnianych tu prezesów, przynajmniej w oparciu o finansową wiedzę, podobnie jak nie było wyprzedaży na pokrycie długów - piłkarze sami chcieli odejść, naciskając na Klub.
Podporucznik
  • 5 / 1
Najwyraźniej każde forum musi mieć swojego Macierewicza.
Chorąży
  • 4 / 1
Nie wiem w jaki sposob według Ciebie narobil dlugow, ale jesli przez wysokie kontraktowanie zawodnikow to blednie myslisz. Ci wysoko oplacani zawodnicy zapewniali sukces np w pucharach i generowali wieksze zyski, "splacajac' w pewnym sensie swoje kontrakty. W sporcie chodzi o trofea i oni zapelniali nimi gabloty. Teraz dlugi tez rosna, bo zysku z pucharow i mistrzostw brak. Gdyby po odejsciu koralika Legia zdobywala dalej seryjnie mistrzostwo i grala w pucharach to kasa by sie zgadzala pomimo wysokich kontraktow. One bola wtedy gdy brak sukcesow czyli wplywow z gry w Europie. Jak dla mnie to dlugi sa wynikiem przeksztalcen wlascicielskich i blednymi decyzjami nowego prezesa. Zawsze stal z boku,a teraz bez odpowiedniej wiedzy skoczyl na gleboka wode. A w zyciu w takiej sytuacji trzeba dostac po d***e zeby sie czegos nauczyc.Policzylesile pieniedzy utopiono w tragicznych trenerach i jakie straty spowodowali oni swoja praca w ostatnim czasie? Nie jestem wielbicielem koralika i nie jestem przeciwnikiem Miodka, ale ta gebelsowska propaganda o hajsie wywiezionym taczkami, zlym koraliku i super Miodku mnie smieszy. Wszyscy chca wielkiej Legii , ale najchetniej za grosze, a tak sie nie da
Kapitan
  • 0 / 0
Jego z tego myślenia nie wyprowadziły nawet wrzucone tu przeze mnie dokumenty z raportu biegłego rewidenta PwC za okres rozliczeniowy 1.7.2016 - 30.6.2017, w którym miał wyszczególnione i podane na tacy powstałe wcześniej długi (te zresztą są też dostępne w KRS w formie sprawozdań finansowych) łącznie z tym, na co zostały przeznaczone pieniądze z Ligi Mistrzów. Gdyby to intelektualne zero wiedziało, kiedy Legia dostała te pieniądze z Ligi Mistrzów, to mógłby się zdziwić, ale podejrzewam, że nawet poświadczony notarialnie dokument przez trzech współwłaścicieli Legii niczego by nie zmienił. Był czas, że łykałem jego prowokacje, ale teraz, szczególnie gdy kilkaset osób stąd widziało wrzucone przeze mnie na imgura dokumenty obnażające jego kłamstwa, jest mi go tylko żal. To chory psychicznie człowiek.
Porucznik
  • 3 / 9
On i Leśny osiągnęli z Legia najlepszy wynik od wielu lat i nie zapowiada się by Legia w najbliższym czasie go powtórzyła
Podpułkownik
  • 4 / 2
Potrzeba nam ludzi takich jak Żewłakow.
Rozumiem to jako pewną markę, obycie, pozytywną pewność siebie, władanie językami. Wolałbym jednak, aby było w nich nieco więcej dyscypliny. Poniższy cytat z pana Michała zupełnie mnie bowiem nie przekonuje:
„Dla mnie profesjonalizmem nie jest regeneracja, odżywianie, trening tylko mentalność. Przywołam historię z Marcinem Grzywaczem, z którym rozmawiałem do piątej rano. Następnego dnia, bez względu na samopoczucie, żaden trener nie miał pretensji, że nie pojawiłem się na treningu i nie dałem z siebie maksimum w trakcie kolejnego meczu.”
Sierżant
  • 0 / 0
Teraz mamy ludzi z etykieta i dyscypliną korporacyjną, czego efektem są transfery na ilość w ostatnich latach. ( wiem, wiem, zmiana w ostaniach miesiącach, tylko sprzedajemy).
Generał dywizji
  • 6 / 6
"Przez długi czas udało się stworzyć coś, co nie wyglądało jak firma, która jest obarczona jedynie bilansem oraz cyframi. Legia została skonstruowana trochę na zasadzie wyczucia, nieoparta na konkretnej konstrukcji finansowej. Drużyna była zbudowana na uczuciu, wyczuciu, chęci zwycięstwa oraz emocjach"

I to była podstawowa oś sporu między Mioduskim i Leśnodorskim. Czy współczesny klub może się rozwinąć i utrzymać poziom na intuicji, spontaniczności i koleżeńskich relacjach? Może ale tylko do określonego poziomu, arytmetyka zawsze weźmie górę, bo jest bezwzględna i nic ją nie obchodzą emocje i koleżeńskie relacje.
Współczesne kluby to normalne przedsiębiorstwa, tylko sprzedają specyficzny towar, emocje. To nie jest jedyny biznes tego rodzaju, można do nich zaliczyć branżę filmową albo muzyczną. Tam również już dawno działanie przestało się opierać na spontanie. Badanie rynków, szukanie nowych kanałów dystrybucji, marketing, panowanie nad kosztami, mechanizmy finansowania, to wszystko jest jak w normalnym biznesie a służy jak najlepszej sprzedaży emocji, czyli wzruszenia, wesołości lub strachu.
To wszystko staje się na tyle skomplikowane, że nie może funkcjonować na zasadzie "muzyka szwagra, słowa własne", potrzebni są specjaliści w każdej z tych dziedzin. Trzeba również sporej wiedzy żeby to wszystko ze sobą połączyć w jeden organizm, tak by praca jednych była kompatybilna z pracą innych. Tak bolesny przykład z Bereszyńskim i walkowerem może być przykładem tej wspomnianej spontaniczności i intuicji w działaniu. Byli w klubie ludzie którzy mówili, że Bereszyński nie może zagrać, ale w warunkach spontaniczności informacja zawisła w gdzieś w przestrzeni i nie dotarła skutecznie tam gdzie powinna.
Jest takie magiczne słowo procedury. Umiejętność budowania procedur powoduje że firmy popełniają mniej błędów a jak je popełnią, to wiedzą w którym miejscu i co spowodowało błąd. Organizacje, tak samo jak ludzie muszą się uczyć.
Nawet piłkarze na boisku muszą się podporządkować taktyce, muszą wiedzieć gdzie sobie mogą pozwolić na indywidualizm a gdzie zagrać bezpiecznie, bo w tej części boiska i w tej sytuacji strata piłki grozi stratą bramki.
Tak więc spontan, atmosfera jest fajna ale na tym sie nie zbuduje dużych przedsięwzięć.
Jest duży sentyment do tej metody zarządzania klubem, bo z perspektywy kibica okazała się ona skuteczna. Po okresie przeciętności nadszedł czas chwały, dominacji i pokazały się trofea. Można to zrozumieć.
Trzeba jednak mieć świadomość, że więcej było w tym hazardu niż strategii, a z hazardzistami jest tak, że prędzej czy później zatracają instynkt, który każe im w odpowiednim momencie odejść od stołu.
Generał dywizji
  • 4 / 3
Invictus
Dzisiaj może to funkcjonować jako romantyczny okres sukcesów, ale tylko dlatego że nie dokonało się to na co się zanosiło. Rosnące koszty opierano na prognozach finansowych w dużej mierze niezależnych od Legii. Dobrze to porównałeś do kasyna, bo w dużej mierze zależało od tego jak zakręciła się kulka w losowaniu pucharów.
Te słynne Bodziowe powiedzonka, ile sobie naru.asz, tyle będziesz miał, albo rób co chcesz w przypadku transferu Nikolića jakoś się kłócą z moją wiedzą o zarządzaniu. Prezes musi przynajmniej wiedzieć dlaczego coś ma iść tak a nie inaczej i to nie z jednego źródła.
Leśny dodał kolorytu Legii i całej lidze, lubiłem go słuchać, ale zarządzanie nie polega na intuicji i mówieniu bon motów.
Marszałek Polski
  • 5 / 2
Kurde, arytmetyka, specjaliści w każdej z dziedzin, procedury, a wszystko to można pominąć zatrudniając kompetentne STUDENTKI-STAŻYSTKI, które w (dużej korporacji finansowej) to i pewnie w Legii dałby by radę pociągnąć ten wózek. Tak wiem, no nie sami dyrektorzy są w Legii, ale większość;), bardziej jednak widziałbym ich pole działania tuż przy dziale transferowym, hmmmmmm które CV podesłane przez agentów były rozpatrzone, a które z góry odrzucone zapakowane w pudełko o nazwie "PIER.DOLE NIE CZYTAM WIĘCEJ":):):):)
Marszałek Polski
  • 2 / 1
Roboty jest tam tyle, że nie ma czasu na sprawiedliwość społeczną:):)
W dużym uproszczeniu była to strategia madame de Pompadour znana nam obecnie doskonale również z innych dziedzin życia.
„A po nas choćby nawet potop”...
Generał dywizji
  • 2 / 3
„A po nas choćby nawet potop”... powiedział i pociągnął za spłuczkę toalety. Stanisław Jerzy Lec.
~Dominik
  • 2 / 0
Wracasz do Legii?