Domyślne zdjęcie Legia.Net

Nie zawsze jest słodko i kolorowo

Mariusz Ostrowski

Źródło: Przegląd Sportowy

15.10.2009 08:59

(akt. 17.12.2018 01:31)

Marcin Komorowski na Łazienkowską przychodził po to, aby zastąpić na lewej obronie odchodzącego wówczas do Panathinaikosu Ateny Jakuba Wawrzyniaka. Legia płaciła 450 tys. zł za zawodnika regularnie powoływanego przez Leo Beenhakker do reprezentacji i podstawowego piłkarza Polonii Bytom. Po 10 miesiącach pobytu w stolicy, na razie nie spełnił oczekiwań. - Też denerwuję się tą sytuacją, ale wiem, że jeśli otrzymywałem szansę, nie prezentowałem się tak, jakbym chciał. Nie pozostaje mi nic innego, jak pracować i czekać na kolejną okazję do gry - twierdzi legionista.
Pechowo z Odrą Podczas ostatniego okresu przygotowawczego Komorowski rywalizował z Tomaszem Kiełbowiczem. Pierwszy grał w meczach ligowych, drugi w spotkaniach ligi Europejskiej . - Nie spisywałem się najgorzej, aż przyszedł mecz z Odrą w Wodzisławiu. Najdziwniejszy w tym sezonie. Powinniśmy wygrać kilkoma bramkami, a przegraliśmy po golu Piotra Piechniaka, który w tej sytuacji mnie faulował. Ale co z tego, straciłem miejsce i do dzisiaj go nie odzyskałem. Ale pretensję mogę mieć tylko do siebie - powiedział Komorowski. Odkąd przyszedł do Legii na 22 ligowe spotkania tylko w dziewięciu z nich wystąpił w podstawowym składzie. - Na przeszkodzie stanęła mi również kontuzja, której doznałem jeszcze na wiosnę poprzedniego sezonu. Wtedy po raz pierwszy wypadłem ze składu i od tamtego czasu nie jestem zadowolony z formy jaką prezentuję. Dodatkowo Tomek Kiełbowicz prezentuje się dobrze, nie popełnia błędów, a tym samym nie daje trenerowi powodu do przeprowadzenia zmian - stwierdził legionista. Komorowski stracił miejsce nie tylko w Legii, ale i nawet szerokiej kadrze reprezentacji Polski. Zabrakło go na liście powołanych przez Stefana Majewskiego na spotkania z Czechami i Słowacją. - Akurat to mnie nie zdziwiło. Trener zaprosił na zgrupowanie tylko tych zawodników, którzy regularnie grają w swoich klubach - skwitował zawodnik. Czyli aby wrócić do kadry biało-czerwonych, najpierw musi przekonać Jana Urbana do swoich umiejętności. - Forma powraca, będzie dobrze, przynajmniej ja jestem optymistą. Teraz trudno mnie nawet ocenić, bo nie gram. A wiadomo, że jeśli występuje się regularnie, to w każdym kolejnym spotkaniu udanym spotkaniu zyskuje się pewność siebie. Wystarczy jeden dobry mecz żeby "załapało". Ale najpierw muszę taki zagrać. W życiu nie zawsze jest słodko i kolorowo - dodał. Wielka rywalizacja Już za sześć tygodni sytuacja Komorowskiego w drużynie może się jeszcze bardziej skomplikować. 26 listopada Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie zajmie się sprawą 2-letniej dyskwalifikacji nałożonej na Wawrzyniaka przez grecką federację piłkarską. Coraz częściej słychać głosy, że skarga polskiego piłkarza zostanie rozpatrzona po jego myśli i jeszcze w tym roku będzie mógł występować, bo Legia zgłosiła go do rozgrywek ekstraklasy. Oczywiście nie od razu, bo te kilka miesięcy przerwy nie pozostały bez wpływu na jego formę i trudno, aby natychmiast wskoczył do pierwszej jedenastki. Jedno jest pewne, w czasie zimowej przerwy na lewej obronie stołecznej jedenastki zapowiada się pasjonująca rywalizacja o miejsce w składzie. - Na pewno trzeba walczyć. Nie zawsze zawodnik "zapali" od razu, niektórzy potrzebują trochę czasu. Spójrzmy na Miro Radovicia. Wiosną się męczył, a teraz wrócił do dobrej formy. Mam wielką nadzieję, że ze mną będzie podobnie - zakończył obrońca Legii.

Komentarze (0)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.