Relacja z trybun: Zwycięski remis - wideo

Mateusz Marek

Źródło: Legia.Net

05-08-2016 / 07:40

(akt. 07-12-2018 / 13:51)

Każdy kto wybrał się w środę na Łazienkowską miał świadomość stawki rewanżowego spotkania z AS Trencin. W przypadku porażki plany dotyczące występu w fazie grupowej Ligi Mistrzów po raz kolejny musielibyśmy odłożyć o co najmniej rok. Na szczęście nie było to konieczne i bezbramkowym remisem obroniliśmy zaliczkę sprzed tygodnia, awansując jednocześnie do ostatniej rundy eliminacji. Na trybunach zasiadło około 20000 widzów.

W Warszawie pojawiła się także grupka kibiców ze Słowacji, jednak nie można było oprzeć się wrażeniu, że więcej osób liczyła ochrona wokół sektora. Zgodnie z przypuszczeniami przyjezdni w milczeniu obserwowali wydarzenia boiskowe. Przed rozpoczęciem spotkania chwilą ciszy i odśpiewaniem hymnu upamiętniliśmy 72. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Przed meczem miała również miejsce zbiórka na renowację grobów i mogił powstańców. Na gniazdo po krótkiej przerwie powrócił Staruch i od samego początku swoją charyzmą skutecznie zachęcił Żyletę do głośnych śpiewów. Legijne przyśpiewki przerywane były gwizdami, które miały deprymować naszych rywali, gdy akurat wychodzili z kontrą. Dobrą robotę jak zwykle robili w takich momentach bębniarze nie przerywając wybijania rytmu przerwanej przyśpiewki przez co po odzyskaniu piłki płynnie wracaliśmy do wspierania naszej drużyny.


Doping w pierwszej połowie stał na bardzo przyzwoitym poziomie, chętnie podłączały się do niego boki Żylety, jak i z reguły aktywna wschodnia, szczególnie sektory znajdujące się najbliżej nas. Ułatwiliśmy im to, pytając kto wygra i zarzucając Warszawę. Można jedynie żałować, że tak jak przy okazji poprzednich meczów nie daliśmy możliwości rozpoczęcia tych przyśpiewek właśnie "drugiej stronie". W pierwszej części mieliśmy jeszcze okazję zaśpiewać nieoficjalny hymn stolicy, który perfekcyjnie nadaje się do głośnego ryknięcia i dawno niesłyszane "My kibice z Łazienkowskiej...". Po gwizdku sędziego kończącym pierwszą połowę, zejściu piłkarzy do szatni towarzyszyło głośne "Jesteśmy z Wami, hej Legio jesteśmy z Wami".


Drugą część meczu rozpoczęliśmy "Hitem z Wiednia". Później do akcji weszło "Hej Legia gol..." śpiewane z poprzedzającym go chwilowym wyciszeniem i wsłuchaniem się w bębny. Pomimo paru dogodnych sytuacji ze strony Legii na tablicy w dalszym ciągu widniał wynik 0:0. Po nieudanym strzale Kucharczyka w 63 minucie meczu, kiedy jęk zawodu przeszył trybuny, ruszyliśmy z "Nie poddawaj się, ukochana ma...". Wraz z powrotem na gniazdo Piotrka wróciło też machanie rękami zamiast klaskania przy "Szkoła, praca, dziewczyna...".  W 83 minucie po kolejnej groźnej akcji zespołu z Trenczyna podkreśliliśmy, że oczekujemy od naszych graczy walki do samego końca. Kiedy sędzia gwizdnął tego dnia po raz ostatni wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ rywale ze Słowacji wcale nam nie ustępowali, kilkukrotnie stwarzając naprawdę spore zagrożenie pod bramką Legii.


Piłkarze podeszli pod nasz sektor dziękując za doping, jednak nie byli szczególnie chętni do przybijania piątek. Przed nami niedzielne spotkanie z gliwickim Piastem, na którym obecni będą także kibice tego klubu. Początek meczu o 18:00.

Komentarze (3)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
~Wujek
  • 0 / 0
Takiego dziadostwa dawno nie widziałem na L3
~Alonzo
  • 0 / 0
Panie Mateuszu, a był Pana ulubiony moment - śpiewanie hymnu państwowego pod koniec meczu? Bo coś Pan nie wspomnial
~Szup
  • 0 / 0
Ale nawalanie sie ze swoimi na Zylecie robi sir juz nudne i wioskowe