Domyślne zdjęcie Legia.Net

Roger Guerreiro: Transfer nie był mi pisany

Marcin Szymczyk

Źródło: Gazeta Wyborcza

07.10.2008 09:12

(akt. 18.12.2018 21:42)

- Po Euro pojawiły się oferty, była mowa o Ajaksie, Borussii, PSG i kilku innych klubach. A to przecież moje marzenie, by grać w wielkiej drużynie i Lidze Mistrzów. Czy to coś dziwnego, że myślałem o transferze? Z tego, co wiem, Legia zażądała jednak za mnie masę pieniędzy i sprawa upadła. Byłem trochę rozżalony, ale uważam, że nasz los jest w rękach Boga. Widać nie był to czas na mój transfer. OK, mam kontrakt w Warszawie do końca 2009 roku - mówi pomocnik Legii <b>Roger Guerreiro</b>
Co się dzieje z Rogerem Guerreiro? Kibice reprezentacji Polski, którzy poznali pana wartość na Euro 2008, nie zadowolą się taką grą jak ze Słowenią i San Marino. - Krytyka jest czymś zupełnie naturalnym. Jeśli jest konstruktywna, wyciągam wnioski. Jeśli nie - zapominam. Rzeczywiście, nie byłem w formie. Ale po 20 dobrych minutach gry ze Słowenią cała drużyna stanęła, zaczęła grać słabo. Miałbym do siebie wielki żal, gdyby zespół grał dobrze, a ja jeden przewracał się o własne nogi. Ale tak nie było. Zawaliliśmy jako zespół. Ale na Euro 2008 zespół zawalał, a pan grał dobrze. Wtedy był pan w kadrze nowy, nikt od pana nie oczekiwał cudów. Teraz już tak. Trener Legii Jan Urban mówi, że po Euro 2008 był pan tak zajęty propozycjami transferowymi, że nie miał czasu myśleć o grze. - Jest w tym trochę racji. Po Euro pojawiły się oferty, była mowa o Ajaksie, Borussii, PSG i kilku innych klubach. A to przecież moje marzenie, by grać w wielkiej drużynie i Lidze Mistrzów. Czy to coś dziwnego, że myślałem o transferze? Z tego, co wiem, Legia zażądała jednak za mnie masę pieniędzy i sprawa upadła. Byłem trochę rozżalony, ale uważam, że nasz los jest w rękach Boga. Widać nie był to czas na mój transfer. OK, mam kontrakt w Warszawie do końca 2009 roku. Nie miałem jednak najmniejszego zamiaru grać słabo komuś na złość. Wiem, że tylko dobra forma jest trampoliną dla piłkarza. Ale po Euro miałem zaledwie tydzień wakacji. Najmniej ze wszystkich. Byłem przemęczony, nie byłem na zgrupowaniu w Grodzisku, a to musiało się odbić na mojej dyspozycji. Teraz dochodzę do siebie. Był pan z kadrą na Euro 2008. Gdy pojawia się presja wielkiej imprezy, większość polskich piłkarzy gra poniżej swoich możliwości. A pan grał znacznie lepiej niż w lidze w Legii. Dlaczego? - Nie chciałbym mówić za kolegów. W Brazylii jest tak, że każdy, kto kopie piłkę, marzy o meczach z tłumem kibiców, o ogromną stawkę. Tylko niektórzy to marzenie spełniają. Mnie się udało dzięki reprezentacji Polski. Atmosfera mistrzostw Europy mnie porwała. Uwielbiam coś takiego, więc logiczne, że gram wtedy lepiej. Tak będzie z Czechami. Atmosfera w drużynie nie jest chyba dobra. Przegrane Euro, skandal we Lwowie zakończony wykluczeniem Boruca, Dudki, Majewskiego. I słaba gra w eliminacjach MŚ 2010. Wielu żąda głowy Beenhakkera. Z Czechami i Słowakami gracie być może także o jego posadę. - Gramy o zwycięstwo kadry, a nie o posady. Beenhakkerowi zawdzięczam grę w reprezentacji Polski, jest świetnym trenerem i szczerym człowiekiem, który mówi piłkarzom w oczy, co myśli. Ale gdy się jest w kadrze, gra się dla kraju, rodziny, siebie, kibiców i oczywiście także trenera. Reprezentacja jest zawsze na pierwszym miejscu, czy prowadzi ją Beenhakker, czy kto inny. Na całym świecie, gdy jest gorzej, ludzie żądają głowy trenera lub wyrzucenia kilku piłkarzy. Ale słabsze mecze mają wszyscy. Brazylia zremisowała ostatnio ze słabiuteńką Boliwią. Dla kibiców to była katastrofa. My też nie wszystkie mecze możemy grać na 100 proc. Ale z Czechami zagramy. Atmosfera w kadrze jest OK. Dyskwalifikacja trzech piłkarzy była przykra. Rozmawialiśmy o tym w szatni, choć ja nie wszystko rozumiałem ze względu na język. Zresztą aż tak bardzo nie zabiegałem, by zrozumieć, wolę koncentrować się na piłce, bo to należy do mnie. Jesteśmy dorośli, każdy odpowiada za swoje zachowanie.
Zawieszeni wracają. Pomoże? - Tak. Idealna sytuacja w każdej drużynie to taka, gdy grają najlepsi. Boruc powinien bronić czy Fabiański? Wiadomo, ile Boruc znaczy dla reprezentacji, wszyscy widzieliśmy, jak grał na Euro. To bramkarz światowej klasy. Ale akurat na tej pozycji Polska ma nadmiar. Wszedł do bramki Fabiański i też było dobrze. Beenhakker ma dylemat, na kogo postawić z Czechami, ale jest to tak naprawdę sytuacja komfortowa. Chciałby mieć taki wybór na każdej pozycji. Ktokolwiek stanie do bramki, ma 100-procentowe zaufanie do nas wszystkich. Czesi są bardzo mocni. Gdy spojrzy się na kluby, w których grają, to... - Milan, Atletico Madryt, Arsenal, Chelsea, Juventus - to robi wrażenie. Ale z Irlandią Płn. wygrać nie potrafili, więc też mają problemy. Na przykład kontuzję Rosickiego? - To dla nich duża strata. My możemy się tylko cieszyć, bo rywal będzie słabszy. Szanujemy wszystkich Czechów, ale Rosicky to ktoś, kto sam mógłby rozstrzygnąć mecz. Zdajemy sobie jednak sprawę, z kim gramy. Leo Beenhakker ma tydzień, by nas przygotować. A to specjalista dużej klasy. Jak zagracie? Będziecie czekać na ataki Czechów i kontrować? - Moim zdaniem to złe podejście. Gramy u siebie i to my musimy rządzić, dyktować warunki. Nie ma sensu cofać się przed Czechami. Kibice przyjdą i będą chcieli oglądać odważną grę, a nie zabawę w chowanego. My musimy wygrać. Ktoś powie, że to zarozumialstwo. A ja odpowiem: trzeba mieć wielkie ambicje, gdy chce się dokonywać rzeczy wielkich. Roger zagra znów w głównej roli? - Wierzę, że tak. Bardzo się cieszę, że kibice wymagają ode mnie pierwszoplanowej roli. Nie wymaga się tylko od kogoś, kto nic nie może dać. A mnie stać, by wnieść do reprezentacji Polski bardzo wiele. Co Euro 2008 zmieniło w pana życiu? Nikt już nie wywiesza transparentów: "Roger nigdy nie będziesz Polakiem". - Ja się nigdy za to nie obrażałem. Chciałem tylko przekonać ludzi, że warto było dać mi szansę gry w reprezentacji Polski. Kiedyś byłem znany jako piłkarz Legii, dziś rozpoznają mnie ludzie w całym kraju. Niedawno w Krakowie ktoś poprosił mnie o zdjęcie, ktoś inny o autograf, a mnie jest tylko miło. Popularność to dla piłkarza znak, że nie jest się w swoim zawodzie byle kim. Udało mi się przekonać do siebie polskich kibiców nawet szybciej, niż się spodziewałem. Ale zdaję sobie sprawę, że muszę cały czas potwierdzać, iż ze mną reprezentacja Polski jest lepsza. Po Euro 2008 był pan w Brazylii. Chyba cały czas spędzał pan u znajomych i rodziny, opowiadając o mistrzostwach? - Dużo czasu spędzałem w radiu, telewizji, na wywiadach. W Brazylii było o mnie sporo szumu. Ale, jak mówiłem, to była frajda. Chociaż nie odpocząłem, to jednak warto było. Brazylijczycy kochają futbol jak chyba nic na świecie. Weźmy Ronaldo. On zarobił już w życiu setki milionów. Po co wraca do piłki? Po co tak haruje, by wyleczyć kontuzję? Bo kocha tę grę ponad wszystko. Jak my wszyscy. To nie jest zawód, to pasja. Wygląda na to, że Ronaldinho odnajduje się w Mediolanie. - W Barcelonie nie miał już motywacji do gry. Ale nikt nie myślał chyba, że nagle stracił technikę i już nigdy nie wróci do formy. Gdy pojawiły się nowe cele, nowa motywacja, wszystko zaczęło wracać do normy. A norma u Ronaldinho jest wysoka. W derbach Mediolanu zdobył zwycięskiego gola dla Milanu. Nie ma powodu, by się o niego martwić. Tak jak nie ma powodu, żebym ja nie mógł grać jak na Euro 2008. Mogę lepiej. Kto wygra w tym roku Ligę Mistrzów? - Myślę, że Manchester może obronić tytuł. A jeśli nie on, wygra inny angielski klub. Nie mówię tego z jakąś wielką radością, bo wolę futbol hiszpański albo francuski. Jest bardziej techniczny, czyli bardziej dla mnie. A kto będzie mistrzem Polski? Do Legii i Wisły Kraków dołączył Lech Poznań. - Ja bym jeszcze dodał Polonię Warszawa. Te cztery drużyny mają po 25 proc. szans na tytuł. Przynajmniej na razie. Może Lech ma mały plusik za zwycięstwo w Krakowie 4:1. Lech ma drużynę na mistrza? - Tak. Na mecze ze Słowenią i San Marino było powołanych aż pięciu piłkarzy z Poznania, na Czechy i Słowację aż czterech. To znaczy, że mają bardzo silną drużynę. Kiedy patrzy pan na Lecha czy Wisłę, nie żal panu, że Legia nic nie znaczy w europejskich pucharach? - To dla mnie największe rozczarowanie, od kiedy przyjechałem do Polski. Zawsze chciałem wprowadzić Legię do fazy grupowej Ligi Mistrzów lub chociaż Pucharu UEFA. W tym roku z FK Moskwa zagraliśmy jednak katastrofalnie. Zwłaszcza u siebie. I było po marzeniach. Jak widzi pan zachowanie waszych fanów? - Kiedy przyjeżdżałem do Polski, Legia miała najlepszą publiczność w kraju. Każdy mecz to było święto: orkiestra na trybunach i doping, aż ciarki biegały po plecach. Dziś ludzie przychodzą na stadion, by milczeć lub gwizdać. Nie rozumiem wszystkiego w konflikcie fanów z właścicielem klubu. Rola piłkarza kończy się między liniami boiska. Musimy radzić sobie bez wsparcia, bez dopingu. I zazdrościć innym, choćby Lechowi, gdzie na stadion przychodzą tłumy. Nie jest nam jednak łatwo. Jak już mówiłem: dla mnie im większy doping, tym lepiej. Czego nauczył się pan w Polsce? - Wiadomo, że zawsze będę kochał grę do przodu. Ale nauczyłem się walki w tyłach, odbioru piłki. Nie jest to moją specjalnością, ale już mnie nie przeraża. Jestem piłkarzem dojrzalszym. Zdecydowanie. Rozmawiał: Dariusz Wołowski

Polecamy

Komentarze (0)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.