Aleksandar Vuković: Musimy działać jak niemiecka maszyna

Logo Legia.Net

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

24-12-2019 / 08:00

(akt. 02-01-2020 / 23:45)

- Musimy mieć trochę taką niemiecką mentalność, czyli niezależnie od okoliczności, pracować jak dobrze zaprogramowana maszyna i nie zmieniać swojego podejścia. To jest klucz do naszego sukcesu. To, że jesteśmy na pierwszym miejscu teraz, żadnego sukcesu nam nie zagwarantuje - mówi trener Aleksandar Vuković w rozmowie z wybranymi dziennikarzami. Poniżej zapis rozmowy ze szkoleniowcem Legii Warszawa.

Dziesięć meczów, dziewięć zwycięstw (rozmawialiśmy przed meczem w Lubinie). Nie szkoda, że runda już się kończy?

- Uważam, że od zgrupowań w Warce i Leogang ta drużyna przeszła tak dużo, że odpoczynek przyda się wszystkim. Tam wszystko się zaczęło dla tego zespołu. Teraz jest czas przygotowania do wykonania kolejnego skoku, jakim będzie styczniowy okres przygotowawczy. Możemy wymagać od siebie więcej i grać jeszcze lepiej. Dotyczy to poszczególnych zawodników, jak i całej drużyny.

Czy podczas zgrupowania w Austrii zakładał pan, że w grudniu będzie udzielał wywiadów będąc wciąż trenerem Legii? W ostatnich latach szkoleniowcy przy Łazienkowskiej jesienią żegnali się z pracą.

- Wiem, jak wyglądała sytuacja z trenerami Legii, więc wtedy w ogóle nie koncentrowałem się na tym, co będzie za pół roku. Teraz też o tym nie myślę. Mam oczywiście dalsze plany, ale podchodzę do nich z rezerwą i poprawką, że najważniejsze jest to, co tu i teraz. Trudno mi było w lipcu zastanawiać się, co będzie w grudniu, koncentrowałem się, by jak najlepiej przejść trudny początek sezonu.

Które decyzje były dla pana najtrudniejsze? Te w trakcie sezonu, czy te przed jego rozpoczęciem jak pozbycie się Kucharczyka, Hamalainena czy Radovicia – piłkarzy z uznanymi nazwiskami?

- O tym, że z kilkoma graczami nie przedłużymy umów, wiedziałem już dawno. Klamka zapadła wcześniej, nawet w momencie, w którym obejmowałem zespół w kwietniu. Najtrudniej było się rozstać z Michałem Kucharczykiem, w tym przypadku plan był przecież inny, miał zostać. W tej kwestii to ja miałem dużo do powiedzenia i to była bardzo trudna decyzja, bo cenię i szanuję Michała, za to, co zrobił dla klubu, kim jest i co dawał drużynie. Ale w swoim przekonaniu i sumieniu byłem przekonany, że najlepsze dla drużyny będzie rozstanie. I na boisku, i w szatni, trzeba było ustalić nową hierarchię.

- W innych przypadkach kilka razy mi tej odwagi zabrakło – na przykład na początku sezonu nie postawiłem na Michała Karbownika, który już na zgrupowaniu w Warce się wyróżniał i dawał sygnały, że sobie poradzi. Potem jednak złapał kontuzję w Leogang i to spowolniło wprowadzenie go do zespołu. Miałem świadomość, że nie mam mocnej pozycji i wiedziałem, że na początku nie wszystko będzie funkcjonowało, jak należy, dlatego zachowywałem się ostrożnie.

- Chwilę potrwało też postawienie na atak, do którego jestem przekonany. Sądziłem, że zespół będzie lepiej funkcjonował bez Carlitosa. To klasowy strzelec, bardzo dobry piłkarz, ale uważałem, że inne wybory personalne przyniosą więcej korzyści na boisku. To przeświadczenie nie wygrywało z ostatecznymi wyborami. Ale na początku sezonu były tylko dwie opcje – Sandro Kulenović i Carlitos. Jarosław Niezgoda był kontuzjowany, a Jose Kante na Pucharze Narodów Afryki. Najważniejsze pierwsze mecze graliśmy z Carlitosem – w ataku albo na "dziesiątce". Rozmach drużyny był spowolniony. Ale mówię to w kontekście tych trudnych decyzji – to nie jest prosta sprawa, będąc trenerem o niezbyt mocnej pozycji, a podejmować decyzje radykalne. Nie bałem się, chciałem i chcę pracować na swoich zasadach. Tak będzie zawsze i wszędzie. Zamierzam postępować według własnego sumienia i zasad. Uważam siebie za człowieka sprawiedliwego.  

Przewietrzenie szatni, ustabilizowanie składu, wychodzenie z kryzysów - przez ostatnie miesiące w Legii działo się bardzo wiele. Jak pan ocenia ten czas?

- Trudny, ale nie aż tak bardzo, jak końcówka poprzedniego sezonu. Wtedy zobaczyłem - zresztą nie tylko ja, bo wiele innych osób w klubie też to widziało - że wszystko zmierza w złym kierunku. W tej szatni nie było chemii, brakowało pozytywnego nastawienia. I nie była to wina samych zawodników, ale też ich kontraktów, które przez ostatnie lata były źle konstruowane i okazało się, że wiele z nich wygasa w tym samym czasie, co osłabiało motywację do pracy. Nałożyło się wiele niekorzystnych spraw. Jedyną nadzieją dla nas było to, że inni znowu tego nie wykorzystają. Jak w poprzednich sezonach, kiedy zdobywaliśmy mistrzostwo głównie dlatego, że rywale nam w tym pomagali. Teraz nie pomogli, tego szczęścia zabrakło. Piast na dziesięć ostatnich spotkań wygrał dziewięć, w tym z nami, jedno zremisował. Wykorzystał to, czego wcześniej inni nie wykorzystali. Dlatego z pełną świadomością na konferencji kończącej poprzedni sezon - po 2:2 z Zagłębiem u siebie - mówiłem, że teraz przed nami nowe otwarcie. Deklarowałem, że zrobię wszystko, by oczyścić atmosferę w tej drużynie, ze nawet jeśli zostanę z Legii zwolniony, to kolejny trener, który tutaj przyjdzie, będzie miał łatwiej. Zawita do zdrowej szatni. Ukierunkowanej na rozwój i pracę.

- To był pierwszy krok, który wiązał się z tymi wszystkimi zmianami. Czyli z odejściem nie jednego, a kilku piłkarzy oraz z przyjściem nowych. Byłem w pełni świadomy, że nie od razu każdy poprze moje decyzje. Nie tylko związane z rozstaniami, ale też z przyjściami takich piłkarzy jak choćby Gwilia. Zdawałem sobie sprawę, że ludzie nie od razu zrozumieją mój pomysł na tę drużynę. Teraz wielu go popiera, i to cieszy. Tym bardziej, że jak sam patrzę na ten skład, to widzę w nim Vesovicia, Jędrzejczyka i Martinsa, którzy w poprzednim sezonie byli podstawowymi graczami, a reszta jest nowa. Nowy jest Karbownik, Lewczuk, Novikovas, Luquinhas, Gwilia czy Majecki, który broni pierwszy sezon. Ale też Antolić, Kante czy Niezgoda, którzy zostali wyciągnięci z szafy. To pokazuje skalę zmian. Nie wydaje mi się, by przy takim natłoku meczów, można było szybciej spodziewać się lepszych efektów. Z wieloma sprawami od początku sezonu radziliśmy sobie w biegu, mając z tyłu głowy to, że okno transferowe cały czas jest otwarte, a nasze wyniki w pucharach zdeterminują kupno, ale też sprzedaż piłkarzy, prędzej sprzedaż. Skończyło się dobrze, a nawet bardzo dobrze. I dzisiaj wie to każdy, ale latem było dużo krytyki, że Legia zostaje z Kante i Niezgodą, że pozbywa się Carlitosa i Sandro Kulenovicia. Wiele osób uznało to za ryzykowne, wręcz bardzo nierozsądne posunięcie z naszej strony. Ale ja byłem pewny, że Kante i Niezgoda dadzą radę. Naprawdę byłem o tym przekonany.

Kante i Niezgoda zagrali ze sobą w ataku po raz pierwszy w rewanżowym meczu z Wisłą Płock. Nie kusiło pana, by postawić wcześniej na ten duet?

- Nawet jak kusiło, to nie było to możliwe. Jarek był z nami od początku przygotowań, dobrze wyglądał w Warce, ale po zgrupowaniu w Leogang wpadł w dołek. W taki dołek, że u Ricardo Sa Pinto już by się z niego nie wygrzebał. Śmiem twierdzić, że u wielu innych trenerów również. Jarka po prostu trzeba dobrze znać. Mówi się, że puchary rządzą się swoimi prawa… Jarek też rządzi się swoimi prawami. Nie był to łatwy moment, ja też chwilami zaczynałem tracić cierpliwość do tego wszystkiego, nie był to piłkarz, na którego można było postawić. Wyszedł na boisko w meczach z Koroną czy Śląskiem i wypadł przeciętnie. Dostawał swoje szanse, bo na treningach widziałem, że jest coraz lepiej. Aż w końcu nadeszła poważna szansa w pierwszym składzie z ŁKS-em Łódź w szóstej kolejce.

- Kante wrócił z Pucharu Narodów Afryki. Od początku bardzo chciałem, by u nas był, powiedziałem mu to. Ale on wracał do drużyny nie mając wysokich notowań, trafiał do zespołu gdzie byli gracze z wysokimi notowaniami. Nie chciałem od razu wszystkich usuwać i stawiać na Kante, to nie jest droga, którą preferuje. Musiał potrenować z drużyną, zasłużyć na swoją szansę. Miał zagrać z Zagłębiem Lubin w piątej kolejce, ale na ostatnim treningu doznał urazu, był wykluczony na kolejne dwa tygodnie. Ale widząc go na treningach byłem przekonany, że będzie ważnym punktem zespołu. Dlatego na koniec okienka transferowego dałem jasny sygnał co myślę o Niezgodzie i Kante. Byłem pytany o to przez klub przy negocjacjach w sprawie transferów Carlitosa i Sandro Kulenovicia. Nie mówię, że moja opinia w przypadku ich odejścia była kluczowa, ale powiedziałem, że damy sobie radę, że mam piłkarzy, którzy ich zastąpią. Odbudowującego się Niezgodę, Kante w którego wierzę oraz młodych i obiecujących Kacpra Kostorza i Macieja Rosołka.

Niezgoda to piłkarz, o którego zatrzymanie będzie trzeba najmocniej zabiegać czy może nie da się go zatrzymać?

- Już zdążyłem powiedzieć, że bardzo mi zależy na tym, aby Jarek dalej u nas grał. Ale oczywiście jestem w pełni świadomy, że mogą się pojawić oferty, których jako klub nie będziemy w stanie odrzucić. I wtedy odejście Jarka może stać się faktem. Gdyby tak się stało, będziemy mieli duży problem, kim Jarka zastąpić. O wiele większy niż jesienią, gdy trzeba było zastąpić Carlitosa i Kulenovicia. Skutecznych napastników w przerwie zimowej nie ściąga się tak łatwo – pamiętamy transfery Chukwu czy Necida. Ostatnio czytałem zestawienie, z którego wynikało, że tylko 16 procent napastników ściągniętych zimą strzela wiosną więcej niż pięć goli.

Wspomniał pan o tym, że był sprawiedliwy. To cecha, którą często podkreślają piłkarze słysząc nazwisko Vuković.

- Nigdy nie możesz być w 100 proc. fair wobec każdego. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą bardziej zadowoleni a inni mniej. Ale zawodnicy chcą znać pewne reguły, widzieć konsekwencję w działaniu. Jeżeli masz swoje zasady - czyli w moim przypadku są to przede wszystkim nastawienie na pracę oraz dobrą atmosferę w drużynie - to musisz ich bezwzględnie przestrzegać. Żaden piłkarz nie może mieć poczucia, że jest niesprawiedliwie traktowany. Każdy musi być świadomy, że na swoją pozycję trzeba ciężko pracować. Największy sukces jest wtedy, kiedy każdy w szatni postawiłby na taką samą jedenastkę, nie miał wątpliwości co do twoich wyborów. Oczywiście jakieś wątpliwości są zawsze. Tak było ostatnio z Mateuszem Wieteską i Igorem Lewczukiem. Do meczu z Zagłębiem grał Lewczuk, ale tak naprawdę mógłby grać Wieteska. Obaj na to zasługiwali, decydowały detale. Tak samo było w przypadku Waleriana Gwilii, który też powinien być na boisku. Nie było go tylko dlatego, że nie mogłem wystawić dwunastu piłkarzy. Oprócz nich była też cała grupa zawodników trochę dalej od wyjściowego składu, ale też nie aż tak daleko, by nie mogła wskoczyć do składu. I oni o tym wiedzą, każdy o tym wie, bo mój klucz wyboru jest przejrzysty dla wszystkich.

Przed meczem z Lechem, po porażkach z Lechią i Piastem, biurko było już posprzątane?

- Walizka zawsze jest przygotowana w kącie mojego pokoju. Dokumenty mam poukładane, trzymam porządek i jestem gotowy.

Odmówił pan wywiadu przed meczem z Lechem, tłumacząc, że teraz musi pracować po to, byśmy mogli się spotkać za jakiś czas.

- To moje wewnętrzne odczucie, ale czułem, że w klubie kilka razy się zakotłowało. Trzecia porażka w lidze, która nie miała miejsca, spowodowałaby, że ten kocioł byłby jeszcze większy. Nie miałem sygnałów, że muszę wygrać z Lechem, bo przestanę być trenerem. Przeciwnie. Otrzymałem wsparcie, szczególnie od dyrektora sportowego Radka Kucharskiego, z którym współpracuję na co dzień oraz prezesa Dariusza Mioduskiego. Nie było tematu zwolnienia, ale czułem powagę chwili. Będąc trenerem Legii nie można przegrywać meczu za meczem, porażkami bym się na dłuższą metę nie obronił. Nie myślałem, że to może być mój ostatni mecz, ale nie chciałem przed nim udzielać wywiadów.

Grając tak ważny mecz jak z Lechem, przy stanie 1:1 wpuściłpan na boisko 18-letniego debiutanta Macieja Rosołka. A on dwie minuty po wejściu trafił na 2:1. To był kluczowy moment dla pana i zespołu?

- Jeśli mogę być z czegoś zadowolony po pierwszej pełnej rundzie w roli trenera Legii, to z zachowania w trudnych chwilach. Nie zmieniłem się, pracowałem według sumienia, własnego uznania i potrzeb zespołu. Nic innego nie miało na mnie wpływu. Rosołek wyglądał bardzo dobrze, dał dobrą zmianę w sparingu z Dinamem Mińsk, dlatego pomyślałem o nim w kontekście tego spotkania. Z jednej strony to była odwaga, ale – z mojego punktu widzenia – rozsądne posunięcie. Było 1:1, atakowaliśmy, jesteśmy groźniejsi i przyda się kolejny zawodnik potrafiący strzelać gole. To tylko mogło pomóc. Z obecnej perspektywy widzę, że to był fajny test i doświadczenie. Jestem zadowolony, że nie tylko nie straciłem głowy, ale miałem w sobie dużo spokoju. Najpierw zmieniliśmy ustawienie na dwóch napastników, co przyniosło gola wyrównującego, a potem wszedł Maciek. Jedyne, co jest słabe, to świadomość, że mogłem zrobić identycznie, a mecz mógł się poukładać w zupełnie inną stronę. A wtedy ocena mnie i zespołu byłaby zupełnie inna.

Mateusz Wieteska ostatnio powiedział, że przed meczem z Lechem - w trakcie przerwy na kadrę, która przypadła po porażkach z Lechią i Piastem - bardzo dużo pracowaliście nad sferą mentalną.

- Tak było. Z Lechem zagrali zawodnicy, którzy akurat nie wyjechali na zgrupowania. A ci co wyjechali albo wrócili z kontuzją jak Vesović, albo pauzowali za kartki jak Jędrzejczyk. Z kadrowiczów grał chyba tylko Karbownik, który wrócił z młodzieżówki. Reszta przez ten czas była tutaj z nami, normalnie w czasie tej przerwy trenowała w klubie. Z Lechem wygraliśmy, ale też nie chcę być taki zero-jedynkowy, bo z Pogonią w Szczecinie najlepszy na boisku był Vesović, który cztery dni wcześniej przegrał z Czarnogórą na Wembley aż 0:7.

Gdyby pan mógł zmienić jedną rzecz tej jesieni, to co by to było?

- To była bardzo intensywna jesień. Przez to pół roku nauczyłem się bardzo wiele. Zobaczyłem, jak drużyna reaguje na różne sprawy. Chociażby na przerwy na kadrę. Mówię o tych przerwach, bo to są właśnie okresy, nad którymi zastanawiam się, co mogę w przyszłości zrobić lepiej. Mamy mecz z Lechem po październikowej przerwie, który wygraliśmy 2:1, ale w pozostałych mieliśmy duże trudności. We wrześniu bezbramkowo zremisowaliśmy z Jagiellonią, potem przegraliśmy 0:1 z Wisłą Płock, a w listopadzie 1:3 z Pogonią. Rozwiązaniem tych problemów może byłoby postawienie na zawodników, którzy zostają w klubie i nie grają meczów w reprezentacji, czyli w trakcie przerwy są do naszej dyspozycji na treningach.

- Na pewno jest sporo doświadczeń, które w przyszłości można spróbować mądrze wykorzystać. Nie zgodzę się jednak z tymi - a wiem, że tacy są - którzy uważają, że z Rangersami mogłem zrobić więcej. Jako trener mam sobie tyle do zarzucenia w rywalizacji ze Szkotami, ile w meczu z Lechem. Czyli nic. Pomogłem drużynie, jak tylko mogłem. Słyszę, że na Rangersów mogłem wyjść bardziej ofensywie, zagrać jak z Atromitosem albo z ŁKS-em. Nie widzę w tym żadnej logiki. W takim dwumeczu, dobrym dwumeczu - a szczególnie w tym pierwszym spotkaniu w Warszawie - wszystko rozbiło się o skuteczność. W takich spotkaniach masz dwie, trzy sytuacje i albo je wykorzystujesz, albo nie. My ich nie wykorzystaliśmy, i to zaważyło.

Liczycie się z odejściem Niezgody, Majeckiego? Ich będzie najtrudniej zatrzymać?

- Najwięcej się o nich mówi. Ale mam przeczucie, że nie będzie mocnego osłabienia zespołu. Teraz mamy inną sytuację w porównaniu z latem. Przewiduję maksymalnie ruchy transferowe graczy, którzy nie grają, którzy nie są na pierwszym planie. Plus 1-2 piłkarzy może odejść, ale nie musi, którzy byli kluczowi dla zespołu jesienią. Ale mam nadzieję, że do takich osłabień z tej grupy ważnych postaci, nie dojdzie. Liczę na to, byłoby to najlepsze rozwiązanie z punktu widzenia mojego i zespołu. Myślę raczej o delikatnych zmianach, które nas ulepszą i dodadzą jakości.

Innym piłkarzem, którego nazwisko już się wymienia w kontekście zagranicznych klubów jest Michał Karbownik. Dla pana to największe zaskoczenie na plus w tym sezonie? Chyba nikt nie spodziewał się, że będzie odgrywał aż tak ważną rolę. I czy on nie powinien być w jakiś sposób wdzięczny Ivanovi Obradowiciowi, bo gdyby Serb prezentował się choćby poprawnie, to Michał miałby o wiele trudniej.

- Jest w tym trochę racji. Gdyby sytuacja z Obradoviciem wyglądała inaczej, gdyby Rocha prezentował się solidnie, gdybyśmy mieli lewego obrońcę, który nie schodzi poniżej pewnego poziomu, to pewnie Karbo dostałby swoją szansę później, w mniejszym wymiarze, może na innej pozycji. Ale ze wszystkich młodych piłkarzy, on miał szansę ugrać najwięcej i to zrobił. Ale spora grupa graczy, nie tylko Karbownik, może z optymizmem spojrzeć w przyszłość i to jest dla mnie kluczowe. Także Michał ugrał sporo, ale może ugrać jeszcze więcej w kolejnych miesiącach. Podobnie jak Domagoj Antolić, któremu się zmieniła pozycja i postrzeganie, tak samo Jose Kante, który gra i jest doceniany, Jarek Niezgoda, który wrócił na swoje miejsce, Radosław Majecki.

W tej grupie jest też z pewnością Luquinhas. Zmiana pozycji u tego gracza też była jedną z kluczowych decyzji dla zespołu?

- Pytacie mnie o kolejnych zawodników, a nie tak dawno pisałem pracę zaliczeniową na kursie trenerskim. Pan Stefan Majewski prosił o opisanie swojej drużyny marzeń – jakby miała wyglądać, jakim systemem grać. Napisałem, że dla mnie jako trenera, każdy zespól, jaki trenuje, ma być moim zespołem marzeń. Uważam, że trener musi pokochać drużynę, którą trenuje. Myśląc w kategoriach, że gdzieś są lepsi zawodnicy, że trzeba kogoś wymienić, sprowadzić, nigdy nie będziemy zadowoleni. Na takie rzeczy mogą sobie pozwolić tylko trenerzy z samego topu – Liverpoolu, Barcelony czy Manchesteru City. Teraz mam zespół, który lubię, tych ludzi da się lubić, za to jak pracują, jakimi są osobami. Dla Legii jest to kluczowe, nigdy nie będziemy doskonali – to jest niemożliwe. Dla Legii istotne jest by dobór ludzi był właściwy – według zasady, że można nie trafić z piłkarzem, ale trzeba trafić z człowiekiem.

- Na ostatniej konferencji w zeszłym sezonie mówiłem o legionistach, którzy są oddani klubowi. Natomiast ja uważam, że Legia musi mieć ludzi charakternych, ambitnych. Wtedy ten piłkarz nawet będąc w przeszłości piłkarzem Polonii, zostawi serce na boisku. Bo to nie ma żadnego znaczenia. Na boisku muszą być gracze jakościowi – jako osoby z odpowiednim charakterem. Jeśli ma się to w sobie, to sympatie klubowe nie mają znaczenia. Jeśli chcesz wygrywać, zdobywać trofea, zdecydowałeś się na sport zespołowy, to musisz współpracować i przedkładać dobro zespołu nad swoim.

Jaki był najlepszy mecz Legii jesienią? Taką wizytówką?

- Staram się pracować w takim procesie, że dany dzień jest tym najważniejszym, ale mając też jakąś perspektywą na kolejne dni i tygodnie. Bo pewne rzeczy muszą się dotrzeć, muszą się rozwinąć. Powiem więc tak, od początku sezonu niemal nie miałem meczu, w którym byłbym niezadowolony z drużyny. Miałem pretensje tylko po pierwszej połowie z Koroną 2:0, kiedy było głośno w szatni, miałem pretensje o spotkanie z Wisłą Płock na wyjeździe. To są dwa momenty, kiedy dążenie do sukcesu nie było na takim poziomie, jakbym sobie tego życzył, kiedy nie widziałem wystarczającego zaangażowania. Bo czasem coś nie wychodzi na boisku i to jest normalna sprawa. Ale zaangażowanie i starania być muszą.

- W zeszłym sezonie miałem okazję by prowadzić zespół w ostatnich dziesięciu spotkaniach i w nich co chwilę można było być niezadowolonym z zaangażowania. Tak było w wygranym meczu w Zabrzu, tak było w spotkaniach z Pogonią czy Zagłębiem. Z Lechią zagraliśmy dobry mecz i paradoksalnie z Piastem. Natomiast od początku obecnego sezonu drużyna chce – nawet gdy remisowaliśmy na Gibraltarze, czy w meczu w którym wysoko wygraliśmy z Wisłą Kraków 7:0. Podejście piłkarzy, ich nastawienie, było takie samo. Po prostu zaczęliśmy lepiej funkcjonować, szybciej operować piłką, grać dokładniej, skuteczniej. To jest kwestia procesu, jaki zespół przechodził.

W wielu meczach Legia grała do końca. Nawet prowadząc trzema bramkami, dążyła do kolejnych bramek. To też zmiana, element tej niemieckiej maszyny.

- Ale nastawienie takie było od początku sezonu, tyle, że drużyna w jego trakcie urosła, złapała rytm, zaczęła lepiej funkcjonować – ale to jest inna, oddzielna kwestia. Oczywiście wcześniej sam chciałem i oczekiwałem więcej, ale widziałem, że wszystko idzie w tym kierunku. Powiedziałem o tym po meczu ze Śląskiem 0:0, że zaczniemy dominować i kontrolować mecze.

- Jesteśmy w stanie przegrać z każdym w tej lidze. Dlatego nie możemy myśleć, że jak wygraliśmy jedno czy drugie spotkanie, to już w innym nam pójdzie gładko. Nawet mecz z Wisłą Płock to pokazał – graliśmy bardzo dobrze, a jedna sytuacja z karnym wprowadziła w nasze szeregi niepokój i zamieszanie. Dlatego musimy mieć trochę taką niemiecką mentalność, czyli niezależnie od okoliczności, pracować jak dobrze zaprogramowana maszyna i nie zmieniać swojego podejścia. To jest klucz do naszego sukcesu. To, że jesteśmy na pierwszym miejscu teraz, żadnego sukcesu nam nie zagwarantuje.  

W trakcie rundy pojawiał się temat porażek z drużynami z czołówki. Wyniki przeciwko zespołom z pierwszej ósemki martwiły?

– Po raz pierwszy spotkałem się z tym za sprawą Dariusza Dziekanowskiego w studiu telewizyjnym. Mówienie o takich rzeczach mija się z celem. Mówienie o przegranej z ”czołówką” to na ogół zaliczanie do tego grona choćby Śląska Wrocław czy Wisły Płock, która grając przeciwko nam była ostatnia i miała na koncie punkt. Najpierw słusznie krytykowano nas za porażki z zespołami, które sobie nie radziły, a potem te same drużyny używane są do tego, by krytykować nas za wyniki ze stawką znajdującą się w górnej połowie tabeli. Wspomniany Śląsk był często postrzegany przez pryzmat walki o utrzymanie w poprzednim sezonie, a to zupełnie inna drużyna. Wokół polskiej piłki brakuje chłodnej i dokładnej analizy.

Wracając do tematu konkretnych zawodników. Dominik Nagy i William Remy to piłkarze, którzy zimą odejdą z Legii?

- Największym wrogiem Dominika Nagya jest Dominik Nagy. To nie jest wielka tajemnica. Płaci za swoje błędy, które nie zdarzają się pierwszy raz. Z każdą kolejną sytuacją, cena jest wyższa. Nie mam wątpliwości, że to dobry piłkarz mający odpowiednie umiejętności. Na boisku jest zadziorny i zaangażowany. Najważniejszą reprezentacją na świecie jest dla mnie kadra Legii. Mówię to wszystkim zawodnikom i oczekuję, że co najmniej tak samo, a najlepiej jeśli mocniej, będą dbali o swój klub. Zależy mi, by gracze wrócili ze zgrupowań kadr jak najszybciej. Na ogół wszyscy to rozumieją. Nagy przed meczem z Lechem poprosił o dodatkowy dzień-dwa wolnego, dostał trzy. To dla mnie też informacja, bo drużyna miała przed sobą bardzo ważny moment. Jeśli możesz wrócić we wtorek, masz mecz w sobotę, a wracasz w czwartek, to różnica widoczna jest gołym okiem. Zachowanie zawodników ma dla mnie znaczenie i tyczy się to też rezerwowych, którzy nie zawsze muszą być zadowoleni. Zależy mi, by gracze pomagali drużynie, czuli radość z pobytu z zespołem. Węgier nie znalazł się w kadrze na mecz z Lechem. Szanse wykorzystali Wszołek i Rosołek. Potem pozostaje tylko czekać na swoją okazję do gry. Nie skreślam go, nie mówię, że nie zagra w Legii, ale musi trenować i wykazać się cierpliwością.

- William Remy poleci z nami na zgrupowanie do Turcji. Musi walczyć, bo trzech środkowych obrońców jest w hierarchii przed nim, a dodatkowo grają bardzo dobrze. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że się zaniedbał. W ostatnim czasie wrócił do dobrej dyspozycji. Nie miał miejsca w składzie, bo rywalizacja jest naprawdę na wysokim poziomie.

Jaką widzi pan szansę, że sezon uda się rozstrzygnąć wcześniej, bez czekania na to, co stanie się w ostatniej kolejce?

– Chciałbym, by tak się stało. Byłoby dobrze dla mojego serca. Jedyną drogą dla Legii jest skupienie się na każdym kolejnym meczu. Nie trzeba opowiadać, jacy to jesteśmy silni, tylko patrzeć w najbliższą przyszłość.

Szczególny moment z rundy jesiennej to…?

– Fajnym przeżyciem był gol Macieja Rosołka w meczu z Lechem. Moment był szczególny, a przy tym mówimy o spotkaniu derbowym. Ale wszystko jest ważne. Mogę też powiedzieć o sparingu z Dynamem Mińsk. Do przerwy przegrywaliśmy 0:3. Skończyło się remisem 3:3, ale uświadomiliśmy sobie, jak trzeba reagować na pewne kwestie. Kluczowy jest całokształt.

Pana pozycja jest znacznie mocniejsza po zakończeniu rundy? Czuje się pan pewny stanowiska?

– Od początku czuję się mocny. Pewność pracy? Nie czeka się na Adama Nawałkę, to kto będzie czekał na mnie? Odpowiadam za całokształt: przygotowania, taktykę, wybór składu. Uważam, że przegraliśmy jeden mecz, w którym nie mogliśmy się poprawić: to mecz z Rangers FC na wyjeździe. Nie mogłem wiele zarzucić drużynie. To nie było pożegnanie, które można nazwać kompromitacją. Tak byłoby gdybyśmy odpadli w Pucharze Polski z Widzewem czy Górnikiem Łęczna. Jako drużyna musimy mieć cele i chęci do ich realizacji oraz rozwoju. Musimy, mając doświadczenia ze Szkotami, doprowadzić do tego, by w takich spotkaniach było nas stać na jeszcze więcej. Gdy zmierzymy się ponownie z takim rywalem, powinniśmy być skuteczniejsi i pewni tego, że zagramy lepiej, bo rozwiniemy się jako zespół.

Cezary Kucharski powiedział ostatnio, że Aleksandar Vuković będzie trenerem Legii na lata.

– Nie ma niczego gorszego dla szkoleniowca Legii niż mówienie o nim jako „trener na lata”. Mam nadzieję, że takie słowa pojawią się jak najpóźniej. Czarek to kolega z boiska, ale nie tylko. Z pewnością pojawia się tu nutka subiektywizmu. Cieszę się, że w ostatnich miesiącach dostałem ze strony zespołu reakcję na to, co mówię. Zespół mógł mnie kilka razy… „spuścić”, ale nie uczynił tego i walczył o drużynę i przyszłość.

Przed ostatnią przerwą na mecze reprezentacji apelował pan o spokój i wystawianie ocen na koniec rundy.

– Tabela wygląda dla nas lepiej niż przy dwóch-trzech dodatkowych porażkach. Nie mamy za sobą łatwych meczów. Zostaliśmy na pierwszym miejscu. Legię stać na to, by dobrze prezentować się indywidualnie i grać fajną piłkę. Najważniejsze, by funkcjonował zespół. Piłkarz po meczach czuje czy zagrał dobrze czy źle. Jeśli było w porządku, to to dobre uczucie, bo wiesz, że dałeś z siebie wszystko.

To będą pana pierwsze zimowe przygotowania jako trenera. Czy są już przemyślanie, jak je przeprowadzić?

- Najważniejsze jest zdrowa rywalizacja. Od 9 stycznia planujemy mieć dwóch zawodników na każdą pozycję, gotowych na to, aby grać dla Legii Warszawa. To jest kluczem. Piłkarze muszą sami na boisku dać sygnał, że zasługują na grę. Moim i całego sztabu zadaniem jest to, aby wybierać mądrze i zostać na właściwej drodze.

Artur Jędzejczyk – o nim jeszcze nie rozmawialiśmy, a miał ogromny wpływ na grę zespołu. To jego pierwszy oficjalny sezon w roli kapitana. Nazwałby go pan kapitanem marzeń?

- Tak, to jest naprawdę znakomite pół roku "Jędzy". Bardzo dużo dał drużynie od siebie. W niedawnym meczu z Wisłą Płock był najlepszy na boisku. Pomimo tego, że wszyscy skupieni byli na naszej grze w ofensywie i co robimy z przodu, to należy pamiętać właśnie o nim, bo według mnie był najlepszy na boisku. Dobra dyspozycja, to dla niego ostatnio standard. Wiele razy zdarzyło się, że pomógł drużynie bez zbędnych komentarzy - raz zagrał na lewej obronie, raz na prawej, a potem w środku. Zazwyczaj rzuca się tak piłkarzy pokroju Michała Karbownika - młodych, którzy dopiero zaczynają grać. "Jędza" to z kolei zawodnik ustawiony najwyżej w hierarchii, a jednak zdarzało się, że był wrzucany do różnych stref boiska. Na każdej pozycji jednak był najlepszy. Uważam, że na dzisiaj jest on w stanie wygryźć "Karbo" z lewej obrony. Z taką formą jak "Jędza" ma teraz, jest w stanie grać na każdej pozycji na wysokim poziomie. Oprócz tego jest prawdziwym kapitanem. Będę go pilnował, aby się nie zmieniał. Jest młody i niedoświadczony, więc różne rzeczy mogą mu przyjść do głowy (śmiech).

Nazwisko piłkarza z polskiej ligi, którego trenera Vuković chciałby u siebie?

- Będziemy szukali polskich, bo zależy nam na tym, aby było ich jak najwięcej. Chcemy, aby odpowiednie proporcje były zachowane, a nie tak jak miało to miejsce całkiem niedawno. Mamy na oku kilku zawodników, ale nie są oni wcale z pierwszych stron gazet. Tacy, którzy powszechnie uważani byliby za najlepszych w naszej lidze. W tej chwili, jeżeli chcemy na każdą pozycję mieć po dwóch zawodników, przyglądamy się na przykład skrzydłowym. Chcielibyśmy Luquinhasa nieco odciążyć i móc używać go nie tylko na skrzydle, ale również w środku. Wiadomo, że ruchy przychodzące będą również uzależnione od tego, kto z klubu odejdzie. Aktualnie liczę na to, że nasz atak pozostanie w przyszłym roku bez zmian, że na przyszłą rundę będę miał Niezgodę, Kante, Kostorza i Rosołka. To w tej chwili powinno nam to zupełnie wystarczyć.

Sprowadzenie nowego bramkarza jest możliwe?

- Tylko w przypadku, jeżeli ktoś zostałby sprzedany, ale liczę na to, że niekoniecznie kogoś stracimy.

Do samolotu na pierwsze zgrupowanie wsiądzie już jakiś nowy zawodnik?

- Tak. Rozmawiamy  z dyrektorem sportowym, Radkiem Kucharskim i taki jest plan.

Notował: Marcin Szymczyk

Z trenerem rozmawiali dziennikarze Legia.Net, legionisci.com, Przeglądu Sportowego, sport.pl, wpolityce.pl i sport.tvp.pl.

Komentarze (139)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Trenerze oby tak dalej!
Generał broni
  • 0 / 3
"Gdyby sytuacja z Obradoviciem wyglądała inaczej, gdyby Rocha prezentował się solidnie, gdybyśmy mieli lewego obrońcę, który nie schodzi poniżej pewnego poziomu, to pewnie Karbo dostałby swoją szansę później, w mniejszym wymiarze, może na innej pozycji.". Tak niestety widzę decyzję Vuko. Dużo w nich szczęścia.
"Napisałem, że dla mnie jako trenera, każdy zespól, jaki trenuje, ma być moim zespołem marzeń. Uważam, że trener musi pokochać drużynę, którą trenuje. Myśląc w kategoriach, że gdzieś są lepsi zawodnicy, że trzeba kogoś wymienić, sprowadzić, nigdy nie będziemy zadowoleni." - czy to możliwe, żeby taką odpowiedzią zaliczyć kurs? Nie dziwi zatem stwierdzenie: "od początku sezonu niemal nie miałem meczu, w którym byłbym niezadowolony z drużyny". Pełne zadowolenie z siebie i pokochanie drużyny, to recepta na sukces, której nie rozumiem. Widać człowiek uczy się całe życie.
Generał brygady
  • 2 / 1
Vuko ty przy stanie 1:0 nie kombinuj ze składem bo będzie tak jak w Lubinie.
Rozumiem,że raczej Porsche lub Mercedes niż Wartburg lub Trabant.
Robimy postępy i jestem pełen nadziei. Jednak na razie to musimy wrócić na miejsce z 2016r. Wtedy to byliśmy przyzwoitym Fiatem Punto. Startu do marek niemieckich, francuskich lub angielskich nie mieliśmy,ale wszystkie koła się kręciły w tym samym kierunku.
Trochę zaufania. Byłem przeciwko zwalnianu Magiery i teraz też jestem za tym, żeby dać Vuko czas. Zdobędzie tytuł i awansuje do ligi Europy, to niech pracuje spokojnie dalej. Wiadomo, że i tak dłużej niż z 5 lat nie będzie naszym trenerem.
Od kilku lat, mamy być polskim Bayernem. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy Legią na jaką wszyscy czekaMY.
Hajto zacznie popierać naszego trenera, gdy usłyszy o tej niemieckiej maszynie:)
Tylko żeby za winklem stadionu nie częstował fajkami naszych piłkarzy,bo to nie dobrze wpływa na formę.
Podporucznik
  • 2 / 6
Tureckie media informują, że Trabzonspor kontaktował się z Kamilem Grosickim i stara się sprowadzić go do Turcji. Według serwisu takvim.com.tr miało już dojść do pierwszego spotkania pomiędzy piłkarzem i przedstawicielami klubu.
I co z tego?...
Podporucznik
  • 1 / 2
W sierpniu się dowiesz.
Pytam, co ma Grosik i Trabzonspor do Legii...
Uwaga forumowicze, wszystkie wpisy na forum mają być tylko i wyłącznie o Legii, bo tak zarządził młodszy porządkowy PietrekLegia!
Fairplay

Aleś ty durny, plotki transferowe o Grosiku, no super wiadomości...
W tych deficytach nigdy ci nie dorównam.
Już dawno przegoniłeś... a ja nie śmiałbym pod tym względem cię gonić.
Były piłkarz Legii. Na tej stronie często są opisywane poczynania ex legionistów.
Bartii

Na chwilę obecną to nie poczynania a zwykłe plotki.
Ktoś tu pisał o Starzyńskim w Legii, co jest bardzo mało prawdopodobne. Są już chętni na niego:

"A kto zimą przyjdzie do Lechii? Wszystko zależy od możliwości finansowych gdańskiego klubu. Trener Stokowiec i prezes Mandziara z pewnością widzieliby w Gdańsku Filipa Starzyńskiego z Zagłębia Lubin. Tym bardziej że pomocnikowi kontrakt w Lubinie wygasa za pół roku."

https://dziennikbaltycki.pl/slawomir-peszko-po-sezonie-odejdzie-z-lechii-gdansk-kontrakt-doswiadczonego-skrzydlowego-nie-zostanie-przedluzony/ar/c2-14679813
Starszy sierżant
  • 6 / 3
Jak najdalej od Legii
BOHNIEWICZ pekłem ze smiechu on słabszy od Wieteski zwrotnosc woza z węglem wyobrażacie sobie sytuacje w meczu gramy pressingiem na kole srodkowym stoi Bohniewicz i Jędza piłka zagrana prostopadła zanim ten kon sie obróci to klekajcie narody
Kapitan
  • 6 / 4
Trenerze,

Zanim do reszty przewróci się Panu w głowie i zanim włączy pan turbo do tej niemieckiej maszyny,
może coś Pan by zrobił i ustawił grę i asekurację na lewej stronie obrony.

Odkąd przejął Pan władzę straciliśmy po atakach przeciwników tą stroną boiska około 10 bramek.
Czy teraz rozumie Pan przyczyny ostatniej porażki? Oni to wiedzieli - Pan chyba nie do końca był świadomy tej słabości.

Piszę to ja misiekw w, który jest z Legią od połowy lat 60-tych XX wieku.

Pozdrawiam i życzę więcej zdolności analitycznych.
MISIEKW

Też tak myślę. I to jest jakaś słabość strukturalna, bo występuje bez względu na zawodników, którzy tam grają. Wydaje mi się, że wynika to ze zbyt wolnego przesunięcia formacji w lewo. Robi się zbyt dużo miejsca. Ponadto na prawej stronie gra Veso z Wszołkiem. Obaj są szybcy, wytrzymali i dobrze bronią. Po lewej grają zawodnicy mocniej usposobieni ofensywnie z tendencją schodzenia do środka, być może brak ustawienia właściwej asekuracji. Jest 3 trenerów + analitycy, to niech coś z tym zrobią, bo faktycznie to słabość, którą drużyny z premedytacją wykorzystują.
Żaden dotychczasowy trener Legii nie zdołał przemienić swojego zespołu w niemiecką maszynę, więc tę tytułową zapowiedź trenera odbieram bardziej jako dążenie do pewnego dalekiego ideału. Wciąga nas niestety niski poziom tej ligi. Gramy często w tempie charakterystycznym dla tej ligi, wolno i schematycznie. Zawodnicy przychodzą do nas z całkiem solidnych klubów, gdzie rywalizowali na wyższym poziomie, i w dłuższej perspektywie obniżają loty. Na przykład taki Remy na początku grał świetnie, teraz nie istnieje. Miała być rywalizacja na każdej pozycji, a większość zawodników ma zagwarantowaną grę chyba do końca sezonu, bo tej rywalizacji po prostu nie ma. Najwięcej minut ma 29-letni Martins, no bo kto miałby go zastąpić. Są problemy finansowe w klubie związane z zadłużeniem, problemy kadrowe, ale również problemy z koncentracją, przez którą zdarzają nam się wstydliwe porażki. Zgadzam się, że najpierw spróbujmy popracować nad tym, co jest do poprawienia, a wizjami niemieckiej maszyny nie zawracajmy sobie na razie głowy.
Chorąży
  • 1 / 2
Bartosz Slisz może tej zimy trafic do Legii oraz Paweł Bochniewicz, jeżeli odejdzie ktoś ze stoperów, w przypadku tego drugiego.
A co Slisz ma jakąś klauzulę? Przecież koleś kosztuje dużo.
Bochniewicz na pewno lepszy od Wieteski, Slisz to walczak lubię takich graczy, nie obraziłbym się.
Bochniewicz, zwrotny, jak Batory w porcie. Nie no, bez jaj.
~Jaco
  • 1 / 1
Niemiecka maszyna?! A co było w ostatnim meczu z zagłębiem?! Dlaczego piłkarze po przerwie stanęli w miejscu a ty do tego jeszcze poprzestawiałeś drużynę i zdjąłeś dwóch napastników?! Nie wiesz, to ja ci powiem co było! Geszeft i tyle w temacie
Generał
  • 0 / 8
ta runda jest bardzo trudna do oceny. Z jednej coś tam być może się zbudowało. Z drugiej martwią porażki z czołówką. Martwi gra z tyłu. Nawet jak przeważamy, to robimy karnego lub się akurat zagapiamy. Szkoda meczów u siebie z Pogonią i Lechią. Poza tym jeszcze jedno.... Popatrzmy na Bayern, Juve czy Barcę.

Wielkie firmy są po prostu skuteczne. Gra może piękna nie jest. Ale jest to wyrachowanie. To co momentami było za Berga. Lub też wybieganie i chęci jak za Czerczesowa. Urbanom i Skorżom trzeba było sprowadzać stylistów i całe zastępy graczy. A i tak często nie wychodziło. Nawet za Hasiego w pucharach to było to. Wyrachowany zespól, mający wynik. Idący do przodu.

Tak grają najlepsi. Czasy pięknej gry się skończyły. Dlatego reprezentacja Hiszpanii nagle stanęła. Dlatego reprezentacje południowoamerykańskie na mundialach odnoszą porażki i nie przeskakują pewnego poziomu. Być może Legię ogląda się dobrze, momentami widzisz ekipę która dominuje.

Tylko, że nie może tak być, ze to Lechie i inni nas karcą. Oba gole z Lechią to czyste frajerstwo. Kontra Pogoni u nas na 2:1. Mecz w Szczecinie. Błędy w Lubinie. Inna kwestia to gra Astiza i Wieteski. Dlatego się mówi, że dobre ekipy buduje się od tyłu. Bramkarz plus obrona oraz twardy środek pola.

Możemy nie móc patrzeć na Juventus jak męczy bułę w lidze. Bayern też czasami gra tragicznie i wygrywają minimalnie lub jak rywal nie umie utrzymać 0:0, to strzelą jednego, potem leci drugi i trzeci. Ale tak gra wielki zespół. W swojej lidze jest wyrachowany, konkretny i skuteczny. I też ma dobrą obronę oraz pewnego bramkarza.

Ma skutecznych 2-3 ludzi oraz 2-3 pewnych rezerwowych. Tak wygląda klasowa drużyna. U nas znow cofamy się do ery pierwszej kadencji Urbana czy też Skorży. Niech Vuko pracuje, bo zmiany trenerów dały nam więcej złego niż dobrego. Myślę, że on jest w stanie w przyszłym sezonie dać nam fazę grupową LE lub nawet CL.

Vuko musi stworzyć zespól, który będzie grał na miarę oczekiwań. Nie wygrywać tej ligi z zapasem punktów to jest wstyd. Niech popleczniki Mioduskiego mówią, że liga wyrównana itp.. Nie!!! Z naszymi możliwościami my tą ligę mamy wygrywać na luziku. Nie jesteśmy gorsi od Łudogorca czy Dinama Zagrzeb. O Bate nie mówię, bo tamta liga to cyrk.

Czekam na wiosnę. oby zespół był dobrze przygotowany i od początku pokazał kto rządzi. Pokazał, że Legia w tej lidze rozdaje karty. A nie męczy się do końca. Zdaję jednak sobie sprawę, że niektórym dominator Legia nie na rękę. Telewizjom, innym mediom czy też związkowi. Nie po to wymyślili esę 37, żeby Legia to ośmieszała i jeszcze sobie w międzyczasie młodzież ogrywała.

I tu trzeba obserwować ten bałagan. W sumie dzięki temu dzięki średniej grze, łapaliśmy czołówkę i potem to już reszta nie wytrzymywała. Piastowi się udało, do tego za rok wybory prezesa. Zibi nie może pozwolić, żeby opozycja pojechała na Śląsk i odebrała mu wpływy. On może już kończy, ale prezesem będzie jego człowiek, a on będzie gdzieś zarządzał z tylnego siedzenia.

Trenerowi za tą rundę wystawiam 3+. Legia nie może mieć 2 porażek u siebie, przegrywać jak leszcze środka pola. Zabrakło awansu do fazy grupowej LE. Na wiosnę czekam z nadzieją.
"Nawet za Hasiego w pucharach to było to. Wyrachowany zespól, mający wynik. Idący do przodu."

Wturlanie się do Ligi Mistrzów i na dzień dobry 0-6 nazywasz wyrachowaniem?...
"porażki z czołówką". Przepraszam bardzo, z czym? W tej lidze nie ma czołówki. Każdy zespół jest zespołem środka/dołu tabeli.
Nawet za Hasiego w pucharach to było to.

Ta, było. Szczególnie z Trenczynem na wyjeździe, gdzie tylko mecz życia Malarza zdecydował, że nie wyłożyli nam kilku bramek.
Porucznik
  • 3 / 3
pietrek, ale było.... za "trenerovicia" nie ma nic !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mad

Gdyby wtedy na drodze stanęliby przynajmniej Rangersi tez nie byłoby nic. Trenczyn tak jak pisze wyżej Poldi, gdyby nie Malarz wpadłoby kilka bramek, a na koniec Dundalk, jedyna drużyna którą mogliśmy wyeliminować, a zrobiliśmy to w fatalnym stylu.
Młodszy chorąży
  • 0 / 0
MG 42??? Chciałbym żebyśmy byli tak niebezpieczni dla przeciwników jak to niemieckie cacko.
Do tych wszystkich walących minusy za każdy pozytywny komentarz pod adresem Vuko.
Wasza naiwność nie zna granic. Do 32. ligi w Europie nigdy nie przyjdzie żaden poważny trener. Nie możemy nawet już liczyć na trenerów pokroju Czerczesowa,bo dla niego to już byłby potężny krok w tył w jego karierze. Taki Bjelica też już będzie omijał nasza ligę z daleka,po tym jak go potraktowała Amika.
Czas już zdać sobie z tego sprawę. Doceńmy zatem zaangażowanie Vuko,bo każdy inny (chyba trzeba użyć słowa najemnik) skosi nie mniejszą kasę,ale czy więcej włoży serca, to mam wątpliwości. Czy osiągnie wybitnie lepsze wyniki? To też jest sprawą dyskusyjną,bo na wyniki to trzeba poczekać. Ponadto Vuko ma coś,czego nie ma ŻADEN z jego poprzedników w ostatnich latach - świadomość,gdzie jest. Zdaje sobie sprawę,że nie może przedstawić właścicielowi Legii wymarzonej listy piłkarzy,dostrzega nasze ograniczenia finansowe i nie widzi w młodzieży tylko przedszkola. On już był przy wywalaniu niejednego trenera i wie,że tu wymyślenie prochu jest nierealne.
Kwintesencją zależności wymagań do możliwości klubu w naszej ekstraklasie jest chociażby ostatnio potraktowanie Mamrota w Jagiellonii. Gość z drużyną bez gwiazd powtórzył wynik Probierza, osiągał przyzwoite wyniki. Mimo osłabiania drużyny co okienko transferowe i o wiele mniejszego budżetu, rywalizował z nami jak równy z równym. No w Białymstoku stwierdzili jednak,że inny treneiro osiągnie więcej. Wątpię.
Nasze (zresztą nie tylko-vide:Amika) częste zmiany na stanowisku trenera są dreptaniem w miejscu, w szerszym kontekście to tak naprawdę cofaniem się. To nie przypadek,że jeszcze kilka lat temu w fazie grupowej LE bywały Wisła, Amika, no i przede wszystkim my, a teraz...
Dajmy wreszcie popracować jednemu sztabowi dłużej niż sezon. Nie oceniamy tylko ze względu na sam wynik (m.in. liczbę punktów).
A teraz: 3,2,1 i... pach,pach,pach (----------)
Sfrustrowany brakiem gry Onder Duda chce odejść z Herthy, Legia zarobiłaby 10% od zysku z ewentualnego transferu (zawodnik wyceniany na ok. 13 mln euro):

http://www.sport.pl/pilka/7,65081,25545149,byla-gwiazda-legii-warszawa-niezadowolona-ze-swojej-sytuacji.html#s=SMIN_Link_6
Major
  • 1 / 0
Byłoby super!
Podpułkownik
  • 0 / 0
Może roczne wypożyczenie do (L) poprawiłoby mu nastrój. Tu by pograł chłopak więcej.
u nas w lidze gra się 2 razy wolniej ,dla tego kluby z zachodu nie wypożyczają nam graczy bo to się mija z ich celem rozwoju
No i krzyż na drogę kasa się pudlowi przyda bardzo.
Vuko-odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku.
Czas gra na naszą korzyść. Już w tej rundzie były przebłyski "drużyny marzeń". Będzie jeszcze lepiej.
Teraz kluczowe jest okno transferowe. (Człowiek nie czuje,jak mu się rymuje.)
~ttening
  • 2 / 2
Wieteska jest w hierarchii za Astizem.
To tykajaca bomba dlatego ŚO powinien być wzmocniony,a jeśli chodzi o wybór płachety to jeśli by do nas trafił latem to Luqi by u nas nie grał
Major
  • 1 / 1
No właśnie nie do końca zrozumiałem jak Vuko mówił że Lewczuk i Wieteska to ten sam poziom. Zakładam że to wyypowiedź na utrzymanie wartości rynkowrj Wieteski
Pułkownik
  • 8 / 9
Wywiad piękny i wzruszający.I co dalej.Mowic można i pięknie i długo.Licza się fakty.Szesc porażek w lidze.Tylko dwa punkty przewagi.W perspektywie sprzedaż wyróżniających się zawodników.Brak pieniędzy.Niepewnoscco do wzmacniających drużynę transferów.O tym niech mówi.
Vuko tylko czemu to tak słabo wygląda taktycznie ? Poproś Wszolka niech coś podpowie. Grał we Włoszech słynących z taktyki. Przygotowanie kondycyjne było ok teraz to trzeba skupić się na organizacji gry.
Oby nie z ddr.
"Uważam, że od zgrupowań w Warce i Leogang ta drużyna przeszła tak dużo, że odpoczynek przyda się wszystkim."

A co to by było, panie trenerze, gdybyśmy przeszli Rangersów i weszli do LE, co oznaczałoby konieczność godzenia gry w fazie grupowej LE, ekstraklasie i PP. Drużyna przeszłaby jeszcze więcej. Ale skoro pan uważa, że drużyna przeszła tak dużo, to niepokoi mnie ta troska w kontekście naszych ambicji europejskich i niepowodzeń z ostatnich 3 sezonów. Może właśnie tu leży nasz problem niekwalifikowania się do LM/LE, że nie jesteśmy w stanie tyle wytrzymać fizycznie i po odpadnięciu w eliminacjach uważamy, że drużyna i tak jest bardzo zmęczona sezonem?
Generał broni
  • 3 / 2
Bardzo słuszne spostrzeżenie ,które nam kibicom umyka .Grając w pucharach lepszym składem zawsze na jesieni dysponowalismy dużą stratą do lidera ,odrabialismy po odpadnięciu z LE.
Czy naprawdę odpoczywamy tylko fizycznie? Zmęczenie psychiczne nie istnieje? Były gorsze i lepsze momenty więc może poprostu odpoczynek od piłki jest jak najbardziej wskazany aby na wiosnę wrócić wypoczętym przede wszystkim psychicznie, z nową motywacją i chęcią do walki o wyznaczone cele...
Pułkownik
  • 4 / 4
Za pieniądze które dostają mógłbym grać cały rok bez zmęczenia psychicznego.Niestety brak talentu.
Generał broni
  • 12 / 4
"musimy działać jak niemiecka maszyna" - takie słowa to miód na moje serce.
Generał brygady
  • 1 / 1
Oby dopisywał w zespole szwung.
Młodszy chorąży
  • 6 / 0
Dla mnie osobiście powinniśmy kupować młodych piłkarzy z perspektywą ich ogrania i sprzedaży. Nie mówię, aby robić to co amika, bo oni starają się tylko ogrywać i sprzedawać swoich wychowanków. Trzeba bardziej rozwinąć skauting i zwiększyć obszar poszukiwać. Nie stracimy na tym np. Nagy pomimo tego, że to niewypał to i tak jest wyceniany na więcej niż go kupiliśmy. Taki Luquinhas to bardzo dobry kierunek. Szkoda że tak mało szans dostaje Stolarski.
Nie mamy skautingu do młodych perełek. Czemu wcześniej nie wyłapali Żurkowskiego, Piątka, Buksy, Frankowskiego itp itd ?
Żurkowskiego? Gdzie on gra?
Piątka? Grał wtedy Niko i Piro
Buksa? 7 goli w 32 lidze gdzie Niezgoda ma 14
Frankowskiego? On przegrywa walkę na skrzydle w kadrze z Szymańskim
Podpułkownik
  • 5 / 6
Pietreczku!!!

Starzyński w Legii? Ten żółwik, który tylko trafia z wolnych i karnych? Nie żartuj. Nam jest potrzebny Płacheta, godny następca Vadisa, lewy obrońca i stoper. Pozdrawiam i Wesołych Świąt.
Generał dywizji
  • 2 / 6
z tym płachetą nie przesadzaj ,lepszy Bartosz Slisz lub Alan Czerwiński lub ten młody napastnik od nich.
Płacheta dobry jest plus młody plus mógłby hasać na skrzydle na przemian ze zdrowym novikovasem. A slisz, to dobry jest na Zagłębie, nawet tam się nie wyróżnia. Czerwiński spoko opcja, ale tylko wtedy gdy veso lub stolar out. W co wątpię. Dawać mladenowicia, karbo wyżej. Furman do rotacji i stipice z Pogoni. Majecki niech idzie dalej. Widziałbym jeszcze tego bohara u nas i młodego afgana z grudziądza.
Poloopku...

A potrafisz czytać że zrozumieniem? Chyba że lubisz dziury w płocie?
Generał dywizji
  • 2 / 4
Faktycznie taki Płacheta powinien grać u nas.
Życzę drużynie i trenerowi wielu sukcesów w 2020 r., bo Legia ogromnie ich potrzebuje. Im częściej trener powtarza zawodnikom przed meczami, że trzeba respektować przeciwnika, tym bardziej widać, że tej "trochę niemieckiej" mentalności nie ma. Nie da się na nią zawodników zaprogramować, bo boisko weryfikuje wszystko. Potwierdza się co sezon, że są mecze, obok których ta drużyna przechodzi. Jesteśmy liderem ze skromną przewagą, ale niestety nadal też częścią tego ligowego przeciętniactwa.

"Gdyby zebrać wszystkich liderów ekstraklasy od pierwszej kolejki - a były to po kolei Jagiellonia, Pogoń, Lech, Śląsk zmieniający się z Pogonią, Wisła Płock, Legia, ponownie Pogoń i Śląsk, wreszcie na koniec Legia - to w 20 kolejkach tylko cztery razy liderujący zespół wygrał kolejne spotkanie."

https://wyborcza.pl/7,154903,25537384,ekstraklasa-przypomniala-nam-wszystkim-ze-jest-absurdalna.html#S.sport-K.C-B.1-L.1.duzy
Pułkownik
  • 6 / 2
No to do dwóch meczów z których Vuko był niezadowolony doszedł teraz trzeci, z Zagłębiem. Było czuć to już na konferencji pomeczowej. Dalej mam też wrażenie, że zmianami Vuko chciał dać do zrozumienia zarządowi, że realnie ławka rezerwowych Legii jest bardzo krótka. Wymowne jest to, że wystarczy nieobecność 2 graczy z podstawowej 11 i od razu cała gra się sypie. Zmiennicy albo nie mają jakości, albo nie pasują charakterystyką do graczy których muszą zastąpić.

Generalnie to wszystko brzmi do bólu zdroworozsądkowo i logicznie, czekamy więc na to, jak drużyna będzie się przebudowywała i rozwijała w zimie, wedle wizji Vuko. Fajnie by było jakby został Niezgoda i przyszedł ten nowy skrzydłowy, aby Luquinhas mógł wrócić na 10tkę. Jak już ktoś miałby odchodzić to Majecki, bo na tej pozycji mamy go kim zastąpić na czas ściągnięcia następcy/awansu Miszty.
Pułkownik
  • 4 / 0
A przy okazji. Życzę tu wszystkim Wesołych Świąt. Fajnie by było chociaż na święta nie zadręczać się sprawami klubu, ale niestety. Skrzywienie :')
Myślałem, że w klubie trener rozmawia z zarządem, a nie daje mu coś do zrozumienia.
Marszałek Polski
  • 6 / 5
Łoooo fajnie się czytało Vukovicia, patrząc jak bywało wcześniej w tej sprawie, to teraz przyjemnie.
Marszałek Polski
  • 4 / 4
Rozwija się facet na naszych oczach
Przy okazji
Wszystkiego dobrego dla Ciebie Jammm i dla rodzinki
Marszałek Polski
  • 2 / 0
Wzajemnie JohnoQ:) również wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Twoich najbliższych, zdrówka bo to najważniejsze i prezentów, a i śniegu jak lubię jak jest biało;);)
Po meczu z Zagłębiem i zdjęciem z boiska Kante i Niezgody pisałem że te zmiany miały inny cel niż poprawa gry i walka o zwycięstwo. Sam wiedziałem ze taka teoria jest przynajmniej dziwna. Ale teraz uwazam ja za bardzo sensowną i racjonalną, w tej chwili bez Niezgody czy Kante jesteśmy w doopie. Zmiennicy pokazali że muszą jeszcze dużo się uczyć by wpłynąć na wyniki meczów i Vuko pokazał to bardzo wyraźnie a transfery bramkostrzelnych napastników w większości przypadków kończą się tak jak z Chukwu, Necidem czy Sadiku.
Też dochodzę do tego wniosku : Vuko kosztem wygranej/remisu z ZL mógł/ chciał powiedzieć : a sprzedajcie któregoś z tych dwóch to.....
Major
  • 1 / 1
To samo twierdzę. To miała być demonstracja. A z kolei Cafu nie grał, bo ma fochy z nowym kontraktem.
No czyli będzie jedno wzmocnienie na skrzydło.
Pułkownik
  • 3 / 7
Już sie boje kogo nam Vuco wymyśli z Polskiej ligi
Major
  • 5 / 1
Wszystko fajnie, ale po meczu z Zagłębiem niesmak i tak pozostał. Wkurza mnie ta negatywna przewidywalność Legii. 1-2 nieobecności w składzie i już są problemy. Po co nam puchary jak nie mamy na tyle silnej ławki by zdominować ligę....Wcale nie będzie zdziwiony jeśli na finiszu ligi znowu jakiś Piast wrzuci piąty bieg i nas wyprzedzi.
Podporucznik
  • 5 / 1
Czyli pewnie będzie Alan Czerwiński, Konrad Wrzesiński i być może Jorge Felix.
Czerwińskim bym nie pogardził. Dobry zawodnik, jeszcze młody.
Ja też bym nie pogardził, ale mamy Vesovicia, Stolarskiego, na prawej obronie w razie konieczności może zagrać Jędrzejczyk, nawet Lewczuk. Czerwiński to bardzo fajny piłkarz, bardzo zbliżony profilem do Bereszyńskiego, ze świetną wydolnością, rzetelny w obronie i mam wrażenie, że trochę szybszy. Przy takim obłożeniu pozycji i ograniczonych możliwościach finansowych ostatnie czego się spodziewam to przyjście prawego obrońcy.

Gdyby założyć, że nikt nie odejdzie, co jest mało prawdopodobne, to skrzydłowy do rywalizacji z Novikovasem, luzujący obowiązki Luquinhasa na tej pozycji, gdzie on jednak sporo traci i drużyna również. I jeśli Karbownik już do momentu odejścia z Legii będzie grał na lewej obronie, to w perspektywie kończącego się kontraktu Cafu i jego częstych problemów zdrowtonych i niestabilnej dyspozycji, środkowy pomocnik o innej naturze od Martinsa i Antolicia. Na niektóre ligowe mecze, głównie wyjazdowe, jest to zbyt miękkie zestawienie, łatwe do zneutralizowania i zdominowania przez środkowe strefy rywali. Potrzeba nam chociaż jednego zawodnika, który będzie w stanie fizycznością i agresją stawiać się takim Sliszom, Porębą, Podstawskim, Kowalczykom, Kubickim, Łukasikom, Hateleyom, Sokołowskim.
Nie zgadzam się, Vesovic mógłby zostać przesunięty na skrzydło do rywalizacji z Wszołkiem.
Podporucznik
  • 2 / 1
Legia chciała Czerwińskiego od dawna i pewnie teraz będzie chciała wykorzystać fakt, że kończy mu się kontrakt i jest w dobrej formie. Stolarski nie gra i może chcieć odejść jak nie teraz to latem a Legia musi się zabezpieczyć.
Generał broni
  • 2 / 1
A może sprzedać w przypadku transferu Czerwińskiego ,kogoś z pary Vesovic ,Stolarski ?
Generał broni
  • 1 / 2
A może sprzedać w przypadku transferu Czerwińskiego ,kogoś z pary Vesovic ,Stolarski ?
Generał broni
  • 0 / 2
A może sprzedać w przypadku transferu Czerwińskiego ,kogoś z pary Vesovic ,Stolarski ?
Rywalizacja Vesovicia z Wszołkiem byłaby jak pojedynek gołej d**y z batem. Vesović zagrał wiele meczów jako prawy pomocnik w Legii i większość z nich była do zapomnienia. To nie jest skrzydłowy do drużyny, która musi grać atakiem pozycyjnym. Jedyny sens mają jego wejścia na obieg z prawej obrony, tylko wtedy jest przydatny dla zespołu, ale żeby jego gra rzucała na kolana, to też nie można powiedzieć. Spodziewałem się po nim więcej. Całe szczęście, że daje sobie radę na prawej obronie, przecież gdyby był wyłącznie skrzydłowym, to odbiór jego transferu byłby zupełnie inny.

Zawodnik na skrzydło i kolejne transfery uzależnione od odejść. Na nic więcej w obecnej sytuacji Legii bym nie liczył.
Generał broni
  • 1 / 0
Przy transferze Czerwińskiego w czerwcu tylko z wydatkiem za podpis ,można byłoby sprzedać Vesovica .Zbyt wielu starszych zawodników odchodzi od nas za darmo .Para Czerwiński -Stolarski spokojnie zabezpieczyła by PO .Nowy skrzydłowy do rywalizacji z Wszołkiem i Novikaovasem konieczny .
Generał dywizji
  • 0 / 0
Czerwiński jak najbardziej, to piłkarz który już kilka sezonów się dobrze spisuje. To nie gwiazda jednego sezonu czy rundy. Wrzesiński w Zagłębiu S. był bardzo dobry, teraz jego poczynań nie śledzę. Natomiast co do Felixa to mi się nie widzi. Jakiś taki miękki.
Od kilku lat, mamy być polskim Bayernem, ale jakoś nam to średnio wychodzi.
Młodszy chorąży
  • 3 / 1
Bayernowi też w tym roku jakoś nie wychodzi ;)
Bayern 1.94 na mecz
My 1.90
Zaczynamy działać powoli jak bawarska maszyna.
Ale Bayern jest na trzecim miejscu w Bundeslidze, a my - wiadomo na którym...
O ileż ciekawszy i bardziej wartościowy bylby ten wywiad gdyby przeprowadzony był po Zagłębiu...

A bycie zadowolonym po najważniejszym meczu rundy w Glasgow gdzie praktycznie nie istnielismy to lekki absurd.

Zadowolony to mógł być Gerrard gdy bramka padła w taki sposób jak to przewidział po wczesniejszej wnikliwej analizie jak gramy i zazwyczaj tracimy gole.
~Egon.
  • 2 / 1
Nie dorabiajmy jakichś filozoficznych teorii, zwłaszcza w przypadku Carlitosa - po prostu trzeba było pożegnać piłkarzy z największymi kontraktami, żeby ciąć koszty, bo toniemy w długach i tyle.
Major
  • 5 / 2
Szkoda, że nie było pytania o zdjęcie dwóch napastników w ostatnim meczu z Zagłębiem bo to w/g mnie było kluczowe w kontekście porażki jaką zanotowaliśmy. Ta decyzja była kompletnie nie zrozumiała i warto byłoby się do tego odnieść.
"Dziesięć meczów, dziewięć zwycięstw (rozmawialiśmy przed meczem w Lubinie)"
Starszy kapral
  • 1 / 0
no własnie... mam nadzieję, ze to nie był objaw sodówki u Vuko i wymyślania już kwadratowych jaj z tymi zmianami bo zgadzam się, ze to one były kluczowe dla losu meczu. Z jego wywiadów wyglada jednak, ze jest inteligenntym gościem, który dwarazy tych samych błędów robić nie będzie. Vuko podoba mi się co raz bardziej jako trener choć już zawsze bede załował, że jednak Carlitoś nie zagrał z Rangersami i niezaleznie co Vuko powie, zawsze będe to uwazał za jego błąd.
Podporucznik
  • 0 / 0
Nie byĺo, bo wywiad był przed meczem, głąbie.
Młodszy chorąży
  • 3 / 0
Ważna przerwa zimowa... trochę inna niż wcześniejsze bo.... Nie potrzeba rekonstruować, odradzać, podnosić zespołu tylko po prostu przygotować do rundy. Ruchy transferowe pokażą czy tak jak napisałem będzie inna czy też może niestety podobna do poprzednich. Jakie są finanse klubu każdy widzi ale jest róznica czy będziemy łatać dziury budżetowe sprzedając Nagy'ego (w kilku sztukach) czy Niezgodę.
Pułkownik
  • 3 / 0
Przerwa zimowa to poważny test dla zespołu i sztabu trenerskiego. Można mieć tylko obawy, czy nam czasem nie podkupią najlepszych graczy. W polskiej lidze nie widzę np. piłkarza, który mógłby zastąpić zdrowego Niezgodę. Najłatwiej pewnie byłoby zastąpić Majeckiego, bo przy dobrze grającej drużynie ma on o wiele mniej pracy niż np. Malarz w poprzednich sezonach.
~Egon.
  • 0 / 0
Dokładnie.
Dla ratowania finansów, co powoli staje się dla nas, niestety, głównym tematem, najlepsza byłaby obecnie sprzedaż Majeckiego, bo to najmniejsza strata dla zespołu.
Wchodzi Cierzniak i poziom jest ten sam.
Porucznik
  • 5 / 7
Chce ściągać zawodników z Polski i to nie najlepszych, Liga Europejska murowana. Wesołych swiat
~sadownik58
  • 3 / 2
Jak się nie ma wielkiej kasy to nie kupuje się najlepszych, tylko takich co mają duży potencjał wzrostu i mogą dość krótkim czasie bardzo rozwinąć się. Coś takiego jakim był zakup Kostorza.
Generał dywizji
  • 2 / 0
Wywiad bardzo ciekawy,ale na końcu trochę pod publiczkę.Oby słowa o nie osłabieniu składu były prorocze.Opinia o Gwilli to trochę obrona własnej osoby..Cieszy opinia na temat Remiego a martwi sytuacja z Wietesem .Na 15 meczów z nim w składzie 10 bramek w plecy
~grygi
  • 0 / 0
Panie Trenerze, życzę oczywiście Wesołych i spokojnych Świąt ale przede wszystkim w 2020 życzę spokojnej, konsekwentnej i wydajnej pracy jak najlepszy silnik samochodu produkowanego w Monachium aby efekt końcowy zaowocował wspólną świętującą imprezą na Placu Zamkowym a potem kierunek Europa ......
Pułkownik
  • 2 / 0
tak sobie siedzę przy kawie i czytam ten wywiad. Ida Święta trzeba być dobrym dla ludzi. Vuko życzą konsekwencji w działaniu i uporządkowania niemieckich trenerów, tych najlepszych. Szczególnie w końcówkach spotkań gdy wynik nie sprzyja i warto podejmować sensowne decyzje.