Trzy lata temu pożegnaliśmy Pawła Zarzecznego

Logo Legia.Net

Michał Bronowicki

Źródło: Legia.Net

01-04-2020 / 20:00

(akt. 02-04-2020 / 11:46)

„Typuję 4:2 dla Legii. Patrzą na mnie jak na idiotę, który właśnie wywala stówkę przez okno. No i fakt – już w 1. minucie jest 0:1, potem 0:2, jesteśmy w czarnej dziurze. Ale ja szczęśliwy! Bo… wciąż jestem w grze.” Paweł Zarzeczny. Konfrontacja mistrza Polski z Realem Madryt (3:3). Prawie do końca pamiętnego meczu w Champions League – do 85 minuty – ten wyjątkowy dziennikarz był blisko wskazania właściwego, z pozoru abstrakcyjnego wyniku. Bo jak nikt wierzył w Legię. Zawsze jej kibicował. Zmarł kilka miesięcy po remisie „Wojskowych” z „Królewskimi”. Trzy lata temu na jego pogrzebie rozbrzmiał „Sen o Warszawie”.

Zadziorny, bezkompromisowy, inteligentny, megalomański, kontrowersyjny… Futbolowa Polska znała rozmaite odsłony Pawła Zarzecznego. Był publicystą nietuzinkowym, często balansującym na granicy zawodowej etyki, ale zarazem docenianym za warsztat, wszechstronną wiedzę i „lekkość pióra”. Pracował w redakcjach największych krajowych gazet, kilku kanałów telewizyjnych i portali internetowych, powtarzając przy tym w swoim stylu: „Jedyne czego nauczyli mnie dziennikarze, to picia wódki. Wszystko inne umiałem już wcześniej.” Jego charakterystyczne, choć nierówne jakościowo felietony nie pozostawiały obojętnym. Nierzadko formułował w nich bowiem świadomie prowokacyjną krytykę oraz trudne dla piłkarskiego środowiska prawdy wyrażane językiem pozbawionym finezji i subtelności. Ale w tekstach Zarzecznego nie brakowało również celnych spostrzeżeń, oryginalnych opinii, interesujących wyimków z historii sportu, czy ubarwianych niekiedy przez autora anegdot. Gawędziarskiego polotu, elokwencji, erudycji zazdrościli mu niemal wszyscy koledzy-żurnaliści.

Urodził się w 1961 roku i od dziecka stał się bywalcem obiektu przy Łazienkowskiej. „Zobaczyłem na stadionie światła, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Cały stadion pełen ludzi. Bilety po 35 złotych – to było wtedy 17 oranżad. Najpierw zobaczyłem, że światło się świeci i że się pali papierosy. Potem, że trzeba przeklinać. Grali świetni piłkarze: Deyna, Gadocha, jeszcze Brychczy, Blaut, Grotyński – świetny bramkarz…” Przez kolejne lata emocjonalny związek Pawła Zarzecznego z Legią przybierał już tylko na sile. Mocno identyfikował się z klubem, dlatego momentami nie wahał się również pisać o nim gorzko, z dezaprobatą dla poczynań władz, bądź kibiców. „Legia? Tragedia!” – wołał w tytule artykułu opublikowanego po przerwanym meczu „Wojskowych” z Vetrą Wilno w lipcu 2007 roku. Bardzo przeżywał wszystkie wydarzenia dotyczące stołecznego zespołu, skrywając na co dzień pod maską butnego aroganta jakby niepożądaną w sobie wrażliwość. „Jestem bydlakiem. Kawałem chama. Grubą świnią. Cynikiem. Nic mnie nie rusza, ani mordy, ani bandytyzm, ani wasze chamstwo […]. Ale od soboty płaczę. Naprawdę nie sądziłem, w najśmielszych marzeniach, że kompletnie nie umiejąc grać w piłkę nożną ogramy mistrzów świata. W Warszawie, Niemców. Tu jest klucz do tych łez.” – tak w 2014 roku relacjonował własne uczucia po zwycięstwie polskiej reprezentacji, drugiej nieobojętnej mu drużyny, tej narodowej. I było to autentyczne.

Wg słów żony Pawła Zarzecznego, wzruszał się też za każdym razem słysząc na trybunach hymn Legii. Spełniło się życzenie jego rodziny, by utwór Czesława Niemena odegrać mu podczas uroczystości pogrzebowych. Na trumnie złożono szalik w czerwono-biało-zielono-czarnych barwach. Zmarłego żegnały tłumy warszawskich kibiców, ludzi sportu, artystów i dziennikarzy. Spoczął na Cmentarzu Bródnowskim. Zawsze był najlepszy. 

 

Komentarze (12)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Pawełku, świeć Panie nad Twoją duszą brakuje mi Ciebie jak sk$&$n w tej coraz bardziej miałkiej i bezpłciowej rzeczywistości, byłeś bezkompromisowy i wyrazisty, żyłeś po swojemu z Nami, a jednak trochę z boku i jesteś bo nadal do Ciebie wracam jedynym dziennikarzem za którym uroniłem autentyczne łzy. Żałuję, że Ciebie nigdy osobiście nie poznałem chociaż rozmawiałem z Bońkiem, Majewskim czy Kucharskim to Ciebie nie zdążyłem... Ale w głębi duszy ze względu na Twoją elokwencję, poczucie humoru i oczytanie znamy się dosyć dobrze! Wiem, że Ci dobrze tam gdzie jesteś i do zobaczenia!
~Bobo
  • 0 / 2
Nie lubiłem go za jego rozbuchane ego. Gość znający się najlepiej na wszystkim. Ekspert wszelakich specjalności. Świeć Panie nad jego duszą.
Taki był z niego człowiek, najważniejsze było dziennikarstwo, Legia i repra.
Potrafił w jeden dzień pić z piłkarzami a w drugi obsmarować ich w swoich felietonach.
Dlatego Stanowski który chce być jak Zarzeczny polskiego dziennikarstwa zawsze będzie tylko dupolizem.
Zawsze go ceniłem jako człowieka i dziennikarza.
Brakuje mi jego osoby i artykułów które pisał.
Została pustka której nikt nie wypełni, do tego był legionistą.
Porucznik
  • 2 / 0
Chodził z moim bratem do szkoły ślusarskiej.
Ojciec zabił mu matkę a on wychowal się w biduli.
Trzy żony, miał duży problem, każdy wie z czym.
Kiedyś gral z bratem w Gwardii.
Pułkownik
  • 6 / 2
Pamiętam Pawła doskonale.
Niesamowitym był człowiekiem i dziennikarzem.
Jedyna pociecha w tym że zzaoszczędzone Mu jest żyć w obecnych koszmarnych czasach.
co masz na mysli? Bo jesli wirusa to pomysl jakie czasy mieli Polacy w latach 39-45 i dziekuj bogu czy w kogo wierzysz, ze zyjesz w spokojnych (poki co?) czasach dla pl
~miroL
  • 2 / 0
Uwielbiałem go słuchać... Szkoda, że tak wcześnie odszedł...
~Llllegia
  • 2 / 0
Wspaniała postać! Niepodrabialny, wielki talent i mimo kreacji medialnej niezwykle wrażliwy człowiek.
Generał dywizji
  • 5 / 0
To już trzy lata... a jakby wczoraj. Podobno Ludwik Stomma powiedział kiedyś, że jak był młody, to Olimpiada była co sześć lat. Kiedy się zestarzał, to jest co osiem miesięcy. Miał rację!
Już to gdzieś napisałam, przepraszam, jeśli ktoś czytał. W swoim ostatnim, 500. odcinku One Man Show (nagranym dzień przed śmiercią) mówił o Bródnie lub Powązkach. Czy oglądający na żywo pomyśleli, że to nastąpi tak szybko?
Też oglądałem ten odcinek na żywo. Wiesz co ja myślałem że jak to Pawcio głupio gada... Miał swoje narzekania. TO BYŁ KOZAK DZIENNIKARZ PRZEZ duże "D". Takiego już nie będzie. Jego następca będzie Swiecicki.