Aleksandar Vuković o pasji do koszykówki, trenerskich wzorach i derbach Belgradu

Maciej Ziółkowski

Źródło: legiakosz.com

13-08-2020 / 19:45

(akt. 14-08-2020 / 11:30)

- Piłka nożna cieszy się w Serbii największą popularnością. Nie zmienia to jednak faktu, że koszykówka jest bardzo ważna dla Serbów. Tradycja, sukcesy… Na pewno nie ma zbytniej różnicy dotyczącej popularności, jak choćby w Polsce, gdzie futbol jest – mimo wszystko – dużo bardziej popularny niż koszykówka - mówił w programie "1 na 1" w kanale LegiaKosz TV Aleksandar Vuković, trener piłkarskiej Legii Warszawa.

- Moim pierwszym wyborem zawsze była piłka. W wieku siedmiu lat udałem się na pierwszy trening. Natomiast w szkole byłem zainteresowany sekcją koszykówki, aktywnie w tym uczestniczyłem. Gdy kończyłem podstawówkę, okazaliśmy się najlepszą szkołą z Banja Luki podczas turnieju, co było dla nas wielkim sukcesem. Byłem rozgrywającym, który nieźle sobie radził. Wówczas jeszcze bardziej zafascynowałem się koszykówką.  Miałem nawet propozycję od trenera grup młodzieżowych sekcji koszykarskiej w Borac Banja Luka. Ostatecznie nie zdecydowałem się na ten krok. Pozostałem przy piłce. Koszykówką dalej się tylko interesowałem, grałem rekreacyjnie, z kolei futbol stał się później moim zawodem.

Aleksandar Djordjević

- Koszykarskim idolem od zawsze był Aleksandar Djordjević, legendarny koszykarz Partizana Belgrad. W latach mojej młodości, zaczynał w tym klubie rozgrywający. W finale Pucharu Europy z Joventutem rzucił za trzy punkty, co dało zwycięstwo Partizanowi. Mam ciarki, gdy przypominam sobie końcówkę tego spotkania, kosz i tę „trójkę”. Jako zespół, Partizan został najmłodszym mistrzem Europy, który prawie wszystkie mecze rozgrywał… na przedmieściach Madrytu. W Serbii zaczynały się nieciekawe czasy i nie można było rozgrywać spotkać w Belgradzie. Powstał ciekawy dokument odnośnie tej drogi po mistrzostwo – Partizan zaczyna grać na przedmieściach Madrytu jako gospodarz i krok po kroku dostaje się do Final Four w Stambule. Niesamowita historia. Drugi wielki zawodnik po Djordjeviciu to Predrag Danilović. Mimo wszystko moje sympatie zawsze szły w kierunku Djordjevicia. To też ważne, bo znana jest historia z tamtych czasów, że wówczas dwóch najlepszych koszykarzy – Djordjević i Danilović –ze sobą nie rozmawiali, byli do siebie wrogo nastawieni. Pomimo tego  potrafili ze sobą funkcjonować w drużynie i wiele z nią osiągnąć. Wiem, że dzisiaj ta sytuacja jest zupełnie inna: ich relacje są bardzo pozytywne. Jeżeli jest wspólny cel, można wiele osiągnąć.

Pamiętny finał

- Oczywiście pamiętam finał Pucharu Europy z 1992 roku. Takich rzeczy nie da się zapomnieć. W tamtych latach, w byłej Jugosławii zaczęła się już wojna. W wielu regionach kraju były regularne bitwy, sport zszedł na drugi plan. Choć dla mnie, jako dzieciaka – i dla wszystkich innych dzieci – wiele się nie zmieniało. Dla nas ciągle liczyła się zabawa i szczególnie takie przyjemności jak sport. Pamiętam, że w Banja Luce, na szczęście,  nie było częstych walk. Ale odczuwaliśmy, że coś jest nie tak, ze względu na ograniczony dostęp do telewizji i ograniczone możliwości śledzenia tego, co się dzieje. Mecze Partizana sprawdzałem z tatą - też zagorzałym kibicem - dzwoniąc do rodziny w Serbii, która miała możliwość oglądania spotkania. Byliśmy na łączach, czekając na wyniki tego, co się wydarzy. Chyba jeszcze szczęśliwszym momentem – niż wygrany Final Four – był dla mnie mecz decydujący o wyjazd na Final Four. Nie wiem czy nie było to spotkanie z włoskim klubem, który nazywał się Knorr Bolonia. Pamiętam, że dopiero rano, jak się obudziłem i jechałem do szkoły, dowiedziałem się, że się udało – Partizan wygrał.

- Czy o finałowej „trójce” Djordjevicia również dowiedziałem się przez telefon? Tak. Usłyszałem o tym, że wygraliśmy. O detalach się wtedy nie rozmawiało. Dopiero później, za jakiś czas, można było obejrzeć historyczny rzut za trzy. W serbskiej telewizji bardzo często wraca się do tego meczu. Znam na pamięć komentarz słynnego, świętej pamięci, komentatora, który fantastycznie przekazał to widzom. Legendarny moment, coś pięknego. A że Djordjević jest tak niesamowitym koszykarzem, to powtórzył to w karierze jeszcze kilkukrotnie. Podobną „trójkę” trafił tez z Chorwacją na mistrzostwach świata czy Europy. Przegrywaliśmy derbowy mecz z Chorwatami, bo po wojnie chyba pierwszy raz graliśmy z nimi w kosza na wielkiej imprezie. Podobna sytuacja, do końca 10 sekund. Z tego samego miejsca, ustawiając się do rzutu, wyskoczył w powietrze, nadając piłce rotacji, Djordjević trafił i wygraliśmy. Fantastyczny był też jego mecz pożegnalny w Belgradzie, kiedy wymuszono na nim powtórkę tej akcji. Zegar był ustawiony, 7 sekund do końca. Djordjević dostał piłkę w tym samym punkcie, od Slavisy Koprivicy, spod kosza. Prowadził piłkę w ten sam sposób, z tego samego miejsca oddał rzut i trafił. Za pierwszym razem. Zeljko Obradović wielokrotnie się wypowiadał, że tak techniczny rzut, trudny do wykonania, był dla Djordjevicia zupełnie czymś innym. On tak wiele razy rzucał podczas  treningów i była to dla niego, powiedzmy, normalna sytuacja.

Oglądanie meczów koszykarskich

- W 1995 roku zacząłem mieszkać w Belgradzie i grać w juniorach Partizana. Dla mnie, jako wielkiego zagorzałego kibica, była to ogromna możliwość, aby wykorzystać każdą wolną chwilę do obejrzenia tego, co przez wiele lat mogłem oglądać tylko w telewizji. W Banja Luce położonej 300 km dalej, nie miałem okazji oglądać na żywo Partizana. Koszykówka była w moim rozkładzie jazdy, jeżeli chodzi o moje wizyty i oglądanie klubu. Pomimo problemów finansowych – i faktu, że najlepsi od dawna grali w Europie – tradycja i magia Partizana powodowała, że bardzo dużo młodych, zdolnych graczy chciało zaczynać karierę w tym klubie. I do dzisiaj się to nie zmieniło. Może teraz jest trudniejszy moment, ale to klub, który ma coś w sobie, czego nie można kupić i zdobyć w kilka lat, osiągając jeden czy drugi sukces w krótkim odstępie. To wieloletnia tradycja. Wspomniałem o dwóch koszykarzach, lecz to praktycznie cała plejada światowej sławy zawodników i trenerów, którzy przeszli prze  ten  klub. Partizan to chyba jeden z klubów, który „przekazał” najwięcej graczy do NBA, jeżeli mówimy o zawodnikach z Europy.

- Regularnie oglądałem Partizana na parkiecie. Nie opuściłem praktycznie żadnego meczu Euroligi. Jeżeli tylko trening i czas pozwalał, przychodziłem na każdy mecz ligowy. Hala ma prawdziwy smak. Tam się chce pójść obejrzeć spotkanie. To był też mój wybór.

Derby Partizan-Crvena

- Gdy mieszkałem w Belgradzie, to Partizan dominował, był zdecydowanie lepszy od lokalnego rywala. Wiadomo, że sporadycznie Crvena mogła odnieść zwycięstwo. Obecna rywalizacja przebiega ze wskazaniem na Crvenę. U nas wiele zależy od układu w rządzie kraju. Oba kluby są sponsorowane przez duże zakłady skarbu państwa. W ten sposób zdobywają budżet i od tego też zależą ich możliwości. W ostatnich latach Crvena ma w tym dużą przewagę i znacznie większe korzyści. W związku z tym, że Crvena jest klubem o większej liczbie fanów, cieszy się większym zainteresowaniem, to zawsze było tak, że miała też większe wsparcie w postaci finansów. Pomimo tego – nie licząc ostatnich 5 lat – okres 11,12, a może 15 lat był totalną dominacją Partizana. Zahaczyłem o początki tej dominacji, będąc jeszcze w Belgradzie. To duża rywalizacja. Rywalizacja, która napędza jednych i drugich. Dla mnie nie ma porównania. Jeżeli mówimy o koszykówce – Partizan jest czymś zupełnie innym. Porównałbym to do sytuacji Manchester United-Manchester City. W ostatnich sezonach City jest może częściej mistrzem Anglii. Ale potrzeba wielu, wielu lat, żeby dorównać United. Tak samo jest w koszykarskiej rywalizacji pomiędzy Partizanem a Crveną.

Milan Gurović

- Gdy słyszę nazwisko Milan Gurović, to co przede wszystkim myślę? Myślę, że nie jest to najinteligentniejszy człowiek na świecie. To moje pierwsze skojarzenie. Wielki koszykarz. Człowiek, który później robił różnego rodzaju głupoty. Po pierwsze, wrócił z europejskich wojażów do Partizana Belgrad, co też – w świecie koszykówki – jest częste i zdarza się może częściej niż w piłce. Z różnych powodów zmienił Partizana na Crvenę.  Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego późniejsze deklaracje o nie wiadomo jakiej miłości do Crvenej. Patrząc ze swojego punktu widzenia – nie ma sytuacji życiowej, sportowej, która osobiście pozwoliłaby mi na reprezentowanie Crvenej zvezdy Belgrad. Musielibyśmy mówić o jakichś abstrakcjach, które w sporcie nie istnieją. W sporcie istnieje tylko taka możliwość, że ze względu na karierę albo finanse można otrzymać lepszą szansę z tej drugiej drużyny. Mówię, z ręką na sercu, że jedyny klub, który - będąc dzisiaj trenerem, a wcześniej piłkarzem – wykluczam z jakiejkolwiek możliwości reprezentowania, to Crvena zvezda. Dla mnie to jasny przekaz.  Gdy ktoś  twierdzi, że jest zagorzałym kibicem, a wcześniej czuje się super i fajnie z tego powodu, że reprezentuje tę inną drużynę, to ja tego nie kupuję.  

- Czasami jak pojawiają się obelgi na trybunach w Polsce, to się robi nieprzyjemnie. Każdy to zauważa i zasadnie krytykuje. Natomiast to, co czasami bywa na derbach Partizan-Crvena… Tego jeszcze w Polsce nie grano. Jestem wielkim przeciwnikiem Gurovicia, nie zwolennikiem. Ale to jak był traktowany podczas meczu z Partizanem, to, co szło w jego kierunku… Przekracza to jakiekolwiek normy normalnego zachowania. Żadną prowokacją nie potrafił tego nadrobić. Był po prostu wręcz moment, w którym doszło do tego, że chcieli zatrzymać i przerwać mecz. Kiedyś miało miejsce spotkanie, w którym autentycznie się popłakał i wyszedł z hali. Uderzanie w całą rodzinę, od córki po ojca… Nieprawdopodobne obelgi w jego kierunku, na które na pewno nie zasłużył, w takich rozmiarach. Tak samo jak dla mnie to nie jest człowiek, który może być zrozumiały w kontekście tego, jak się zachowywał.

Belgradzka Żyleta

- Grobari to nazwa, która jest też związana z tą rywalizacją. Jedni nazwali tak drugich, chcąc troszeczkę upokorzyć rywali. Kibice Partizana okrzyknęli fanów Crvenej Cyganami. A oni -  z racji tego, że bardzo często występujemy w barwach czarnych albo czarno-białych – uznali, że jesteśmy Grabarzami, czyli Grobari. Oczywiście, w naszym przypadku, to tak się wszystkim w sumie spodobało, że kibice Partizana dumnie się tak nazywają.  Można powiedzieć, że tak to się zaczęło.

- Czy kibice tworzę te same grupy na meczach koszykarskich i piłkarskich? Tak. Jeżeli mówimy o Żylecie, czyli trybunie najbardziej zaangażowanej w doping, to pojawia się bardzo dużo tych samych osób. Ale wielu zagorzałych kibiców z piłki, nie wybiera się na kosza. Z drugiej strony, na koszykówce jest dużo więcej publiczności – porównajmy to do Trybuny Wschodniej przy Łazienkowskiej – czyli takiej, która jest wychowana typowo do oglądania kosza, interesuje się bardziej tą dyscypliną. Partizan to klub, który na kosza może przyciągnąć, w każdej chwili, 20 tys. ludzi - na jakiekolwiek ważniejsze spotkanie. Tradycja i przywiązanie jest na tyle duże, że praktycznie 6-8 tys. kibiców na meczu to minimum.

Da volim crno bele

- To drugi, bardziej nieoficjalny, hymn klubu, którego tradycja śpiewania powstała na koszykówce. Oficjalny hymn jest jeden, który wciąż jest obecny na stadionach czy w hali. Natomiast to już tradycja, że nieoficjalny, który zaczyna się właśnie od słów „Da volim crno bele, ponosno kazem sima”, czyli „Kocham czarny i biały, z dumą mówię o tym wszystkim”.  Dla mnie, i dla nas wszystkich, to duże emocje.

Once Brothers

- Vlade Divac to kolejna legenda Partizana. Wielki człowiek i koszykarz. Czasami nie znasz ludzi osobiście, lecz potrafisz po prostu ich ocenić. Stwierdzić, że nie mają nic innego jak tylko dobre serce. Wiem, że w tamtym - nazwijmy to – konflikcie, na pewno nie było winy ani Divaca, ani, świętej pamięci, Drażena Petrovicia. Po prostu czas, który nastał, doprowadził do takich sytuacji, z których – gdyby Drażen żył – obaj by się śmiali. Wówczas tak to wszystko było podzielone, że niejedna przyjaźń była też troszeczkę zawieszona.

- Petrović, który oczywiście również był dla mnie świetnym koszykarzem, reprezentował Cibonę, gdy był w Jugosławii. Cibona – do dzisiaj klub z Zagrzebia, który znajduje się obecnie w tarapatach, lecz to zespół też z tradycją. Był klubem wielkiej czwórki, byłej Jugosławii: Partizan, Crvena, Cibona i Jugoplastika, w której grali m.in. Toni Kukoc, Dino Rada i cała ekipa ze Split. Drażen – po jednej stronie wielki koszykarz, może największy w tamtych latach. Gdy zaczęła się wojna, miał większą potrzebę udowodnienia też czegoś od strony politycznej niż inni. Tak to odbierałem i pamiętałem. Od sportowców wymagałoby się większego dystansu, ale okej. To jest coś, co naprawdę dzieli ludzi i sprawia, że nie każdy ma takie samo zdanie na ten temat. Najbardziej szkoda i żal, że tak szybko skończyło się życie tego młodego człowieka, koszykarza, który już był nazywany największym z Europy. To jest coś, co zawsze będzie największym, pamiętnym elementem związanym z Drażenem.

Koszykówka w Legii

- Czy piłkarze Legii grają w koszykówce np. w trakcie treningów czy luźniejszych rywalizacji? Muszę przyznać, że może się to pojawić jako element częściej używany dla urozmaicenia zajęć, ze względu na LTC. W ośrodku w Książenicach znajduje się hala, w której mamy do dyspozycji kosze. Po tygodniu korzystania z Legia Training Center, zagraliśmy więcej razy w kosza niż przez prawie 20 lat mojej historii przy Łazienkowskiej. Zagraliśmy raz, a tutaj – praktycznie nigdy, nie było takiej możliwości. Nie nazwałbym tego meczem, było to bardziej w ramach rozgrzewki. Porzucaliśmy kilka piłek. Co mnie nie zdziwiło, bardzo dobrze ułożoną rękę ma Arvydas Novikovas. Litwa to jeden z nielicznych krajów, w których koszykówka może być popularniejsza niż piłka nożna. To widać. 

Kreatywność i wzory trenerskie

- Kreatywność i potrzeba gry kombinacyjnej, zaskoczenia rywala nieszablonowym zagraniem… Jak to wykonujesz ręką, to jeszcze więcej rzeczy próbujesz niż gdy operujesz piłkę nogami. Idea i pomysł tego, że następuje dane podanie, jest korzystny. Wydaje mi się, że buduje to boiskową wyobraźnię, kreację, myślenie, które jest mało czytelne. Widziałbym to jako dużą wartość, którą można z kosza przenosić do piłki. Pamiętaj swoje dzieciństwo - to praktycznie całe dni spędzone na osiedlu z kolegami. W piłkę grało się tyle samo, co w koszykówkę. Myślę, że kombinacja i potrzeba zaskoczenia rywala jest w koszykówce jeszcze bardziej wyrazista. Ta kreacja jest jeszcze bardziej możliwa, ze względu na fakt, że ręką można wykonać więcej rzeczy. Oprócz tego, dla mnie, w koszykówce - w której jest organizacja drużyny w obronie, w sytuacjach 1 na 1 czy obronie w strefie - potrzeba współpracy jest czymś, co można przenieść i porównać do potrzeb w piłce.

- Wzorem do naśladowania jest kilku trenerów piłkarskich i koszykarskich. Spędzam dużo czasu na słuchaniu, oglądaniu dokumentów o Żeljko Obradoviciu i Dusku Vujoseviciu – dwóch trenerów związanych z Partizanem Belgrad, legendy koszykówki. Wskażę też szkoleniowca, który jest mniej związany z Partizanem, a w ostatnich latach bardziej z Crveną - Svetislav Pesić. Wymienię również Dusana Ivkovicia. Gdy ich słucham, to czuję, że dostaję cenne informacje na temat prowadzenia drużyny i tego, co jest ważne, aby zespół funkcjonował.  Ostatnio słyszałem fajne słowa, które cały czas powtarzam w szatni – team spirit, duch zespołu buduje się grą w obronie. Usłyszałem to w jednym z dokumentów związanych z Pesiciem, który dość dokładnie to tłumaczył. Faktycznie, gdy człowiek się zastanowi, to jest to prawda. W ofensywie, w ataku  można coś zdziałać też indywidualnie. Natomiast w obronie trzeba działać tylko jako zespół. Tym samym - team spirit się tak buduje. Jeżeli widzisz poświęcenie ludzi, którzy walczą o to, aby wybronić akcję… To jest to.  

 

 

Komentarze (13)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Super wywiad z naszym trenerem. Widać gołym okiem, że on żyje sportem. Koszykówka to piękna dyscyplina, szkoda że tak długo zaniedbana w naszym kraju.
Do redakcji: poprawcie nazwisko legendy koszykarskiej Partizana, bo powinno być Djordjević, albo Đorđzević. Pierwsze imię Aleksandar. :) Choć niewysoki, ale to był super gracz!
Porucznik
  • 1 / 0
Wielkie dzięki za ten wywiad. Sporo wspomnień. Byłem kibicem kosza przez pewien czas i te tropy są ciągle żywe.
Vuko wspaniały człowiek.
Pułkownik
  • 3 / 1
Wiem że to melodia przyszłości i działanie na szkodę Legii ale zupełnie teoretycznie czy środowisko piłkarskie i kibice zaakceptowali by Vuko jako trenera reprezentacji Polski.

Ja uważam że dla wielu było by to nie do zniesienia że człowiek tak utożsamiany z naszym klubem zostaje selekcjonerem, kolejne sukcesy w Legii tylko Vuko zaszkodza w tej kwestii.

Wiem że było kilku selekcjonerów związanych z Naszym klubem ale były to inne czasy.
Wydaje mi się że Vuko to taki typ, który dużo zyskuje pracując na co dzień z piłkarzami. Wtedy potrafi ciężką pracą wyciągnąć z nich co najlepsze, to samo z pracą nad aspektami mentalnymi.
Nie wszyscy trenerzy się sprawdzają jako selekcjonerzy i nie jest to ujma w żadnym wypadku.
Generał broni
  • 0 / 0
Poezja

Masz rację, vide smutny Waldek - w klubie wymiata, w kadrze - hmm, niespecjalnie.
Generał broni
  • 0 / 0
To prawda selekcjoner a trener drużyny ligowej .to inna praca.
Podporucznik
  • 4 / 0
Vuko, to takie połączenie Magiery i Czerczesova. Dodatkowo chłop swoje w życiu przeżył. Dobrze się go słucha.
Lubię czytać wywiady z Vuko, choć nie interesuje się kompletnie koszykówką ten wchłonąłem z ciekawością. Fajny jest też pomysł z wprowadzeniem koszykówki do treningów piłki nożnej. Wprowadzanie takich detali, kreatywność i team spirit. Lubię to ;)
Bardzo dobry wywiad.
Sam gram w kosza, Vuko ma dużo racji, klucz to obrona. W ataku można wszystko zrobić, ale obrona jest kluczowa.
Generał broni
  • 0 / 0
Ofensywą wygrywasz mecze, obroną zdobywasz pierścienie. Tako rzecze NBA :)
P.S. Kiero jaki humorek ma :D
I jeszcze Mucha się załapał... Polatałby nad koszami ;)
Pułkownik
  • 3 / 0
Vuko lubi koszykówkę a ja lubię hokejowe wyniki notowane przez Legie pod jego przywództwem, po takim sezonie każdy sport kojarzy się z sukcesem Legii.

Pamiętacie numer kierunkowy do Krakow, była tam siódemka i zero :)
Generał broni
  • 0 / 0
Taaak, lubię to :D