Koszykówka: Porażka w Finlandii po dwóch dogrywkach

Logo Legia.Net

Michał Grzegorczyk

Źródło: Legia.net

13-11-2019 / 19:55

(akt. 19-11-2019 / 20:57)

Legia Warszawa przegrała wyjazdowe spotkanie FIBA Europe Cup z fińską Katają Joensuu 105:112. Po bardzo wyrównanym i emocjonującym meczu z dwoma dogrywkami legioniści musieli uznać wyższość gospodarzy, katem stołecznego zespołu okazał się, znany z polskich parkietów, Omar Calhoun autor 39 „oczek”. Po stronie Legii najwięcej punktów zdobyli Filip Matczak (22) i Michał Michalak (21), niestety obaj zagrali na fatalnej 29% skuteczności.

Gospodarze zaczęli od szybkich ataków, często kończąc skutecznie akcje na długo przed końcem regulaminowych 24 sekund. Udane akcje zaowocowały przewagą w postaci prowadzenia 15:8 w połowie pierwszej kwarty. Liderem warszawskiego zespołu był Filip Matczak z sześcioma punktami na koncie. Za sprawą dwóch celnych rzutów za trzy z rzędu Finowie uciekli warszawianom na dystans dziesięciu „oczek” (21:11). Gospodarzom dopisywała skuteczność zza łuku: cztery próby z sześciu zakończyły się sukcesem. Pierwsza kwarta wyraźnie na korzyść pzreciwników, 31:14.

Nieco lepiej drugą odsłonę meczu zaczęli podopieczni trenera Tane Spaseva, ale po chwili gra się wyrównała. Legioniści razili nieskutecznością, nawet z czystych pozycji. Po celnym rzucie Przemysława Kuźkowa Kataja prowadziła 37:25, w fińskim zespole prym wiódł Omar Calhoun, który w ciągu niemal 14 minut gry zgromadził na swoim koncie 15 punktów. Tuż przed wybrzmieniem syreny oznaczającej koniec pierwszej połowy z dystansu trafił Jakub Nizioł. Do szatni drużyny udały się przy prowadzeniu gospodarzy 50:40.

Trzecią kwartę od celnej „trójki” rozpoczął Michał Michalak. Po rzutach wolnych Matczaka przewaga Finów stopniała do siedmiu punktów. Ponownie jednak w grze stołecznego zespołu coś się zacięło, a stan ten wykorzystali Finowie. Calhoun, Jarred Jackson i Brandon Walters sprawili, że miejscowi wygrywali 61:45 po czterech minutach od momentu powrotu z szatni. Legioniści nie potrafili przejąć inicjatywy, zaliczyć udanej serii punktowej, choć zdołali odrobić kilka punktów. Przed decydującą częścią meczu miejscowi wygrywali 71:62.

Oblicze gry odmieniło się w czwartej kwarcie – trzy rzuty osobiste na punkty zamienił Matczak, za trzy trafił Drew Brandon, a wsadem akcję zakończył Nizioł. Mocny początek Legii i tablica wyników pokazała zaledwie dwupunktowe prowadzenie gospodarzy 73:71. Kataja odpowiedziała trafieniem Waltersa, ale Nizioł po raz kolejny skarcił rywali trafieniem z dystansu. Odważne wejście pod kosz Michalaka przyniosło efekt i wyprowadziło Legię na prowadzenie 77:75. Ten sam zawodnik kilkanaście sekund później trafił również za trzy i skłonił trenera Finów do poproszenia o przerwę. Sytuacja wkrótce zmieniła się i Kataja odzyskała prowadzenie. O losach spotkania decydowały ostatnie jego momenty – na pięć sekund przed końcem regulaminowego czasu gry faulowany był Michalak, ale wykorzystał tylko jeden rzut osobisty, który dał Legii remis 87:87. Kataja miała jeszcze rzut mogący dać jej zwycięstwo, ale Joni Herrala chybił i do rozstrzygnięcia starcia niezbędna była dogrywka.

W niej stołeczny zespól wyszedł na czteropunktowe prowadzenie (94:90), ale nie trwało ono długo i wkrótce tablica wyników ponownie pokazała remis, a po kolejnych akcjach gospodarzy punkty swojemu zespołowi (97:94) na 40 sekund przed końcem dogrywki zapewnił najlepszy tego dnia na parkiecie Calhoun. Wojskowi grają jednak do końca i nie zamierzali poddawać się również tym razem. Do remisu 97:97 doprowadził Brandon i po raz kolejny przed szansą zwycięstwa stanęła Kataja, po raz drugi nie wykorzystując jej, co oznaczało drugą dogrywkę.

Od pięciu punktów z rzędu zaczęli ją miejscowi, lecz legioniści szybko odrobili straty i wyszli na minimalne prowadzenie dzięki rzutom Michalaka i Michaela Finke. Zmęczenie dawało o sobie znać coraz bardziej, Legia coraz wolniej poruszała się po boisku, odrabianie wysokich strat kosztowało sporo zdrowia. Swój koncert grał Calhoun. To właśnie ten zawodnik zadał decydujący cios trafiając za trzy punkty na 29 sekund przed końcem drugiej dogrywki. Warszawianie nie zdołali odrobić strat, przegrali po wyczerpującym starciu 105:112.

Z bilansem jednego zwycięstwa i trzech porażek Legia zajmuje trzecie miejsce w tabeli grupy H FIBA Europe Cup. Za tydzień, w środę, 20 listopada o godzinie 20:00 w hali Koło legioniści podejmą węgierski Egis Kormend.

Kataja – Legia Warszawa 112:105 (31:14, 19:26, 21:22, 16:25, d.10:10, d. 15:8)

Kataja: Omar Calhoun 39, Jarred Jackson 28, Brandon Walters 16, Fiifi Aidoo 13, Matias Ojala 9, Samuli Vanttaja 4, Valtteri Leppanen 3, Valtteri Mervola 0, Jomi Herrala 0, Valtteri Pihlajamaki -.

Legia: Filip Matczak 22, Michał Michalak 21, Jakub Nizioł 16, Drew Brandon 15, Michael Finke 13, Patryk Nowerski 12, Przemysław Kuźkow 3, Dawid Sączewski 3, Jakub Sadowski 0, Szymon Kiwilsza 0, Sebastian Kowalczyk -.

Komentarze (13)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Generał dywizji
  • 0 / 0
Było jakieś zamieszanie na konferencji pomeczowej ,może Redakcja coś napisze .
Na ten puchar to za słaby skład, trochę kiepsko go wzmocnilismy żeby walczyć o coś więcej
Szkoda, ale podobno są nadal szanse na awans .
Młodszy chorąży
  • 0 / 0
Owszem są. legia się dopiero buduje. Myślę że w przyszłym roku będzie lepiej. Wierzę w to :)
Młodszy chorąży
  • 0 / 0
* Legia, przepraszam, jak mogłem napisać z małej litery. Wstyd.
W radio wspominali, że Legia ma jeszcze szanse na awans, natomiast nie podsli na czym one polegają. Koszykardka sekcja i tak zrobiła niesamowity przeskok. Nie tak dawno nikt nie myślał o pucharach , gdy tułaliśmy się w niższej klasie rozgrywkowej
Sorry za przestawione literki, piszę za pomocą telefonu no i w pracy.
Nie przesadzajmy, bo w MP w zasadniczej zajęliśmy 8 miejsce, a w play-off odpadliśmy w ćwierćfinale.
Do pucharów się zgłosiliśmy i dostaliśmy "dziką kartę", a nie uzyskaliśmy awans.
A gramy w nich, bo miasto obiecało, że jak zagramy w nich to dorzuci 1mln złotych.
A ogólnie to w koszu jest porypane - startujemy w całkiem innych rozgrywkach, niż Euroliga i Europuchary i musieliśmy podpisać zobowiązanie, że przez 5 lat nie zagramy w konkurencyjnych Europucharach i Eurolidze...
Dzięki za szczegółowe wyjaśnienia. Ja sam nie przepadam za koszykówką i dlatego mam luki w wiedzy.
Młodszy chorąży
  • 0 / 0
Co tu pisać ? Szkoda, liczyłem na wygraną.
Chorąży
  • 0 / 0
Mialem spore nadzieje po meczu ligowym ze panowie dadza rowniez rade w tym meczu, ale niestety to co zagrali bylo tragedia. Strasznie slabe rzuty za trzy punkty, do tego dochodzi brak zbiorek nawet pod naszym koszem w ofensywie nie wspomne. Potrzebujemy obowiazkowo kogos do srodka bo to u nas wyglada bardzo slabo. Byla szansa zakonczyc ten mecz na nasza korzysc przed dogrywka, ale niestety zepsulismy dwie swietne akcje pod koniec jak i rowniez rzut wolny. Czekam na kolejne spotkanie. mam nadzieje ze bedzie to wygladac troche lepiej bo dzsiaj to az oczy bolaly.
Chorąży
  • 0 / 0
Nie zapomnij że mamy dwóch od zbiórek kontuzjowanych.
Chorąży
  • 0 / 0
@Cch, ja wiem ze sa kontuzjowani, chodzi raczej o samo zachowanie pod koszem przy zbiorce, niektorzy zachowywali sie jakby ich te zbiorki nie bardzo interesowaly.