Kilka uwag po meczu z AS Trencin - Kolejny rok w fazie grupowej

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

05-08-2016 / 00:52

(akt. 21-12-2018 / 15:37)

Piłkarze Legii awansowali do IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów, gdzie będą rozstawieni. Czas na kilka uwag i spostrzeżeń po meczu legionistów ze słowackim AS Trencin. Zapraszamy do lektury.

Kolejny rok w fazie grupowej – Piłkarze Legii remisując w środę w AS Trencin zapewnili sobie fazę grupową Ligi Europy, powalczą o fazę grupową wymarzonej Ligi Mistrzów. Trzeba zauważyć postęp, jakiego jesteśmy świadkami. Nie tak dawno tylko marzyliśmy o tym, by polski zespół grał do końca roku w europejskich pucharach, o rundzie wiosennej nawet nie wspominając. Tymczasem teraz Legia zapewniła sobie grupowy etap rozgrywek już po raz czwarty z rzędu. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, chcielibyśmy więcej i lepszym stylu, ale doceńmy to co mamy. Legia będzie zespołem rozstawionym i ma realną szanse powalczyć o upragnioną Champion League. Czy mogłoby być piękniejsze 100-lecie klubu niż takie z mistrzostwem Polski, Pucharem Polski i Ligą Mistrzów?


Dwa mecze, dwa oblicza – W sobotę w Płocku piłkarze Legii mogli zaimponować. Nie grając w najsilniejszym zestawieniu szybko stracili dwie bramki i po 10 minutach przegrywali 0:2. Mimo to, w legionistach było widać pewność siebie, przekonanie, że uda się odwrócić losy spotkania. I tak też się stało, mistrzowie Polski wygrali 3:2, a taki wyczyn nie miał miejsca już niemal cztery lata. Wydawało się, że przebieg spotkania i końcowy sukces da pozytywnego kopa graczom Besnika Hasiego i wpłynie dodatnio na psychikę przed starciem ze Słowakami. W środę jednak zobaczyliśmy inną Legię, taką która została nieco przygnieciona ciężarem spotkania i presją, jaka mu towarzyszyła. Zawodnicy grali bardzo asekuracyjnie, bali się zaryzykować, zaś ruchy poszczególnych piłkarzy były niemal paraliżowane wizją straty piłki czy błędu jaki można popełnić. Rywale grali na fantazji, luzie i byli blisko wykorzystania takiej postawy legionistów. 


Styl w pewien sposób usprawiedliwiony – Gra Legii nie porywała, nie powodowała wypieków na twarzy, nie ma się co oszukiwać – wyglądało to słabo. Jednak zanim zaczniemy na wszystko narzekać pamiętajmy, że sztab szkoleniowy podjął się mega trudnego zadania. W czasie zgrupowań przygotowujących do sezonu nie było trzonu zespołu, dodatkowo inni kluczowi gracze jak Guilherme czy Prijović mieli urazy. Legia przygotowywała się więc do sezonu bez siedmiu kluczowych w minionej rundzie piłkarzy, a dwóch definitywnie odeszło – Borysiuk i Duda. Odpoczynek dla kadrowiczów był krótki, Nikolić jest przemęczony i ociężały, a Jodłowiec wygląda momentami jakby grał za karę. Obaj potrzebują urlopów. Do tego trzeba dodać, że Besnik Hasi jest zupełnie innym szkoleniowcem niż Stanisław Czerczesow, preferuje inną taktykę, dyscyplinę i filozofię gry niż Rosjanin. Na to, by wszystko zaczęło działać, też potrzeba czasu. Skoro mimo takich przeszkód Legia zdołała awansować do IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów, to wydaje się że może być już tylko lepiej.


Powrót Beresia – Gra Bartosza Bereszyńskiego jest jednym z największych pozytywów tego sezonu. W minionym razem z Łukaszem Broziem musieli pogodzić się z rolą rezerwowych. Co by nie robili, pozycja Artura Jędrzejczyka była niepodważalna. Do tego obaj nie grali w rezerwach, stracili więc pół roku. Trener Hasi zaufał Bereszyńskiemu, postawił na niego, a ten z każdym meczem gra lepiej. To pokazuje, jak ważne w piłce jest zaufanie trenera do piłkarza oraz poczucie rosnącej pewności siebie. W środę do momentu zejścia z boiska z powodu urazu, „Bereś” był najlepszy na boisku. Wchodzący za niego „Broziu” też pokazał się z dobrej strony. Z tej mąki będzie chleb. Pod warunkiem, że kontuje będą Bereszyńskiego omijały, że w tym względzie nie będzie powrotu do przeszłości. I osobiście trochę żałuję, że na podobne zaufanie nie mógł liczyć Jakub Kosecki. Jestem przekonany, że również odwdzięczyłby nam się dobra grą.


Debiut Langila w pierwszym składzie
– Wydaje się, że do Legii przyszedł ciekawy skrzydłowy. W środę w pierwszej części gry nie wyglądał najlepiej, podobnie jak koledzy. W drugiej było już lepiej, imponować mógł powrót pod własne pole karne za jednym z rywali. Widać było brak zrozumienia i pewne zaległości treningowe u naszego nowego piłkarza. I to jest jedyna rzecz, na jaką mógłbym ponarzekać. Langil zadebiutował w Płocku, niczego fajnego i nie pokazał i trzy dni później w nagrodę znalazł się w wyjściowej jedenastce w niezwykle ważnym meczu. Moim zdaniem to błąd, który już kiedyś popełnił choćby Maciej Skorża, wpuszczając do pierwszego składu wszystkich sześciu nowych graczy z tzw. zaciągu truskawkowego. A tymczasem, każdy zawodnik powinien sobie miejsce w pierwszym składzie wywalczyć, udowodnić na treningach i w meczach, że jest lepszy od innych. To oczywiście szczegół, ale warto na takie szczegóły zwracać uwagę.

Komentarze (8)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
wkleję bo na prawdę warto przeczytać, zrozumieć i ...wdrożyć w życie


h ttp://ww w.legia.com.pl/pl/34163,To_chyba_dobrze_prawda_komentarz_po_wyeliminowaniu_Trenczyna.html
~slab
  • 0 / 0
A Bereś podobno się rozsypał. Ten to ma pecha - co zacznie dobrze grać to łapie kontuzję...
~jedna uwaga
  • 0 / 0
Hasi nie zaufał Beresiowi tylko Broziowi. Dopiero padaka w wykonaniu Brozia spowowodowała zmianę. Oczywiście można się domyślać, że Hasi mając ich na zgrupowaniach nie widział specjalnej różnicy więc postawił na bardziej doświadczonego Brozia.
~Robin Chudł
  • 0 / 0
Pamiętam porażkę 2-5 z (rezerwami) Lazio, po której Czerczesow powiedział enigmatycznie, że ma na temat gry obronnej swoje spostrzeżenia, po czym kazał sprowadzić sobie nowego prawego obrońcę (mimo że teoretycznie była to jedyna pozycja obsadzona przez dwóch równorzędnych piłkarzy). W pamiętnym meczu grał Bereszyński, i był mijany jak słupek treningowy przez każdego, kto tylko chciał, ale najgorsze było to, że nie zrobił nic, w całym meczu, co usprawiedliwiałoby nazywanie go "obrońcą" - co to za obrońca, co nie umie bronić. Smutne było to, że jak doskakiwał do przeciwnika, to na pół gwizdka i tylko po to, żeby zobaczyć, z której strony ten go minie.
Minęło pół roku, przeciwnikiem nie jest już Lazio, tylko Trenczyn - nie przymierzając, poziom Chrobrego Głogów. Bereszyński gra na flance, prze do przodu, coś tam rozklepie, jego gra ofensywna jest po prostu słodka jak 'My Little Pony', no, bosko... Tyle że z tyłu - TRAGEDIA!! Jak obrońcy klepią między sobą, to już od 10 minuty meczu wiedzą, żeby nie dawać Bereszyńskiemu, bo on nie wyszedłby nawet spod pressingu napadziorów przedszkola nr 3. Kalu grający na Beresia rozgrywa dwumecz życia, nawet na tym forum ludzie wołają, żeby go kupować do Legii, a on, biedny i pogubiony, myśli sobie, że te zwody to nawet w juniorach nie działały, a tutaj wchodzi w pole karne jak w masło. Jest tak zdezorientowany, że nie jest w stanie trafić w bramkę. W końcu zamiast Beresia wchodzi Broź i Kalu zostaje zneutralizowany - kończą się rajdy Trenczyna lewą flanką, dopiero w końcówce, w czasie tych 3 minut obronnej degrengolady, idzie stamtąd niebezpieczna centra na główkę Jangi. Kalu zaś przypomina sobie, że jednak bliżej mu do Chrobrego niż do Lazio.
~edd
  • 0 / 0
2-5 to było z Napoli, nie z Lazio
~inżynier Sobieryba
  • 0 / 0
przecież Kalu przeszedł na stronę Hlouska jeszcze przed zejściem Beresia, chłopie coś ty robił na meczu?
Broż przez pół godziny gry miał dokładnie 2 razy piłkę jeden to był wykop do nikogo jeden podanie do najbliższego ani razu nie grał przeciwko Kalu ( który zresztą jak cały Trencin nie miał pary na 60 a co dopiero 90 minut)
Podporucznik
  • 1 / 0
Strasznie krytykowany jest ten Langil - moim zdaniem za bardzo. W kilku akcjach pokazał papiery na granie, w kilku że faktycznie brakuje mu nieco ogrania, w pierwszej połowie nieco się samolubił - ale w drugiej już nie. Natomiast jego powrót na pełnym gazie do obrony - mistrzostwo świata.
Jest bardzo szybki, ale wydaje mi się, że nie na miejscu są porównania do sprinterów-a-nie-piłkarzy typu Manu.
Wydaje mi się, że w sumie zagrał tak jak można się było spodziewać na tym etapie, ale że będzie z niego dużo pociechy.
~h
  • 0 / 0
Nie uważam wypuszczenia Langila w pierwszym składzie za błąd. Może Alexandrow sobie uświadomi jaki jest słaby i weźmie się do roboty.