Grano dzisiaj, czyli mecze Legii z 8 czerwca – Gol Artura Boruca

Maciej Ziółkowski

Źródło: Legia.Net

08-06-2021 / 06:30

(akt. 08-06-2021 / 13:00)

Ósmego czerwca legioniści rozegrali siedem meczów. Tego dnia legioniści rozbili Lechię Gdańsk aż 8:1! Minęło także 17 lat od bramki Artura Boruca.

Legioniści po raz ostatni rywalizowali 8 czerwca dokładnie 17 lat temu. Rozgromili u siebie Widzew Łódź aż 6:0Wówczas był to drugi taki wynik w historii, między tymi klubami, od 1947 roku.

Jedną z bramek – zarazem pierwszą w ekstraklasie - zdobył Artur Boruc. Kiedy sędzia podyktował rzut karny za faul na Jacku Magierze, kibice zaczęli skandować nazwisko swojego ulubieńca. Artur pewnie wykorzystał okazję, pobiegł do narożnika boiska, wyjął chorągiewkę i zaczął nią machać. Dostał żółtą kartkę, ale mało kogo to obchodziło. – Bardzo sympatyczne uczucie. Nie znałem go wcześniej. To coś pięknego. Bramkę dedykuję oczywiście mojej żonie, która dziś obroniła pracę magisterską - powiedział po meczu Boruc. Fotoreportaż jest dostępny tutaj. W sezonie 2003/2004 legioniści zdobyli wicemistrzostwo Polski i przegrali w finałowym dwumeczu PP z Lechem Poznań.

Emocjonujący rewanż

Zanim doszło do gry o tron, los skojarzył Legię i Górnika Zabrze w półfinale Pucharu Polski w sezonie 1993/1994. Pierwsze spotkanie rozegrano w Warszawie. I był to jeden z najlepszych meczów w historii rozgrywek. Ostatecznie legioniści wygrali 5:2, co dawało pozorny spokój przed rewanżem.

Drugi mecz odbył się 27 lat temu. Nikt nie wyobrażał sobie, by legioniści mogli roztrwonić 3-bramkową zaliczkę, ale o mało do tego nie doszło. W 18 minut zabrzanie odrobili 2 z 3 bramek. Najpierw Tomasz Hajto wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Krzysztofa Ratajczyka na Marku Szemońskim, a 120 sekund później Rafał Kocyba pokonał Zbigniewa Robakiewicza. Górnik nacierał z pasją, ale Legia zdołała odpowiedzieć. Błąd Marka Bębna wykorzystał Leszek Pisz. Bramkarz gospodarzy źle wybił piłkę, ta trafiła pod nogi kapitana przyjezdnych, który przelobował obrońców i Bębna. To był najważniejszy gol spotkania rewanżowego. Animusz miejscowych zelżał, Pisz podciął im skrzydła.

W końcówce spotkania Wojciech Kowalczyk kopnął piłkę do pustej bramki po podaniu Jerzego Podbrożnego i stało się jasne, że to Legia zagra w meczu finałowym. Górnikom przeszła koło nosa premia w wysokości 2 mld zł. Może dlatego z takim zębem podeszli do legionistów. Grali bardzo ostro, w szczególności Grzegorz Mielcarski i Tomasz Hajto. Pierwszy bezmyślnym faulem sprawił, że boisko musiał opuścić Krzysztof Ratajczyk. Jak się okazało, był to dopiero wstęp do jeszcze ostrzejszej walki. Obie jedenastki czekał jeszcze mecz sezonu w Warszawie. O mistrzostwo. W tamtych rozgrywkach (1993/1994) „Wojskowi” wywalczyli dublet: mistrzostwo i Puchar Polski.

Koncert

Jedynym dobrym występem wiosną 1963 roku było spotkanie z Lechią Gdańsk. "Wojskowi" strzelili w nim więcej goli niż we wszystkich wcześniejszych meczach tej rundy, gromiąc rywali 8:1. Dwie z bramek zdobył 19-letni Wiesław Korzeniowski, który dopiero trzy kolejki wcześniej debiutował w ekstraklasie. To była druga i ostatnia wygrana. W dwóch ostatnich występach udało się zdobyć tylko punkt i sezon legioniści zakończyli na 7. miejscu, najgorszym od 9 lat. Nie zdołali zrealizować nawet planu minimum, którym była 5. lokata, pozwalająca ubiegać się o start w Pucharze Intertoto.

11 „węgierek”

„Wojskowi” początkowo plasowali się w środku stawki, ale kolejne udane mecze sprawiały, że wędrowali w górę tabeli i… znów zaczęli przyciągać tłumy kibiców na trybuny. Spore zdziwienie wywołała liczba fanów – 40 tys., którzy przyszli na spotkanie z ŁKS (62 lata temu).

Zanim sędzia rozpoczął spotkanie, odbyła się uroczystość udekorowania byłego piłkarza obu klubów, pełniącego wówczas funkcję asystenta trenera Legii, mjr. Longina Janeczka Złotą Odznaką klubową ŁKS. Potem nastąpiło coś, co miało się stać tradycją Stadionu Wojska Polskiego, mianowicie piłkarze obu drużyn wykopali piłki w stronę trybun. Łodzianie posłali 11 piłek w kolorach swego klubu: biało-czerwonych. Z kolei od zawodników Legii poleciało w stronę trybun 11 piłek – najpopularniejszych wówczas w Polsce „węgierek” – będących obiektem marzeń każdego chłopca. Mecz był jednostronnym popisem stołecznej drużyny, która wygrała 3:0. Ostatecznie ze stolicy Polski drużyna zakończyła sezon na 6. miejscu.

Mecz

Sezon

Strzelcy

Legia Warszawa - Widzew Łódź (6:0)

2003/2004

Sokołowski x2, Saganowski x3, Boruc

Górnik Zabrze – Legia Warszawa (2:2)

1993/1994

PiszKowalczyk

Igloopol Dębica – Legia Warszawa (1:0)

1990/1991

 

Legia Warszawa – Widzew Łódź (0:0)

1984/1985

 

Stal Mielec – Legia Warszawa (1:1)

1976/1977

Niemiec

Legia Warszawa – Lechia Gdańsk (8:1)

1962/1963

Korzeniowski x2, Błażejewski x3, BlautŻmijewski x2

Legia Warszawa – ŁKS (3:0)

1958

Nowara x2, Hlywa

Komentarze (12)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Generał broni
  • 0 / 0
Dwumecz z Górnikiem w PP oraz późniejsze 1:1 z tym rywalem w Warszawie w lidze to były niezwykle spotkania nie tylko w samym sezonie 1993/1994, ale też w całej historii Legii. Kto był, widział i pamięta, ten wie. Olbrzymia dawka emocji, niesamowite starcia Ratajczaka z Mielcarskim, ogromna satysfakcją po zwycięstwach. Kapitalne spotkania, nadzwyczajne wspomnienia ich atmosfery. Najlepszym tego dowodem mity, którymi obrosły te zawody (zwłaszcza ligowy remis dający Legii mistrzowski tytuł).
Brameczka Wędzyńskiego zdobyta jak za najlepszych czasów Szarmacha. Nie da się jej zapomnieć!
Generał broni
  • 0 / 0
*Ratajczyka, oczywiście
Pamiętna chwila z tym golem Artura :-)
Byłem na tym meczu z Widzewem 0:0 i setnie się wynudziłem, z niesmakiem oglądałem popisy Dziekana w łódzkiej wtenczas drużynie
Marszałek Polski
  • 0 / 0
3-3-1, bramki 20-5. Błażejewski i Saganowski po trzy, ale królem jest Arczi :)
Marszałek Polski
  • 0 / 0
„Rozgromili u siebie Widzewa Łódź”

Nie dopełniacz, lecz biernik.
Marszałek Polski
  • 0 / 0
Poza tym zdobytych bramek się nie dedukuje.
To jest raczej kojarzone z pracą Herloka Szolmsa.
Marszałek Polski
  • 0 / 0
Czy masz na myśli dedukację ;-?
Porucznik
  • 2 / 1
Dzisiaj byśmy dostali jeszcze karę finansową za "brak szacunku i upokarzanie rywali"
Chorąży
  • 0 / 1
Za co? Wątpię przecież dziś też strzelają bramkarze karne i nawet podchodzą do rzutów wolnych.
Porucznik
  • 2 / 0
Ostatnimi, których ja kojarzę, byli Butt i Chilavert. Poza tym piszesz pewnie o gościach, którzy podchodzili do SFG niezależnie od wyniku i są ich stałymi wykonawcami. W przypadku sytuacji jak wtedy z Widzewem, byłoby to potraktowane jako robienie sobie jaj z przeciwników. Pamiętam kilka sezonów temu jaka była spina, gdy bodaj Douglas Costa przerzucił sobie piłkę nad przeciwnika w iście ulicznym stylu.