Marek Saganowski Michał Kucharczyk 19 kwietnia 19.04

Grano dzisiaj (19.04). Hat-trick Szymborskiego

Redaktor Maciej Ziółkowski

Maciej Ziółkowski

Źródło: Legia.Net

19.04.2022 06:00

(akt. 18.04.2022 13:28)

Dziewiętnastego kwietnia legioniści grali 13-krotnie. Tego dnia stołeczny klub wygrał 6 razy.

Ostatni raz legioniści rywalizowali 19 kwietnia 6 lat temu. Wówczas bezbramkowo zremisowali na wyjeździe z Ruchem Chorzów w ekstraklasie. Zdjęcia można obejrzeć TUTAJ. – Wiedzieliśmy, że nikt w Chorzowie nie dam nam punktów za darmo, a Ruch postawił trudne warunki. Obie strony mogły strzelić kilka GOLI. Szkoda, że nie zamieniliśmy swoich okazji na bramki – powiedział po meczu Bartosz Bereszyński, były obrońca Legii. 

Michałowie przesądzili o wygranej

Dziewiętnastego kwietnia 2015 roku "Wojskowi" zwyciężyli Zawiszę Bydgoszcz (2:0) przy Łazienkowskiej. Bramki zdobyli Michał Kucharczyk oraz Michał Żyro. Fotoreportaże są dostępne w TYM MIEJSCU. Dla Łukasza Brozia był to 150. mecz w ekstraklasie. Dwa tygodnie później ekipa Henninga Berga zdobyła Puchar Polski.  

Zmiana miejsca

Minęło 12 lat od spotkania z Jagiellonią Białystok, które zostało rozegrane na stadionie Polonii Warszawa bez udziału publiczności. Organizacja meczu przy Łazienkowskiej była niemożliwa, bo na pobliskim Torwarze znajdowały się trumny z ciałami ofiar katastrofy smoleńsiej. Ostatni raz w roli gospodarza przy Konwiktorskiej legioniści wystąpili 85 lat wcześniej (23 sierpnia 1936 r.), ulegli wówczas Warcie Poznań (1:5). Tym razem było lepiej, pokonali Jagiellonię (2:1). Bohaterem okazał się Jan Mucha, który obronił rzut karny wykonywany przez Tomasza Frankowskiego.

Historyczny Borysiuk

Dziewiętnastego kwietnia 2008 roku w historii klubu zapisał się Ariel Borysiuk. Legia grała na wyjeździe z Odrą Wodzisław (2:0), młokos wybiegł w podstawowym składzie i w 38. minucie strzelił gola, stając się najmłodszym zdobywcą bramki w oficjalnym meczu – miał wówczas 16 lat i 265 dni. W historii polskiej ligi młodszy od niego był tylko Włodzimierz Lubański (16 lat i 52 dni). Ostatecznie klub z Łazienkowskiej zwyciężył 2:0, drugą bramkę zdobył Aleksandar Vuković.

9 punktów straty

Na początku kwietnia 2003 roku legioniści bezbramkowo zremisowali z Górnikiem Zabrze, nie wykorzystując szansy na zbliżenie się do Wisły i GKS Katowice, a w następnej serii gier jechali do Krakowa. Bez Artura Boruca, który przejął bluzę z numerem jeden po Radostinie Stanewie. Doznał kontuzji stawu skokowego i nie wystąpił już przeciwko Górnikowi. Zastąpił go sprowadzony zimą Zoran Mijanović, który nie spisywał się dobrze. Nie pomógł drużynie pod Wawelem (1:2). Wprawdzie zaczęło się świetnie, od gola strzelonego przez niezawodnego Stanko Svitlicę, ale Wisła przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę. Legia zareagowała na porażkę odpowiednio, demolując przy Łazienkowskiej KSZO Ostrowiec Świętokrzyski (6:0). 

Szanse, choć iluzoryczne, na obronę mistrzostwa Polski zostały stracone w Wodzisławiu Śląskim z Odrą (19 lat temu). Porażka (1:2) w Wielką Sobotę oznaczała już 9 punktów straty do Wisły i dopiero 5. miejsce w tabeli. Takiej przewagi Biała Gwiazda nie miała prawa roztrwonić. Po raz 5 w ostatnich 10 latach Legia nie zakwalifikowała się do europejskich pucharów. Na pocieszenie został tytuł króla strzelców Stanko Svitlicy (24 gole), zarazem pierwszego obcokrajowca, który wygrał tę klasyfikację. Przez chwilę odżyły nadzieje na grę w pucharach. Wydział Dyscypliny PZPN wszczął postępowanie wobec sędziego Zbigniewa Marczyka, który prowadził wyjazdowy mecz legionistów ze Szczakowianką Jaworzno (1:1). Arbiter i jego asystenci byli widziani w towarzystwie działaczy gospodarzy (było to surowo zakazane) i kuzynek jednego z asystentów, a po meczu długo biesiadowali. Marczyk przyznał, że popełnił błąd, nie dyktując rzutu karnego za faul na Marku Saganowskim (obecnie drugi trener Legii), ale nie udowodniono mu zakazanych przez przepisy kontaktów. Kibice Legii protestowali, nie chcieli miejsca na najniższym stopniu podium przyznanego przy zielonym stoliku. Ostatecznie Wydział Dyscypliny uniewinnił arbitra.

Płonące derby

W lidze w sezonie 1996/97 Legia utrzymywała przewagę. Warszawa szykowała się na derby, które miano rozegrać przy Konwiktorskiej. Oba kluby apelowały o spokój na trybunach, wojewoda mazowiecki prewencyjnie wydał rozporządzenie w sprawie przyspieszonego trybu wydawania postanowień przez kolegia do spraw wykroczeń w dzień meczu, czyli 19 kwietnia. Na niewiele się to zdało. Wobec ogromnego zainteresowania meczem kibicom Legii oddano do dyspozycji tzw. trybunę kamienną, poloniści usiedli po drugiej stronie stadionu. Mecz przerywano kilka razy, piłkarze rozmawiali z fanami i apelowali o spokój. Wielką pracę wykonał Cezary Kucharski, który jako kapitan drużyny przemówił kibicom do rozsądku. Interweniowała policja. Na szczęście nie panikował sędzia Andrzej Szczełkun. Dzięki jego przytomnym decyzjom udało się dokończyć spotkanie.

Na boisku trwał wyrównany bój. Pierwsi gola strzelili gospodarze po błędzie Grzegorza Szamotulskiego, który wypuścił piłkę z rąk, co skrzętnie wykorzystał Grażvydas Mikulenas. Wyrównał 10 minut po przerwie Kucharski. Legia w tej części gry przeważała, ale nie udało się zdobyć zwycięskiej bramki. Skończyło się na remisie 1:1. Wynik schodził jednak na drugi plan wobec zamieszek na trybunach. Wojewoda Bohdan Jastrzębski już następnego dnia zadecydował o zamknięciu obu stadionów, Legii i Polonii. Nie tylko dla publiczności, nie mogły być na nich organizowane żadne imprezy. W praktyce oznaczało to, że warszawskie kluby muszą rozgrywać swoje spotkania na innych obiektach.

Porażka z Ruchem

W sezonie 1963/1964 warszawiacy doznali klęski w Chorzowie, przegrywając z Ruchem aż 0:4. Dwie bramki dla rywali zdobył Eugenisz Lerch, a po golu – Eugenisz Gaber i Antoni Nieroba. Legioniści przegrali z tym samym Ruchem, który ówczesną jesienią pokonali 4:0. W tamtym sezonie stołeczny klub wywalczył Puchar Polski. Zdobycie przez piłkarzy pierwszego od 1956 roku piłkarskiego trofeum – w dodatku podczas obchodów XX-lecia Polski Ludowej – zostało docenione przez ministra obrony narodowej, marszałka Mariana Spychalskiego, który wysłał na adres klubu własnoręcznie napisane gratulacje. Podobno robił tak jedynie w nadzwyczaj wyjątkowych okolicznościach.

Na remis z nowym trenerem

W pierwszych czterech meczach o stawkę, w 1959 roku, Legia musiała radzić sobie bez trenera. Po spotkaniu z Ruchem Chorzów (3:1), drużynę objął wreszcie nowy szkoleniowiec. Nie był to jednak ten trener, którego pierwotnie wybrano. Kierownictwo klubu chciało zatrudnić Virgila Popescu, byłego piłkarza Partizana Belgrad, a od paru lat trenera. To po niego pojechała delegacja klubu do stolicy Jugosławii. Legia liczyła na to, że dobre kontakty z Partizanem i jugosłowiańską federacją pomogą jej uzyskać zgodę na zatrudnienie tego 43-letniego szkoleniowca. Usłyszała jednak odpowiedź odmowną. Jugosłowianie zaproponowali w zamian Stjepana Bobka.

Kierownictwo wojskowych postanowiło skorzystać z oferty, choć Bobek, jako wieloletni piłkarz Partizana i 63-krotny reprezentant Jugosławii, jej najlepszy w historii strzelec, na razie dysponował jedynie doświadczeniem piłkarskim – niedawno zakończył karierę zawodniczą. W „Trybunie Ludu” z 27 marca 1959 r. zamieszczono obszerny artykuł zatytułowany „Trener Bobek objął rządy nad piłkarzami Legii”, w którym można było przeczytać: – Jak wiadomo piłkarze stołecznej Legii mają wielką ochotę błysnąć w obecnych rozgrywkach ligowych dużą formą. Zmontowano dobry skład, przeprowadzono przygotowania kondycyjne, brakowało tylko odpowiedniego trenera. W tym celu szef klubu płk Potorejko wyruszył do Budapesztu i Belgradu, by wśród tamtejszych trenerów poszukać człowieka, który by mógł poprowadzić piłkarzy Legii. Wizyta dała nadspodziewane wyniki, gdyż płk Potorejko powrócił do Warszawy ze słynnym internacjonałem jugosłowiańskim Stjepanem Bobkiem, który został oddelegowany przez swój klub Partizan, by przez pewien czas zająć się warszawskimi piłkarzami.

Wiadomość o pierwszym treningu Legii pod wodzą nowego trenera z Jugosławii rozeszła się po Warszawie lotem błyskawicy. Osoba znanego przed laty piłkarza budziła olbrzymie zainteresowanie. Na pierwszych zajęciach prowadzonych przez Bobka zebrało się wielu trenerów warszawskich drużyn, działaczy oraz dziennikarzy. Debiut jugosłowiańskiego szkoleniowca nie wypadł okazale (0:0 z ŁKS w Łodzi, dokładnie 63 lata temu), podobnie jak kolejne spotkania.

Hat-trick Szymborskiego

Po spadku Kolejarza (Polonii) Legii ubył derbowy rywal, ale w jego miejsce pojawił się nowy, do I ligi awansowała bowiem Gwardia Warszawa. Obie drużyny po raz pierwszy spotkały się 19 kwietnia 1953 roku na Stadionie WP w 5. kolejce, a mecz przyciągnął na trybuny 13 tys. widzów. W składzie gwardzistów wystąpił m.in. Edmund Zientara, niedawno wyrzucony z Łazienkowskiej, niewiele jednak swoim nowym kolegom pomógł – "Wojskowi" wygrali aż 4:0. Hat trickiem w tym spotkaniu popisał się Henryk Szymborski, który od nowego sezonu był już pełnoprawnym członkiem pierwszej drużyny i jej najlepszym snajperem (ostatecznie z 17 golami zajął 2. miejsce w klasyfikacji strzelców). – CWKS w ostatnim meczu wykazał już opanowanie umiejętności celnego i ostrego strzelania, co wykazuje, iż pochód wojskowych w górę tabeli jest możliwy – przewidywał „Przegląd Sportowy” (32/1953). Pochodu jednak nie było, bo wojskowi grali bardzo nierówno. Nie zawsze byli chwaleni, nawet wtedy, gdy zdobywali komplet punktów.

Wygrana z poznaniakami

Na inaugurację sezonu w 1931 roku Legia zaliczyła falstart, przegrywając z ŁKS-em w Łodzi 1:3, mimo prowadzenia do przerwy po strzale Józefa Ciszewskiego. Kalendarz rozgrywek ułożono w taki sposób, że kolejny mecz ligowy "Wojskowi" rozgrywali dopiero trzy tygodnie później. Był zatem czas na korekty, tym bardziej że w tym okresie drużyna wzięła udział w dwóch turniejach towarzyskich – o Puchar Teatru Qui Pro Quo oraz wyjazdowym w Bukareszcie. Wydawało się, że do meczu z Wartą zespół przystąpił już w pełni przygotowany, świadczyło o tym również wysokie zwycięstwo (4:1) nad silną poznańską drużyną, które zostało rozegrane 91 lat temu. Komentatorom prasowym jednak nie wszystko w tym meczu się podobało. – Najlepiej spisywała się pomoc – dziś najlepsza w Polsce. Cebulak zrobił duże postępy, a Nowakowski był najlepszym graczem na boisku. Szaller znalazł się na pozycji prawego skrzydłowego, gdzie odgrywał rolę piątego… koła u wozu. Z ataku najlepszy Wypijewski, Nawrot rozegrał się dopiero pod koniec, Martyna niepewny – podsumował mecz „Kurier Poranny” (19.04.1931).

MECZE LEGII Z 19 KWIETNIA:

Mecz

Sezon

Strzelcy

Ruch Chorzów – Legia Warszawa (0:0)

2015/2016

 

Legia Warszawa – Zawisza Bydgoszcz (2:0)

2014/2015

ŻyroKucharczyk

Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok (2:1)

2009/2010

KiełbowiczGrzelak

Odra Wodzisław – Legia Warszawa (0:2)

2007/2008

BorysiukVuković

Odra Wodzisław – Legia Warszawa (2:1)

2002/2003

Surma

Polonia Warszawa – Legia Warszawa (1:1)

1996/1997

Kucharski

ŁKS – Legia Warszawa (0:2)

1994/1995

UntonPisz

Legia Warszawa – Pogoń Szczecin (0:0)

1977/1978

 

Ruch Chorzów – Legia Warszawa (4:0)

1963/1964

 

ŁKS – Legia Warszawa (0:0)

1959

 

Legia Warszawa – Gwardia Warszawa (4:0)

1953

Szymborski III, Gogolewski

Śląsk Świętochłowice – Legia Warszawa (1:1)

1936

Łysakowski

Legia Warszawa – Warta Poznań (4:1)

1931

CiszewskiWypijewskiPrzeździeckiNawrot

Polecamy

Komentarze (4)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.